laurpi
13.05.08, 17:11
jestem w związku od 8 m-cy. Ja nie chcę mieć dzieci i w związku z
tym nie chcę uprawiać seksu. Natomiast moj meżczyzna potrzebuje
tego. chciałabym żyć zgodnie z normami kościoła katolickiego, ale
chyba kościół pozwala tylko na taki seks,w którym może dojśc do
zapłodnienia (pozwala też na naturalne metody planowania rodziny-
badanie temperatury, śluzu i szyjki macicy, jest to metoda dość
pewna, ale skomplikowana - jednak ja w ogóle nie wyobrażam sobie
podejmowania ryzyka, myśl o dziecku przeraża mnie, nie chcę
powoływać człowieka na ten niefajny świat, tak jak ze mną zrobiono).
Już mówiłam mu, żeby sobie poszukał innej dziewczyny, ale on mówi,
że nie chce szukać. ale jednocześnie dąży do seksu w innej formie,
niż taka mogąca doprowadzic do zapłodnienia (mimo, że jeszcze nie
jesteśmy małżenstwem i tego też nie powinno być). nie obwiniam go,
rozumiem, że może tego potrzebować, ale ja bardzo to wszystko
przeżywam, mam ogromne doły. NIe chcę i nie potrafię żyć sama, ale
też nie wiem, czy jest z mojej strony miłość, czy tylko potrzeba
towarzystwa. on też nie jest pewny, czy mnie kocha, przynajmniej to
wynika, z tego, co mówi, bo jest dosyć tajemniczy w tej kwestii.
poza tym nie wyobrażam sobie posiadania dziecka, ponieważ on nie
pracuje i raczej są małe perspektywy, że będzie, ja pracuję od
niedawna, poza tym nie umiem nawet utrzymać porządku w domu, z
trudem dbam o własną higienę i nie gotuję, więc nie wiem, jak bym
sobie poradziła z dzieckiem.
Ten problem jest dla mnie bardzo trudny, ale chyba nie ma dobrego
rozwiązania. Napiszę jeszcze na koniec, że on mówi, że czuje, że ja
go kocham, że to widać jakoś. On jest świadomy tego, że nie chcę
mieć dzieci i że nawet po ślubie może nie być seksu, jeśli się nie
odważe na tą metodę planowania rodziny. On mówi, że chciałby mieć
dzieci, ale nie teraz. Ale na moje pytanie, czy jak by teraz było
dziecko, to by się nim zajmował, a ja bym np. chodziła do pracy, to
mówi, że nie.