villemo35 10.12.11, 21:41 Czy prawdą jest, że nowa ustawa skraca adiunktom czas na zrobienie habilitacji z 9 do 8 lat ? Czyli prawo działa wstecz i umowa na 9 lat przestaje obowiązywać? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
kramka1 Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 10.12.11, 23:05 Nie wiem, ile lat jest zapisanych w ustawie (pewnie łatwo ro sprawdzić), ale dotarła do mnie interpretacja nowej ustawy, że te 8 czy 9 lat zaczyna sie wszystkim liczyc od wejscia w życie nowej ustawy. Czyli ile by kto nie miał lat po doktoracie w dniu 1.10, dochodzi te nowe osiem. Nie wiem, ile w tym prawdy, moze ktos zna wykładnie nowych przepisów? Odpowiedz Link
humanista1 Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 10.12.11, 23:45 na forum było mnóstwo dyskusji na ten temat... i *nie* jest tak, że wszyscy z automatu dostaną dodatkowo 8 lat Odpowiedz Link
clas_sic Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 10.12.11, 23:58 zapytać trzeba u źródła. W moim (UJ) jest tak: adiunkt (ja) zatrudniony na czas napisania hab od IX 2006 do IX 2015 gdyby nie zmieniły się przepisy, miał czas do IX 2015 na rozpoczęcie przewodu hab. Mój czas zatrudnienia w myśl Statutu UJ mógł zostać przedłużony do zakończenia procedury habilitacyjnej. Obecnie po zmianie ustaw i Statutu, adiunkt broniący się po 2013 roku (czyli na nowych zasadach) ma czas do IX 2015 nie na wszczęcie ale na ZAKOŃCZENIE całej procedury habilitacyjnej. Czyli granicą jest oznaczona w mianowaniu data minus 142 dni, bo tyle trwa w wariancie optymistycznym nowa procedura według CK. Czyli w zasadzie nowa ustawa daje nowoprzyjętym 8 lat, stare przepisy dawały mi 9+, a według obecnej interpretacji mam na to 8 lat i 7 miesięcy (nie dodatkowych - licząc od dnia mianowania). Odpowiedz Link
pfg Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 01:16 clas_sic napisała: > zapytać trzeba u źródła. W moim (UJ) jest tak: adiunkt (ja) zatrudniony na czas > napisania hab od IX 2006 do IX 2015 gdyby nie zmieniły się przepisy, miał czas > do IX 2015 na rozpoczęcie przewodu hab. Mój czas zatrudnienia w myśl Statutu U > J mógł zostać przedłużony do zakończenia procedury habilitacyjnej. Obecnie po z > mianie ustaw i Statutu, adiunkt broniący się po 2013 roku (czyli na nowych zasa > dach) ma czas do IX 2015 nie na wszczęcie ale na ZAKOŃCZENIE całej procedury ha > bilitacyjnej. Nie, to nieprawda. Po pierwsze, UJ nie jest źródłem prawa. Po drugie, czy jesteś pewna, że sama sprawdzałaś postanowienia Statutu? Patrz par. 152 i par. 170; tekst uwzględnia zmiany z października 2011, a więc już z czasu po wejściu w życie nowelizacji Ustawy. Istotnie, było wiele dyskusji na forum na temat tego, jak znowelizowana Ustawa wpływa na czas zatrudnienia adiunktów. Abstrahując od lokalnych rozstrzygnięć UJ, jest tak: - znowelizowana Ustawa przewiduje, że osoba nieposiadająca stopnia doktora habilitowanego, może być zatrudniona na stanowisku adiunkta nie dłużej, niż 8 lat. - powyższy punkt wchodzi w życie 1.10.2013. W tym momencie włącza się zegar. - z powyższego wynika, że osoba zatrudniona na stanowisku adiunkta, której czas zatrudnienia mija przed 1.10.2021 (2013+8), może bez uzyskania habilitacji pracować do końca pierwotnie przewidywanego czasu. Uczelnia może, ALE NIE MUSI, przedłużyć jej zatrudnienie na stanowisku adiunkta do 30.09.2021 (UJ - patrz par. 152 ust. 3 Statutu). Natomiast osobie, której czas zatrudnienia na stanowisku adiunkta upływa po 30.09.2021, czas ten zostaje z mocy prawa skrócony do 30.09.2021, o ile nie uzyska do tego dnia habilitacji. - osoby zatrudniane na stanowisku adiunkta po 30.09.2013 będą, bez uzyskania habilitacji, mogły pracować na tym stanowisku nie dłużej, niż 8 lat. Odpowiedz Link
dr_pitcher Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 03:29 Czy Wy macie jeszcze czas na nauke? Jak widac sporo czasu musicie spedzac na odszyfrowywanie paragrafow. Po jaka, przepraszam, cholere? Odpowiedz Link
whiteskies Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 11:50 Widac ze nie byles w wojsku ;). Żeby uczciwie cieszyć się ta porcją wolności którą masz szansę uzyskać musisz znac regulamin i to wykorzystywać, inaczej system zrobi Cie w jajo. Żaden urzędnik, personel pomocniczy czy administracyjny pracujący rzekomo po to żeby Ci pomóc Ci nie pomoże. I tyle..... Odpowiedz Link
kramka1 Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 12:23 "osoba zatrudniona na stanowisku adiunkta, której czas zatrudnienia mija przed 1.10.2021 (2013+8), może bez uzyskania habilitacji pracować do końca pierwotnie przewidywanego czasu." Niby jasno wyłozone, ale niekoniecznie.;) Bo jak rozumiec pojecia "czas zatrudnienia " i "pierwotnie przewidywany czas", gdy umowa o pracę była zawarta na czas nieokreslony, a statut uczelni przewidywał 9 lat na habilitacje (plus ewentualne 2 lata przedłuzenia). Czy osoba bedaca powiedzmy rok przed upływem tych 9 lat moze liczyć na wiecej czasu na finalizacje habilitacji z racji na datę wejscia w zycie nowej ustawy, czy tez ma tych lat dokładnie tyle, co za rządów starej ustawy, czyli ten jeden rok plus ew. przedłuzenie. Odpowiedz Link
pfg Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 12:58 kramka1 napisała: > "czas zatrudnienia " i "pierwotnie przewidywany czas", gdy umowa o > pracę była zawarta na czas nieokreslony, a statut uczelni przewidywał 9 lat na > habilitacje (plus ewentualne 2 lata przedłuzenia). Dziewięć lat plus ewentualnie dwa lata przedłużenia. Na to się zgodziły obie strony w momencie zawierania umowy. Z nową ustawą nie jest to sprzeczne, gdyż ta włącza licznik 1.10.13. W tej sytuacji nowa ustawa jest wobec tamtej umowy neutralna. > Czy osoba bedaca powiedzmy rok > przed upływem tych 9 lat moze liczyć na wiecej czasu na finalizacje habilitacji > z racji na datę wejscia w zycie nowej ustawy Nowa ustawa nie daje żadnych podstaw prawnych do domagania się przedłużenia zatrudnienia (i czasu na hablitację) ponad to, co wynikało z dotychczasowych przepisów. Odpowiedz Link
kramka1 Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 13:22 "Nowa ustawa nie daje żadnych podstaw prawnych .." No bo ja wiem.... Nie wczytałam się jeszcze w przepisy przejsciowe nowej ustawy, ale skoro stara ustawa nie działa, to nowe przepisy, z zastrzeżeniem regulacji zawartych w przepisach przejsciowych, obejmują i starych, i nowych pracowników i nie może byc dalej mowy o starej ustawie (tak to pojmuję umysłem nieprawnika). A co do przepisów przejsciowych, z tego, co mi sie obiło o uszy, wynika, ze w zakresie tej materii nowa ustawa jest bublem prawnym. Przy okazji, gdzie na forum były wczesniej dyskusje na główny temat watku? Czytam forum od niedawna, więc nie wiem, gdzie tego szukac. Odpowiedz Link
pfg Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 16:01 kramka1 napisała: > Nie wczytałam się jeszcze w przepisy przejsciowe nowej ustawy Ale ja się wczytałem. O ile można sensownie zastanawiać się, czy nowa ustawa nie skraca zatrudnienia adiunktom do ośmiu lat, bez względu na to, kiedy to zatrudnienie się rozpoczęło, o tyle próba wywodzenia na podstawie nowej ustawy, iż adiunktom, którym zatrudnienie kończy się między 1.10.13 a 30.09.21, miałoby z mocy prawa przysługiwać jakieś przedłużenie zatrudnienia, nie ma żadnych podstaw. Odpowiedz Link
kramka1 Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 12:26 Doktorze_P, dokładnie po taka cholerę, ze primo: nieznajomość prawa nie stanowi okolicznosci łagodzącej, a secundo, bo taki lada moment habilitowany powinien znac sie na czyms wiecej niz tylko wąska grzęda naukowa, na ktorej siedzi. Erudycja, był kiedys taki termin.... ;)) Odpowiedz Link
dala.tata Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 15:38 ja tam sie juz nie osmielam zadawac takich pytan, jak dr_pitcher :-) gdybym sie osmielil, powiedzialbym, ze mozna sie po prostu wzaic do roboty i zamiast sie zastanawiac, ile to mozna na etacie siedziec, po prostu uzbierac taki dorobek, zeby nie bylo zadnych watpliwosci. najlepiej zaczac zaraz po doktoracie, bez wgledu czy bedzie na to 8 czy 18 lat. co wiecej, bardzo watpie, ze te rozwazania zwiazane sa z poglebianiem erudycji. idze raczej o to, ile czasu bedzie na meczenie tej habilitacji. pociesz sie jednak, ze jak juz ja zrobisz, to usiadziesz i bedziesz mogla pomyslec, ze nigdy wiecej nie bedziesz musiala zrobic nic. czyz to nie piekne? kramka1 napisała: > Doktorze_P, dokładnie po taka cholerę, ze primo: nieznajomość prawa nie stanowi > okolicznosci łagodzącej, a secundo, bo taki lada moment habilitowany powinien > znac sie na czyms wiecej niz tylko wąska grzęda naukowa, na ktorej siedzi. Erud > ycja, był kiedys taki termin.... ;)) Odpowiedz Link
kramka1 Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 16:30 Niestety, w naukach eksperymentalnych jest tak, ze samo wziecie się do roboty nie wystarcza. Trzeba zdobyc pieniadze z grantu (na to trzeba czasu), wykonac część eksperymentalną (znowu czas, w mojej działce liczony w wielu miesiącach lub latach) i wreszcie opisać i opublikowac wyniki (czas po raz trzeci!). Czyli zabierając sie za robote dzisiejszej niedzieli (powiedzmy, że wpadam na pomysł badan o znaczeniu światowym, więc z mozliwościa opublikowania w czasopismie z wysokiej pólki), moge liczyc na numer doi publikacji gdzies za 3-4 lata. I tak razy "n", czyli tyle razy, ile potrzeba publikacji do habilitacji. Mój wielce prawdopodobny deficyt czasu do 9 lat wynika własnie z oczekiwania na te doi. Co do reszty, nic nierobienie nie jest piekne. Piekne jest robienie nauki, a niepiekne jest robienie jakis durnych urzędowych stopni (hab), nieznanych w w świecie moich zachodnich kolegów. Odpowiedz Link
nullified Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 16:56 kramka1 napisała: > Niestety, w naukach eksperymentalnych jest tak, ze samo wziecie się do roboty n > ie wystarcza. Nie tylko w eksperymentalnych, jeśli kogoś nie "jara" twórczość z gatunku "X u Y napisał że Z w S wspomniał o X i P". To jest btw. główna cześć tzw. "pracy naukowej" ie tylko w PL. Czas zabiera też mnóstwo innych rzeczy. Życie np. ;p > Co do reszty, nic nierobienie nie jest piekne. eeee.... nieeee.... to są te najlepsze momenty kiedy przychodzą do głowy najlepsze rzeczy. > a ni > epiekne jest robienie jakis durnych urzędowych stopni (hab), nieznanych w w świ > ecie moich zachodnich kolegów. Fakt. Ja już pomijam idiotyzm "robienia naukowców" ze wszystkich na siłę co się skończy kolejną edukacyjną katastrofą. Odpowiedz Link
dala.tata Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 17:25 zdobywanie grantu itd to jest dla nie 'wziecie sie do roboty'. nie mam zadnych trudnosci, ze opublikujesz to dzielo za 3-4 lata. zakladam jednak, ze po tych 3 latach tytanicznej pracy nie opublikujesz tylko jednego tesktu, ale bedziesz mial material na kilka. w miedzyczasie zrobisz nastepne badania itd itd i juz w ciagu 5 lat znacznie uzupelnisz swoje cv. tyle ze musisz zaczac od razu po doktoracie. i prosze cie, nie zaczynaj o stopniach nieznanych, bo wiekszosc tych kolegow, ktorzy przechodza w USA procedury tenure, zamieniliby sie na zwykla habilitacje. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 17:59 dala.tata napisał: > i prosze cie, nie zaczynaj o stopniach nieznanych, bo wiekszosc tych kolegow, k > torzy przechodza w USA procedury tenure, zamieniliby sie na zwykla habilitacje. A co ma amerykanska tenure do egzotycznosci polskiej hab.? Ktos sie podpisuje Tenured Doctor? A moze w skrocie Dr Ten.? Odpowiedz Link
dala.tata Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 18:10 na pewno ci sie uda domyslec, jak przeczytasz posta, na ktorego odpowiadam. a jesli nie, to trudno. i dla porzadku: podpisuje sie Associate Professor. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 19:01 dala.tata napisał: > na pewno ci sie uda domyslec, jak przeczytasz posta, na ktorego odpowiadam. a j > esli nie, to trudno. i dla porzadku: podpisuje sie Associate Professor. Ale w Polsce habilitowany nie podpisuje sie prof. dr hab., wiec po co to hab. jest? Jak dla mnie, to juz czysta egzotyka. Odpowiedz Link
pfg Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 19:39 charioteer1 napisał: > po co to hab. jest? Po to, żeby wszystkie WSPCz nie zrobiły profesorami wszystkich swoich doktorów, którzy raz na rok publikują coś w lokalnych Zeszytach Naukowych, których pies z kulawą nogą nie czyta. I amerykańska procedura prowadząca do uzyskania tenury, i polska habilitacja, polegają w zasadniczej części na ocenie dorobku kandydata. Z tym, że procedura amerykańska jest ZNACZNIE bardziej wymagająca od polskiej. Odpowiedz Link
dala.tata Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 19:42 dokladnie mi o to chodzilo. pfg napisał: > I amerykańska procedura prowadząca do uzyskania tenury, i polska habilitacja, p > olegają w zasadniczej części na ocenie dorobku kandydata. Z tym, że procedura a > merykańska jest ZNACZNIE bardziej wymagająca od polskiej. > Odpowiedz Link
charioteer1 Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 20:36 pfg napisał: > > po co to hab. jest? > > Po to, żeby wszystkie WSPCz nie zrobiły profesorami wszystkich swoich doktorów, > którzy raz na rok publikują coś w lokalnych Zeszytach Naukowych, których pies > z kulawą nogą nie czyta. > > I amerykańska procedura prowadząca do uzyskania tenury, i polska habilitacja, p > olegają w zasadniczej części na ocenie dorobku kandydata. Z tym, że procedura a > merykańska jest ZNACZNIE bardziej wymagająca od polskiej. > Ale naprawde nie widzisz roznicy miedzy dorobkiem wymaganym na stanowisko, a dorobkiem wymaganym do minimum kadrowego? Habilitacja naprawde nic poza tym nie daje, zwlaszcza teraz. Oczywiscie, poza niezapomnianymi przezyciami. Po jasna cholere my jemy te zabe? Odpowiedz Link
nullified Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 20:55 Mylisz rzeczy. Habilitacja jest elementem tradycji niemieckiej nieprzywiedlnym do tradycji anglosaskiej. Tenure (dożywotnia profesura) jest technicznym odpowiednikiem profesury (tej belwederskiej) _nie_ habilitacji. Porównujecie bordowe z szerokim ^^ W nowym rozdaniu profesorów podwórkowych już nie będzie. Ustawa skasowała ten przywilej uczelniom. Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 21:19 W nowym rozdaniu profesorów podwórkowych już nie będzie. Ustawa skasowała ten przywilej uczelniom a to skąd? Odpowiedz Link
pfg Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 21:25 nullified napisał: > Mylisz rzeczy. Nie, niczego nie mylę. Doskonale zdaję sobie sprawę z różnic pomiędzy systemem kontynentalnym a anglosaskim. Co nie zmienia jednak faktu, że tak w kontynentalnej habilitacji, jak i w amerykańskim tenurowaniu najważniejszym elementem jest ocena dorobku naukowego kandydata. > W nowym rozdaniu profesorów podwórkowych już nie będzie. Ustawa skasowała ten p > rzywilej uczelniom. A skądże znowu. Ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym. Art. 114 ust. 2 (tekst ujednolicony, uwzględniający reformę Kudryckiej, dostępny na stronach MNiSW): Cytat Na stanowisku profesora nadzwyczajnego może być zatrudniona osoba posiadająca stopień naukowy doktora habilitowanego lub tytuł naukowy profesora. Art. 115 ust. 1 tamże: Cytat Na stanowisku profesora nadzwyczajnego lub profesora wizytującego może być zatrudniona osoba niespełniająca wymagań określonych odpowiednio w art. 114 ust. 2 i 3, jeśli posiada stopień naukowy doktora oraz znaczne i twórcze osiągnięcia w pracy naukowej, zawodowej lub artystycznej, potwierdzone w trybie określonym w statucie. To jak to szło z tym bordowym? Odpowiedz Link
nullified Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 23:09 my fault To się niektórzy ucieszą (albo zmartwią) Odpowiedz Link
pfg Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 23:30 Art. 115 Ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym: Cytat Na stanowisku profesora nadzwyczajnego lub profesora wizytującego może być zatrudniona osoba niespełniająca wymagań określonych odpowiednio w art. 114 ust. 2 i 3, jeśli posiada stopień naukowy doktora oraz znaczne i twórcze osiągnięcia w pracy naukowej, zawodowej lub artystycznej, potwierdzone w trybie określonym w statucie. Po namyśle stwierdzam, że zatrudnienie na stanowisku profesora nadzwyczajnego w powyższym trybie - "w trybie określonym w statucie" - jest odpowiednikiem tenury. W praktyce może się wszakże okazać, że w wielu wypadkach "tryb określony w statucie" będzie karykaturą procedury prowadzącej do tenury. Co więcej, osoby zatrudnione w powyższym trybie mogą, na podstawie Art. 21a Ustawy o stopniach naukowych etc, uzyskać Cytat uprawnienia równoważne uprawnieniom wynikającym z posiadania stopnia doktora habilitowanego na podstawie decyzji rektora Centralna Komisja może to co prawda oprotestować, ale... Egzegeza "nowelizacji Kudryckiej" pokazuje więc, że jest gorzej, niż nam się wydawało. Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 23:35 trzeba zatrudnić dobrego astrologa ;-) Odpowiedz Link
hugow Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 12.12.11, 07:51 Czyli jak ktoś z prywatnej szkółki prawie zrobi habilitację, ale albo będzie się bał wysłać do CK albo powie, że chce wysłać i na pewno dostanie ale czeka jeszcze na wydanie pracy która jest "w druku", to rektor prywatnej szkółki może go uczynić "podwórkowym habilitowanym"... Ale czy ten podwórkowy habilitowany liczy się do uprawnień do np. nadawania stopni? Czy - przyjmując że jakaś uczelnia jadąca po bandzie - nie będzie miała ani jednego habilitowanego prawdziwego - może mieć tylu "podwórkowych habilitowanych", że uzyska prawo do nadawania doktoratów? Odpowiedz Link
pfg Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 12.12.11, 08:06 hugow napisał: > rektor prywatnej szkółki może go > uczynić "podwórkowym habilitowanym"... Tak, z zastrzeżeniem, że CK *może* to oprotestować. Jaka będzie praktyka, czas pokaże. > Ale czy ten podwórkowy habilitowany liczy się do uprawnień do np. nadawania sto > pni? Tak. Patrz Art. 6 Ustawy o stopniach naukowych etc. > Czy - przyjmując że jakaś uczelnia jadąca po bandzie - nie będzie miała ani jed > nego habilitowanego prawdziwego - może mieć tylu "podwórkowych habilitowanych", > że uzyska prawo do nadawania doktoratów? Teoretycznie tak. (Ale habilitacji - nie, Art. 6 ust. 2.) Odpowiedz Link
hugow Nie hab lecz chęć rektora zrobi z ciebie profesora 13.12.11, 17:14 jakiś czas temu wpadła mi w ręce gazetka państwowej wyższej szkoły i chwalili się w niej (jeszcze w starej ustawie) doktorem pracującym u nich, którego uczynili profesorem - za zgodą Warszawy, rzecz jasna (tak stało w gazetce) i że jest to któryśtam taki ich prof.. Potem doszły mnie słuchy, że to strategia tej szkoły, aby wszystkich adiunktów bez habilitacji, zamiast degradować po 8 latach, awansują na profesorów (bez habilitacji). A ustawa w nowym kształcie nie nakazuje zwalniać osób zatrudnionych na stanowisku profesora - a jedynie na stanowisku adiunkta. Przyjęli zasadę, że jeśli ich adiunkt przez 8 lat "coś" robił, to po 7 latach to coś uzupełnione na błogosławieństwo rektora wystarczy aby zrobić zeń profesora. Nie habilitacja lecz chęć rektora zrobi z ciebie profesora. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: Nie hab lecz chęć rektora zrobi z ciebie prof 13.12.11, 17:32 Do 2005 roku profesorem PWSZ mozna bylo byc bez habilitacji. Pozniejsza ustawa to zniosla. Odpowiedz Link
hugow Nie hab lecz chęć rektora zrobi z ciebie prof 13.12.11, 18:23 Sprawa, którą opisywałem, to świeża sprawa, z 2011 roku (mniej więcej połowa). A co do nazwy - to niekoniecznie był to "profesor PWSZ" - był to po prostu jakiś profesor, bez habilitacji, bez przymusu jej robienia bo rygory czasowe dotyczą adiunktów i asystentów, a ów człowiek był nie adiunktem i nie asystentem Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: Nie hab lecz chęć rektora zrobi z ciebie prof 13.12.11, 20:08 no tak, ale prywatna uczelnia nie działa pod ustawą o szkolnictwie wyższym, może sobie przy tym mieć od groma takich profesorów, którzy się jednak nie liczą do różnych wymogów kadrowych Odpowiedz Link
pfg Re: Nie hab lecz chęć rektora zrobi z ciebie prof 13.12.11, 21:18 hugow napisał: > Sprawa, którą opisywałem, to świeża sprawa, z 2011 roku (mniej więcej połowa). Jeśli świeża, to może docentem, nie profesorem, hugo? Odpowiedz Link
hugow Re: Nie hab lecz chęć rektora zrobi z ciebie prof 14.12.11, 00:07 wyraźnie mowa była o PROFESORZE (podobnym do tego, którego linkowałem) a docentów też swoją drogą mają Odpowiedz Link
hugow Re: Nie hab lecz chęć rektora zrobi z ciebie prof 14.12.11, 00:17 www.radio.opole.pl/2011/kwiecien/wiadomosci/nyska-pwsz-ma-profesora-nadzwyczajnego.html wyraźnie chwalą się profesorem Odpowiedz Link
hugow Nie hab lecz chęć rektora zrobi z ciebie prof 14.12.11, 03:33 Na kilkunastu wydziałach wykłada wprawdzie wielu profesorów, ale są to osoby współpracujące, z innych ośrodków akademickich. Nie dziwi zatem radość prof. Zofii Wilimowskiej, rektor PWSZ. – Dużo pracy, dużo badań, miałem cichą nadzieję i udało mi się - Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów wyraziła pozytywną opinię – mówi prof. Malinowski. Dodajmy, w profesor jest specjalistą z zakresu technologii chemicznej.... Nyska PWSZ ma profesora nadzwyczajnego Prorektor nyskiej PWSZ, dr Przemysław Malinowski, został profesorem nadzwyczajnym. To pierwsze takie stanowisko w dotychczasowej, 10-letniej historii uczelni..... za: www.radio.opole.pl/2011/kwiecien/wiadomosci/nyska-pwsz-ma-profesora-nadzwyczajnego.html Odpowiedz Link
hugow Nie hab lecz chęć rektora uczyni profesora .... .. 13.12.11, 18:30 bez związku ze sprawą i bez związku z gazetką: nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&lang=pl&objectId=106314 profesor nadzwyczajny bez hab - dr inż. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: Nie hab lecz chęć rektora uczyni profesora .. 13.12.11, 19:14 Jednak prof. PWSZ www.pwsz.nysa.pl/u_wladze.html Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: Nie hab lecz chęć rektora uczyni profesora .. 13.12.11, 20:08 Jezu, tam jest instytut kosmetologii... Odpowiedz Link
prawdziwam2011 Re: Nie hab lecz chęć rektora uczyni profesora .. 13.12.11, 21:16 Cóż, w tego typu szkołach rózne rzeczy się dzieją. To państwa w państwie. A finansowanie płynie z budżetu państwa. Odpowiedz Link
hugow Re: Nie hab lecz chęć rektora uczyni profesora .. 14.12.11, 00:11 jeśli gdzieś znajdują się dostępne w sieci dane od KIEDY - to zobaczyć się da, że od niedawna. Nie przed 2005 o którym wcześniej mowa była a w 2011 a może 2010 . Odpowiedz Link
hugow Nie hab lecz chęć rektora uczyni profesora .. 14.12.11, 00:16 o jest: www.radio.opole.pl/2011/kwiecien/wiadomosci/nyska-pwsz-ma-profesora-nadzwyczajnego.html cytuję: CytatNyska PWSZ ma profesora nadzwyczajnego Prorektor nyskiej PWSZ, dr Przemysław Malinowski, został profesorem nadzwyczajnym. To pierwsze takie stanowisko w dotychczasowej, 10-letniej historii uczelni. Dorota Kłonowska (oprac. Wanda Kownacka) z dnia: 07 kwietnia 2011 18:05 za: www.radio.opole.pl/2011/kwiecien/wiadomosci/nyska-pwsz-ma-profesora-nadzwyczajnego.html pod adresem: www.radio.opole.pl/2011/kwiecien/wiadomosci/nyska-pwsz-ma-profesora-nadzwyczajnego.html jest też materiał audio do posłuchania... Odpowiedz Link
chilly Re: Nie hab lecz chęć rektora uczyni profesora .. 14.12.11, 09:49 Oj, były już precedensy. Prof. Groszkowski chyba nawet magistrem nie był :) apw.ee.pw.edu.pl/tresc/sylw/groszkowski.htm www.polskieradio.pl/7/179/Artykul/257238,Janusz-Groszkowski-skazany-na-sukces Odpowiedz Link
charioteer1 Re: Nie hab lecz chęć rektora uczyni profesora .. 14.12.11, 10:01 Banach na pewno nie mial magisterium. Odpowiedz Link
zitterbewegung Re: Nie hab lecz chęć rektora uczyni profesora .. 14.12.11, 13:02 Newton, Platon, ani Eudoxus też nie. To się jakoś ma do PWSZ? Albo do Groszkowskiego for that matter... Ciekawe skąd dziennikarka wzięła tę nominacje do Nobla? To jest jakoś udokumentowane? Odpowiedz Link
hugow Re: Nie hab lecz chęć rektora uczyni profesora .. 14.12.11, 22:23 może i precedensy - jednak to pokazuje, że należy wybrać sobie odpowiedniego rektora, który z przeterminowanego adiunkta na czas zrobi profesora Odpowiedz Link
dala.tata Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 21:27 obawiam sie, ze ty mylisz rzeczy. tenure nie jest profesura, a co najwyzej 'docentura'. i daje staly kontrakt. profesura i w jednym i drugim wypadku jest czym innym. nullified napisał: > Mylisz rzeczy. > > Habilitacja jest elementem tradycji niemieckiej nieprzywiedlnym do tradycji ang > losaskiej. > > Tenure (dożywotnia profesura) jest technicznym odpowiednikiem profesury (tej be > lwederskiej) _nie_ habilitacji. Porównujecie bordowe z szerokim ^^ > . Odpowiedz Link
nullified Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 23:12 (as post above) Tak czy siak rzeczy są nie do porównywania a przeszczepianie kawałków jednego zmieszanego z drugim i polane "reformą", sprawy które są marne tylko pogorszy. Pierwsza zdechnie dydaktyka. Odpowiedz Link
hugow ? associate ? 12.12.11, 07:38 "Jeszcze większe problemy pojawiły się, kiedy tytuł „profesor nadzwyczajny” przetłumaczony został jako „associate professor”, co w obszarze anglosaskim uznano za określenie odpowiadające polskiemu adiunktowi i odmówiono w związku z tym honorowania dokumentów podpisanych przez osobę o tak niskim statusie w hierarchii naukowo-zawodowej." za: www.uni.wroc.pl/sites/default/files/T%C5%82umaczenie%20tytu%C5%82%C3%B3w%20i%20stopni%20naukowych.pdf Czy w tym tekście jest błąd? Z tym associate professor jest dziwnie - na konferencji w Ostravie spotkałem panią z Białorusi posiadającą wg. białoruskich gremiów prawo za granicą używać terminu associate professor, choć oczywiście była tylko naszym polskim odpowiednikiem asystenta z doktoratem. Odpowiedz Link
pfg Re: ? associate ? 12.12.11, 08:22 hugow napisał: > "Jeszcze większe problemy pojawiły się, kiedy tytuł „profesor > nadzwyczajny” przetłumaczony został jako „associate professor”, co w > obszarze anglosaskim uznano za określenie odpowiadające polskiemu > adiunktowi i odmówiono w związku z tym honorowania dokumentów > podpisanych przez osobę o tak niskim statusie w hierarchii naukowo-zawodowej." Jeśli to był profesor podwórkowy (dr hab. profesor uczelniany), tłumaczenie było prawidłowe. Jeśli miał tytuł i stanowisko prof. nadzwyczajnego, powinien był być przetłumaczony jako "professor". To, że strona zagraniczna nie honorowała dokumentów podpisanych przez associate professor, jest dziwne, ale być może wynika z obyczajów/regulacji tamtej strony i nam nic do nich. > spotkałem pa > nią z Białorusi posiadającą wg. białoruskich gremiów prawo za granicą używać te > rminu associate professor, choć oczywiście była tylko naszym polskim odpowiedni > kiem asystenta z doktoratem. Na białoruskich gremiach się nie znam. Nasz asystent z doktoratem/adiunkt bez habilitacji powinien być, IMHO, przekładany jako "research associate" - nawet nie "assistant professor" (nie ma prawa promowania doktoratów) i broń Boże nie jako "adjunct professor"! Jak napisano w tekście, z którego cytowałeś, nie ma jednoznacznej odpowiedniości pomiędzy polską a amerykańską tytulaturą. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: ? associate ? 12.12.11, 09:52 pfg napisał: > Nasz asystent z doktoratem/adiunkt bez h > abilitacji powinien być, IMHO, przekładany jako "research associate" - nawet ni > e "assistant professor" (nie ma prawa promowania doktoratów) i broń Boże nie ja > ko "adjunct professor"! Adiunkt bez habilitacji jest takim samym adiunktem, co adiunkt z habilitacja. Tlumaczymy nazwy stanowisk i tworzenie podwojnej terminologii dla tego samego stanowiska jest naduzyciem. Adiunkt bez habilitacji posiada prawo promowania doktoratow jako promotor pomocniczy. Tak samo naduzyciem jest tlumaczenie 'profesor nadzwyczajny' jako 'Professor'. Nasze stopnie i tytuly naprawde nikogo w swiecie anglosaskim nie obchodza, poza doktoratem. Liczy sie tylko stanowisko, poniewaz dla kazdego w tamtym systemie jest ono wyznacznikiem miejsca w lokalnej hierarchii akademickiej. Odpowiedz Link
pfg Re: ? associate ? 12.12.11, 09:56 charioteer1 napisał: > Adiunkt bez habilitacji jest takim samym adiunktem, co adiunkt z habilitacja. Nie. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: ? associate ? 12.12.11, 10:00 pfg napisał: > charioteer1 napisał: > > > Adiunkt bez habilitacji jest takim samym adiunktem, co adiunkt z habilita > cja. > > Nie. Doprawdy? A na czym polega roznica? Odpowiedz Link
donnajohnson Re: ? associate ? 12.12.11, 10:05 charioteer1 napisał: > > Doprawdy? A na czym polega roznica? > > Chociazby w wynagrodzeniu. U nas to jakies 300 zl. :P Odpowiedz Link
pfg Re: ? associate ? 12.12.11, 10:26 charioteer1 napisał: > pfg napisał: > > > charioteer1 napisał: > > > > > Adiunkt bez habilitacji jest takim samym adiunktem, co adiunkt z ha > bilita > > cja. > > > > Nie. > > Doprawdy? A na czym polega roznica? Habilitowany może promować doktoraty, być recenzentem w przewodach doktorskich i habilitacyjnych, głosować nad przyznawaniem doktoratów, habilitacji i tytułów naukowych - niehabilitowany nie może. Habilitowany liczy się do minimum kadrowego w innej grupie, niż niehabilitowany. Na UJ habilitowany nie musi uzyskiwać zgody swojej Rady Wydziału na promowanie prac magisterskich - niehabilitowany musi (to jest czynność rutynowa, ale jest). (Za to dochodzi jeszcze kilka kompetencji habilitowanego przy promowaniu prac magisterskich, patrz Regulamin Studiów UJ.) Czas zatrudnienia habilitowanego nie jest ograniczony ustawowo - niehabilitowanego jest, choć obaj podlegają ocenie okresowej i habilitowanego też można zwolnić za bezczynność. Na UJ habilitowany może być (wice)dyrektorem instytutu lub prodziekanem (czy dziekanem - nie jestem pewien, chyba trzeba być profesorem podwórkowym) - niehabilitowany nie może. Ach, no i jest jescze ten zaj^H^H^H wielki dodatek do pensji. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: ? associate ? 12.12.11, 10:42 To wszystko to sa pikusie, ktore naprawde nikogo poza UJ nie obchodza. "Poza UJ" oznacza tu wszelkie konteksty, w ktorych wymagane jest tlumaczenie. We wszystkich kontaktach miedzynarodowych liczy sie stanowisko, jakie dana osoba zajmuje na swojej uczelni, a nie jej szczegolowy zakres obowiazkow. Kogo obchodzi, na co ty masz prawo i obowiazek glosowac? Btw, nie wiem, czy na mojej uczelni jest to w tej chwili w jakis sposob uregulowane, ale mam za soba dobrych kilka lat wspolpracy z doktorem bez habilitacji na stanowisku zastepcy dyrektora instytutu. To wcale nie bylo tak dawno temu, a uczelnia tez nie najmniejsza. Odpowiedz Link
pfg Re: ? associate ? 12.12.11, 11:04 charioteer1 napisał: > We wszyst > kich kontaktach miedzynarodowych liczy sie stanowisko, jakie dana osoba zajmuje > na swojej uczelni, a nie jej szczegolowy zakres obowiazkow. Jeśli tłumaczysz nazwę z jednego systemu na inny, nieprzystający, zwracanie uwagi na job title, nie na zakres praw i obowiązków, jest poważnym błędem, takim samym, jak używanie zawsze pierwszego znaczenia słownikowego. Po nowelizacji Kudryckiej różnica pomiędzy adiunktem habilitowanym i profesorem uczelnianym sprowadza się właśnie do job title, prawa do ubiegania się o stanowisko dziekana/(pro)rektora i jakiejś róznicy płac. (Przed nowelizacją różnice były zresztą niewiele większe.) Jeśli tego drugiego tłumaczysz jako "associate professor", tego pierwszego też. A adiunkta bez habilitacji nie, bo jego uprawnienia i status akademicki są istotnie mniejsze. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: ? associate ? 12.12.11, 11:35 No way. Stanowisko to stanowisko, a uprawnienie to co innego i nie mozna jednego mieszac z drugim i wprowadzac zamet, tlumaczac te sama nazwe stanowiska, jak komu pasuje, w zaleznosci od tego, kim jest osoba na stanowisku. Polski system jest durny i idiotyczny do kwadratu, poniewaz uprawnienia i zakres obowiazkow wynikaja w sposob dosc nieprzewidywalny, albo z zajmowanego stanowiska, albo z uprawnien, ktore ze stanowiskiem jako takim nic zupelnie nie maja wspolnego, ale tlumaczenie *nie* sluzy zamazywaniu idiotyzmow systemu. Albo bedziemy konsekwentnie tlumaczyc nazwy stanowisk, albo beda nas traktowac tak, jak w przywolywanym linku - jak Polak pisze, ze jest Associate Professor, to to nic wlasciwie nie znaczy, bo pewnie na swojej uczelni jest nikim, bez prawa podejmowania decyzji i to znaczy wlasciwie to samo co research associate, czyli najnizsze ogniwo w wydzialowym lancuchu. Odpowiedz Link
dala.tata Re: ? associate ? 12.12.11, 12:07 ja mysle, ze rzeczywiscie to jest bardzo powazny problem dla pracownikow uniwersytetow na swiecie. w UK British Academy bedzie sie tym niedlugo zajmowac, a potem Izba Lordow. chario, daj se spokoj. charioteer1 napisał: > ntnie tlumaczyc nazwy stanowisk, albo beda nas traktowac tak, jak w przywolywan > ym linku - jak Polak pisze, ze jest Associate Professor, to to nic wlasciwie ni > e znaczy, bo pewnie na swojej uczelni jest nikim, bez prawa podejmowania decyzj > i i to znaczy wlasciwie to samo co research associate, czyli najnizsze ogniwo w > wydzialowym lancuchu. > Odpowiedz Link
charioteer1 Re: ? associate ? 12.12.11, 12:12 Dla pracownikow uniwersytetow na swiecie jest to zaden problem. Dla mnie jest to problem i nie bede sobie pisac Associate Professor, poniewaz byloby to naduzyciem. Odpowiedz Link
dala.tata Re: ? associate ? 12.12.11, 12:19 chario, leb se urywaj, jesli taka twoja wola. nie chcesz se pisac Associate Professor, to se nie pisz. daj jednak innym pisac, chocby dlatego, ze twoi koledzy i kolezanki po habilitacji najblizej maja do Associate Professor. z pewnoscia duzo dalej im do Assistant Professor czy pelnego profesora. wiec jesli nie Assistant, nie pelny, nie Associate to co? Pani intendentka? charioteer1 napisał: > Dla pracownikow uniwersytetow na swiecie jest to zaden problem. Dla mnie jest t > o problem i nie bede sobie pisac Associate Professor, poniewaz byloby to naduzy > ciem. > Odpowiedz Link
charioteer1 Re: ? associate ? 12.12.11, 12:22 dala.tata napisał: > chario, leb se urywaj, jesli taka twoja wola. nie chcesz se pisac Associate Pro > fessor, to se nie pisz. daj jednak innym pisac, chocby dlatego, ze twoi koledzy > i kolezanki po habilitacji najblizej maja do Associate Professor. Buehhh, jasssne!!!! Zwlaszcza biorac pod uwage fakt, ze przy najblizszym awansie straca mianowanie (to taki odpowiednik tenure). Odpowiedz Link
dala.tata Re: ? associate ? 12.12.11, 12:30 no toz mowie - rob, co chcesz. zawsze mowzesz pisac: doktor habilitowany, adiunkt z habilitacja. jesli uznasz, ze to moze byc ciut niezrozumiale, to najblizej takiemu delikwentowi do Associate Professor. nawiasem mowiac, jakis czas temu Warwick wprowadzil amerykanska nomenklature, wlasnie po to, zeby byc zrozumialeym w USA. ale rowniez po to, zeby wszyscy byli profesorami :-) . charioteer1 napisał: > dala.tata napisał: > > > chario, leb se urywaj, jesli taka twoja wola. nie chcesz se pisac Associa > te Pro > > fessor, to se nie pisz. daj jednak innym pisac, chocby dlatego, ze twoi k > oledzy > > i kolezanki po habilitacji najblizej maja do Associate Professor. > > Buehhh, jasssne!!!! Zwlaszcza biorac pod uwage fakt, ze przy najblizszym awansi > e straca mianowanie (to taki odpowiednik tenure). > Odpowiedz Link
pfg Re: ? associate ? 12.12.11, 12:42 charioteer1 napisał: > Buehhh, jasssne!!!! Zwlaszcza biorac pod uwage fakt, ze przy najblizszym awansi > e straca mianowanie (to taki odpowiednik tenure). Nie, mianowanie nie jest odpowiednikiem tenure. Odpowiednikiem tenure jest zatrudnienie na czas nieokreślony (do emerytury), bez ustawowych/kontraktowych ograniczeń czasu zatrudnienia. Mianowanie to jest szczególnie chroniony stosunek pracy, dający pewne dodatkowe przywileje, coś na kształt wyższego urzędnika państwowego. Nawiasem mówiąc, znam osoby, które nie ubiegają się o awans na profesora uczelnianego właśnie po to, aby nie stracić mianowania i związanych z nim przywilejów. Odpowiedz Link
donnajohnson Re: ? associate ? 12.12.11, 12:52 pfg napisał: > Nawiasem mówiąc, znam osoby, które nie ubiegają się o awans na profesora uczeln > ianego właśnie po to, aby nie stracić mianowania i związanych z nim przywilejów > . Z podworkowego mozna zawsze wrocic na adiunkta z habilitacja. :P Biorac pod wuage, ze nowa ustawa mocno podniosla porpzeczke sadze ze nie bedzie to rzadkie zjawisko. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: ? associate ? 12.12.11, 12:57 pfg napisał: > Nawiasem mówiąc, znam osoby, które nie ubiegają się o awans na profesora uczeln > ianego właśnie po to, aby nie stracić mianowania i związanych z nim przywilejów I to wlasnie najlepiej pokazuje roznice miedzy being close to (Associate Professor) and getting there. Btw, Bydgoszcz, czy Opole daja podworkowego od reki, zaraz po habilitacji. Przynajmniej jeszcze w zeszlym roku akademickim tak bylo, pod nowa ustawa moze byc inaczej. Adiunkci z habilitacja sa tam, gdzie uczelnia moze sobie pozwolic na to, by takiemu habilitowanemu pokazac, ze jest tylko zbednym balastem w budzecie. Przywilej podpisywania listy obecnosci na wszelkich radach jest tu kiepska rekompensata. Odpowiedz Link
pfg Re: ? associate ? 12.12.11, 13:27 charioteer1 napisał: > pfg napisał: > > > Nawiasem mówiąc, znam osoby, które nie ubiegają się o awans na profesora > uczeln > > ianego właśnie po to, aby nie stracić mianowania i związanych z nim przyw > ilejów > > I to wlasnie najlepiej pokazuje roznice miedzy being close to (Associate Profes > sor) and getting there. Chyba całkiem na odwrót? Adiunkt habilitowany zachowuje mianowanie i związane z nim przywileje (przepisy przejściowe do ustawy) jeśli pozostaje adiunktem. Traci je awansując na podwórkowego. > Btw, Bydgoszcz, czy Opole daja podworkowego od reki, zaraz po habilitacji. Kielce i masa innych pięknych uczelni też. A UJ nie :-) W dodatku podwórkowym można zostać na pięć lat, o ile nie uzyska się tytułu. Potem można zostać zdegradowanym na adiunkta z habilitacją. Spotkało to na przykład Zbigniewa Ćwiąkalskiego, eksministra. Zważywszy na znacznie podwyższony próg prowadzący do tytułu, takich degradacji może być więcej. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: ? associate ? 12.12.11, 13:45 Ale wybor jest prosty: albo przywileje, albo stanowisko. Odpowiedz Link
pfg Re: ? associate ? 12.12.11, 13:48 Stanowisko nie daje nic poza job title (i teoretyczną możliwością ubiegania się o funkcję rektora). Wybór jest więc pomiędzy przywilejami a podwyżką pensji, z możliwą utratą tej podwyżki bez odzyskania przywilejów. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: ? associate ? 12.12.11, 13:55 pfg napisał: > Wybór jest więc pomiędzy przywilejami a podwyżką pensji, z > możliwą utratą tej podwyżki bez odzyskania przywilejów. Dokladnie tak! Odpowiedz Link
donnajohnson Re: ? associate ? 12.12.11, 10:00 pfg napisał: > charioteer1 napisał: > > > Adiunkt bez habilitacji jest takim samym adiunktem, co adiunkt z habilita > cja. > > Nie. Hmm a moze w te strone ??? Dawniej mi to tlumaczenie sluzylo. Tzn ludzie z zagranicy wiedzieli o co chodzi. Odpowiedz Link
pfg Re: ? associate ? 12.12.11, 10:33 donnajohnson napisała: > Hmm a moze w te strone ??? > > Dawniej mi to tlumaczenie sluzylo. Tzn ludzie z zagranicy wiedzieli o co chodzi Ludzie z krajów niemieckojęzycznych i w ogóle z kontynentalnej Europy będą wiedzieli. Ludziom z UK możesz tłumaczyć, że to mniej więcej to samo, co reader. Ludziom z USA i okolic nic to nie powie. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: ? associate ? 12.12.11, 10:46 pfg napisał: > Ludzie z krajów niemieckojęzycznych i w ogóle z kontynentalnej Europy będą wied > zieli. Ludziom z UK możesz tłumaczyć, że to mniej więcej to samo, co reader. Lu > dziom z USA i okolic nic to nie powie. Tlumaczyc moge w kontaktach prywatnych. W kontaktach oficjalnych wymagane jest tlumaczenie i zle tlumaczenie moze wyrzadzic wiele szkody. Odpowiedz Link
pfg Re: ? associate ? 12.12.11, 11:06 charioteer1 napisał: > Tlumaczyc moge w kontaktach prywatnych. W kontaktach oficjalnych wymagane jest > tlumaczenie :-) Odpowiedz Link
dala.tata Re: ? associate ? 12.12.11, 12:04 tak jak nas nie obchodza stopnie Wlochow, Albanczykow czy Kandyjczykow. co kraj to obyczaj i jakos sobie musimy radzic z tym, ze rozne kraje maja rozne systemy. zazwyczaj przyjmuje sie, ze pierwsza posada po doktoracie to adiunkt/ Assistant Professor. Druga posada po doktoracie, zazwyczaj po habilitacji czy tenure to docent (prof. podworkowy, zawsze uwazalem, ze zle zrobiono likwidujac docentury) czy tez Associate Professor, trzecia to pelny profesor. To naprawde jest proste jak drut. i oczywiscie sa niuanse typu adiunkt z habilitacja, czy Reader (w odroznieniu od Senior Lecturer), ale damy rady. charioteer1 napisał: > Adiunkt bez habilitacji jest takim samym adiunktem, co adiunkt z habilitacja. T > lumaczymy nazwy stanowisk i tworzenie podwojnej terminologii dla tego samego st > anowiska jest naduzyciem. Adiunkt bez habilitacji posiada prawo promowania dokt > oratow jako promotor pomocniczy. Tak samo naduzyciem jest tlumaczenie 'profesor > nadzwyczajny' jako 'Professor'. Nasze stopnie i tytuly naprawde nikogo w swiec > ie anglosaskim nie obchodza, poza doktoratem. Liczy sie tylko stanowisko, ponie > waz dla kazdego w tamtym systemie jest ono wyznacznikiem miejsca w lokalnej hie > rarchii akademickiej. > Odpowiedz Link
charioteer1 ??? 12.12.11, 12:15 Ale tu w ogole nie widze zadnych rozbieznosci miedzy naszymi stanowiskami. dala.tata napisał: > tak jak nas nie obchodza stopnie Wlochow, Albanczykow czy Kandyjczykow. co kraj > to obyczaj i jakos sobie musimy radzic z tym, ze rozne kraje maja rozne systemy. > > zazwyczaj przyjmuje sie, ze pierwsza posada po doktoracie to adiunkt/ Assistant > Professor. Druga posada po doktoracie, zazwyczaj po habilitacji czy tenure to > docent (prof. podworkowy, zawsze uwazalem, ze zle zrobiono likwidujac docentury > ) czy tez Associate Professor, trzecia to pelny profesor. To naprawde jest pros > te jak drut. Odpowiedz Link
clas_sic Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 13:15 PFG - czytałam Statut i po tej lekturze rozmawiałam z DSO, który twierdzi, na dzień dzisiejszy, że przy obronie po 2013 roku na nowych zasadach przedłużenia nie ma. Może jak DSO doczyta przepisy to ustali inną linię interpretowania przepisów. Bo co do zasady w par. 152 Statutu piszą (Okres zatrudnienia na stanowisku adiunkta lub asystenta ulega przedłużeniu do czasu zakończenia postępowania habilitacyjnego lub doktorskiego, jednakże na okres nie dłuższy niż rok, jeżeli przed upływem okresu zatrudnienia została podjęta uchwała o wszczęciu przewodu habilitacyjnego lub dalszych etapach przewodu doktorskiego) ale pytanie brzmi KTO podejmuje wspomnianą w statucie uchwałę o wszczęciu przewodu habilitacyjnego? Bo co do zasady w nowym trybie wniosek składasz CK, a całe postępowanie ma dość sztywne ramy czasowe. Przy czym organ Uniwersytetu czyli RW podejmuje jedynie uchwałę o zatwierdzeniu uchwały CK o nadaniu lub nie tytułu... Odpowiedz Link
pfg Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 15:50 Działem Spraw Osobowych się nie przejmuj, centralna administracja UJ nie słynie z kompetencji. Statut jest tu dość precyzyjny: czas zatrudnienia adiunkta to 9 lat plus ewentualny rok na dokończenie przewodu habilitacyjnego, z zastrzeżeniem par. 170, ale to zastrzeżenie nie stosuje się do osób, które *już* są zatrudnione na stanowisku adiunkta, gdyż im czas zatrudnienia minie przed upływem terminu ustawowego. W wypadku postępowań habilitacyjnych prowadzonych na podstawie nowych przepisów, Cytat Datą wszczęcia postępowania jest dzień doręczenia wniosku [o wszczęcie postępowania habilitacyjnego] Centralnej Komisji. (Art. 118a ust. 2 Ustawy o stopniach naukowych etc.) Widać, że brzmienie Art. 152 Statutu UJ trzeba będzie dostosować do aktualnych przepisów Ustawy, gdyż obecnie nie ma uchwały wszczynającej postępowanie habilitacyjne. Zwrócę na to uwagę naszemu lokalnemu specjaliście od Statutu. Odpowiedz Link
kramka1 Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 18:26 Czytając niektóre wypowiedzi nabieram wrażenia, ze mieszkam w innej rzeczywistosci. Bo w rzeczywistosci, o której ci niektórzy piszą, nie ma problemu z pieniedzmi na badania (dostają wszyscy), z aparaturą (do kupienia od zaraz, za grosze i bez przetargu), ze współpracownikami (cała kolejka chetnych czeka pod drzwiami, by wspomóc świeżego doktora w jego badaniach), z szefami (kazdy szef usuwa pyłki spod nóg takiego doktora, aby sie bron Boze nie potknął na drodze do rychłej habilitacji), redakcjami filadelfijskich czasopism (sami pytaja, kiedy polski doktor podesle im manuskrypt, za publikację którego chetnie zapłacą) itd, itp... A jak taki doktor sie nie wyrobi w terminie, znaczy sie, że był to zwykły leń i nieudacznik, jednym słowem, przykra pomyłka w procesie ewolucji . ;))) Odpowiedz Link
dala.tata Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 18:57 troche nie rozumiem, czego oczekujesz. poglaskania i ponarzekania? jesli tak, to ja sie nie pisze na to. natomiast jestem przekonany, ze kolejne rozwazanie zakamarkow nowej ustawy nie przyblizy cie do tego grantu, badania czy publikacji. watpie tez, ze rozwiaze twoje konflikty z szefem. te wszystkie strasznosci, o ktorych piszesz, dotycza wiekszosci ludzi, ktorzy pracuja w PL, a problemy z publikacjami dotycza wszystkich, ktorzy chca publikowac. naprawde myslisz, ze komus z dlugim cv nigdy nie odwalono artykulu? otoz odwalono im wielokrotnie wiecej niz tobie, bo zamiast narzekac i plakac, wyslali tekst dalej. ostatni raz odwalono mi tekst miesiac temu. mysle ze recenzenci nie zrozumieli, o co mi idzie (tekt jest bardozo interdycyplinarny). niestety tekst jest odwalony po raz drugi, choc z zupelnie innych powodow, co mnie raczej cieszy. i co? no przeczytalem jeszcze raz, zrobilem poprawki, zeby bylo jasniej i wyslalem do nastepnego pisma.... przestan zatem marudzic, ze cie nie publikuja, tylko napisz cos publikowalnego. Odpowiedz Link
kramka1 Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 19:10 " przestan zatem marudzic, ze cie nie publikuja, tylko napisz cos publikowalnego." Chyba jednak się nie dogadalismy. Staram sie publikowac, nie marudzić i nieźle mi to wychodzi, ale jak czytam cos takiego: "powiedzialbym, ze mozna sie po prostu wzaic do roboty i zamiast sie zastanawiac, ile to mozna na etacie siedziec, po prostu uzbierac taki dorobek, zeby nie bylo zadnych watpliwosci. najlepiej zaczac zaraz po doktoracie", to mnie bierze na refleksje jak powyżej. Można wziąc sie za robote, bez zamiaru "siedzenia na etacie" i miec problemy z terminowym domknieciem habilitacji w naszej skrzeczącej rzeczywistosci. A uwagi jak powyższa wygladaja na robione przez takiego, kto z tą skrzecząca rzeczywistościa nie musiał się mierzyc. Ergo, nie musiał, to i nie rozumie że i Kopernik miałby u nas pod górkę (i by wyleciał z roboty, bo na swój zyciowy dorobek pracował nieprzyzwoitą wg obecnych kryteriów liczbe lat). Odpowiedz Link
dala.tata Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 19:41 ale ja naprawde rozumiem, ze nie jest latwo. dlatego pracuje tu, a nie tam. tyle ze rzeczywistosc skrzeczy wszedzie, inaczej, ale skrzeczy. i ja osobiscie wolalbym miec watek, w ktorym watkodawca zastanawia sie, gdzie zlozyc kolejny grant, a nie jak interpretowac kolejne wersy radosnej tworczoosci min. Kudryckiej. Odpowiedz Link
pfg Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 19:49 kramka1 napisała: > i Kopernik miałby u > nas pod górkę (i by wyleciał z roboty, bo na swój zyciowy dorobek pracował nie > przyzwoitą wg obecnych kryteriów liczbe lat). Po pierwsze, Kopernik *był* u nas, tylko kilkaset lat temu. Po drugie, Kopernik nie był zawodowym naukowcem, tylko zawodowym urzędnikiem kościelno-państwowym (to się wtedy przenikało), który nauką zajmował się poza swoimi obowiązkami służbowymi. Po trzecie, nie zapominaj, że Kopernik, oprócz De Revolutionibus, opublikował też parę innych prac. Na przykład odkrył prawo Greshama na kilkadziesiąt lat przed Greshamem :-) Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 19:55 dziękuję, właśnie chciałem się ująć w tej sprawie, argument o Koperniku jest brednią makabryczną, pokazującą, że argumentujący nie wie, o czym pisze... Odpowiedz Link
kramka1 Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 20:24 Dyskusja o Koperniku staje sie ciekawa. "brednia makabryczna, pokazującą, że argumentujący nie wie, o czym pisze..." Czemu tak sądzisz? Może nie rozumiesz, czemu siegam po ten przykład. No to moze wyjaśnię. Casus "Kopernik" nawiazuje do mojego przekonania, że wielkich odkryc/badan naukowych nie robi sie w z góry zadekretowanym czasie i na zamówienie. Jeden do takich wiekopomnych odkryc potrzebuje kąpieli w wannie, drugi jabłka spadającego na głowę, trzeci wreszcie samotni we Fromborku. Podejście do pracy naukowej w sposób zadaniowy (X punktów IF w czasie Y) jest moze wygodne, ale nie generuje odkryc prawdziwie wielkich. Takie mam zdanie w tej sprawie, no ale co ja, maluczka, wiem... Tylko i jedynie tyle, że nic nie wiem. ;) Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 20:33 ano dlatego, jak ci napisał pfg, że w sposób nieuprawniony przenosisz Kopernika z jego (całkowicie innych) realiów do twoich (całkowicie innych) realiów; ponadto swój casus Kopernika umieszczasz w pewnym ciągu argumentacyjnym, i jeśli rzeczywiście miał on tak wyglądać, jak w poście, na który odpowiadam, to powinnaś napisać, że Kopernik w dzisiejszym świecie naukowym nie miałby szans... (również w tym, wg ciebie utopijnie doskonałym i lekkim - zachodnim, bo tam też, jak ci napisano, trzeba wykazywać się konkretnymi osiągnięciami); odpowiadając pomijam tu kwestię wizji nauki jako ciągu genialnych wizjonerskich odkryć...jaką proponujesz, bo to nie jest wszystko w nauce; pomijam też to, czy habilitacja kłóci się z uprawianiem nauki (jak dla mnie to bzdura, choć są tu zwolennicy takiej myśli), intrygujące zakończenie twojego postu, nie wiem wprawdzie, czy potrzebne ;-))) Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 20:37 a koncept z Kopernikiem nb ze złotych ust pani Basi padł (może dlatego mnie irytuje ;-))) Odpowiedz Link
pfg Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 22:22 kramka1 napisała: > trzeci wreszcie samotni we Fromborku. [...] > no ale co ja, maluczka, wiem... Tylko i jedynie tyle, że nic nie wiem. ;) Ale ten ostatni akurat nie pracował sam. Wręcz przeciwnie, można powiedzieć. Na przykład - lubił ucztować :-) Nawiasem mówiąc, obraz Kopernika jako mizantropa, a już zwłaszcza mizogina siedzącego samotnie w jakiejś wieży we Fromborku, zawdzięczamy w znacznym stopniu Arthurowi Koestlerowi i jego The Sleepwalkers. Koestler z jakichś powodów Kopernika nie lubił i najzwyczajniej zafałszował jego obraz jako człowieka. Oczywiście astronomowie tamtych czasów - Kopernik, a także jego wielcy następcy, Tycho Brahe i Johannes Kepler - pracowali w samotności. *Pracowali* w samotności, co nie znaczy, że unikali kontaktów z ludźmi. Pracowali w samotności z tego prostego powodu, że nie było w okolicy drugiego astronoma, z którym mogliby sobie podyskutować (Kepler był uczniem Brahe, ale nie był za życia Brahe równorzędnym dla niego partnerem). Nie było kongresów astronomicznych. Prace innego astronoma mogli przeczytać dopiero wiele miesięcy, a niekiedy lat, po ich wydaniu. Wszystkie obserwacje musieli robić sami, osobiście. Osobiście musieli wszystko przeliczać, i to na ogół w bardzo paskudnej i niewygodnej notacji, bo innej nie znali. Ba, osobiście musieli projektować wszystkie instrumenty, osobiście wyszukiwać rzemieślników potrafiących tak precyzyjne instrumenty wykonać, niekiedy osobiście nadzorować ich budowę. Musieli też zabiegać o granty, czyli donacje od lokalnego władcy, biskupa lub innego bogacza, lub też uprawiać naukę za pieniądze zarobione na swojej podstawowej działalności, czyli stawianiu horoskopów możnym tego świata (Brahe, Kepler - Kopernik był, jak pisałem, wyższym urzędnikiem). Słowem, 500 (Kopernik) czy 400 (Kepler) lat temu pracowało się w zupełnie innym tempie i w zupełnie innych warunkach, niż obecnie. Nawet gdy Śniadecki (wstyd mi - nie pamiętam, który - sprawdziłem: Jan) urządzał w drugiej połowie XVIII wieku obserwatorium astronomiczne w Krakowie (w budynku "starego obserwatorium" koło dzisiejszego Ogrodu Botanicznego), samo kompletowanie instrumentów zajęło mu kilka lat. Dlatego porównania "Kopernik a habilitacja" są tak oburzająco nietrafione. Sokratesa wsadzono by dziś do więzienia za uwodzenie nieletnich chłopców. No i...? Odpowiedz Link
kramka1 Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 22:39 Eureka, chyba jestem Kopernikiem (w koncu nie na darmo sie mówi, ze Kopernik był kobietą; widąc coś w tym jest ;)): "Pracowali w samotności z tego prostego powodu, że nie było w okolicy drugiego astronoma, z którym mogliby sobie podyskutować" Uparwiam "działkę" Nie było kongresów astronomicznych. Wszystkie obserwacje musieli robić sami, osobiście. Osobiście musieli wszystk > o przeliczać, i to na ogół w bardzo paskudnej i niewygodnej notacji, bo innej n > ie znali. Ba, osobiście musieli projektować wszystkie instrumenty, osobiście wy > szukiwać rzemieślników potrafiących tak precyzyjne instrumenty wykonać, niekied > y osobiście nadzorować ich budowę. Musieli też zabiegać o granty, czyli donacje > od lokalnego władcy, biskupa lub innego bogacza, lub też uprawiać naukę za pie > niądze zarobione na swojej podstawowej działalności, czyli stawianiu horoskopów > możnym tego świata (Brahe, Kepler - Kopernik był, jak pisałem, wyższym urzędni > kiem). Słowem, 500 (Kopernik) czy 400 (Kepler) lat temu pracowało się w zupełni > e innym tempie i w zupełnie innych warunkach, niż obecnie. Nawet gdy Śniadecki > (wstyd mi - nie pamiętam, który - sprawdziłem: Jan) urządzał w drugiej połowie > XVIII wieku obserwatorium astronomiczne w Krakowie (w budynku "starego obserwat > orium" koło dzisiejszego Ogrodu Botanicznego), samo kompletowanie instrumentów > zajęło mu kilka lat. Dlatego porównania "Kopernik a habilitacja" są tak oburzaj > ąco nietrafione. > > Sokratesa wsadzono by dziś do więzienia za uwodzenie nieletnich chłopców. No i. > ..? Odpowiedz Link
kramka1 Re: wyjasnienie do postu wyżej 11.12.11, 22:43 Sorry, awaria klawiatury, post wyżej wyszedł mi bez sensu. Niestety, nie wpisze go poprawnie, bo musze powalczyc teraz z oporem techniki. Odpowiedz Link
pfg Re: wyjasnienie do postu wyżej 11.12.11, 23:05 kramka1 napisała: > Sorry, awaria klawiatury, post wyżej wyszedł mi bez sensu. Intencje były, jak sądzę, zrozumiałe. Robisz coś, czego nie robi nikt inny w okolicy, więc wszystko musisz robić sama, nie mogąc liczyć na żadną pomoc. Być może oznacza to, że źle wybrałaś sobie przedmiot badań. Piszę poważnie. Współcześnie na bycie samotnym badaczem, pionierem, może pozwolić sobie ktoś, kto nie jest obciążony innymi zajęciami (dydaktyka), ma zasoby, aby badania te prowadzić (z domu, z hojnego grantu, z dotacji od darczyńcy - obojętne) i nie wiążą go (jej) terminy. A ciebie terminy wiążą, o czym wiedziałaś podejmując pracę i angażując się w takie a nie inne badania. Poza tym praca samotna, bez możliwości wymiany myśli z innymi, po pierwsze, grozi zabrnięciem w ślepy zaułek, po drugie, rodzi podejrzenia, że z badaniami jest coś nie w porządku. Niestety, wielu samotnych badaczy to maniacy-pseudonaukowcy. *Urzędnik* nie odróżni takiego od zapoznanego geniusza. Urzędnik musi mieć procedury. Sorry, Winnetou. Odpowiedz Link
dala.tata Re: wyjasnienie do postu wyżej 12.12.11, 00:08 w duzym stopniu zgadzam sie z tym co pfg powiedzial o samotnych badaniach. dodalbym do wad samotnosci trudnosci z publikowaniem. teksty beda sila rzeczy uznawane za kontrowersyjne, dziwne, ryzykowne, a zatem znacznie mniej publikowalne. a na dodatek, taka samotnosc moze spowodowac niezatrudnialnosc - bo nikt nigdy nie oglosi pracy dla czlowieka zajmujacego sie taka wlasnie specjalnoscia..... z wlasnego doswiadczenia wiem, ze kroczenie wlasnymi sciezkami ma jednak zalety. bardzo przyjemnie jest wytyczac sobie sfere zaintersowan. jednak on balance odradzalbym taka droge, szczegolnie na poczatku kariery. Odpowiedz Link
kramka1 Re: wyjasnienie do postu wyżej 12.12.11, 10:02 Na klawiaturę siły nie było, pomogla dopiero zmiana komputera. Więc dopiero teraz dwa słowa ode mnie. Macie oczywiscie racje, bycie samotną wyspą naukową jest bez sensu z powodów przez Was detalicznie wymienionych. Moje szczęscie, że to samotność krajowa w bardzo ludnym świecie zewnętrznym. No i moja satysfakcja, że zagraniczne publikacyjne sukcesy zawdzięczam tylko sobie (moje porażki mają wielu krajowych ojców. ;)) Odpowiedz Link
charioteer1 Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 20:39 adept44_ltd napisał: > dziękuję, właśnie chciałem się ująć w tej sprawie, argument o Koperniku jest br > ednią makabryczną, pokazującą, że argumentujący nie wie, o czym pisze... Wow, to mial szczescie, ze nie dozyl naszych czasow. Z tym Greshamem to by go mogli uwalic na kolokwium!!!!!! Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 20:48 tak, a Kaczor Donald będzie ostatnim papieżem Odpowiedz Link
dr_pitcher Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 20:40 Dodalbym do Kopernika rowniez Newtona - byl wszak szefem menicy a nauje uprawial w chwilach wolnych. Darwin tez grantow nie dostawal, takoz Franklin czy Edison. Odpowiedz Link
kramka1 Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 21:09 "intrygujące zakończenie twojego postu, nie wiem wprawdzie, czy potrzebne" Ależ potrzebne, potrzebne! Przeciez czytam powyżej, że przykład Kopernika chybiony (znaczy sie nie wiedziałam), ze pochodzi z ust p. Basi (nie wiedziałam, widac bezwiednie plagiatuję, nieskromnie mysląc, ze potrafie sie sama zapozyczyc u Kopernika), ze marudzę zamiast uprawiac nauke (widac uprawiałam nie wiedzac, ze jednak nie uprawiam, tylko marudzę), że nie wiem, co w ustawie (ale to akurat sama napisałam, ze nie wiem, bo sie nie wczytałam), ze itp itd, i dalej w te groszki... Jednym słowem sama niewiedza ze mnie wypływa i tylko w częsci jest to niewiedza uświadomiona. Fatalnie, fatalnie... Jak na potencjalnego habilitanta kompromitacja! ;))) Odpowiedz Link
charioteer1 Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 22:56 No to teraz juz wiesz, ze nie mozna byc habilitowanym bez czytania paragrafow! Odpowiedz Link
pfg Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 11.12.11, 23:09 charioteer1 napisał: > No to teraz juz wiesz, ze nie mozna byc habilitowanym bez czytania paragrafow! Skoro habilitacja jest uprawnieniem państwowym, nadawanym na mocy ustawy, to oczekiwanie, że osoba zainteresowana zapozna się z tą ustawą, nie jest żadną fanaberią, methinks. Jeśli ktoś ma żelazny dorobek, może sobie czytanie ustawy darować, ale jeśli z dorobkiem są jakieś problemy - nawet z powodów niezawinionych, niezależnych od kandydata - lepiej jest ustawę znać. Odpowiedz Link
hugow ustawa 12.12.11, 08:04 ustawę i rozporządzenia trzeba znać aby wiedzieć komu wysłać dorobek, aby wiedzieć co napisać w autoreferacie (bez rozporządzenia wielu rzeczy uwzględnianych przy ocenie zwyczajnie by się nie wymieniło co w oczach oceniających mogłoby być sygnałem, że się tego nie ma choć się ma) Odpowiedz Link
hugow Re: 8 zamiast 9 lat na habilitację? 12.12.11, 08:01 takie pytanie - z ciekawości czy za każdą taką wysyłkę płacisz ze swoich prywatnych środków (około 100-500 EUR w zależności od czasopisma) czy płaci to Uczelnia? U mnie jest tak, że płacą tylko za sukces. Za porażki płaci się z własnych środków. 500EUR płacone z własnych to wystarczający odstraszacz, choć to zwykła opłata za zwykłą publikację w dość słabym czasopiśmie z ISI (JCR). Odpowiedz Link