Dodaj do ulubionych

faszerują mnie lekami

04.09.07, 19:52
Mój mąż umarł nagle, rozmawiałam z nim w poniedziałek,byłam poza Warszawą,
dzwoniłam, był w dobrym nastroju, czekał jak przyjadę. We wtorek już nie żył.
Nie zdążyłam przyjechać. Nie mogę sobie poradzić z tym, że mnie przy nim nie
było gdy odchodził. Ale zawał był szybszy niż ktokolwiek. Był, wciąż jest moją
największą miłością, moim przyjacielem. Jego rzeczy są w domu, tak jak je
zostawił. Okulary, garnitury, bluzy i buty. Wszystko. Jego zapach, jego
ulubiona woda, maszynka do golenia. Nie mogę nic zrobić. Jestem już więcej niż
dwa miesiące po jego śmierci w pełnym paraliżu. Mimo, że pracuję, a właściwie
udaję, że coś robię myśl jest tylko jedna. Dlaczego? Dlaczego zdrowy, silny,
wspaniały, pełen radości życia, z planami na przyszłość, pogodny dlaczego
odszedł ? Nie mam odpowiedzi na to pytanie. Tym bardziej, że nic nie
wskazywało, że coś może się stać. Był lekarzem, wiedział wiele , nie przewidział?
Ja nie mogę i nie chę już żyć. Znajomi wysłali mnie do psychiatry, jednego,
potem drugiego. Każdy dał mi mnóstwo leków po których czułam się jak worek do
kopania. Nie reagowałam na nic. W końcu zostawiłam te leki, jest jeszcze
gorzej. Szukam jakiegoś psychologa. Dobrze że trafiłam na to forum, może z
wami porozmawiam. Nie mam dzieci, nie mam dla kogo żyć. Nie chce mi się już.
Najchętniej poszłabym za nim ale on nie chce mnie jeszcze zabrać. Widziałam go
we śnie. Mówił mi zrób to, zrób to. Czy mam popełnić samobójstwo? Ale ten strach.
Napiszcie mi proszę co robić? Gdy nie ma siły na nic. Boję się ludzi. Boję się
wyjść do sklepu, na spacer. Jedynie jazda samochodem do pracy i do domu, do
czterech ścian i wyję, wyję, wyję z bólu.
Obserwuj wątek
    • violag Re: faszerują mnie lekami 04.09.07, 20:03
      rozumie Cię doskonale, odezwij się na @ lub GG! przechodzę takie
      samo piekło... jestem ale nie ma mnie w tym co dzieje się niby z
      moimudziałem... nie ma dnia, nie ma nocy, proszę.. płaczę...
      przeklinam i nie przestaje pytać! Spróbuj siegnąć do książki PIĘTNO
      SMUTKU. Nie daje gotowych rozwiązań, a pokazuję to co dzieje się
      wokół nas. Czytasz jakbyś patrzyła się w lustro i widziała tam
      siebie...
      dużo sił na bycie tu i teraz nawet jak nie mamy na to ochoty
      • zeng Re: faszerują mnie lekami 04.09.07, 20:45
        miesiącami dzień i noc szukałem odpowiedzi na te pytania... nawet
        kiedy wydawały się już w zasięgu ręki okazywały się złudne. Dziś już
        wiem, że nigdy nie znajdę na nie odpowiedzi. Uczę się z nimi żyć.
        Dokładnie rozumiem poczucie, że każda sekunda upływa obok, każde
        wydarzenie dzieje się po drugiej stronie niewidocznej bariery. Świat
        skurczył się do rozmiarów 1mx1m. Reszta to inny wymiar. Boli kiedy
        nasz światek okazuje się, że nadal jest częścią tego większego... Na
        zawsze byśmy chcieli zostać sami w tym naszym, ale tamten w końcu
        nas wsysa...

        Życzę Ci siły na najbliższe miesiące. Tabletki, które ogłuszają są
        źle dobrane, trzeba je zmienić. Można być lekko otępionym, ale nie
        ogłuszonym tabletkami. Niestety trzeba tak wytrwać z pół roku, ja
        wytrzymałem miesiąc...
      • ansu22 Re: faszerują mnie lekami 05.09.07, 15:58
        Wiolu. Dziękuję za list. Płakałam jak czytałam . Jak może tak los doświadczyć ?
        Napisze do Ciebie więcej. Teraz nie jestem w stanie. Zadzwoniła Mama mojego męża
        i tak sie rozkleiłam, że nie mogę sobie poradzić. Jak Ty się trzymasz? Tu
        wszyscy na forum są tacy serdeczni ,to chociaż jedyna iskierka w tym szarym
        życiu. Wiesz najgorsze jest to, że ludzie, którzy tego nie przeżyli wcale nie
        rozumieją drugiej osoby. Nawet moja rodzona siostra jak do niej zadzwoniłam (
        jest daleko 1500 kilometrów stąd) to powiedziała że co ona mi może pomóc. Ja to
        rozumiem, każdy ma swoje sprawy i tak na prawdę jedynie tu na tym forum można
        znaleźć pocieszenie, jeżeli można je znaleźć. Bo życie dla mnie zakończyło się
        12.06. 07 o godzinie 18.50 . I jeszcze dochodzą wyrzuty sumienia gdybym nie
        wyjechała z Warszawy? Jego śmierć była tragiczna, serce nie wytrzymało ale moje
        życie jest teraz tragedią. Pozdrawiam Cię Wiolu. Napisz do mnie.Anna
    • hope13 Re: faszerują mnie lekami 04.09.07, 20:38
      Dopisałam się do Twojego wątku na innym forum o śmierci i widzę, że
      skorzystałaś z mojej rady i tu trafiłaś.
      Mój mąż zmarł również nagle i niespodziewanie na zawał. Było to 2
      lata i 3 miesiące temu. Podobnie jak Wy, nie mieliśmy dzieci. Mam
      teraz 33 lata. Przeżywałam dokładnie to samo co ty. Ja zmianę na
      lepsze zaczęłam odczuwać dopiero po półtora roku. Jeszcze dużo
      cierpienia przed Tobą. Byłam parę razy u psychologa i psychiatry,
      krótko brałam leki antydepresyjne jednak nie pomogały mi wcale i z
      nich zrezygnowałam. Rozmowa z psychologiem pomagała tylko na czas
      wizyty. Moim zdaniem tylko czas łagodzi ból i rozmowa z ludźmi,
      którzy przeżyli to samo. Cieszę się więc, że tu trafiłaś.
      Ja bardzo długo nie mogłam pogodzić się z tym, że nie zauważyłam
      żadnych oznak, że nic nie zrobiłam a mamy przecież 21 wiek i
      medycyna działa cuda. Miałam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia.
      Jeśli chcesz to możemy porozmawiać: mój gg 6796174.
      Jola
    • hania_2006 Re: faszerują mnie lekami 04.09.07, 23:43
      Mój mąż też umarł nagle, w nocy. Wieczorem żył a rano nie. Męczę się
      już 9 miesięcy. Cały czas zadaję sobie to pytanie "co robić"? Jesteś
      na początku tej drogi, jest trudno, boli koszmarnie i podobno musi.
      Pomaga płacz i możliwość wyrzucenia z siebie emocji, mozna to zrobić
      tutaj, w rozmowie z rodziną, przyjaciółmi czy psychologiem. W
      Warszawie jest grupa wsparcia, moja pani psycholog znalazla ją dla
      mnie. Jeżeli jesteś zainteresowana to napisz na adres gazetowy.
      A to cytat z odpowiedzi na mój rozpaczliwy list, napisany niecałe
      dwa miesiące po śmierci męża.
      Haniu wiem jak Ci ciężko ale daj sobie czas. Z niczym sie nie
      śpiesz, nie podejmuj zadnych ważnch decyzji jeśli nie musisz. Nie
      potrafie Ci powiezieć kiedy ale ten stan cierpienia w którym teraz
      Jestes ulegnie zmianie, zacznie sie przekształcać. Nie wymagaj teraz
      od siebie niczego, po prostu rób to na co masz akurat ochote. Tak
      naprawde to wydaje mi sie ze z biegiem czasu uczymy sie akceptowac
      ten stan, i choc nadal bardzo boli my jestesmy troche
      silniejsi a przynajmniej mamy troche wiecej odwagi by zacząc
      spogladać w "jutro".
      Ten list wtedy był jak balsam, dał mi nadzieję, że kiedyś będzie
      przynajmniej inaczej. No i jest, cały czas boli ale, jak tu wiele
      razy ludzie pisali, uczymy się z tym bólem żyć. No i jeszcze tekst,
      który dostałam na tym forum, dla Ciebie z nadzieją na lepsze jutro:
      "Do przodu idzie się zwykle bardzo wolno. Dni i miesiące mogą
      upłynąć, włóczyć
      się ospale i ciągnąć. Niektórzy opisują ten etap jako "
      egzystowanie" lub "
      przetrwanie", robiąc tylko to, co konieczne. Czasem błysk nadziei
      przemknie
      przez nasze serce jak świetlik w ciszy letniej nocy. Na krótko
      czujemy się
      lepiej; czujemy się odrobinę we własnym domu, następnie wszystko to
      znika.
      Spokojnie zaczynamy powstawać z martwych. W końcu zrodzi się w nas
      potrzeba, by
      ruszyć z miejsca. Życie nigdy nie będzie już takie jak ongiś,
      ponieważ my nie
      jesteśmy tacy sami. Pierwszy zielony kiełek wybił się z ciemnej
      gleby"
      Przytulam Cię mocno. Hanka
    • gaba2002 Re: faszerują mnie lekami 05.09.07, 17:43
      Witaj,mój mąż zmarł pół roku temu.Miał 30lat.Zostałam z 5 letnią
      córeczką.Nie wiedziałam co się wokół mnie dzieje,obwiniałam a raczej
      obwiniam się za to co się stało.Myślę sobie,dlaczego on a nie ja?
      Tyle planów było jeszcze przed nami.Byliśmy razem z naszą córeczką w
      górach.Zaczęło się niewinnie od objawów zwykłego
      przeziębienia.Pojechałam z mężem do szpitala,transport helikopterem
      do innego szpitala.Lekarze walczyli o jego życie przez 4
      dni.Niestety nie udało się.Nie byłam z mężem w chwili jego
      śmierci.Wyjechałam do domu (za namową lekarza).Przeżyłam
      szok,szukałam pomocy u psychiatry(przepisał jakieś leki na depresję)
      nie wykupiłam,recepty gdzieś zgubiłam,zniknęły(może to mąż mój
      zrobił?).Nie brałam i nie biorę żadnych leków.Znalazłam pomoc w
      hospicjum u psychologa.Mam również wsparcie u rodziny mojej i mojego
      męża.Staram się żyć,walczyć,udawać że jestem dzielna.Robię to dla
      naszej córeczki.Raz jest lepiej a raz jest gorzej.Żyję od daty do
      daty (imieniny męża,6 rocznica ślubu,3 września pół roku minęło od
      śmierci).Czasami mi się wydaje,że to tylko jakiś koszmarny
      sen,powracam,analizuję cały przebieg wydarzeń.Gdzie popełniłam
      błąd,dlaczego nie było żadnego przeczucia,może gdybyśmy nie
      wyjechali,może by mąż nie zachorował i nie umarł?Pytania nadal się
      głebią w mojej głowie na które nie znajduję sensownych
      odpowiedzi.Wiem tylko jedno i wierzę,że kiedyś Tam w Niebie się
      spotkam z moim kochanym mężem.Teraz jest mu Tam lepiej już nie
      cierpi.Tylko ja cierpię.Trzymajcie się dzielnie.Pozdrawiam
      serdecznie.Jola
    • kate371 Re: faszerują mnie lekami 07.09.07, 15:10
      Witaj. To najlepsze miejsce na jakie mogłaś trafić. Mnie się nie udało od razu.
      Nikt mnie nie rozumiał.Po półtora roku wdowieństwa tu trafiłam. Bardzo
      współczuję. Chciałam napisać, żeby już nie zdawać pytań DLACZEGO. Po co? Nie ma
      na nie odpowiedzi. Chyba tylko to potęguje ból. Zresztą będzie bolało długo i
      mocno. Załoba ma wiele etapów. Poddaj sie temu. Naprawde nie ma innego wyjścia.
      Pewnego dnia choć na chwile cię opuści i pozwoli odetchnąć. Później przyjdzie
      taki czas że poczujesz się oddzielną osobą bo teraz czujesz się okaleczonym
      fragmentem jednego organizmu jakim byliście. To się nazywa zdobywaniem nowej
      tożsamości. Bardzo mocno ściskam. Trzymaj się.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka