Dodaj do ulubionych

konkursy na stanowiska...........

17.07.12, 23:31
witam,
tak się zastanawiam- obserwuję juz od dluzszego czasu konkursy na stanowiska na uczelniach w w krakowie. jestem lektorem- tylko, choć i doświadczenie i staz mam, sukcesy etc- też. ale na mojej uczelni nie było awansów, a teraz też nie bedzie konkursów i awansow. wiec- zgodnie z moim wyksztalceniem i doswiadczeniem- postanowilam szukac na innej uczelni.
i klapa. jest "konkurs"- ale tak napisany, że wiadomo, że pod konkretna osobę. albo- wymaganai ogólne i to bardzo- ale rozmowa z dyrektorem pozbawilam mnie złudzen- nieoficjalnie poiedzial, ze i tak zatrudnimy swoich.
i co z takim fantem zrobic?
czy ogłaszając konkurs muszą podać kryteria, które powinien spełnić kandydat (znaczy takie szczegółowe) i wagi im przypisane?
czy mozliwe jest, że podając bardzo ogólne kryteria, jak we wspomianym przeze mnie przykładzie, po przejrzeniu i przesluchaniu kandydatów, chcąc zatrudnić swoich przypiszą np większą wagę stażowi niz wykształceniu kierunkowemu?
czy wynik konkursu mozna zaskarzyć?
wrrr- gdzie są info o podstawie prawnej przprowadzania konkursow na uczelniach???
dzieki z góry
Obserwuj wątek
    • charioteer1 Re: konkursy na stanowiska........... 18.07.12, 00:37
      Wiekszosc konkursow to faktycznie obwieszczenia o tym, ze uczelnia zamierza kogos awansowac. Takie jest prawo, ze bez konkursu nie mozna nikogo awansowac. Uczelnia, oglaszajac konkurs, po pierwsze, nie ma zamiaru pozbywac sie dotychczas zatrudnionego pracownika, po drugie, nie ma etatu na zatrudnienie nowego.
      • niewyspany77 Re: konkursy na stanowiska........... 18.07.12, 09:02
        OK, mają prawo.
        Niemniej inni tracą czas, energię i nierzadko konkretne pieniądze, by w takim czymś wziąć udział. Bo widzisz, NIGDY nie wiadomo, czy chodzi o awans/przedłużkę kontraktu, czy na serio chcą kogoś wziąć. I właśnie to jest, mówiąc delikatnie, nieuczciwe.
    • bramanka i jak sie to ma do... 18.07.12, 09:38
      .... mobilnosci kadry uniweryteckiej??? to, że ludzie pracuja CAŁE życie w jednym miejscu jest patologiczne! ja nie chcę- i co? mam się powiesić? żadnych szans?
    • greylin Re: konkursy na stanowiska........... 18.07.12, 10:10
      Najpierw znajdź wolne stanowisko. Jak już jest konkurs to znaczy, że kandydat został wybrany.
      Niestety. Ale to nie oznacza, że innymi drogami nie można znaleźć pracy na uczelni, chociaż łatwe to nie jest.

      Wyników konkursu prawdopodobnie nie możesz zaskarżyć, jak już to i tak nic z tego, często uczelnie zabezpieczają się małymi literkami "wygranie konkursu nie gwarantuje zatrudnienia" albo "konkurs może zostać rozstrzygnięty bez wyłonienia kandydata" jakby miał się zgłosić kandydat lepszy niż Jedyny Właściwy.
      • bramanka Re: konkursy na stanowiska........... 18.07.12, 10:25
        Wyników konkursu prawdopodobnie nie możesz zaskarżyć

        to akurat wydaje sie niemozliwe- w budzetoce na pewno da sie zaskarzyc- pytanie tylko jak i do kogo.
        • spokojny.zenek Re: konkursy na stanowiska........... 18.07.12, 13:48
          Mianowicie jak i do kogo?
    • felisdomestica Re: konkursy na stanowiska........... 18.07.12, 10:32
      Nowe prawo wymaga rozpisania konkursu nawet przy awansie pracownika. Jeśli dajmy na to, profesorowi nadzwyczajnemu zostanie przyznany tytuł profesora, jednostka musi ogłosić konkurs na profesora zwyczajnego. No i jak to sobie wyobrażasz, że jednostka zwolni profesora, który jest w trakcie kilku grantów, ma kilku doktorantów, i zatrudni kogoś, kogo wcale nie zna i kto wcale nie musi okazac się lepszy? Takie konkursy w większości są formalnością, ale to przepisy sa chore, generują niepotrzebne koszty związane chociażby z publikowaniem ogłoszeń.
      • dworzec Re: konkursy na stanowiska........... 18.07.12, 11:15
        > lepszy? Takie konkursy w większości są formalnością, ale to przepisy sa chore,
        > generują niepotrzebne koszty związane chociażby z publikowaniem ogłoszeń.

        nie zgodze sie:
        1. a jakie to straszne koszty sa generowane? koszty wstawienia infa na strone internetowa, troche klopotu dla pracownikow kadr czy koniecznosc zebrania komisji by zdecydowala kogo biora? nie badzmy smieszni

        2. o ile część konskursów jest w istocie ustawiona, wiele jest takich, w ktorych rzeczywiscie kogos sie szuka. pamietam sytuacje sprzed kilku lat gdy ogloszenia byly "publikowane" wylacznie na tablicy kolo dziekanatu. i co - mialem po calej Polsce jezdzic ogladac te tablice? to dopiero byla patologia

        przyklad z profesorem jest natomiast trafny, choc z drugiej strony skoro prof jest taki dobry to wystarczy zapisac, ze o wygranej decyduje dorobek, doktoranci, granty etc. i wtedy i tak wygra...
        • felisdomestica Re: konkursy na stanowiska........... 18.07.12, 11:39
          Ogłoszenia nie sa wstawiane tylko na stronę internetową, ukazują sie tez w prasie ogólnopolskiej. A to nie jest tanie. Niepotrzebnie, ja bym np. wolała dać nagrodę najlepszemu doktorantowi. I wydaje mi się, że czas pracowników naukowych jest cenny, że każda kolejna komisja, angażująca dyrekcję, kilkoro profesorów to marnowanie tego czasu.
          Konkursy prawdziwe oszem są, i są potrzebne, ale po co te nieprawdziwe? Żeby nie wyszło, że jestem przeciwna konkursom: każde nowo tworzone stanowisko powinno byc obsadzone na drodze konkursu, ale robic konkurs, żeby kogoś awansować?

          > przyklad z profesorem jest natomiast trafny, choc z drugiej strony skoro prof j
          > est taki dobry to wystarczy zapisac, ze o wygranej decyduje dorobek, doktoranci
          > , granty etc. i wtedy i tak wygra...

          No i własnie o takich przypadkach pisze autorka wątku. Konkurs ustawiony pod jedną osobę. To nie musi być profesor, konkurs musi byc rozpisany również po habilitacji doktora. I po co? Po to, żeby można było dac 300 zł podwyżki...
      • pfg Re: konkursy na stanowiska........... 18.07.12, 12:36
        felisdomestica napisała:

        > Nowe prawo wymaga rozpisania konkursu nawet przy awansie pracownika.

        I to jest, IMHO, głupie. Konkursy powinny być obowiązkowe, jeśli tworzone jest nowe stanowisko lub jeśli istniejące stanowisko zostało opróżnione (np ktoś odszedł na emeryturę lub komuś skończył się okres zatrudnienia na czas określony i uczelnia nie chce/nie może tego zatrudnienia przedłużyć). W przypadku "naturalnego awansu" lub przedłużenia zatrudnienia na czas określony na tych samych warunkach, uczelnia powinna mieć wybór: jeśli jest z pracownika zadowolona i nie chce szukać lepszego, to go po prostu zatrudnia nadal/awansuje, a jeśli rozgląda się za kimś potencjalnie lepszym - dopuszczając, że lepszego od dotychczasowego nie będzie - ogłasza konkurs.

        U nas mieliśmy niedawno sytuację przedziwną: Pewna osoba była profesorem podwórkowym, ale nie dostała tytułu naukowego (wniosek - w starej procedurze - padł w CK), więc trzeba ją było "cofnąć" na adiunkta. I w tym celu trzeba było rozpisać konkurs.
        • dworzec Re: konkursy na stanowiska........... 18.07.12, 13:26
          tu sie w pelni zgadzam, awans co innego, a nowe/oproznione stanowisko tez co innego.

          dodalbym jednak do tego sytuacje, w ktorej nie mowimy o awansie, ale o przedluzeniu umowy adiunktowi, ktoremu sie konczy - dajmy na to - 4 letnia umowa... powstaje pytanie: uczelnia jest z niego zadowolona (bo jest swietny) czy jest kumplem od picia wódki z szefem? jeśli to drugie to konkurs oczywiscie nie jest przeszkoda (pisze sie go pod tego adiunkta), ale przynajmniej daje publiczną jasnosc jak wyglada sytuacja w danej jednostce... i moim zdaniem lepsze to niż ogłoszenie na drzwiach dziekanatu
          • charioteer1 Re: konkursy na stanowiska........... 18.07.12, 14:03
            dworzec napisał:

            > pow
            > staje pytanie: uczelnia jest z niego zadowolona (bo jest swietny) czy jest kump
            > lem od picia wódki z szefem? jeśli to drugie to konkurs oczywiscie nie jest prz
            > eszkoda (pisze sie go pod tego adiunkta), ale przynajmniej daje publiczną jasno
            > sc jak wyglada sytuacja w danej jednostce...

            No ale to jest jakas chora wizja swiata, w ktorym 99% kandydatow do awansu pije wodke z szefem.
      • matya Re: konkursy na stanowiska........... 18.07.12, 15:19
        u mnie (univ w Kanadzie) rowniez jest wymog ogloszenia konkursu w przypadku awansu juz zatrdnionego pracownika. z tym ze wtedy jest wyraznie napisane pogrubiona czcionka ze kandydat wewnetrzny bedzie aplikowal.
    • dworzec Re: konkursy na stanowiska........... 18.07.12, 11:20
      lektura tego wątku moze Cie dodatkowo zniechecic, ale wierz, ze sa uczelnie, ktore rzeczywiscie kogos szukaja. szukaj takich ogloszen, w ktorych nie okreslono zbyt szczegolowo dokonan kandydata, a poprzestano jedynie na dorobku i doswiadczeniu dydaktycznym

      zgadzam sie, ze z nieuczciwymi konkursami ktos powinien cos zrobic, chwiliowo mam etat wiec pewnie nie ja, ale sytuacja jest nieco patologiczna (choc bylo gorzej gdy w ogole nie bylo obowiazku oglaszania, jak wspominam w odp. obok)... zaskarzyc pewnie sie da, ostatecznie sa sady, ale tu trzeba miec mocne argumenty (np. dyskryminacja z powodu plci, rasy)
    • rudamaruda1949 jest dosyć proste rozwiązanie 18.07.12, 13:12
      ale nie będzie się ono podobało

      W publicznych - finansowanych ze środków podatników - uczelniach, można wprowadzić zasadę mobilności (kadencyjność na stanowisku, na przykład 8 lat, bez możliwości zatrudnienia po kadencji w tej samej instytucji, albo kadencyjność 4 lata, bez możliwości zatrudnienia na więcej niż 2 kolejne kadencje w tej samej instytucji) oraz transparentności (konkursy rozstrzygałaby centralna komisja konkursowa w Poznaniu (bo NCN jest w Krakowie), jedna na cały kraj, ogłaszający konkurs określałby kogo szuka i ile punktów za co, a konkurs obiektywnie rozstrzyganoby w Poznaniu i podania kierowanoby do Poznania, a uczelnia publiczna otrzymywałaby fachowca "w teczce" bez oczywiście możliwości rezygnacji - zwolnienie po dwóch negatywnych ocenach.
      Zgadzam się, że przypadki wymienione przez PFG należałoby wykluczyć.
      • dworzec Re: jest dosyć proste rozwiązanie 18.07.12, 13:21
        zaraz zaraz, jaki Poznan? a czemu nie Wroclaw albo Lodz? nie to by mi to robilo roznice, ale juz widze te dyskusje :)

        ponadto, gdyby byla taka propozycja, to widze tez skarge do rzecznika praw obywatelskich i wszelkich trybunalow, ale by media mialy jazde
        • rudamaruda1949 Poznań Re: jest dosyć proste rozwiązanie 18.07.12, 15:20
          Poznań ma bardzo proste uzasadnienie. Kiedyś był stolycą. NCN jest w Krakowie. Nie można tak Warszawki pozbawiać centralności z błotem na obuwiu. Dlatego Poznań nadawałby się, a że Wielkopolska kojarzy się bardziej z pracowitością niż z korupcją to mentalnie też by pasował.

          Takie przeprowadzki - narzucona mobilność - o ile dotyczyłyby wszystkich, dobrze zrobiłyby całemu środowisku. W zgniłych USA z tego co się naczytałam we wrogiej propagandzie, taka mobilność jest, może nie przez całe życie zawodowe i może nie zawsze co kilka lat, ale tak opowiadają. Mam nadzieję, że uzupełni te informacje ktoś kto się zna lepiej - nawet jeśli osobiście nie popiera takiego pomysłu ale zna rozwiązania panujące w tym zakresie w świecie nauki.
          • carnivore69 Poznań Re: jest dosyć proste rozwiązanie 18.07.12, 15:40
            > W zgniłych USA z tego co się naczytałam we wrogiej propagandzie, taka mobilność jest

            Sytuacja mobilnosci zwiazana jest z powiadaniem _mozliwosci_ (a nie koniecznosci) przeniesienia sie do innego miejsca. Mozliwosc wynika ta m.in. z 1) istnienia wystarczajaco "glebokiego" rynku pracy, 2) poziomu wynagrodzenia pozwalajacego na wynajecie mieszkania/zakup domu w nowym miejscu.

            W USA (i wielu innych miejscach w "cywilizacji") mozesz od doktoratu do emerytury pracowac w jednym miejscu (jesli tylko przejdziesz tenure/odpowiednik). Jesli tego nie robisz - jest to bardzo czesto (o ile nie najczesciej) podyktowane otrzymaniem lepszej oferty.

            Pzdr.
            • rudamaruda1949 czy to szkodzi? 18.07.12, 17:00
              Jak oceniasz - czy taka mobilność amerykańskiej nauce szkodzi czy pomaga?

              Argumentu o głębokości rynku pracy nie rozumiem - jak ową głębokość definiujesz i co to niby ma pozytywnego lub negatywnego wnosić.

              Mieszkania i domy za dolara niedługo w Polsce będą - więc to nie kłopot.
              • carnivore69 Re: czy to szkodzi? 18.07.12, 17:46
                Jak pisalem wyzej, w USA (ogolnie) nie ma _narzuconej_ mobilnosci, wiec nie mozna pisac o tym czy ona tam szkodzi. Nie jest wiec rowniez uprawnione podawanie USA jako przykladu systemu, gdzie narzucona mobilnosc sie sprawdzila.

                Co do reszty - mobilnym mozna byc, jesli jest rynek (= praca na innych uczelniach; OK, ja niby mialby zapewnic wymog owej rotacji). I jesli stawki na nim sa wystarczajace do godziwego zycia w nowym miejscu ($1000 na m-c moze byc niewystarczajace do utrzymania rodziny i zakupu lokum za $150,000).

                Powyzesze sa jedynie warunkami koniecznymi. Jako, ze wymuszona przeprowadzka co 4-8 lat kilkuosobowej rodziny moze jednak byc pewnym klopotem (surprise, surprise!), ogolnie funkcjonowanie w takim systemie byloby stosunkowo malo atrakcyjne i odprowadziloby do odplywu zen czesci zatrudnialnych gdzie indziej delikwentow.

                Pzdr.
              • fajnytoster Re: czy to szkodzi? 18.07.12, 20:59
                Powiem tylko tyle: jakby ktoś chciał wymusić na mnie zmianę miejsca zamieszkania i przeprowadzkę z całą rodziną co 4 lata, przy obecnej pensji adiunkta, to ja rzucam tą robotę. I odpowiedzcie sobie sami na pytanie, czy sami byście się temu wymogowi poddali.

                Z drugiej strony jestem całkiem spokojny o to, że gdyby ktoś uchwalił taką ustawę, to szybko by się znalazły sposoby jej obchodzenia i byłyby tak powszechne, że po 10 latach nikt by nawet nie pamiętał że taki wymóg w ogóle istnieje ;)
          • dala.tata Poznań Re: jest dosyć proste rozwiązanie 18.07.12, 18:03
            Ja nie widze powodu, by narzucac jakas mobilnosc. W UK oczywiscie czegos takie nie ma, a najepesze uniwersytety (np. Oxbridge) sa najmniej mobilne. Po jaka cholere chcialby sie przenosic z takiego uniwerstytetu? Po jaka cholere mialaby uczelnia cie zmuszac do odejscia, jesli to rowniez dzieki tobie ona jest taka dobre. Absurd!

            Problem polega jedynie na uczciwej ocenie dzialalnosci pracownikow.
          • marcio1234 Poznań Re: jest dosyć proste rozwiązanie 18.07.12, 18:42
            Już to widzę jak w ramach wymuszonej mobilności np. 30 kilku letni adiunkt przeprowadza się z rodziną z Poznania od Lublina, Rzeszowa, Białegostoku itp. Kupuje dom... no, niech będzie mieszkanie na blokowisku i zaczyna nowe życie. Jego małżonka raczej nie dostanie pracy skoro nawet tubylcom trudno o przyzwoite zajęcie bez koneksji. Dorobić poza uczelnią się nie bardzo da bo zbudowanie sobie pozycji, wydeptanie ścieżek i pozakładanie nowych sznureczków w nowym miejscu zajmuje lata. Więc tak sobie żyją za półtorej średniej krajowej we trójkę, czwórkę, piątkę. Jak już się trochę zadomowią to w ramach mobilności przenoszą się do Suwałk i historia zaczyna się od nowa.
            Tak, to na pewno dobrze zrobi całemu środowisku.

            Skoro już tak chcemy kopiować wszystko co Zachodnie to skopiujmy jedną podstawową rzecz: wynagrodzenia za pracę. Bo wymagania odnoście pracy i koszty utrzymania już skopiowaliśmy.
            • niewyspany77 Poznań Re: jest dosyć proste rozwiązanie 01.08.12, 15:09
              O nie, najpierw skopiujmy wyniki!
            • mn7 Poznań Re: jest dosyć proste rozwiązanie 01.08.12, 15:21
              Będą warunki porównywalne, będzie można wymagać porównywalnych wyników.
              Już tu zresztą była kiedyś mowa, że przy uwzględnieniu nakładów, wyniki polskiej nauki plasują ją w pierwszej czwórce na świecie. Była też mowa, że uniwersytet wydający rocznie STO razy więcej w przeliczeniu na studenta jest raptem o oczko wyżej w rankingu szanghajskim od najlepszej polskiej uczelni. Mając sam kapitał założycielski taki, że można by za niego kupić całą infrastrukturę i wyposażenie tejże uczelni i wszystkich innych w jej mieście.
          • pfg Poznań Re: jest dosyć proste rozwiązanie 18.07.12, 20:47
            rudamaruda1949 napisała:

            > W zgniłych USA z tego co się naczytałam we wrogi
            > ej propagandzie, taka mobilność jest

            W Stanach taka mobilność jest - a raczej była - powszechna, ale było to uzasadnione kulturowo (historia Stanów to w sporej części historia wielkich migracji za pracą), a czynniki ekonomiczne jej sprzyjały. Jak to wyglądało w sferach akademickich pokazuje na przykład piękny film Terms of Endearment (Czułe słówka), gdzie bohaterka (Debra Winger) musi się wraz z dziećmi przeprowadzić kilka tysięcy kilometrów, bodaj z Teksasu do Nebraski, bo jej mąż-profesor (Jeff Daniels) dostał tam lepszą pracę.

            Teraz w Stanach mobilność, w tym mobilność akademicka, spada ze względów ekonomicznych. Po pierwsze, coraz ważniejszy staje się The Two Body Problem, to znaczy sytuacja, w której praca dwojga osób jest konieczna do utrzymania rodziny, więc jeśli jedno z dwojga może/musi/chce się przeprowadzić, jest dalece nieoczywiste, że drugie znajdzie w nowym miejscu pracę - odpowiednią lub jakąkolwiek. Po drugie na skutek załamania się rynku nieruchomości, ludzie są "uwięzieni" w domach, których rynkowa wartość jest wyraźnie mniejsza, niż hipoteka, więc po sprzedaży zostaliby bez domu, ale za to z długiem do spłacenia i z koniecznością zaciągnięcia nowej hipoteki w nowym miejscu. Co dzień szesnaście ton...
            • rudamaruda1949 to chyba błąd 18.07.12, 23:15
              Cytat ludzie są "uwięzieni" w domach, których rynkowa wartość jest wyraźnie mniejsza, niż hipoteka, więc po sprzedaży zostaliby bez domu, ale za to z długiem do spłacenia i z koniecznością zaciągnięcia nowej hipoteki w nowym miejscu. Co dzień szesnaście ton...

              Z tego co wiem, to tylko w takich dzikich krajach jak Polska jest tak, że kredyt wymaga spłaty gdy oddasz zastaw. O ile dobrze jarzę, w USA oddajesz kluczyki i nie masz długu, mało tego, spłaciłeś 30% gdy LTV było100%? Z licytacji domu dostajesz 30% wpływu. Stąd to przywiązanie nie jest wcale oczywiste. Nie w USA i nie z powodu polskiej konstrukcji kredytu hipotecznego od banku z tytułem wykonawczym. W Polsce jest nietypowa asymetria. Nawet w Portugalii (a więc w UE) sąd orzekł, że skoro kredyt był na dom, a wartość domu spadła, to klient nie musi spłacać kredytu jeśli zrezygnował z domu, bo to bank się ma znać na ryzyku a nie sprzątaczka która dostała od banku kredyt i skoro bank udzielił kredytu na dom a nie przewidział ryzyka wynikającego ze zmian na rynku nieruchomości, to straty mają być po stronie banku a nie klienta, który został przez bank złośliwie wprowadzony w błąd i naciągnięty na kredyt. Komentarze w tym zakresie były zgodne - zgapiono to uzasadnienie z USA i przeniesiono na grunt europejski nieznane wcześniej podejście do orzekania w tym zakresie.
              • dala.tata Re: to chyba błąd 18.07.12, 23:35
                taaaaa. przed chwila tu przelecial prosiak. slyszalas kiedys o negative equity? to poczytaj.



                rudamaruda1949 napisała:

                > Z tego co wiem, to tylko w takich dzikich krajach jak Polska jest tak, że kredy
                > t wymaga spłaty gdy oddasz zastaw. O ile dobrze jarzę, w USA oddajesz kluczyki
                > i nie masz długu, mało tego, spłaciłeś 30% gdy LTV było100%? Z licytacji domu d
                > ostajesz 30% wpływu. Stąd to przywiązanie nie jest wcale oczywiste. Nie w USA i
              • pfg Re: to chyba błąd 18.07.12, 23:36
                Przestajesz płacić - rujnujesz sobie historię kredytową - hipoteki w nowym miejscu nie dostaniesz. A tego, co masz i co dostaniesz z licytacji, nie wystarczy ci na zakup domu bez hipoteki. Więc albo sprzedajesz ze startą i spłacasz resztę długu, albo rezygnujesz z planów przeprowadzki.

                www.economist.com/node/16889105 Cytat
                The cost [...] is compounded by America's housing bust. Many owe more on mortgages than their homes are worth. Households often opt to stay put rather than default, leaving them trapped in places with high unemployment and unable to move to where jobs are plentiful. The rise of the two-income household has also made workers less mobile than they were: it is harder to move in search of jobs if there are two careers to consider.
                • dala.tata Re: to chyba błąd 18.07.12, 23:47
                  oczywiscie. w UK lata 80te w UK to okres odebranych domow (repossessions). bo ludzie nie mieli za co splacac, do negative equity, czyli dom warty znacznie mniej niz kredyt. a to wszystko to seria samobojstw ludzi, ktorzy nie radzili sobie z sytuacja.

                  dobrze pamietac, ze tu sie nie kupuje domu. tu sie bierze kredyt hipoteczny, ktory ssie splaca niezaleznie od tego, czy sie ma ten dom czy nie.
              • carnivore69 Re: to chyba błąd 19.07.12, 10:45
                > Z tego co wiem, to tylko w takich dzikich krajach jak Polska jest tak, że kredy
                > t wymaga spłaty gdy oddasz zastaw.

                Non-recourse mortgage lending instnieje tylko w czesci stanow USA. W pozostalych (a takze Europie Zach.) wyboru niestety niet.

                Pzdr.
      • spokojny.zenek Re: jest dosyć proste rozwiązanie 18.07.12, 13:27
        Słusznie. Rozwiązanie powinno być jak najbardziej skomplikowane i możliwie najmniej podobne do występujących na świecie (a zwłaszcza w Europie). Wtedy będzie cudnie.
      • carnivore69 Re: jest dosyć proste rozwiązanie 18.07.12, 13:35
        Czyli co, co 8 lat (w najlepszym razie) obowiazkowa przeprowadzka z calym dobrodziejstwem inwentarza - i tak az do emerytury?

        Pzdr.
        • spokojny.zenek Re: jest dosyć proste rozwiązanie 18.07.12, 13:43
          Lepiej co 4 lata - z pewnością byłoby to bardziej humanitarne.
          Kiedyś to już to przerabiano na tym forum - w kontekście habilitacji. Z argumentem "skoro w Niemczech się da, to niby co miałoby przeszkadzać w Polsce?"
          • carnivore69 Re: jest dosyć proste rozwiązanie 18.07.12, 14:40
            Pomijajac inne aspekty propozycji, przy owych 4-letnich (a nawet 8-letnich) kadencjach, motywacja pracownika do inwestowania w "institution-specific human capital" bylaby rowna motywacji rzadu do dzialania dla dobra kraju. Z wiadomymi konsekwencjami ;-)

            Pzdr.

            • spokojny.zenek Re: jest dosyć proste rozwiązanie 18.07.12, 15:14
              To między innymi miałem na myśli. Kadencja 4-letnia (a najlepiej 2-letnia) byłaby humanitarniejsza - nikt by nie zapuszczał korzeni.
              • mn7 Re: jest dosyć proste rozwiązanie 01.08.12, 15:32
                A już najlepiej jak w "Dziennikach Gwiazdowych" - zmiana codziennie o północy...
      • proon Re: jest dosyć proste rozwiązanie 18.07.12, 14:41
        rudamaruda1949 - a po co ta cała zabawa - nie prościej wywalać na zbity pysk jeszcze przed zatrudnieniem, wtedy będzie najuczciwiej, zatrudnienie =0 = czysta ucziwość
    • bramanka praca na całe zycie???? 18.07.12, 22:07
      no koorde, ludzie, wy naprawde chcecie sie trzymac tej samej posadki przez całe życie???? i uważacie że to jest ok????
      pracownik, ktory pracuje w tym samym miejscu przez 10 lat jest BEZUZYTECZNY!!!!!
      ciepla posadka, stare przyzwyczajenie, nieformalne ale sile znajomosci- to psuje polskie uczelnie.
      a co ja mam zrobić, żeby uczelnie zmienić??? ja nie chce pracować ciagle na zgnilym UJ.
      mam i kilka uczelni w krakowie, i wyksztalcenie podwójne, jestem cenionym specjalistą wszedzie, ale nie w moim zgniłym miejscu pracy i chce to zmienic.
      mialam nadzieje, ze ustawa mi to umozliwi- ale widze, że wszyscy uwazaja, że lepiej sie okopac i nic nie zmieniac :/
      nie podoba mi sie to, co piszecie- nowe miejsce pracy to nowy bodziec do rozwoju, to koniecznosc zmian w sposobie pracy- i to jest korzystne.
      • carnivore69 Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 22:20
        Cholera, czyzby znow ktos z GW sztucznie zwiekszal aktywnosc na DNU?

        Pzdr.
        • dala.tata Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 22:28
          a to my jestesmy na celowniku?

          carnivore69 napisał:

          > Cholera, czyzby znow ktos z GW sztucznie zwiekszal aktywnosc na DNU?
          >
          > Pzdr.
          • carnivore69 Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 10:47
            To juz drugi w ostatnich dniach watek ze smialymi tezami stawianymi przez nowe nicki ;-)

            Pzdr.
      • podworkowy Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 22:20
        single, are you?;)
        • bramanka Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 22:47
          married, with children :/
          • podworkowy Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 23:59
            a co robi twój mąż? Bo np. moja zona jest radcą prawnym, ma kancelarię i stałych klientów do obsługi. Koncepcja, ze ma z nich rezygnować i startować od nowa gdzie indziej, bo ja muszę się po upływie jakiegoś czasu przeprowadzić, jest absurdalna.
            Natomiast zgadzam się, że ustawione konkursy są pewnym problemem i że preferencje dla "własnych" pracowników idą często zbyt daleko...
            Ponadto, tak jak ktoś tu już napisał, absurdem jest wymóg konkursu w sytuacji, gdy mamy do czynienia z prostym awansem zawodowym. Prosty przykład - ogłaszamy konkurs na podwórkowego, bo adiunkt się habilitował i spełnia statutowe kryteria. Załóżmy, że na konkurs zgłasza się ktoś inny i wygrywa... Mamy teraz 3 możliwości, każda kretyńska:
            1: adiunkt habilitowany zostaje nadal adiunktem i tworzymy nowy etat profesorski dla zwycięzcy zewnętrznego - pomysł niewykonalny całkowicie z uwagi choćby na kwestie pensum
            2: zwalniamy adiunkta habilitowanego (załóżmy, że to da się prawnie zrobić) i w jego miejsce zatrudniamy zewnętrznego zwycięzcę konkursu na stanowisko podwórkowego - idiotyzm chyba oczywisty - zwalniać kogoś po podniesieniu kwalifikacji?
            3: adiunkt habilitowany zostaje adiunktem habilitowanym, mamy nowego zewnętrznego profesora podwórkowego i zwalniamy któregoś z niehabilitowanych adiunktów (ponownie zakładając, ze to da się prawnie zrobić) - kolejny kretynizm blokujący kariere naukową np. ludziom bezpośrednio po studiach doktoranckich.
            Dlatego właśnie wymogi konkursowe ustala się pod swoich...
            Te nieszczęsne bezwyjątkowe konkursy to kolejny przykład tego, jak koszmarnie beznadziejne jest ustawy NBK nie tyle pod względem merytorycznym (choć też...), ale przede wszystkim pod względem techniki legislacyjnej i zwykłej logiki.
            (i jeszcze na koniec - na uczelniach nie ma po prostu miejsca na nowe etaty. To przyczynek do innej dyskusji, ale moim zdaniem jest to efekt kompletnie zabójczego dla nauki zjawiska etatyzacji wyższych uczelni i konieczności wyrabiania przez wszystkich pensum dydaktycznego; zakładając, ze jest Pani tak świetna, jak Pani pisze, i tak nikt nie może Pani zatrudnić, jeśli nie jest w stanie zaoferować godzin dydaktycznych)


      • gruszka_wierzbowa Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 22:23
        mam takie małe spostrzeżenie dotyczące konkurów. Śmieszą i przerażają mnie wymogi, które odnoszą się do pracy poza naukowej kandydata przy jednoczesnym okrojeniu do totalnego minimum wymogów naukowych np. interesuje się zagadnieniami prawa podatkowego. Ostatnio czytałam takie ogłoszenie. Wymóg: praca urzędnika w dwóch konkretnych instytucjach państwowych. Konkurs na nowe stanowisko.
      • charioteer1 Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 22:23
        bramanka napisała:

        > mam i kilka uczelni w krakowie, i wyksztalcenie podwójne, jestem cenionym specj
        > alistą wszedzie, ale nie w moim zgniłym miejscu pracy i chce to zmienic.

        Spoko. Jezeli faktycznie jestes takim znanym i cenionym specjalista, to na pewno uda ci sie przekonac kogos, zeby oglosil konkurs specjalnie dla ciebie.
      • dala.tata Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 22:25
        co za kompletna bzdura. najwybitniejsi uczeni siedzieli i siedza na uczelniach przez znacznie dluzej. Taki Hawking na przyklad, 30 lat na tym samym stanowisku - bezuzyteczny. Bauman, Kolakowski, Wierzbicka (zeby wymienic Polakow za granica), wszyscy wiele lat na tym samym uniwersytecie. Oczywiscie kompletnie bezuzyteczni. Nie chce mi sie szukac innych.


        bramanka napisała:

        > pracownik, ktory pracuje w tym samym miejscu przez 10 lat jest BEZUZYTECZNY!!!!
        > !
        • bramanka Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 22:45
          dobrze wiesz- to sa WYJATKI- wiekszosc tych, z ktorymi mam "przyjemność" wspolpracowac od czasu do czasu- to nie takie osobowosci.
          • dala.tata Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 22:51
            wrecz przeciwnie. to wcale nie sa wyjatki. w rzeczywistosci w UK profesorowie siedza na dupach i sie nie ruszaja. bo nikomu sie nie chce, bo maja dobre warunki. idea, ze masz sie przeprowadzic, bo przeprowadzka jest dobra, jest kompletnie idiotyczne.

            przeprowadzasz sie wtedy, gdy masz cos do zyskania. awans, lepsza pensje, lepsze warunki pracy. Nie znam nikogo, kto chcialby sie przeprowadzic, bo 'trzeba byc mobilnm'. to pomysl tak absurdalny, ze szkoda nawet o nim rozmawiac.

            bramanka napisała:

            > dobrze wiesz- to sa WYJATKI- wiekszosc tych, z ktorymi mam "przyjemność" wspolp
            > racowac od czasu do czasu- to nie takie osobowosci.
            • bramanka Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 23:19
              piszesz o WYBITNYCH Polakach- sorki, ale wiekszosc pracowników naukowych uczelni to inny standard. i wiesz o tym bardzo dobrze, jeżeli pracujesz na uczelni
              ja nie probuje wprowadzic obowiazkowej mobilnosci, w ogole nic nie wprowadzam- zastanawiam się jak pracownik dydaktyczny jak ja może zmienic uczelnię, na ktorej pracuje-bo chce z wielu powodów. i przepraszam Cię- ale podejdź sobie i porozmawiaj z pracownikami dydaktycznymi, nie naukowymi! pracujacymi od 30 czy wiecej lat na tej samej uczelni, w tych samych salach, z tych samych podreczników- bleeeee.... moze zmienisz zdanie co do konieczności zmiany pracy przez takie osoby.
              • fajnytoster Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 23:26
                przepraszam Cię- ale podejdź sobie
                > i porozmawiaj z pracownikami dydaktycznymi, nie naukowymi! pracujacymi od 30 c
                > zy wiecej lat na tej samej uczelni, w tych samych salach, z tych samych podrecz
                > ników- bleeeee....

                no, do zmiany podręczników akurat przeprowadzka chyba nie jest potrzebna...
                a tak na marginesie - naprawdę lecisz to samo na zajęciach od 30 lat???
                • bramanka Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 23:30
                  nie mam jeszcze 30 lat ;) ale moje kolezanki- oj, tak. wielu profesorów zresztą też- akurat miałam ostatnio okazje podziwiać taki autoplagiat sprzed chyba 10 lat
                  • fajnytoster Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 23:35
                    aj, to sorki ;)
                    ale sądzę, że w takim razie te koleżanki przeniesione choćby na Księżyc University dalej by uczyły z tego samego skryptu i żadna zmiana środowiska by tu nie pomogła
              • dala.tata Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 23:38
                no wiec jeszcze raz: nie znam nikogo, pracuje na uni w UK, kto chcialby sie przeniesc na inna uczelnie, bo tak jest dobrze czy fajnie. zmieniasz prace, bo ta nastepna uczelnia oferuje cos, czego nie masz w obecnym miejscu pracy.

                naprawde nie ma sensu wiecej o tym dyskutowac.
              • chcesztomasz Re: praca na całe zycie???? 30.07.12, 10:48
                Jako pracownik dydaktyczny popracuj nad słownictwem bo: " kooorde", "sorry", "bleeee" i 50 kropek to trochę żałosne jest jak na pracownika dydaktycznego, wiec albo trolujesz, albo jesteś młoda i głupia jak but albo jesteś tylko głupia na wieki wieków amen.
                • bramanka Re: praca na całe zycie???? 02.08.12, 14:50
                  nie znałam tego forum, poczytalam dopiero jak napisalam. i wiesz co? o koorde, o bleeee- sorry, ale to jest jedyne co moze byc komentarzem do waszych wypowiedzi. do waszego podejscia. do tego, co sobą reprezentujecie. dbacie tylko o swoje ogony, nic a to nic was nie obchodzi................

                  i teraz pogłówkuj- naprawdę myślisz że na tym forum obowiązuje jezyk bardziej formalny? a dlaczego? i naprawdę myślisz, że tak rozmawiam ze studentami? no nie, nawet jak z nimi piwo piję :D
                  twardo uwazam, że jezyk powinien byc dopasowany do sytuacji - a te wyrazenia, ktore wypisales sa nawet mocno za slabe w stos. do tego forum.

                  tak, jestem zalosna. ale ty bardziej ze swoim komentarzem.
            • fajnytoster Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 23:21
              > przeprowadzasz sie wtedy, gdy masz cos do zyskania. awans, lepsza pensje, lepsz
              > e warunki pracy. Nie znam nikogo, kto chcialby sie przeprowadzic, bo 'trzeba by
              > c mobilnm'. to pomysl tak absurdalny, ze szkoda nawet o nim rozmawiac.

              Dokładnie tak!
              bramanka - co widać po poprzednich postach - ma (zawodowo) niewiele do stracenia, a dużo do zyskania, więc to uzasadnia jej entuzjazm
              jednak nie wszyscy są w takiej sytuacji, większość wręcz w odwrotnej ;)

              od siebie dodam, że ja mam jedną taką przymusową przeprowadzkę z rodziną za sobą i nie chcę za nic w życiu jej powtórzyć
              i jakkolwiek dobrze mi się pracuje w nowym otoczeniu, to nie jestem przekonany czy to akurat sam fakt przeprowadzki pozytywnie wpłynął na moje wyniki, ilość i jakość publikacji etc.
              chyba nawet przeciwnie - potrzebowałem całkiem sporo czasu by się oswoić w nowym środowisku, poznać miasto, załatwić masę spraw przyziemnych (od meldunku po szukanie przedszkola dla dzieci), zobaczyć who is who, przyswoić sobie lokalne zwyczaje itd. itp.
              przez całkiem długi czas pisanie szło mi dość średnio właśnie dlatego, że miałem głowę zapchaną tymi wszystkimi duperelami ;)
              i jak sobie pomyślę, że co kilka lat - według pomysłów niektórych - miałoby być to samo...
              • bramanka Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 23:35
                kurcze, ja nie o wydumanych problemach- opisalam swoja systuacje w Iwszym poscie, ale mnie s\sprowadziliscie do parteru, ze jest dobrze, jak jest, i moje hmm, pretensje, są głupie.
                a ja chce zmienić uczelnie- ale nie mogę, bo konkursy ustawione na "swoich". choc, obiektywnie, jestem duuuzo lepszym pracownikem od tych "swoich" (akurat ich znam)

                a przy okazji uwazam, że zmiana kadry, takie przewietrzenie, wg moich obserwacji, zrobiłaby dobrze społeczności akademickiej, atmosferze wsrod pracowników etc
                • dala.tata Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 23:41
                  jasne, najlepiej jeszcze wrpowadzic nakaz pracy. bo przeciez pracownicy uczelni nie maja rodzin, planow, sympatii czy przyzwyczajen.

                  niestety, gadasz bzdury.

                  bramanka napisała:

                  >
                  > a przy okazji uwazam, że zmiana kadry, takie przewietrzenie, wg moich obserwacj
                  > i, zrobiłaby dobrze społeczności akademickiej, atmosferze wsrod pracowników etc
                  • bramanka Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 23:49
                    yhm, widze takich co tak sądzą na co dzień.....

                    ale po prostu, nie wiem własciwie dlaczego, poraziły mnie Wasze opinie. właściwie nie powinnam się spodziewac niczego innego- ale juz wiem. i odpuszczam dyskusje bo prowadzi do nikąd. siedzcie sobie w spokoju- choc ja osobiście mam nadzieję, że ten Wasz spokój kiedyś w końcu zakłoci.

                    i jeszcze raz- może zrozumiesz- jaka jest opcja dla tych, ktorzy chca jednak zmienić? nie bedzie nigdy i nigdzie takiej mozliwości? tylko kariera od początku do konca na tym samym uni?
                    • dala.tata Re: praca na całe zycie???? 18.07.12, 23:55
                      alez skad ta agresja? ty nadal nie rozumiesz. jesli masz ochote zmiane dla zmainy, to se zmieniaj, ile chcesz. ale nie rob z tego zasady, bo taka zasada jest bzdurna.
                    • pfg Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 00:04
                      O pracę na uczelniach jest teraz ciężko: idzie niż, studentów będzie mniej, a dodatkowo uczelnie tną koszta (jak zawsze głupio) i powiększają rozmiary grup. Wszystko to oznacza, że w najbliższych latach potrzeba będzie mniej pracowników do uczenia studentów. Taka jest sytuacja na tym segmencie rynku pracy i cześć. Ale mimo wszystko nowe otwarcia się gdzieniegdzie zdarzają. Trzeba śledzić ogłoszenia i takie tam. A jak już nie możesz wytrzymać, zawsze możesz rzucić uczelnię w diably i iść uczyć w jakiejś prywatnej szkole językowej.

                      Zwracam też uwagę, że my tu NIE bronimy tezy, że każdy koniecznie musi pracować w tej samej uczelni od początku kariery aż do emerytury. My zwalczamy tezę, że każdy koniecznie MUSI zmieniać uczelnię w trakcie swojej kariery.
                    • charioteer1 Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 00:44
                      bramanka napisała:

                      > i jeszcze raz- może zrozumiesz- jaka jest opcja dla tych, ktorzy chca jednak zm
                      > ienić?

                      Jak ktos jest dobry w tym, co robi i chce zmienic prace, to ja zmieni. To dzialalo w czasach, kiedy konkursy oglaszano na tablicy przy dziekanacie i w czasach, kiedy jeszcze nikt o zadnych konkursach nie slyszal.
                • felisdomestica Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 00:01
                  > a ja chce zmienić uczelnie- ale nie mogę, bo konkursy ustawione na "swoich". ch
                  > oc, obiektywnie, jestem duuuzo lepszym pracownikem od tych "swoich" (akurat ich
                  > znam)

                  Na to mamy tylko twoje słowo :-).
                  • podworkowy Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 00:07
                    pięknie relewantny do dyskusji nick:):)...chociaż felixdomesticus (albo jakoś tak byłby jeszcze lepszy)
                • capo.di.tutti_capi Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 01:43
                  bramanka napisała:

                  > a ja chce zmienić uczelnie- ale nie mogę, bo konkursy ustawione na "swoich". ch
                  > oc, obiektywnie, jestem duuuzo lepszym pracownikem od tych "swoich" (akurat ich
                  > znam)


                  ja tutaj nie widze problemu: jesli jestes obiektywnie duuuuuzo lepszym pracownikiem od innych, to zapewne wielu ludzi z twojej dziedziny, z roznych osrodkow, zna Ciebie i moze to potwierdzic (twoją lepszość), wiec tym samym jestes bardzo atrakcyjnym kandydatem/ką na pracownika w wielu osrodkach; dlatego trzeba skontaktowac sie z dziekanami i napomknąć o chęci pracy u nich, zapewne rozpiszą konkurs "pod Ciebie"
      • greylin Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 11:43
        To przejdź się do kierowników katedr i zostaw swoje CV. Może akurat będziesz miała szczęście, akurat ktoś umrze (albo przejdzie na emeryturę w wersji mniej drastycznej) i zwolni się etat. Wtedy rozpiszą konkurs pod Ciebie ;)

        W tej chwili masz etat na uczelni. Postaw się w sytuacji młodych doktorów, na których nie ma miejsca na ich macierzystych uczelniach. Fikcyjność konkursów i mobilności - po prostu tragedia.
        Coś trzeba zmienić, ale nie popadajmy w skrajności, mi wystarczy możliwość mobilności, obowiązek to już przesada.
        • kramka1 Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 13:28
          Wymuszona mobilność to oczywista bzdura. Ale cos jest na rzeczy, czyli to, by zaczynający prace trafiali na inne niz macierzysta uczelnie. Widze to u siebie na wydziale: taka stała produkcja kopii poprzedniego pokolenia, którą przerwac mogłby jedynie zakaz zatrudniania absolwentów własnej uczelni. Bo te kopie mają dwie wady: pierwsza, że ich wiedza jest +/- kalką z wiedzy własnej kadry po odjęciu części tej wiedzy (w trakcie przekazywania wiedzy jakaś częśc jest gubiona). Druga: że horyzonty mają ograniczone horyzontami własnego podwórka i brak im dystansu do swojej wiedzy. O tyle wiem, co mówię, ponieważ studia konczyłam na jednej uczelni w pokrewnym kierunku, a pracuje na drugiej uczelni w sąsiedzkiej działce naukowej. Ja z moich "pokrewnych" studiów wiem rzeczy, o których bladego pojecia nie mają moi koledzy i w tym zakresie ich wiedza w temacie jest zerowa. A że jest zerowa i siedzą ciągle w tym samym uczelnianym grajdole, to nawet nie przyjdzie im do głowy, ze nic nie wiedzą. Więc gdyby się ruszli do innej uczelni, to sami by sie dowiedzieli czegos nowego, a równoczesnie na nowej uczelni mogliby przekazać częśc swojej obencej wiedzy nowym kolegom z dugiego grajdołka. Czyli prosta wymiana wiedzy i doświadczen wynikająca z importu-eksportu pracowników.
          • charioteer1 Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 13:54
            Taka wymiana miedzygrajdolowa bylaby jak turniej pilki plazowej, z ktorego nic absolutnie nie wynika.

            > Bo te kopie mają
            > dwie wady: pierwsza, że ich wiedza jest +/- kalką z wiedzy własnej kadry po odj
            > ęciu części tej wiedzy (w trakcie przekazywania wiedzy jakaś częśc jest gubiona
            > ). Druga: że horyzonty mają ograniczone horyzontami własnego podwórka i brak im
            > dystansu do swojej wiedzy.

            Po trzecie, wiedza sie dezaktualizuje. To, co bylo kluczowym zagadnieniem dla pierwszego pokolenia, juz w przypadku drugiej kopii jest peryferyjne. Przy trzecim klonie juz nikogo to nie obchodzi poza danym osrodkiem.
            • kramka1 Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 14:35
              Na pewno z turnieju piłki plazowej wynika więcej niż z odbijania piłki od muru. I o tu mi tu chodzi.
              A co do reszty, problem w chowie wsobnym. Populacja (naukowa) zaczyna sie od przedstawicieli róznych środowisk, ale potem bez dopływu swieżej krwi dochodzi do tegoz chowu wsobnego. Mechanizmy, czy to populacja psów rasowych czy naukowców z jednego wydziału, podobne: bez obcych populacja sie degeneruje, a poziom zróznicowania spada. I mamy zubozone kopie zamiast autonomicznie myslących naukowców...
              • fajnytoster Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 14:51
                Tutaj o wiele większe znaczenie od mobilności ma styl pracy i działania jednostek naukowych (np. katedr, zakładów - i ich szefów). Jeżeli "wychowanie" doktoranta polega na tym, że ma jak najwięcej wchłonąć od swojego szefa, spić jak najwięcej mądrości z jego dziubka, to jest problem. A jeżeli polega na tym, by stymulować młodego adepta nauki do aktywnego poszukiwania, poddawania krytyce i tej kreatywności z wątku obok - to przeprowadzki nie będą mu potrzebne. Wprost przeciwnie - wtedy jest szansa budować na tych ludziach ośrodek innowacyjnej myśli, poszukiwania nowych problemów badawczych i ich rozwiązań. Jeżeli jest ich iluśtam, to mogą się wzajemnie "nakręcać" i wspomagać gdy grupa osiągnie masę krytyczną. Jeżeli natomiast każdy z nich po doktoracie będzie odchodził, to ta energia się rozproszy i nic z niej nie będzie.
                Ale to wszystko bardziej "teoria", bo w praktyce w Polsce takie środowiska są chyba raczej wyjątkiem. I tu wracam do tezy z początku postu - problemem jest przede wszystkim mentalność i styl pracy naukowej w PL.
                • marialisboa Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 15:07
                  Ja nie widzę problemu. Doktorant to nie uczestnik szkółki niedzielnej tylko dorosły, myślący człowiek i powinien sam się rozwijać, kontaktować z innymi badaczami, etc. Nie widzę problemu pracowania w tej samej jednostce, w której robiło się dr...chyba,że mowa o takim doktorancie co to 4 lata przesiedział w wydziałowej bibliotece, sklecił doktorat, a teraz mu promotor załatwia etat....dla mnie to jest przykład chowu wsobnego.


                  Z drugiej strony o czym w ogóle my mówimy? Skoro teraz zostanie pracownikiem jakiejkolwiek uczelni graniczy z cudem ;) Widziałam kilka konkursów na serio, tzn. otwartych gdzie szukano młodych , zdolnych, z publikacjami , zapałem do pracy i pomysłami na kolejne badania....niestety to są nieliczne przykłady. Zazwyczaj jak konkurs jest pisany dla kogoś, to nawet najlepsze publikacje i granty nie pomogą dostać tej posady i tyle w temacie walki z wiatrakami.

                  Jak ktoś jest faktycznie dobry, to jak wspomniano, może wysyłać CV, może jakiś rozsądny człowiek stwierdzi,że chce mieć dobry zespół i go zatrudni....może...
                • charioteer1 Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 15:33
                  O to to wlasnie. To jest kwestia stylu pracy.
              • proon Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 16:31
                "Mechanizmy, czy to populacja psów rasowych czy naukowców z jednego wydziału, podobne: bez obcych populacja sie degeneruje, a poziom zróznicowania spada."
                • charioteer1 Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 19:06
                  Ok, zalozmy, ze twoj kandydat ma 30 lat. Opublikowal dwie ksiazki, z tego jedna w wydawnictwie uniwersyteckim, druga w Wydawnictwie Historycznym. Opublikowal ok. 20 artykulow, z tego po kilka w Kwartalniku Historycznym i w Acta Poloniae Historica. Mozesz o nim juz cos powiedziec, czy dalej nic?
                  • proon Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 19:26
                    nadmiernie fantazjujesz, ludzie z takim dorobkiem od dawna mają etat, a ich przełożeni dbają o to, by nie mieli ochoty na przeprowadzkę; ja piszę o sytuacji realnej - przyjmowanie magistra na asystenta w miejsce magistra, który w ciągu 8 lat nie wyrobił się z doktoratem lub doktora na adiunkta w miejsce doktora, który w ciągu kilkunastu lat nie wyrobił się z habilitacją - ale ta wersja może dopiero wystąpi; z doświadczenia wiem, że przynajmniej w pierwszej sprawie ważny jest dobry wybór, bo inaczej przez kilka lat można ocipieć motywując młodego do tego, by zechciał coś zbadać i opisać
                    • charioteer1 Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 19:31
                      proon napisał:

                      > ludzie z takim dorobkiem od dawna mają etat, a ich prz
                      > ełożeni dbają o to, by nie mieli ochoty na przeprowadzkę

                      Rozwody zdarzaja sie w najbardziej katolickich rodzinach.
                    • mn7 Re: praca na całe zycie???? 01.08.12, 11:31
                      Posiadanie etatu zależy od dorobku i przychodzi automatycznie?
                      • chilly Re: praca na całe zycie???? 01.08.12, 15:37
                        Kiedyś konieczna była pozytywna opinia POP. Dziś zapewne też może się przydać.
                        • mn7 Re: praca na całe zycie???? 01.08.12, 15:44
                          Być może. Opowiadałam jednak na konkretne stwierdzenie. Że osoba trzydziestoletnia o określonym dorobku nie potrzebuje etatu, bo go już raczej na pewno ma. Niezupełnie jednak wiem, z czego by to miało wynikać.
                    • ambaras3 Re: praca na całe zycie???? 08.08.12, 17:50
                      Otóż nie masz racji, znam osobiście trzy przypadki z ostatniego kwartału, w których nie lubi się zbyt dobrych kandydatów, zacznę od najniższych kwalifikacji:
                      1. magister, kończy doktorat, dorobek oceniany jako wybitny już przy otwarciu przewodu (!), pechowo dorobek gorszy jedynie od profesora-kierownika instytutu, niedługo emerytowanego, a lepszy do pozostałych pracowników instytutu (w tym habilitowanych) - więc człowiekowi zapowiedziano, że nie przejdzie konkursu, lepiej niech od razu szuka stypendium za granicą; dobrze że branża techniczna, idzie do amerykańskiego molocha w Polsce;
                      2. doktor ok 35l., dorobek jak smok, dziesięć książek i 200 innych prac, nie dostanie etatu, bo praktycznie wszystkie prace ma jako jedyny autor, rośnie jako guru na szczeblu krajowym w wąskiej specjalności, bez szans na habilitację (stwierdzono, że specjalność w Polsce nie ma przyszłości, bo nie ma nawet polskiej nazwy, i czy to w ogóle jakaś dyscyplina naukowa? co z tego, że z granicą jest), jego szef zrobił wszystko na klubie profesorów, żeby nie dostał pracy w całym województwie i tak będzie; chyba rzuci to wszystko w cholerę;
                      3. doktor ze złożonym wnioskiem habilitacyjnym (nowa procedura, żadna uczelnia nie chce poprowadzić postępowania - nieprawda, ze druga wyznaczona przez CK musi wyznaczyć komisję, nic nie są w stanie zrobić, jak uczelnia nie chce, stad bierze się duża liczba niezaczętych pod 9 miesięcy postępowań pomimo wniosków na stronie), duży dorobek dorobek głównie zagraniczny, wrócił do Polski, bo musi zająć się chorymi rodzicami, nie znajdzie pracy, bo za duże zagrożenie dla dotychczasowych, a habilitację i tak mu mu uwalą, bo za nowa, postępowa, zagraniczna i nie ma w Polsce tzw. backgroundu.
                      Wychodzi na to, że najgorzej w Polsce jest być wybitnym. Przeciętni i słabi sobie poradzą.
                      • adept44_ltd Re: praca na całe zycie???? 08.08.12, 18:01
                        no, no wybitny doktorat już w chwili otwarcia przewodu... czyli awansem... :) tak czy siak, co to za jednostka, w której doktorant ma większy dorobek od reszty?... dziwne...

                        doktor 35 lat - 10 książek, 200 artykułów, no to naprawdę jak smok... stawiam na to, że wawelski...

                        dziecko... oszczędź.... :)
                        • fajnytoster Re: praca na całe zycie???? 08.08.12, 18:29
                          kolega doktor niech się nie przejmuje, po co mu habilitacja jak za 10 lat murowany nobel :)
                          • ambaras3 Re: praca na całe zycie???? 08.08.12, 20:07
                            Zapewniam Was, że dla tych ludzi jest to dramat na całe życie, bo włożyli to kilka-kilkanaście lat swojego życia z nadzieją, że odniosą sukces. Najgorsze jest to, ze wcale nie mają się czego wstydzić i swoim pesymizmem zarażają innych.
                            Ostatni tekst o jednym z ww.: Poszła wieść, że wygrał konkurs, zdumienie tzw. środowiska: "Jak to, w Polsce?". Odpowiedź: "Oczywiście że nie. W USA." Reakcja środowiska: "E tam, co to za wygrana." Wygrane konkursy w USA naszego środowiska nie interesują. Liczą się tylko wygrane konkursy na stanowiska w Polsce.
                            A co do Nobla - w mojej dziedzinie, żeby o nim myśleć trzeba:
                            1. mieć index Hirscha > 50 wg WoS,
                            2. tenure w USA,
                            3. b. silne wsparcie w Sztokholmie.
                            Ktoś ostatnio dostał Nobla ze ścisłych bez spełnienia tych trzech warunków? Nie dla psa kiełbasa.
                            • pfg Re: praca na całe zycie???? 10.08.12, 12:32
                              ambaras3 napisał(a):

                              > A co do Nobla - w mojej dziedzinie, żeby o nim myśleć trzeba:
                              > 1. mieć index Hirscha > 50 wg WoS,
                              > 2. tenure w USA,
                              > 3. b. silne wsparcie w Sztokholmie.
                              > Ktoś ostatnio dostał Nobla ze ścisłych bez spełnienia tych trzech warunków?

                              Nie wiemy, jaka jest dziedzina trola-ambarasa, ale generalnie pierwszy warunek jest prawdziwy, choć niektórzy powiadają, że h>40 wystarcza. Trzeci warunek zapewne też jest prawdziwy. Odnośnie do drugiego, polecam sprawdzić afiliacje takich osób:
                              Brian Schmidt
                              Andre Geim
                              Konstantin Novoselov
                              Makoto Kobayashi
                              Toshihide Masakawa
                              Dalej jest podobnie.
                              • dala.tata Re: praca na całe zycie???? 10.08.12, 19:23
                                Kurcze, az sprawdzilem. Nie wiedzialem, ze Geima pisza Andre, a nie Andrei. Nie sadzilem tez, że Manchester jest w USA.
                        • ambaras3 Re: praca na całe zycie???? 08.08.12, 20:31
                          1) Mgr na otwarcie przewodu doktorskiego miał już książkę (na podst. pracy magisterskiej, dwóch recenzentów wydawniczych, dobre wydawnictwo) i ok. 25 artykułów (w tym kilka z wysokim IF), zrobił to w dwa lata. Dwa lata po otwarciu na obronie doktoratu miał razem dwie książki i ok. 70 artykułów, w tym niezły sumaryczny IF. Spokojnie da radę - to 15-20 rocznie czyli jedna co dwa-trzy tygodnie.
                          2) Drugi z przykładów w mojej dziedzinie jak na doktora w wieku 35 lat miał super wynik. Ostatnio ktoś dostał prof. belwederskiego, miał niecałe 100 artykułów i kilka redakcji monografii (> 20 autorów każda). Choć prof. - rekordzista krajowy ma coś około 1000 prac, ale z pokonferencyjnymi. Rozstrzał dorobku nawet między profesorami jest wiec duży.
                          Pisząc "artykuły" mam na myśli prawdziwe artykuły w regularnych numerach czasopism - u nas pokonferencyjniaki się nie liczą, chyba że zostały opublikowane w numerze regularnym czasopisma, przechodząc normalny proces peer-review do niego, a nie w specjalnym numerze czasopisma czy monografii pokonferencyjnej (coraz rzadziej się zdarzają) za 200 zł czy 50 Euro od łebka.
                          • adept44_ltd Re: praca na całe zycie???? 08.08.12, 20:58
                            25 artykułów na rok (nie licząc pisania książek)... z wysokim IF... z tabliczki mnożenia???
                            • adept44_ltd Re: praca na całe zycie???? 08.08.12, 21:03
                              i pytanie pomocnicze - co to za dyscyplina? jeśli IF to coś ścisłego... no ale ściśli nie piszą książek, więc???
                              • ambaras3 Re: praca na całe zycie???? 08.08.12, 22:03
                                1. Dziedzina jest ze ścisłych lekko interdyscyplinarnych (jakbym nie był jedynym mi znanym przedstawicielem z inż. przed nazwiskiem, to bym powiedział, że inżynierska, ogólnie nauki techniczne, ale większość nie ma inż.), nie współpracujemy jeszcze np. z biologami i medykami, choć nie wiadomo ... Jest dużo możliwości publikacji, nawet doktorom nie tak rzadko trafiają się artykuły zamawiane do dobrych czasopism albo recenzowanie, bo pole szerokie, coraz to nowe zastosowania, a specjalistów (od mgr do prof.) nie ma więcej niż kilkuset w Polsce, ogólnie też nie za bardzo nas lubią :-). Prowadząc badania w spokojnym miejscu (są takie?) i z normalnymi ludźmi (przemysł okresowo wyciąga co lepszych) da radę przygotować i opublikować 15-20 artykułów rocznie. Pamiętajcie, że na opublikowanie w czasopiśmie z IF czeka się jakieś 12 miesięcy i więcej, więc w tym roku idą te złożone w poprzednim, no i współczynnik akceptacji w czasopismach z IF na poziomie max. 30-50%, wiec odrzucone trzeba składać ponownie gdzie indziej, więc publikacje się gromadzą i potem np. ukazują się "falami". Teraz np. mam dziwny czas: niby wakacje i zastój, a redakcje chyba porządkują magazyny, bo ciągle tylko przychodzą szczotki do akceptacji (proofreading) - jesienią będzie wysyp.
                                2. Rekordzista u nas opublikował 88 publikacji (wieloautorskich, z pokonferencyjnymi, komunikatami, rozdziałami w monografiach, listami do redakcji itd.) w jednym roku - tak wynika z jego danych w Expertusie, ale z tematyki wynika też, że miał coś wspólnego z medykami, a u nich nie takie cuda się zdarzają ...
                                2. Ściśli też piszą książki, co prawda dużo rzadziej - u nas do niedawna głównie na rozprawy habilitacyjne starym trybem albo tzw. książki profesorskie, teraz coraz częściej monografie interdyscyplinarne, czyli "Efekty moich/naszych badań w praktycznych zastosowaniach w dziedzinie ..." - dobrze jest mieć coś takiego (oprócz patentów) do habilitacji, widać że badania są przydatne i takie tam. U nas najwięksi zagraniczni guru są znani też z dobrych książek "cegieł" rozwijających dyscyplinę, nie tylko z artykułów, wiec chyba ściślakom warto iść też co jakiś czas w książkę, jeśli da radę - w zagranicznych wydawnictwach.
                                Mimo różnych doświadczeń życzę powodzenia w obecnych i przyszłych konkursach na stanowiska.
                                • mr.mud Re: praca na całe zycie???? 12.08.12, 21:46
                                  ekhem.. że się tak zapytam, te setki dziesiątki publikacji wciągu kilku lat to razem z efektywnym działaniem inżynierskim idą czy pomimo? Bo w mojej dziedzinie niemal w 100% przypadków albo robisz konkretną robotę i masz mało publikacji, albo odkrywasz Amerykę 15 raz będąc publikacyjnym tytanem. Tzn albo pchasz tę naukę i szczegóły zajmują czas na tyle że efektywność publikacyjna spada, albo zawężasz horyzont po to żeby publikować jak najwięcej...


                                  Przykładzik - jedna koleżaneczka pukająca do habilitacji z dziedziny związanej z energetyką, której ostatnio musiałem na kartce tłumaczyć że sprawność całkowita instalacji to iloczyn sprawności składowych. Jeszcze inna persona już z habilitacją która przyszła z zagadnieniem do rozwiązanie i okazało się, że problem sprawiają jej ułamki - ale publikacji multum.

                                  Mając wyprowadzone czarno na białym i tak nie wierzyła - no bo człowiekowi bez tak wybitnego dorobku nie wypada wierzyć.. :)
                                  • charioteer1 Re: praca na całe zycie???? 12.08.12, 23:34
                                    Ekhem... to nie byl politolog?
                                    • prawdziwam2011 Re: praca na całe zycie???? 12.08.12, 23:57

                                      Ekhem... pytanie na miarę Pani charioteer1.

                                      charioteer1 napisał:

                                      > Ekhem... to nie byl politolog?
                                      >
                                      • charioteer1 Re: praca na całe zycie???? 13.08.12, 00:13
                                        W szkole mnie uczyli, ze nie ma glupich pytan, ale to bylo dawno temu.
                            • fajnytoster Re: praca na całe zycie???? 08.08.12, 21:51
                              "paaanie, ja to tak szybko piszę, że nawet nie nadążam żeby to przeczytać..."
                              • ambaras3 Re: praca na całe zycie???? 08.08.12, 22:12
                                Ja człowiek wprowadził w życiu ileś tam milionów linii kodu to nie zerka na klawiaturę i nie trzeba poprawek :))
                                Ciekawi mnie, z czego mógłby być ten Nobel - u nas podobno pogranicze: fizyka/medycyna, choć i chemia też czasem ... Typujemy kolegę: ma indeks Hirscha > 40 (na razie) i tenure w USA, tylko to poparcie w Sztokholmie nie bardzo, no i za młody, do 90-tki jeszcze daleko.
                                • capo.di.tutti_capi Re: praca na całe zycie???? 09.08.12, 23:16
                                  ambaras3 napisał(a): ....



                                  to mi wygląda na słowotok,

                                  to chyba jest tak, że gdy człowiek sobie coś weźmie (speed, airhead,...) to moze w ten sposób przed dwa dni nawijać,
                                  moze nawet jakąs prace naukową wtedy się napisze, aczkolwiek obawiam sie, że aby przeczytać ze zrozumieniem taką pracę, to czytelnik tez musi wziąć odpowiednio podobny specyfik, więc wtedy rzeczywiście ma się dorobek z bardzo hermetycznej dziedziny :)

                                  parę razy miałem podejrzenia, że studenci byli pod wplywem róznych wynalazków, z reguły bardzo marnie się to kończyło dla nich, bo w naukach ścisłych (np. na egzaminach ustnych) to z reguły w niczym nie pomaga


                                  odnośnie meritum: jeśli ktoś ma duży międzynarodowy dorobek, to zazwyczaj jest na bardzo fajnych stypendiach/posadach gdzieś w świecie (nie wykluczając Polski), wiec ja nie rozumiem problemu
                          • proon Re: praca na całe zycie???? 09.08.12, 11:01
                            "Mgr na otwarcie przewodu doktorskiego miał już książkę (na podst. pracy magisterskiej, dwóch recenzentów wydawniczych, dobre wydawnictwo) i ok. 25 artykułów (w tym kilka z wysokim IF), zrobił to w dwa lata. Dwa lata po otwarciu na obronie doktoratu miał razem dwie książki i ok. 70 artykułów, w tym niezły sumaryczny IF. Spokojnie da radę - to 15-20 rocznie czyli jedna co dwa-trzy tygodnie." - te dane (wiem że zmyślone) jedynie potwierdzają moją wcześniejsza uwagę, wyimaginowałeś sobie gościa, który jest bajkopisarzem z ambicjami, tylko po cholerę mu doktorat, od tego sprzedaż jego bajek nie wzrośnie
                        • ambaras3 Re: praca na całe zycie???? 08.08.12, 22:41
                          "co to za jednostka, w której doktorant ma większy dorobek od reszt> y?... dziwne..."

                          Przepraszam, ale dopiero zauważyłem powyższe pytanie:
                          Odpowiedź jest prosta: jednostka, w której szefami są "starzy" dr hab. i dr (ci drudzy p.o.) praktycznie sprzed powstania nowoczesnej dziedziny, którzy ciągną już czasem tylko stażem, badania im idą powoli, artykuły trzeba jednak tłumaczyć na angielski przez panie z lektoratu, tak jak to robił ojciec i dziadek w tym samym ośrodku (niestety, nie do końca żart, tam do tej pory praktycznie nie było konkursów, skład prawie bez zmian chyba od "wczesnego Jaruzelskiego") ... Doktorant był oblatany w najnowszych publikacjach (internet !), piszący prace "z ręki" dobrym angielskim, znający najnowsze oprogramowanie, nie bojący się napisać mejla do profesora z USA, jak ma wątpliwości - i tyle. Co innego, że starsi koledzy go nie znoszą, bo jest samodzielny i niesterowalny, i mimo że jest po obronie, to nie było jeszcze rady i jest przez wakacje mgr. No i młody na granty nie miał szans, ale okazało się, że znalazł wersje GNU oprogramowania i poszedł jak burza bez dofinansowania badań, wysyłał prace bez nich, a "starych" szlag trafił. Teraz najbardziej ich interesuje, żeby go "spuścić" i żeby nie zawyżał poziomu. Widzę to z zewnątrz, ale wydaje mi się że to czasem norma, że tzw. przeciętność i utrzymanie świętego spokoju wygrywa. A duży dorobek doktoranta? W sprawozdaniu za rok zawsze można napisać, ze nie do końca pokrywa się z zakresem tematycznym badań instytutu i jest mało perspektywiczny, co nie przeszkadza w zaliczeniu go do dorobku jednostki, ale skutecznie pozbawia szans na nagrodę indywidualną.
                      • proon Re: praca na całe zycie???? 09.08.12, 10:59
                        kolego/koleżanko nie rób sobie jaj i nie uprawiaj trolingu
                        "magister, kończy doktorat, dorobek oceniany jako wybitny już przy otwarciu przewodu (!), pechowo dorobek gorszy jedynie od profesora-kierownika instytutu, niedługo emerytowanego, a lepszy do pozostałych pracowników instytutu (w tym habilitowanych)"
                        • ambaras3 Re: praca na całe zycie???? 09.08.12, 12:59
                          Przepraszam, ale nie ja robię sobie jaja z poważnego tematu. Myślałem, że na tym forum można podjąć tak poważny temat. Dyskusja z Wami nie ma sensu. Mam wrażenie, ze żyjemy w dwóch różnych światach polskiej nauki: u Was nie ma "naukowców", którzy chcą tylko wytrwać w spokoju do emerytury, zaściankowości, hamowania karier, recenzji po koleżeństwie, i konkursów ustawianych pod małżonków i dzieci. U nas niestety są, nie zawsze, ale dość często, i chyba wy tego nie rozumiecie. Macie po prostu więcej szczęścia w życiu. Over out.
          • felisdomestica Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 14:16
            kramka1 napisała:

            > taka stała produkcja kopii poprzedniego pokolenia, którą przerwac m
            > ogłby jedynie zakaz zatrudniania absolwentów własnej uczelni. Bo te kopie mają
            > dwie wady: pierwsza, że ich wiedza jest +/- kalką z wiedzy własnej kadry po odj
            > ęciu części tej wiedzy
            To nie zawsze jest wadą. Kiedyś to sie nazywalo "szkołą". Z mojej dziedziny, mieliśmy do czynienia ze szkołą węgierską w neuroanatomii, czy ze szkołą hiszpańską. To nadal istnieje i procentuje, publikują znakomicie.
            Świat zrobił się bardzo otwarty, grupy komunikują się miedzy sobą, współpracują i wymieniają informacje. Chów wsobny naukowców nie jest już tak groźny jak niegyś. No i nie do końca zgodzę się z tym, że wychowankowie to klony wychowawcy - mają własne zainteresowania i je rozwijają.
            Nie rozumiem tez jak to mozliwe, że koledzy z jednej uczelni nie wiedzą co robią na drugiej. Jesli jedni publikują, to inni czytają, gdzie grajdołek?
          • proon Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 16:25
            "siedzą ciągle w tym samym uczelnianym grajdole, to nawet nie przyjdzie im do głowy, ze nic nie wiedzą. Więc gdyby się ruszli do innej uczelni, to sami by sie dowiedzieli czegos nowego, a równoczesnie na nowej uczelni mogliby przekazać częśc swojej obencej wiedzy nowym kolegom z dugiego grajdołka. "
            • kramka1 Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 20:14
              Jednak publikacja to nie to samo. Tak przynajmniej ja widzę te sprawy. Inny sposób myslenia nie ma prostego przełożenia na publikacje. Szczególnie w czasach, gdy wysoka specjalizacja oznacza często brak wiedzy z innych dziedzin. Czytając publikacje z mojej pólki nie dowiaduję sie niczego o drugiej półce, pomimo że w rzeczywistości obie półki sa ze soba ścisle powiązane. Powiedzmy, ze ktos specjalizuje sie w chorobach kregosłupa. I jedyne znane mu sposoby leczenia to operacja albo zabiegi rehabilitacyjne. Ale moze ten ból kregosłupa to wcale nie z kregosłupa, lecz z wrzodów żołądka? Albo to objaw choroby psychosomatycznej? Więc póki taki kręgosłupowy lekarz nie skonsuktuje sie z psychologiem/psychiatrą albo gastrologiem, niczego nie wyleczy.
              Podobnie w nauce. Przynajmniej w "mojej" nauce...
              • ewa_65 Re: praca na całe zycie???? 19.07.12, 21:45
                dlatego na konferencjach tak bardzo iskrzy, czasami

                nie, jeżeli ludzie chcą poszerzać wiedzę, to ją poszerzą. Jeżeli nie chcą, to przeprowadzka im nic nie da...

                Ja robię trzecią specjalizację (główną, nie szczegółową) i trzy razy zmieniałam zainteresowania naukowe siedząc cały czas przy "tym samym biurku" a pacjentów przyjmuję (i nieskromnie powiem, że jestem dobra) w dziedzinie, z której akurat specjalizacji nie mam :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka