tiger.in.cage
28.10.09, 16:36
Właśnie rozmawiałem ma moim znajomym kończącym doktorat na jednej z
politechnik w PL. Niestety rozmowa wyglądała bardzo nerwowo bo uspokajałem
gościa przez 15 minut.
Jego irytacja brała się z następującej sytuacji:
wezwany został przez swojego promotora de facto dyrektora instytutu w sprawie
pilnego wyjazdu do jednego z krajów europy na staż doktorancki z możliwością
przedłużenia na podoktorski (warunki finansowania oczywiście bdobre). Chłopak
zaczął załatwiać dokumenty to znaczy jakieś tam podpisy i zgody na zawarcie
umowy o współpracy po czym się okazało, że sprawa dotyczy dalekiej przyszłości
oraz sformułowania "może" - co akurat obecnie jest w 100 % normalne. Po
dokładnym przebadaniu okazało się, że cała sprawa dotyczy dalszego pobytu
absolwentki jego wydziału w jednostce przyjmującej, która to jednostka aby
otrzymać dotacje oraz możliwość dalszego zatrudnienia wspomnianej "życzliwej"
rodaczki potrzebowała takowej umowy o współpracy.
I wszystko wyglądałoby ok gdyby nie "życzliwość" i odbijanie się od głów
siedzących w bagnie przez tych z bagna uciekających (cytat znajomego).
I tak się zastanawiam..., jednak Polak pozostaje Polakiem nawet za granicą.
Ciekawe czy to odosobniony przypadek?