olga_w_ogrodzie
30.09.09, 18:52
" Przez prawie rok prokuratorzy z Lublina szukali językoznawcy,
który podjąłby się oceny słów "spieprzaj dziadu". Językoznawcy nie
chcieli jednak "dotykać" tego tematu. W końcu znalazł się odważny -
a raczej odważna.
"Spieprzaj dziadu" użył przed laty sam Lech Kaczyński. Wypowiedział
je w 2002 roku, gdy ubiegał się o fotel prezydenta stolicy, pod
adresem starszego mężczyzny. Za te same słowa młody mieszkaniec
Lublina stanął przed prokuratorem.
Chodzi o wydarzenia z października ubiegłego roku. W Lublinie
przebywał wtedy prezydent Lech Kaczyński, który spotykał się m.in.
ze swoimi sympatykami, w samym centrum miasta, na Placu Litewskim.
Tam też pojawił się lublinianin, Przemysław D.
Jak ustaliła prokuratura, mężczyzna krzyknął w stronę prezydenta
słowa "Spieprzaj dziadu". /.../
Śledczy chcieli poznać opinię językoznawcy na temat słów "spieprzaj
dziadu" - jaki jest ich ładunek emocjonalny, czy można je uznać za
zniewagę głowy państwa. Tyle, że nikt nie chciał się takiej oceny
podjąć. Prokuratura zwróciła się o opinię do kilku znanych
językoznawców, w tym do prof. Jerzego Bralczyka. Wszyscy odmówili,
zasłaniając się m.in. natłokiem pracy i brakiem czasu.
Śledczy wysłali więc zapytanie do naukowców z ponad 20 uczelni
wyższych./.../"
https://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7095906,_Spieprzaj_dzi
adu__pod_lupa_jezykoznawcy.html
mówi jeden dziad do innego - "spieprzaj dziadu" i jest ok.
mówi młodzieniec do dziada - "spieprzaj dziadu" i już prokuratura i
językoznawcy mają zajęcie, jakby innych brakowało.