karola_karolina77
30.09.22, 20:28
Jak w tytule. Wyjechaliśmy z partnerem na trzy tygodnie, partner ma koty, byliśmy dogadani z synem, że będzie zaglądał do nich dwa razy dziennie, żeby dać jedzenie, wymienić wodę i posprzątać kuwety. To cztery koty, więc nie było możliwości, zeby dać je do naszego, czyli mojego i syna mieszkania, musiały zostać w swoim domu, co chyba i tak było najlepszym rozwiązaniem. Syn dostał za to pieniądze (jednak to był dodatkowy obowiązek), zgodził się i wydawało się nam, że nie będzie problemów.
Po powrocie okazało się, że partnerowi '' zniknęły" pieniądze, bo pewną sumę, nie bardzo dużo, ale jednak miał w domu, aparat cyfrowy za kilka tysięcy złotych i laptop. Nie muszę chyba dodawać, że rozpętala się burza, na początku syn wszystkiemu zaprzeczal, potem przyznał, że ukradł i że już tych rzeczy nie ma. Na pytanie dlaczego powiedział, że jest mu potrzebna gotówka. Dodam, że syn ma 18 lat, w zasadzie prawie 19, nie pracuje, za to uczy się jeszcze, pieniądze regularnie dostaje ode mnie (na tzw swoje wydstki, miesięcznie około 270 zł, czasem więcej, większe potrzeby i tak opłacam ja, dotychczas nie narzekał). Partner kazał wszystko synowi oddać (tyle gotówki, ile syn ukradł + pieniądze za aparat i laptop) , zapowiedział, że ma na to dwa tygodnie, bo jak nie, to to zgłosi i syn tego pozaluje. W tak krótkim czasie nie ma mowy, żeby syn zdobył taką kwotę, zresztą co jest chyba najgorsze - on sprawia wrażenie, jakby nie obchodziło go to. Nie chce ze mną rozmawiać, nie chce powiedzieć, na co mu tyle pieniędzy. Powiedział, że już ich nie ma, on się tłumaczyć nikomu nie zamierza, bo ma 18 lat i mogę mu, cytując, nagwizdać. Syn raczej był zawsze bezproblemowy, dość dobrze się uczyl i uczy, nigdy nie miał żadnych przygód typu alkohol czy narkotyki. Typowy nastolatek, bez większych przypalow na koncie (wychowuje go sama praktycznie od małego, bo mąż zginął w wypadku jak syn miał 7 lat). Dlatego tym bardziej jestem w szoku. To jest sprawa świeża, ten post napisałam, bo jestem w totalnej czarnej dziurze, nie mam pojęcia, co powinnam zrobic, partner teraz też nie chce rozmawiać nawet ze mną. Powiedział mi tylko, że powinnam się cieszyć, że to mój syn, bo najchetniej obiłby mu gębę za to. Pytanie z mojej strony będzie krótkie: CO ROBIĆ?