bumcykcyk2
02.11.14, 00:17
Czy nie zauważacie przypadkiem, że status pracownika sektora nauki w PL to już status mopa do podłogi?
Średnia płaca w Warszawie w 2012 roku wynosiła 6000 zł brutto (specjalnie dałem link do starszych danych z 2012 , żeby nikt nie mówił , że są zawyżone). Koledzy habilitowani zarabiają dziś, czyli 1 listopada 2014 roku, od 3200 netto (świeżo hab. na posadzie adiunkta), poprzez 4200 netto (profesor uczelniany UW), do 5000 netto (u prywaciarza jako funkcyjny). Wszystkim grozi albo rychłe wywalenie z roboty, albo obcięcie pensji, bo płatnych studentów brak , a ludzi z tytułami chętnych do podjęcia pracy za jakąkolwiek stawkę jest w bród. Stąd wyżej wymienieni są regularnie straszeni przez swoje szefostwo wyrotowaniem lub dalszą pauperyzacją.
Przepaść pomiędzy zarobkami w sektorze naukowym, a tzw. normalnym rynkiem pracy wróciła do stanu, jaki pamiętam z samego początku lat 90-tych XX wieku (tuż po transformacji, a jeszcze przed odpaleniem uczelni prywatnych). Czyli biedowanie typu zęby w ścianę.
Widzę też rosnącą butę kasty Rektorów (na państwowym) i Właścicieli (na prywatnym) , którzy w zasadzie wszyscy postrzegają obecnie swoich podwładnych w ten sposób.