Dodaj do ulubionych

doktor na dyskotece

10.03.09, 10:48
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=92119621&v=2&s=0
Wczytując się w ten wątek, oczom nie wierzyłam. Dziewczyna naprawdę z całą
powagą twierdzi, że od momentu wstąpienia na studia doktoranckie ludzi
obowiązują jakieś inne standardy zachowań! Ciach i krach, włosy trzeba
przefarbować na ciemny stonowany brąz, spódniczkę tylko za kolano, piwo tylko
w cichości domu, przy zasłoniętych żaluzjach! Nie wierzę.
Obserwuj wątek
    • kot_pampasowy Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 10:54
      Ciekawe co by powiedziała, gdyby się okazało, że będzie miała przedmiot z takim wykładowcą?

      miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35768,5400065,Wroclawski_antyfacet_chce_ochrony_policji.html
      --
      www.youtube.com/watch?v=KzvC93itdyY
      • thersites Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 16:56
        Pocieszny ten koleżka. Tzn. cieszy, że problemy ma tylko z osiedlowym dresem, a
        nie - z szefem, studentami itd. Nie miałbym nic przeciwko zajęciom z nim.
    • adept44_ltd Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 10:57
      hm, no ja też oniemiałem... mnie tam jakoś stopnie nie przeszkadzały w normalnym
      życiu...
    • tocqueville Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 11:03
      generalnie się z wami zgadzam, ale... mam jedno małe "ale"
      zawód nauczyciela niesie ze sobą pewne wyższe wymagania
      tzn. wszystko można, ale nie wszystko jest godne pochwały:)
      • adept44_ltd Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 11:05
        jasne, ale nikt tu chyba nie propagował tego, co nie jest godne pochwały???
        • tocqueville Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 11:08
          to jeszcze trzeba ustalić co jest/a co nie jest godne pochwały :)
      • eeela Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 11:08

        > tzn. wszystko można, ale nie wszystko jest godne pochwały:)

        Co nie jest godne pochwały u nauczyciela? Chodzenie na tańce czy do pubu? Bo
        publiczne obnażanie się czy rzyganie na ulicy nie jest godne pochwały w żadnym
        zawodzie.
        • tocqueville Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 11:11
          "Bo publiczne obnażanie się czy rzyganie na ulicy nie jest godne pochwały w
          żadnym zawodzie"

          w zawodzie striteasera to pierwsze jest mile widziane :)

          chodziło mi o to, że nauczycieli obowiązują wyższe standardy i publiczne
          wymiotowanie jest trudniej akceptowalne u nauczyciela niż u, nie ujmując niczego
          żadnym zawodom, hmmm... informatyka? :)
          • tocqueville Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 11:13
            strip/"striteasera"

            tak freudowska pomyłka :)
          • eeela Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 11:18
            Hmmm, jakby tu rzec... no niby zgoda, ale w moim osobistym odczuciu
            nieakceptowalność opisywanych zachowań nijak się ma do wykonywanych zawodów -
            rozumiem jednak, że w oczach wielu jednak ma.

            Nie o to jednak chodziło w linkowanym wątku :-)
            • tocqueville Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 11:20
              no bo ta wypowiedź z linku jest bez sensu - co ma tatuaż do naukowości
              ja tak ogólnie snuje refleksje
            • 4wilk Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 14:15
              Żadna zgoda. Standardy zachowania obowiązuję każdego w równym stopniu.
              Nauczyciela obowiązuje rzetelne przygotowanie do lekcji a informatyka - helou
              niedojdy gazetowe.pl - rzetelne pisanie oprogramowania.


              • eeela Re: doktor na dyskotece 11.03.09, 12:15
                > Żadna zgoda. Standardy zachowania obowiązuję każdego w równym
                stopniu.

                Alez tak, takie jest tez moje zdanie. Ale zdaje sobie sprawe z tego,
                ze odmienne mniemanie jest w sumie bardziej rozpowszechnione. No i
                przyznajmy sie, ze nie dziwi nas i nie gorszy widok schlanego pod
                budka z piwem budowlanca, ale wykladowca uniwersytecki w tej samej
                sytuacji wzbudzalby pewna sensacje.
                • 4wilk Re: doktor na dyskotece 11.03.09, 12:23
                  No to tu jesteśmy kompatybilni w sensie budowlanym - jak cegła do cegły :)
                • winoman Re: doktor na dyskotece 19.03.09, 13:09
                  eeela napisała:

                  > No i
                  > przyznajmy sie, ze nie dziwi nas i nie gorszy widok schlanego pod
                  > budka z piwem budowlanca, ale wykladowca uniwersytecki w tej samej
                  > sytuacji wzbudzalby pewna sensacje.

                  Przykład może nieco innego rodzaju:

                  Rozpoczynałem pracę na dobrym amerykańskim uniwersytecie. Przyjechałem, żeby
                  załatwić formalności, znaleźć mieszkanie itp. Poszedłem na lunch do kafeterii
                  znajdującej się na terenie campusu, siadłem przy oknie. W pewnej chwili moją
                  uwagę zwrócił pewien człowiek. Nieogolony, rozczochrany, w starym płaszczu (a
                  był gorący letni dzień), podszedł do kosza na śmieci, pogrzebał w nim, wyjął
                  gazetę, i zaczął ją czytać. Pomyślałem "no cóż, tutaj też mają bezdomnych".

                  Zjadłem, wróciłem na wydział, rozmawiam z kimś w sekretariacie, nagle wchodzi
                  ... ten sam człowiek, bez słowa podchodzi do wiszących na ścianie półek z
                  korespondencją, z jednej z nich bierze gruby plik listów, wychodzi. Osłupiały
                  pytam, kto to był i słyszę "Profesor B."

                  Pozdrawiam!
    • kachna79 Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 11:06
      Ja to wręcz nie wierzę, że dziewczyna pisze poważnie... To musi być
      prowokacja:)
      • eeela Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 11:24
        No właśnie sobie jakoś nie przypominam, żebym ja czy którzykolwiek moi koledzy
        czy koleżanki ze studiów robili aferę z tego powodu, że wykładowca wypił piwo w
        pubie czy założył hawajską koszulę i klapki. No dobra, z hawajskiej koszuli
        mieliśmy radochę, ale nikomu nie przychodziło do głowy, żeby na podstawie
        hawajskiej koszuli podwazać czyjeś kompetencje!
        • tocqueville Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 11:35
          jednak pewne granice są (publicznie akceptowalne) :)
          www.youtube.com/watch?v=e6bdO8gqUvU&feature=channel_page
    • biolog_teoretyk Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 14:55
      Skoro premierzy mogą (pląsać na dyskotece), to doktorzy tym bardziej ;)
    • niewyspany77 Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 16:01
      dla mnie prywatna miara hipokryzji coniektorych forumowiczow piszacych w tamtym
      watku, jest to, ze jeszcze te kilka lat temu, jak zaczynalem swoja byntosc na
      tamtym forum, bylem aluzyjnie przekonywany, ze pan doktorant to powinien nawet w
      wc robic dostojnie, bo tak. a niektorzy pisali posty "po naukowemu", lol.
      • bogema Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 16:22
        Większość z tych wynurzeń to rzeczywiście przesada (klapki, czy
        dyskoteka), z drugiej strony istnieją jednak zawody, czy też osoby
        zaufania publicznego wobec których obowiązują wyższe standardy
        (społeczne, kulturowe, moralne, normowane przepisami, itp.).
        Uważam, że obok sędziów, prokuratorów, tlumaczy przysięgłych, czy
        księży:) należą do tej grupy także przedszkolanki i wykładowcy
        wyższych uczelni. Wykładowca to ktoś, kto ma być w pewnym sensie
        opiekunem i wzorem. Domyślam się, że osoba, która dopiero zaczyna
        swoją karierę naukową ma tutaj problem ze znalezieniem właściwej
        miary, chociaż sam fakt poczynienia takich przemyśleń świadczy IMHO
        na jej korzyść.
        • niewyspany77 Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 16:45
          ale o czym Ty do mnie piszesz? bo nie rozumiem - w pracy jestes pracownikiem,
          wymagac od Ciebie powinni wiedzy wraz z jej przelozeniem na tresci zrozumiale
          dla studenta, przy jednoczesnej kulturze osobistej itd. oczywiscie pewne
          zachowania czy tez obecnosc w sytuacjach szczegolnych dziala na niekorzysc tych
          ludzi, ale co kogo to obchodzi, jesli to jegu _prywatne_ zycie?

          opiekun i wzorzec? no fajnie, ale czemu tatuaz, 5 kolczykow i piwo na dzialce ma
          przeszkadzac, a bycie plagiatorem, chamem dla pracownikow, klepanie studentek po
          tylkach i smrod z buzi pelnej zepsutych zebow juz nie?
          • bogema Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 16:47
            Może przeczytaj uważniej, a potem krzycz.
            • niewyspany77 Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 21:04
              ok, przyznaje, niekumaty jestem. a teraz wytlumacz czego nie zrozumialem.
      • jolix Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 22:16
        niewyspany77 napisał:

        >bylem aluzyjnie przekonywany, ze pan doktorant to powinien nawet
        > w wc robic dostojnie, bo tak.

        No wiesz, naukowiec i do wc chadzasz???
        Odnoszę wrażenie - słuchając studentów - że naukowiec nie
        egzystuje poza uczelnią, siły witalne czerpie z nauki (pytania w
        stylu "to Pani robi zakupy?"), fizjologia u niego nie działa etc.
        • eeela Re: doktor na dyskotece 11.03.09, 12:13
          > Odnoszę wrażenie - słuchając studentów - że naukowiec nie
          > egzystuje poza uczelnią, siły witalne czerpie z nauki (pytania w
          > stylu "to Pani robi zakupy?"), fizjologia u niego nie działa etc.


          Jak daje slowo, nigdy sie z takimi postawami nie spotkalam. Jedna
          tylko taka anegdotka krazyla po moim macierzystym instytucie, gdy
          ktorys z doktorantow albo mlodych doktorow wskazal swojej studentce
          autora ksiazki, z ktorej sie przygotowywala do cwiczen, a
          dziewczynka zrobila wielkie oczy i zapytala z przejeciem: 'to on
          jeszcze zyje?' - byla to swiezo upieczona studentka i najwyrazniej
          nie wiedziala jeszcze, ze naukowcy publikuja ksiazki rowniez za
          zycia ;-)

          Ale to jedna studentka i jedna anegdotka, jakos ludzie mieli zdrowe
          podejscie do sprawy i nie robili sensacji, ze natkneli sie na
          wykladowce kupujacego karme dla kota i pieluchy w sklepie, albo
          wieczorem rechoczacego z kolezkami przy piwie. Z co poniektorymi
          mlodzienczymi wykladowcami rechotalo sie wspolnie :-)
    • biolog_teoretyk Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 16:57
      Ja się teraz zastanawiam, czy to, że pozwalałem dusić się i rzucać na matę moim
      studentom płci obojga (sam również nimi rzucałem) lub paradowałem z nagim,
      spoconym torsem wystającym spod keikogi, rzuca cień na mnie jako
      doktoranta/pracownika naukowo-dydaktycznego ;)
      A może powinienem zamienić matę na pole golfowe? :)
      • adept44_ltd Re: doktor na dyskotece 10.03.09, 20:18
        he, he - no to ja się lałem z moim magistrantem (zresztą już wtedy byłym,
        piszącym doktorat i dużo lepszym ode mnie w te klocki...), takie sparinżki k/f
    • niiikaa Re: doktor na dyskotece 11.03.09, 08:38
      Straszne...

      Bardzo się cieszę, że robię doktorat w instytucie, gdzie nie ma studentów.

      Miałam zajęcia z profesorami, którzy mają w pracy dyżurną marynarkę i krawat a na zajęcia przyjeżdżają na rowerze. I z takimi, którzy chodzą w sandałach i skarpetkach. Nie znam nikogo komu by to przeszkadzało.

      W tym zawodzie liczy się to, co ma się w głowie a nie jak człowiek się ubiera, czy ma 5 kolczyków w uchu i tatuaż.

      • tiresias Re: doktor na dyskotece 11.03.09, 12:44
        jeszcze a propos tego wątku o studentce która zakochała się w doktorze młodym
        (tym z dołeczkami i intelektem)...
        Nigdy, ale to nigdy nie przebywam sam na sam ze studentkami w pokoju (jestem
        doktorem i mam dołeczki i nieco intelektu), zawsze zapraszam min. 2 osoby.
        Gdyby jakaś niezadowolona panna zechciała 'wrobić' doktora razem z dołeczkami w
        próbę gwałtu czy innego molestowania - NIC was nie ochroni przed potężnymi
        kłopotami.
        ku rozwadze.
        pozdro
        • tocqueville Re: doktor na dyskotece 11.03.09, 13:23
          ale jak ty to sobie wyobrażasz?
          jak do mnie na konsultacje przychodzi studentka to mam jej nie wpuścić dopóki
          nie zjawi się druga?
          • adept44_ltd Re: doktor na dyskotece 11.03.09, 19:41
            drzwi otwarte, pełna transparentność
          • charioteer1 Re: doktor na dyskotece 11.03.09, 20:01
            tocqueville napisał:

            > jak do mnie na konsultacje przychodzi studentka to mam jej nie wpuścić dopóki
            > nie zjawi się druga?

            Mozesz jeszcze zapowiedziec, ze maja przychodzic na konsultacje z ojcem, bratem,
            mezem lub kolega ;-)
    • wycofany Re: doktor na dyskotece 18.03.09, 20:45
      Może jestem sztywniakiem, ale nie wierzę, że ktoś kto chodzi na
      dyskoteki może być inteligentny (aczkolwiek nikt nie powiedział, że
      każdy doktor musi być inteligentny).
      • taktyl Re: doktor na dyskotece 18.03.09, 21:35
        czy taniec w jakis sposob wyklucza inteligencje:)?
        bylam ostatnio na Doktorant Party - jako zywo wiekszosc tanczyla; normalnie z
        kilkadziesiat osob plasalo na parkiecie; strach sie bac...
        • adept44_ltd Re: doktor na dyskotece 19.03.09, 12:26
          a taniec Zaratustry...?
      • eeela Re: doktor na dyskotece 18.03.09, 23:16
        Od podrygów rozum wylata, jak mniemam? :-D
        • charioteer1 Re: doktor na dyskotece 19.03.09, 12:34
          eeela napisała:

          > Od podrygów rozum wylata, jak mniemam? :-D

          Utrzesa sie ;-)))
          • eeela Re: doktor na dyskotece 19.03.09, 12:36
            To seksu też prawdziwie inteligentny doktor nie powinien uprawiać ;-)
      • adept44_ltd Re: doktor na dyskotece 19.03.09, 12:23
        hm, zdziwiłbyś się...
        • wycofany Re: doktor na dyskotece 19.03.09, 19:45
          Dyskoteka kojarzy mi się raczej z dresami i łomotem nazywanym przez
          nich muzyką. Nie, nie dziwię się. Poznałem różnych dr/prof. Nie
          wszyscy są poważni, nie wszyscy uczciwi. Więc czemu mam zakładać, że
          wszyscy są inteligentni?
          • adept44_ltd Re: doktor na dyskotece 19.03.09, 20:05
            no ale wiesz - są różne dyskoteki... a reszta wniosku nie jest uprawniona... ale
            i mój post był enigmatyczny...
            natomiast pomiar inteligencji w kontekście dyskoteki to nader ekscentryczny
            pomysł i mało mający wspólnego z rzeczywistością...
          • eeela Re: doktor na dyskotece 19.03.09, 23:32
            > Dyskoteka kojarzy mi się raczej z dresami i łomotem nazywanym przez
            > nich muzyką.

            Skoro nie chadzasz do przybytków niskiej rozrywki zwanej tańcem, nie wiesz, jak
            tam jest, a skoro nie wiesz, to nie powinieneś się wypowiadać :-P Możemy
            wymienić słowo 'dyskoteka' na 'klub taneczny' i od razu ci się będzie lepiej
            kojarzyło, n'est-ce pas? Ale to jest jedna i ta sama rzecz de facto. W jednych
            miejscach jest łomot, w innych salsa, jeszcze w innych stare przeboje, ale
            rozchodzi się o tę samą rozrywkę, tak przez ciebie wzgardzaną.
      • flamengista jak to? 19.03.09, 19:47
        Doda z pewnością chodzi na dyskoteki. A ma IQ 156. Jest więc inteligentniejsza
        niż większość osób na tym forum, nie wyłączając mojej skromnej osoby.

        Nie mylmy inteligencji z mądrością...
    • maria.francesca Re: doktor na dyskotece 28.03.09, 23:33
      Mówcie co chcecie, ja się nie dziwię dylematom tej dziewczyny, bo sama zaczęłam w ten sposób myśleć po tym, co mnie spotkało :) Jak jeszcze nie byłam nawet doktorem wybraliśmy się z narzeczonym do pubu, atmosfera się rozluźniła, całowaliśmy się (nie przekraczając granic przyzwoitości, ma się rozumieć) :) z tyłu słyszę nagle: dzieńdobry! możemy się dosiąść? odwracam się, a tam moi studenci :) nic to jeszcze, bo ze studentami czasem na piwo chadzałam po skończeniu zajęć, pominę też fakt, że nie byli zbyt delikatni w tamtej sytuacji... Najgorsze jednak było nie to, że później plotkowali na forum jak to mnie zastali w "niedwuznacznej sytuacji" - bo co tu ukrywać, wszyscy plotkujemy ubarwiając rzeczywistość - ale to, że zostałam wezwana na dywanik przez kierownika katedry. Ktoś czytał to forum i mu doniósł. Co się nasłuchałam, to moje. Dowiedziałam sie m.in. że (cytuję) "pewne zachowania nie przystoją pracownikowi naukowemu", nawet jeśli jest młodą asystentką, że nie powinnam się zachowywać "jak ten motłoch studenci". Wtedy to właśnie naszły mnie podobne wątpliwości jak autorkę tego wątku :)
      • adept44_ltd Re: doktor na dyskotece 28.03.09, 23:36
        kierownika katedry trzeba wysłać na terapię...
        • petrucchio Re: doktor na dyskotece 28.03.09, 23:55
          adept44_ltd napisał:

          > kierownika katedry trzeba wysłać na terapię...

          Za używanie zwrotów typu "motłoch studencki" należy mu się raczej kara chłosty.
          • adept44_ltd Re: doktor na dyskotece 29.03.09, 10:23
            na terapię pod postacią chłosty...
            • thersites Re: doktor na dyskotece 29.03.09, 14:54
              Nie zazdroszczę studentów... Nie myślałaś o jakiejś sprytnej zemście? Plotkować
              można, i owszem, wszystkim nam sprawia to często bezmyślną przyjemność, ale
              "plotkowanie" na forum (chyba że zahasłowanym) jest już niesmaczne... Zresztą
              nie dajmy się zwariować - po godzinach pracy masz prawo całować się, gdzie tylko
              przyjdzie Ci na to ochota. A studentom, szefom i pani z dziekanatu nic do tego.
            • petrucchio Re: doktor na dyskotece 29.03.09, 22:41
              adept44_ltd napisał:

              > na terapię pod postacią chłosty...

              Hm, to jest śmiały pomysł, Ad. Przypomina się taka scena z "Widma wolności", z
              Michelem Lonsdale'em i panią terapeutką...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka