arahja77
14.08.15, 14:59
Ostrzegam przed agencją z Czech (której ofertę znalazłam na stronie urzędu pracy, eures). Polakami zarządza tam Krzysztof Antczak. Od pierwszej rozmowy miałam wrażenie, że facet jest nad wyraz miły, jakby chciał człowieka do siebie przywiązać, prowadził kumpelską rozmowę. Nie zwracałam na to uwagi, nie usze nikomu od razu ufać, gdyby był w porządku byłaby fajna współpraca i czemu nie, znajomość.
Następnego dnia po przyjeździe wpadł Antczak, zabrał mnie do zakładu pracy na badania (bo książeczkę sanepidowską w Czechach wyrabia się od ręki), umowy nie miał ale cośtam podpisywałam. W Czechach jest bodajże 8 dni na zgłoszenie pracownika do urzędu. Ja byłam umówiona z owym panem na to, że gdy będę na miejscu nastapi podpisanie umowy. Około dwóch tygodni trwało zanim zjawił się z niepodpisanym egzemplarzem umowy który, jak twierdził, musiał dać swojemu przełożonemu do podpisu. Oczywiście egzemplarza nie dostałam... a nie! dostałam jedną kartkę z tej umowy! zawiera ona na sobie kawałek tekstu z poprzedniej strony, została wyjęta z całości... umowa była po czesku, miała wiele stron więc nie wiem co dostałam.
Jeszcze w Polsce, przez telefon, dowiedziałam się, że można w tej agencji wziąć zaliczkę jeśli ktoś nie ma funduszy na życie. Jako, że facet nie wzbudzał zaufania wzięłam własne pieniądze przed wyjazdem. Całe szczęście bo wszyscy inni czekali na nie 2 tygodnie codziennie słysząc "jutro". Swoją drogą, pieniądze miała pożyczać Sonia(jedna z pracownic, Bułgarka) ale to czy pożyczyła było uzależnione od tego czy miała własne czy już wypożyczała całą Swoją wypłatę. Nie wnikam jak i z kim się z tego rozliczała, ale była w porządku, dobra osoba.
Po 3 tygodniach wróciłam do Polski. Wypłata najpierw miała zostać przelana na moje konto. Dwukrotnie dostawałam smsy (z zaniżoną kwotą), że właśnie zrobił przelew. Później, że właśnie zrobił przekaz przez Western Union (oczywiście kod do odbioru kasy był fałszywy). Co więcej, miałam dostać nasz polski pit z rozliczeniem (z którego wychodzi 0zł) nie dostałam nic. Tak więc nawet nie zgłosili, że u nich pracowałam...
Nie przeczę, że ktoś z polaków pracował u niego i był zadowolony jednak wszyscy jego byli pracownicy, a była ich większość, współczuli mi gdy słyszeli pod czyją jestem agenturą. Buc, cham i prostak z którym trzeba się zakumplować, pobłażać mu albo zrobi was w ch...a. Jeśli jesteście gotowi włazić mu do tyłka, jedzcie. Praca była bardzo fajna, nie spodziewałam się, że może być aż tak przyjemna, ale współpraca z agencją to koszmar. Jeśli ktokolwiek napisze, że to wszystko jest ściemą, będę pewna że to sam Antczak. Przed chwilą zadzwonił zapytać czy nie chcę znów u nich pracować czym przypomniał mi, że miałam napisać tę opinię:)
zostawiam do kontaktu: arahja7@gmail.com