ser_metafizyczny
06.04.18, 13:01
Jak to jest z tą ostentacją? Zastanawiam się jak ją postrzegacie, co jeszcze nie jest na pokaz, a co już tak?
W wątku o męskiej biżuterii pojawiły się głosy, że noszenie sygnetu jest ostentacyjne. Sam fakt tego, że człowiek ma na palcu trochę mniej standardowy pierścionek już był wystarczającym przyczynkiem, żeby domniemywać poczucie wyższości, obnoszenie się z nieswoimi zasługami i popieranie niewolnictwa. Upraszczam oczywiście, ale sens pozostaje.
Czy posiadanie i noszenie rzeczy, które są mniej sztampowe jest ostentacyjne?
Przypomniała mi się taka sytuacja z pracy:
Dziewczyna na niskim stanowisku (coś w księgowości czy hr, nie pamiętam) przyszła raz do biura w nowych kolczykach. W kuchni koleżanka zapytała, czy to Svarowski (kolczyki to chyba był jeden kamień w prostej oprawie, nie wiszący tylko taki na igiełce). Dziewczyna na to, że nie wie, bo to prezent, ale chyba nie. Kamyk błyszczał zza włosów bardzo ładnie, więc jakąś życzliwa dusza zaczęła sprawdzać, czy to faktycznie sztuczny. No i się doszperala, że u popularnego jubilera (chyba Kruk), są brylanty, wypisz wymaluj jak te, które dziewczyna ma na uszach. Ona cała w pąsach, bo to prezent i pudełko w którym dostała kolczyki nie było firmowe, wiec sama nie wie, czy to sztuczny kamyk za 200 złotych, czy diament za 3000. Niemniej, już nigdy chyba nie założyła tych kolczyków do pracy, mimo że były na prawdę eleganckie, bo miłe koleżanki docinały jej, że "hrabina w diamentach droższych niż pensja" przybiega papierki przekładać.
To co, ostentacja to była, założyć diamentowe /sztuczne kolczyki do pracy?
Moim zdaniem, nawet jakby to były prawdziwe brylanty, to proszę bardzo, niech nosi, kogo to obchodzi? Podobnie jak sygnety, wisiorki, bransoletki - tak długo jak ich forma nie jest przesadzona, to na co dzień taka elegancka biżuteria dodaje szyku i urozmaica ubiór.