Dodaj do ulubionych

tlumacze? na pomoc!!!

07.06.06, 17:51
eur-lex.europa.eu/pl/tools/sitemap.htm
Ktos zwariowal? a moze to ja?
Od kiedy 'home page' tlumaczy sie na jezyk polski - DOM???
Czy to nie jest ciagle STRONA GLOWNA czy STRONA POCZATKOWA?
Obserwuj wątek
    • Gość: intruder Re: tlumacze? na pomoc!!! IP: *.242.81.adsl.skynet.be 07.06.06, 17:57
      wow!
      to pewnie byl tlumacz bez konkursu....;-)

      • Gość: przyszłaeurokratka Re: tlumacze? na pomoc!!! IP: *.aster.pl 07.06.06, 18:07
        "Aktorzy" tez mi się podobają ;-)
        • agata.w.wawa Re: tlumacze? na pomoc!!! 07.06.06, 18:11
          tez widzialam 'aktorow' ale nie znam odpowiednika polskiego, mowimy financial
          actors i juz...
          Porazka, co? :-(
          • Gość: byly_eurokrata Re: tlumacze? na pomoc!!! IP: *.netcologne.de 07.06.06, 19:28
            agata, to nie takie proste.
            W polskim jak najbardziej funkcjonuje pojecie "strona domowa" na homepage, moze
            sie niezbyt przyjelo, ale jest. "Dom" jest rzeczywiscie troche dziwny, ale
            pewnie i to bylo swego czasu uzywane.
            Aktorzy na players tez jest w sumie czesto spotykanie,
            np Główni aktorzy rynku dewizowego
            aktorzy rynku pracy

            Wspolczesna polszczyzna ma dosyc duze klopoty z adaptowaniem nowych pojec,
            czasem powstaja potworki, ale coz, taka rzeczywistosc,

            a tak w ogole to te strone pewnie robili frilansi w ramach oszczednosci etatow
            i takie skutki
            • ma_wi99 Re: tlumacze? na pomoc!!! 07.06.06, 19:34
              Czy trzeba zdac konkurs, zeby wiedziec, ze home page, to nie jest "dom"? Moim
              zdaniem kazdy, kto chocby raz w tygodniu rzuca okiem na www.costam.gdziestam (a
              nie wyobrazam sobie, by tlumacz, byl az tak zacofany, by tego nie robic), zna
              znaczenie slowa home page (lub homepage).

              Stawiam w tym przypadku na "automata"
              • Gość: Ciekawa Re: tlumacze? na pomoc!!! IP: *.73-200-80.adsl.skynet.be 07.06.06, 20:02
                Sama jestem tlumaczem ( nie w instytucjach unijnych ), nie bronie tez tlumaczy
                popelniajacych radykalne bledy, ale z doswiadczenia wiem, ze czesto
                powtarzajacym sie bledem jest tlumaczenie tekstow zbyt " doslownie " .
                Szczegolnie dotyczy to tlumaczy z niewielkim doswiadczeniem.
                • byly_eurokrata Re: tlumacze? na pomoc!!! 07.06.06, 20:09
                  pozwole sie nie zgodzic pani kolezanko, bowiem szczegolnie w instytucjach
                  czesto trzeba tlumaczyc bardzo doslownie, bo wszystko, co odbiega 5 mm w lewo i
                  5 mm w prawo jest czesto semantycznie "zajete" przez inne tresci.
                  Pamietam moje dyskusje w 2004 r. by daily allowance nie tlumaczyc jako "diety"
                  bo bedzie sie to "gryzlo" z prawdziwymi dietami za delegacje. Koledzy, ktorzy
                  chcieli pisac "ladnie po polsku" na koszt wiernosci po paru tygodniach sie
                  przekonali, ze to tez nie jest najlepsze wyjscie ;-)
                  • Gość: asja Re: tlumacze? na pomoc!!! IP: 83.222.38.* 08.06.06, 19:23
                    Wasze dyskusje przywodza mi na mysl pewne slowa mojego bylego szefa (tlumacz z
                    30 letnim dosw.): Tlumaczenie jest jak kobieta, ALBO piekne ALBO wierne
                • gruba_baba Prawda jest taka 07.06.06, 20:11
                  Ten kto nie jest tlumaczem w instytucji lapie sie za glowe. Ale Ci co tam
                  pracuja to wiedza, ze to nic dziwnego. Tutaj nie ma pola do popisu. Tlumaczy
                  sie toczka w toczke. Potem czyta sie takie dziwolagi, ale no coz. W koncu to
                  nie literatura.
                  • Gość: tlumacz Re: Prawda jest taka IP: 83.222.36.* 07.06.06, 22:20
                    To jest oczywista wpadka, dosc zenujaca (na nieaktualizowanej starej stronie
                    Eurlex, moze dlatego przeoczona). Ale jako tlumacz w instytucji absolutnie sie
                    nie zgadzam z ta ogolna opinia. Nie wiem, w jakiej instytucji pracujesz, ale w
                    naszej (Komisja) jest ladnych paru dobrych, doswiadczonych tlumaczy, ktorzy
                    zdecydowanie nie tlumacza toczka w toczke dziwologow; przeciwnie staraja sie i
                    dobrze poznac dziedzine i pisac ladna polszczyzna. Mimo przepracowania poswieca
                    sie temu u nas coraz wiecej uwagi, i dobrze.
                    • Gość: tlumacz Re: Prawda jest taka IP: 83.222.36.* 07.06.06, 22:26
                      PS. To, co pisze byly_eurokrata to czesto prawda, ale dotyczy aktow prawnych.
                      My tlumaczymy tez wiele innych rzeczy, chocby komunikaty prasowe, listy do
                      obywateli czy strony internetowe. Tu jest potrzebny zupelnie inny jezyk i styl,
                      swobodniej mozna tez odchodzic od semantycznej doslownosci w strone klarownosci
                      przekazu i dobrego stylu (jasne, ze w praktyce wychodzi czasem roznie, jak
                      widac po owym nieszczesnym "Domu", ale .. "we're getting there"
                      • Gość: paff do swiata Re: Prawda jest taka IP: *.3-136-217.adsl.skynet.be 07.06.06, 23:44
                        bo g-b nie jest tlumaczem tylko prawnikiem ;D
                        • Gość: zona Re: Prawda jest taka IP: *.184-247-81.adsl-dyn.isp.belgacom.be 07.06.06, 23:55
                          a ptaki o wysokiej zjadliwosci to kto z was wymyslil? przy grypie awiarnej
                          sporo decyzji z tymi ptakami traktuje :)
                          • Gość: maz Re: Prawda jest taka IP: *.20-218-195.adsl.internet.lu 08.06.06, 11:27
                            Prawda jest taka, ze korektorzy prowadza cos w rodzaju "humoru zeszytow
                            szkolnych", majac takich kwiatkow pod dostatkiem. Rzecz w tym, ze nawet "ptakow
                            wysokiej zjadliwosci" korektor nie ma prawa poprawic "na wlasna
                            odpowiedzialnosc", czyli bez kosultacji z cala armia ludzi poczawszy od wlasnego
                            koordynatora (ktory najczesciej nie jest Polakiem, wiec nie ma zielonego pojecia
                            "wo ist ein Hund begraben" i najchetniej nie tykalby niczego) az po tlumacza, do
                            ktorego bezposredni dostep jest skutecznie blokowany przez tzw. "droge sluzbowa".

                            Jesli sie do tego doda, ze najczesciej (przynajmniej w przypadku publikacji tzw.
                            "oficjalnych") robota jest jak zwykle na wczoraj, to mamy odpowiedz, dlaczego
                            "home page" to "dom" i choc wszyscy wiedza, ze to nie jest poprawnie, to nie ma
                            komu tego zmienic.

                            Ponadto jest tajemnica Poliszynela, ze niektore jednostki administracyjne UE,
                            maja glebokie i niewzruszone przekonanie o slusznosci wlasnych teorii wzgledem
                            zasad poprawnej polszczyzny i, choc budzi to zdumienie, stawiaja ostry protest
                            przeciwko poprawianiu w ich publikacjach nawet najbardziej ewidentnych bledow.
                            No, coz
    • Gość: tez tlumaczka Re: tlumacze? na pomoc!!! IP: *.cec.eu.int 08.06.06, 18:00
      ja chcialam jeszcze dopowiedziec, ze zdarza sie niestety, zo dostaje sie do
      przetlumaczenia slowa wyrwane z kontekstu. wiec jak ktos musial przetlumaczyc
      caly zestaw slow, w tym "home", to wcale niekoniecznie musialo z tego wynikac
      ze bedzie chodzic o "home page".
      • Gość: tlumacz Re: tlumacze? na pomoc!!! IP: 83.222.36.* 08.06.06, 18:38
        To ciekawe, bo w Komisji przynajmniej zawsze mozna zapytac zamawiajacego o co
        chodzi, dostajemy pelne dane kontaktowe; jeszcze nie zdarzylo mi sie, zeby ktos
        nie odpowiedzial.

        A co nieomylnych wlasnych przekonan o poprawnosci to np. od jakiegos czasu mamy
        staly kontakt z Rada Jezyka Polskiego i wiele wczesniejszych zlych sformulowan
        udalo sie w porozumieniu z RJP autorytatywnie zmienic.

        "Ptaki wysokiej zjadliwosci" wziely sie na pewno ze starego tlumaczenia "grypa
        ptakow wysokiej zjadliwosci", rzeczywiscie niezbyt fortunnego skladniowo.
        Jedynym poprawnym pod wzgledem stylistycznym i merytorycznym terminem
        jest "wysoce zjadliwa grypa ptakow" (ustalenia z lekarzami weterynarii z
        MRiRW/GIW) i wszystkie nowsze tlumaczenia tego sie konsekwetnie trzymaja.
        • Gość: byly_eurokrata Re: tlumacze? na pomoc!!! IP: *.netcologne.de 08.06.06, 19:02
          no slyszalem ze mieliscie spotkania z prof. markowskim. Fajnie. My na poczatku
          obie glowy suszylismy, czy panstwa czlonkowskie pisac mala czy duza, czy
          odmieniac niektore nazwiska czy nie itd.
        • Gość: t Re: tlumacze? na pomoc!!! IP: *.dyn.luxdsl.pt.lu 08.06.06, 22:13
          >>jeszcze nie zdarzylo mi sie, zeby ktos
          nie odpowiedzial

          mi tam sie zdarzylo... albo odpowiedzieli, ale po deadlinie.
          • gastonlemiel Re: tlumacze? na pomoc!!! 09.06.06, 21:33
            prawda jest taka, ze wsrod tlumaczy - rowniez unijnych niestety - niewielki
            jest odsetek tlumaczy zawodowych, tj. legitymujacych sie dyplomem studiow
            przygotowujacych do wykonywania tego zawodu. W tzw. powszechnym mniemaniu
            tlumaczem moze byc kazdy, byle znal jezyki obce. Skutki tego widzimy na co
            dzien. Po pierwsze - roznie bywa z ta znajomoscia jezykow obcych. Nawet wsrod
            osob po filologiach niestety, co stwierdzilem z niejakim przerazeniem. Ale pies
            jest tak naprawde gdzie indziej pogrzebany. Tlumacz w instytucjach tluamczy na
            sowj jezyk ojczysty. Rzekomo najlepije mu znany. Tu klania sie kolejna obiegowa
            opinia: przeciez kazdy Polak zna jezyk polski. Przekonanie jeszcze bardziej
            bledne niz wspomniane powyzej o braku potzrby przygotowania uniwersyteckiego do
            rozwiazywania problemow translatorycznych.
            Ludziom brakuje wyczucia stylistycznego. Przerzazliwie tego wielu brakuje. Nie
            czytaja badz czytaja malo. Oczytanie badz jego brak jest kluczowe przy
            tlumaczeniach. takze aktow prawnych. NIE MOGE juz sluchac/czytac bzdur o tym,
            jak to tlumacze w UE na 5mm nie moga odejsc od oryginalu, bo podniesie sie
            larum. Jakie larum do cholery??? Ze termin bedzie dluzszy po polsku?? I co z
            tego?? Obecnie NIE MA zadnego rodzaju "prikazow" w stylu: pisz tak, zeby
            zgadzala sie ilosc linijek!! NIESTETY tajemnica osob profesjonalnie
            przygotowanych do zaowodu oraz tych z duzym doswiadczeniem jest to, ze
            koledzy/kolezanki takowym doswiadczneiem/wyksztalceniem nie dyspoinujace + nie
            posiadajace wyczucia stylistycznego tlumacza jak najwierniej. Bo wtedy
            najmniejsze ryzyko, ze cos bedzie nie tak w warstwie merytorycznej. Niestety
            wieolkrotnie takie sleponasladowcze zachowania translatora prowadza do
            wykoslawien stylistycznych to raz, a dwa - i zdarza sie to czesto - do
            wypaczania znaczenia oryginalu.
            Co by jednka nie mowic o tluamczach w instytucjach, to jednak "dokonania"
            freelacerow z lat 90tyc, jak rowniez obecnych kaza poddac w watpliwosc, czy
            osoby te zdaly w ogole mature...
            • byly_eurokrata Re: tlumacze? na pomoc!!! 09.06.06, 21:54
              Zdając sobie sprawę, że masz i tak niepochlebną opinię o mojej osobie, pozwolę
              sobie nie zgodzić się z Twoją opinią. Studiowałem 3 lata filologię w Polsce, 3
              lata lingwistykę stosowaną w Niemczech i mam 15 lat doświadczenia zawodowego
              jako tłumacz w państwowej służbie językowej. Ponieważ zdałem już kiedyś
              skrócony egzamin pisemny dla tłumaczy unijnych (nie w Komisji, i jak widać tryb
              naboru do Komisji nie był zbyt optymalny, w mojej byłej instytucji preselekcji
              nie zdała jedna jedyna osoba, natomiast wszystkie, które zostały dopusczone do
              pisemnego, tenże zdały, w Komisji analogiczne statystyki były o wiele cieńsze)
              i obecnie normalny, można powiedzieć, że mam jakieś dodatkowe potwierdzenie z
              zewnątrz, że moje tłumaczenia nie są najgorsze.
              Ale wracając do meritum: oczywiście przy tłumaczeniu tekstów fachowych trzeba
              sobie zawsze zadawań pytanie "czy odbiorca zrozumie, o co chodzi, jeśli
              przetłumaczę w miarę dosłownie". Częstokroć nie zrozumie, więc konieczne są
              odsępstwa, opisy, itd. Ale z drugiej strony ja tłumaczę dosyć często teksty
              prawnicze i prawnicy sobie życzą, żeby bylo precyzjnie, nawet na koszt stylu.
              Ja jestem w takiej komfortowej sytuacji, że mam często feedback moich wypocin,
              tzn. departament prawny mojego ministerstwa wysyła do Polski projekt, który do
              nas wraca z poprawkami. I ku mojemu zdziwieniu prawnicy polscy wybitnie rzadko
              poprawiają coś stylistycznie, za to na siłe próbują dostosować niektóre
              niemieckie pojęcia prawne do polskich (i vice versa), co prowadzi do
              rozbieżności merytorycznych.
              Rozmawiałem kiedyś z bardzo doświadczonym prawnikiem z departemtu prawnego,
              który miał od lat do czynienia z umowami międzynarodowymi. On mnie wyraźnie
              pocieszył, że te gotowe umowy posługują się zarówno w języku ojczystym jak i w
              obcym nienaturalnym językiem, ale że wszyscy sobie zdają z tego sprawę, że taka
              umowa to kompromis.
              Po niemiecku jest zasada translatoryczna "so frei wie nötig, so wörtlich wie
              möglich" . I ja np. staram się do niej stosować. Moje tłumaczenia nie maja
              polotu, ja zdaję sobie z tego sprawę, ale jako młody adept sztuki
              tłumaczeniowej miałem takie przeżycie, które potwierdza mnie w moim wyborze.
              Zadzwonila do mnie jakaś tam referentka z ministerstwa budowy i mówi "Trzy razy
              się spotykaliśmy z Polakami, nigdy nie mogliśmy się dogadać, po przetłumaczeniu
              przez pana protokołu rozbieżności, podczas następnego spotkania udało nam się
              rozwiązać wszystkie kwestie sporne". To było nie dlatego, że ja gwiazda taka
              jestem, tylko dlatego, że po prostu nie wysilałem się na dostosowywanie pojęc
              polskich do niemieckich i odwrotnie, strony dzięki temu wreszcie dokladnie
              wyczuły, gdzie są zbieżności a gdzie różnice i tylko dzięki temu mogły dojśc do
              porozumienia.
              • gastonlemiel Re: tlumacze? na pomoc!!! 09.06.06, 22:04
                nie zorzumiales niestety przeslanai mojego postu albo nie chciales zrozumiec.
                Twoja wypowiedz w niewielkim stopniu jest odpowiedzia na moja opinie.
                Czy ja pisalem, ze przy tluamczeniu terminow fachowych nalezy sie wykazywac
                niesamowita elokwencja i oczytaniem??? Inna sprawa, ze w pewnym stopniu trzeba -
                tyle ze oczytaniem w literaturze fachowej, co akurat nie jest trudne, bo mozna
                znalezc materialy referencyjne w sieci, nawet jesli nei dokladnie pojawai sie
                to, czego szukamy, to czytajac tekst z danej dzialki mozesz zorientowac sie w
                duchu danej tematyki i pojeciach. A nastepnie sporobowac ukuc barkujacy w
                polskim termin.
                I wiekszosc tlumaczy w instytucjach z czasem zaczyna sie orientowac, ze trzeba
                sobei zadac ten trud.
                ALE NIE O TYM MOWA. bO MIEDZY TERMINAMI, POJECIAMI ITD. ISTNEIJA TAKZE
                SPOJNIKI NA PRZYKLAD. SLOWA WPROWADZAJACE. SLOWA WYJASNIAJACE. SLOWA KONCZACE.
                • gastonlemiel Re: tlumacze? na pomoc!!! 09.06.06, 22:08
                  natomiast moje zdanie na twoj temat nie ma tu nic do rzeczy. Rozmaiwamy o
                  sprawch profesjonalnych. Doskonale potrafie oddzielic niechec do kogos
                  (aczkolwiek przesadzasz tutaj, bo nie mam powodu zeby cie specjalnie nie lubic)
                  od dyskusji na temat pracy, w tym przypadku tlumacza.
                  Wracaja jeszcze do tematu, dobry tlumacz wie, kiedy musi byc doslowny, a kiedy
                  doslowny byc nie musi, czy wrecz nie powinien...
                  • gastonlemiel Re: tlumacze? na pomoc!!! 09.06.06, 22:12
                    jeszcze jedno: zdanie prawnikow w kwestiach stylistyki nic dla mnnie nie
                    znaczy. Niestety prawnicy sa ta grupa zawodowa, ktora pisze najgorzej.
                    Najlatwiej komus wmoic: no coz, umowa, akt prawny, tu nie moze byc poprawnie,
                    tu chodzi o prawo. A pozniej czytamy polskie chocby, wcale nie tluamaczone
                    ustawy, i wlos sie podnosi na glowie. I ty sie pocieszasz opinia prawnikow???
                    Nota bene, npodobnie jest w Niemczech: swego czasu krazyl po sieci plik z
                    wyimkami z niemeickich ustaw. Moze gdzies go znajde, to ci przelse albo tu
                    zamieszcze. nie wiadomo bylo, smiac sie czy plakac nad pozbawionymi wszelkiego
                    sensu , za to dazacymi do maksymalnie urzedowego stylu tekstami ustaw,
                    regualminow, umow itp.
                  • byly_eurokrata Re: tlumacze? na pomoc!!! 09.06.06, 22:14
                    >Wracaja jeszcze do tematu, dobry tlumacz wie, kiedy musi byc doslowny, a kiedy
                    >doslowny byc nie musi, czy wrecz nie powinien...
                    Tu sie zgadzam jak najbardziej. Ja w mojej pracy mam może trochę bliższy
                    kontakt do zleceniodawców niż ma to miejsce w Komisji, więc w skrajnych
                    przypadkach do nich dzwonię i im otwarcie mówię, że pasaż tekstu x może być dla
                    Polaka kompletnie niezrozumiały, bo..... i czy nie byłoby lepiej od razu dodać
                    niemieckiego wyjaśnienia albo przeredagować tekst wyjściowy. Ale w instytucjach
                    nie ma takiej możliwości, trzeba wyklepać mimo wszystko ileś tam stron, więc
                    łatwiej jest wszystko dosłownie, w razie czego, zawsze się będzie można powołać
                    na oryginał i umyć ręce.
                    • gastonlemiel Re: tlumacze? na pomoc!!! 09.06.06, 22:24
                      niestety tak wlasnie robia ci tlumacze nieco "nizszych lotow". Uwierz, w 95 na
                      100 przypadkow ta ich doslownosc wali po oczach i wywoluje bol zebow, wystarczy
                      zmienic szyk, dodac jedno slowo, zmienic inne. I mamy normalny tekst - urzedowy
                      jak najbardziej, ale brzmiacy po polsku. I co wazniejsze - zrozumialy dla
                      odbiorcy, nienawyklego do np.szyku zdania w jez. angielskim.
                      Takie trudne? Nie. Wymga jednka odrobiny wyczucia, jak i checi ze strony
                      piszacego..
                      • byly_eurokrata Re: tlumacze? na pomoc!!! 09.06.06, 22:32
                        No jakiś tam podstawowy warsztat tlumacza powinno się mieć, ale co się dziwisz,
                        jak przyjęto masę ludzi o zerowym doświadczeniu zawodowym.

                        BTW, męczyłem się dziś w pracy z pojęciem follow-up w kontekscie imprez
                        integracyjnych dla pracowników firm. Wiec oni uczą sie tam na takiej imprezie
                        tych wszystkich psychologicznych pierdół na temat komunikacji wewnątrzgrupowej,
                        zasadh pracy zepołowej itd. Po kursie powinni niby stosować przyswojoną wiedzę
                        w praktyce. I 2-3 miesiące póżniej spotykają się na spotkaniu follow-up. Niby
                        można zostawić po angielsku, ale dla wielu Polaków to będzie mało
                        czytelne. "Wyszło wam już takie słowo naprzeciwko" w waszej praktyce? Macie
                        jakieś ciekawe polskie rozwiązanie.
                        • gastonlemiel Re: tlumacze? na pomoc!!! 09.06.06, 22:57
                          taa, masz niestety racje.
                          A co do follow up...to jest wlasnie jedno z tych slow, ktorych za cholere nie
                          da sie raz a dobrze przetlumaczyc. W niektorych kontekstach (zwlaszcza pomocy
                          panstwa) mowimy o "dalszych dzialaniach", "dzialaniach następczych" itp. W
                          (troche niepelnym) kontekscie, ktory przytaczasz, pewnie zastosowalbym bardziej
                          opisowe tlumaczenie (zostawienie follow-up po polsku nie uwazam za dobre
                          rozwiazanie, my nigdy nie zostaiwamy tego wyrazenia w oryginale). Probowalbym
                          pokombinowac z czyms w stylu (wez poprawke na to, ze nie pamietam dokladnie
                          tego, co napisales): ...odbedzie sie spotkanie, na ktorym zostana
                          omowione /skutki/osiagniete rezultaty/cokolwiek w kontekscie/ i podjete dalsze
                          kroki/dzialania/decyzje. Zwykle idziemy w tym kierunku przy "follow up"
                          • byly_eurokrata Re: tlumacze? na pomoc!!! 09.06.06, 23:06
                            no to mialem podobne przeczucie, napisałem o ile pamiętam, "następne spotkanie
                            podsumowujące wyniki osiągnięte po szkoleniu",

                            hehe, jak się ma trochę rutyny, to człowie rzuci okiem na tekst i na pierwszy
                            rzut oka wie, tego, tego i tego nie będzie można sensownie przetłumaczyć. A
                            potem taka osoba postronna rzuca hasła: "Co za tłumacz, prostych słów w stylu
                            follow-up nie potrafi przetlumaczyć"
                            • gastonlemiel Re: tlumacze? na pomoc!!! 09.06.06, 23:09
                              no i tu cie musze pochwalic, bo bardzo zgrabnie to przetlumaczyles:)
                              • byly_eurokrata Re: tlumacze? na pomoc!!! 09.06.06, 23:17
                                jesus, maria und josef, jakby powiedziala mojej sp. babcia, że mnie ktos na tym
                                forum pochwali, chyba lezke uronie...;-)

                                Dobra, dosc tego siedzenia przy komputerze, spadam
                                • Gość: Bruxa do was obu IP: *.28.103.235.coditel.net 10.06.06, 00:09
                                  Hej,
                                  z zainteresowaniem prześledziłam waszą dyskusję. Nie zgadzam się z wieszaniem
                                  psów na "freelansach", co chyba chciał powiedzieć były. W końcu podobno ich
                                  tłumaczenia ktoś weryfikuje, nie?
                                  Ja jestem tłumaczem francuskiego (teraz nie pracuję w zawodzie czekając na
                                  konkurs), studiowałam tłumaczenie literackie, ale że nie ma w tym fachu zbyt
                                  wiele możliwości zarobku, zasuwałam dla kilku agencji tłumaczeniowych różne
                                  dziwne tematy, od umów handlowych, po teksty techniczne (np. 120 stron
                                  instrukcji do automatycznej linii montażowej do przegubów siedzeń
                                  samochodowych :( ). Ponieważ duże agencje mają swoich korektorów dostawałam
                                  dość regularnie oceny. Wyszło na to, że liczy się uczciwość zawodowa: jeśli
                                  bardzo chcesz, słownictwo każdej dziedziny można przy włożeniu pewnego wysiłku
                                  poznać na tyle, by nie natworzyć potworków językowych, by tekst był dla
                                  odbiorcy zrozumiały, nie tylko stylistycznie, ale i merytorycznie (przy
                                  instrukcji obsługi efektjest natychmiastowy - wiesz czy to zadziała czy nie).
                                  Anegdotka. Mój brat, jako dyrektor pewnej firmy miał z belgijską firmą podpisać
                                  kontrakt, a do tego potrzebna była gwarancja bankowa. Została wysłana do
                                  tłumacza przysięgłego, po czym kontrahent nie chciał sfinalizować interesu,
                                  bo "nie zrozumiał ani słowa z gwarancji". Po rozpaczliwym telefonie "młoda,
                                  ratuj", dostałam tekst faksem i osłupiałam: w każdej linijce znalazłam minimum
                                  3 błędy, od ortograficznych po gramatyczne i rzeczowe.
                                  Spotkałam też kiedyś tłumacza przysięgłego francuskiego i niemieckiego, który
                                  we francuskim używał niekiedy niemieckich słów (5 na 10 stron), dopasowując
                                  jedynie rodzajniki do domniemanego brzmienia słowa.
                                  Zgadzam się, że ogólne oczytanie ma ogromne znaczenie, ale zapomnieliście o
                                  jeszcze jednym czynniku: intuicji językowej, swoistym wyczuciu. Zauważyłam
                                  jeszcze w czasie studiów, że są osoby, które obłożone fachowymi słownikami nie
                                  potrafią wyczuć kontekstu, nawet jeśli znają bardzo dobrze oba języki. Pochwalę
                                  się: w czasie gdy jeszcze studiowałam, tłumaczyłam ze słownikiem polsko-
                                  francuskim, którego 3ci tom (od litery P) ukazał się w zeszłym roku, a na
                                  resztę się dalej czeka. Przetłumaczyłam pewną pracę naukową z polskiego na
                                  francuski (nb - wydana w Belgii w Gandawie przez wydawnictwo uniwersyteckie),
                                  posługując się prawie tylko słownikami francuskimi, głównie synonimów. Tomik do
                                  przejrzenia w bibliotekach uniwersyteckich krajów francuskojęzycznych.
                                  Moim zdaniem - do tłumaczenia trzeba mieć talent, bez niego żadne wykształcenie
                                  i wiedza, czy też uczciwość zawodowa nie dadzą oczekiwanego rezultatu.
                                  Siemka :-)
                                  • byly_eurokrata Re: do was obu 10.06.06, 13:37
                                    Bruxa, masz dużo racji, ale z tą lingwistyką stosowaną na studiach jest jak ze
                                    szkołą aktorską: wybitne talenty poradzą sobie bez, ale normalnie uzdolnieni
                                    muszą ćwiczyć warsztaw.
                                    Ja pamietam jak z germanistyki (którą studiowałem przez rok w Niemczech, czyli
                                    z native speakerami) przeniosłem się na lingwistykę stosowaną. Miałem bardzo
                                    dobre oceny i wydawało mi się, że super gwiazdą będę, bo większość osób w mojej
                                    grupie znała niemiecki gorzej ode mnie. Na pierwszym kolokwium dostałem pałę,
                                    pani docent mnie doszczętnie zgasiła i wtedy zrozumiałem, że świetna znajomość
                                    języka to nie wszystko.
                                    Ale napewno jest tak, że jak ktoś nie ma drygu do tłumaczeń, to nigdy się tego
                                    nie nauczy, żadna szkoła mu nie pomoże
                                    • Gość: Bruxa Re: do was obu IP: *.28.103.235.coditel.net 10.06.06, 14:10
                                      Hmmm... Żeby było precyzyjniej - de facto studiowałam częściowo w Polsce, ale
                                      całą część praktyczna z native speakerami, a magisterkę robiłam we Francji z
                                      litertury współczesnej, specjalizacja tłumaczenie literackie. Czyli w ogóle
                                      lingwistyki nie studiowałam, czego szczerze zawsze żałowałam, ale się po prostu
                                      nie udało.
                                      Za to na studiach miałam odjechaną profesorkę - Japonkę z obywatelstwem
                                      francuskim, która mówiła biegle, po FR, DE, Ang + włoski, portugalski,
                                      rosyjski, tłumaczka wybitnych poetów portugalskich, autorka kilku ksążek o
                                      tłumaczeniu literackim. Na seminariach w grupie 30 osób było 2 Francuzów. Inne
                                      reprezentowane kraje to: Polska, Macedonia, Korea, Syria, Austria, Czechy,
                                      Weneuela, Chiny, a ludzie Ci pracowali często nad tłumaczeniami z jeszcze
                                      innych języków i każdy dzielił się swoimi spostrzeżeniami i problemami.
                                      Szczerze, może z innej perspektywy, ale nabrałam dużo pokory i naprawdę dużo
                                      się wtedy o tłumaczeniu dowiedziałm.
                                      • byly_eurokrata Tlumaczenia literackie 10.06.06, 14:16
                                        tłumaczenia literackie to już zupełnie inna działka. Ja mam do literackich zero
                                        talentu i omijam je z daleka.
                                        Mówiąc o tłumaczach nieprofesjonalnych miałem na myśli kogoś w stylu
                                        www.sobecki.prv.pl/
                                        Popatrz na jego stronę po polsku i po angielsku. Resztki włosów na glowie mi
                                        się jeżą. I ten gościu jest przy tym 100% przekonany, że odwala dobrą robotę.
                                        • Gość: Eneko Re: Tlumaczenia literackie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.06.06, 17:04
                                          Mada.... Ma kolo tupet...
                                          • Gość: byly_eurokrata Re: Tlumaczenia literackie IP: *.netcologne.de 10.06.06, 18:18
                                            moim ulubionym kawalkiem jest
                                            Civil state: cavalier
                                            • Gość: Eneko Re: Tlumaczenia literackie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.06.06, 20:55
                                              Civil czy war ? ;))))
                                              • gastonlemiel Re: Tlumaczenia literackie 11.06.06, 17:55
                                                zgadzam sie, oprocz oczytania i znajomosci jezykow jest potrzebne wyczucie. I
                                                faktycznie moze to jest nawet najwazniejsze. No i talent. Jesli ktos nie
                                                potrafi pisac, ciezko oczekiwac, ze stworzy ladne i fachowe przy okazji
                                                tlumaczenie. Czeste zjawisko: ludzie sie naprawde stsraja, sprawdzaja
                                                terminologie, szczegoly techniczne itd. A jednak...tlumaczenie pozostawia
                                                zwykle niemalo do zyczenia...Nawet ostanio sie zastanawialem, czy jest sposob,
                                                zeby takie osoby czegos nauczyc. I dochodze do wniosku ze nie ma: bo albo ma
                                                sie to wyczucie (wynikajace moim zdnaiem z oczytania) alboe sie go nie ma, albo
                                                ma sie talent do pisania (tlumacze to podobno niespelnieni literaci czesto;))
                                                albo sie tegoz nie posiada...
                                                w tym konktekscie prof. Markowski niewiele pomogl, bo do kogo mialy trafic jego
                                                madre i ciekawe uwagi, to trafily. Do kogo nie, to nie.
                                              • dianette Re: Tlumaczenia literackie 11.06.06, 20:01
                                                Ten chloptas ma tupet:):)
                                                czyli cale swoje doswiadczenie opiera na FCE......

                                                a cavalier zwala z nog... no jeszcze ten usmieszek:)

                                                no ale ktos mu zlecenia dawal, ba umiescil liste klientow.
                                                • byly_eurokrata Re: Tlumaczenia literackie 11.06.06, 20:26
                                                  Rzuc kiedys okiem na jakies fora dyskusyjne dla tlumaczy i zobacz, jakie
                                                  pytania oni zadaja. Ten chloptas to niestety nie osobnik o wyjatkowym tupecie,
                                                  tylko przedstawiciel ogromnej grupy pseudo-fachowcow.
                                                  Nie czytalas nigdy niemieckiego jadlospisu w polskiej restauracji? Albo napisow
                                                  w nadgranicznych sklepach? Kazdy mietek, co pol roku na kaloryferach robil w
                                                  niemcach, przecia umie szprechac jak nic.....
                                                  • Gość: Ciekawa Re: Tlumaczenia literackie IP: *.89-136-217.adsl.skynet.be 11.06.06, 21:36
                                                    byly_eurokrato, z Twoich postow, ktore mialam przyjemnosc przeczytac wnioskuje,
                                                    ze powaznie traktujesz swoja prace To polowa sukcesu!!!
                                                  • Gość: Ciekawa Re: Tlumaczenia literackie IP: *.89-136-217.adsl.skynet.be 11.06.06, 21:44
                                                    zapomnialam dodac, ze w wielu przypadkach "follow up" tlumacze jako "ewaluacja".
                                                    Ale - z uznaniem przyznaje - ze Twoje rozwiazanie bylo bardzo trafne!

                                                    Pozdr
                                                  • Gość: Texas Re: Tlumaczenia literackie IP: 88.147.6.* 11.06.06, 21:49
                                                    a ja mam sentyment do slowa "pokłosie ":)

                                                    Pzdr:)
                                                  • byly_eurokrata Re: Tlumaczenia literackie 11.06.06, 21:59
                                                    dzięki za komplement! Jak się w tym siedzi od 15 lat, to się nabiera trochę
                                                    rutyny, co nie zmienia faktu, że niektórych sformułowań nie da rady ładnie
                                                    przetłumaczyć. No i jak masz normę 6-7 stron na dzień, to nie ma czysu myśleć
                                                    przez 1/2 godziny, jak zgrabnie przetłumaczyć follow up.

                                                    "pokłosie" nie wiem dlaczego kojarzy mi się z gęsto ścielącym się trupem....;-)

                                                  • Gość: Texas Re: Tlumaczenia literackie IP: 88.147.6.* 11.06.06, 22:04
                                                    > "pokłosie" nie wiem dlaczego kojarzy mi się z gęsto ścielącym się trupem....;-

                                                    recepta bedzie zmniejszenie liczby ogladanych horrorow;)

                                                    A Slownik PWN podaje taka definicje:
                                                    pokłosie n I; lm D. ~si
                                                    1. książk. «wynik, rezultat jakiejś działalności»
                                                    Pokłosie literatury jakiegoś okresu.
                                                    Pokłosie twórczości poety.
                                                    Pokłosie konkursu.

                                                    2. przestarz. «kłosy pozostałe na ściernisku po żniwach»

                                                    Pzdr:)
                                                  • byly_eurokrata Re: Tlumaczenia literackie 11.06.06, 22:08
                                                    wiem, texas, wiem, to było żartobliwe. Ale pokłosie nie należy do mojego
                                                    aktywnego słownictwa.
                                                    Z definicjami słownikowymi to taka sprawa. Jest w polszczyźnie jest takie
                                                    przymiotnik "spolegliwy", niby dobry odpowiednik na reliable / zuverlaessig.
                                                    Ale ponieważ nikt tego słowa nie używa, brzmi tak sztucznie, że pozostaje
                                                    słownikowym molem.
                                                  • Gość: Texas Re: Tlumaczenia literackie IP: 88.147.6.* 11.06.06, 22:17
                                                    > wiem, texas, wiem, to było żartobliwe.

                                                    Wiem:)

                                                    > Z definicjami słownikowymi to taka sprawa. Jest w polszczyźnie jest takie
                                                    > przymiotnik "spolegliwy", niby dobry odpowiednik na reliable / zuverlaessig.
                                                    > Ale ponieważ nikt tego słowa nie używa, brzmi tak sztucznie, że pozostaje
                                                    > słownikowym molem.

                                                    To tez wiem, dlatego nie napisalam, ze jest to jedyne sluszne tlumaczenie,
                                                    tylko ze lubie to slowo, mam do niego sentyment. Fakt, ze w wiekszosci
                                                    przypadkow wygladaloby po prostu smiesznie w tlumaczeniu, a czasem nawet
                                                    niezrozumiale:) Pamietam, gdy w liceum na jezyku polskim profesor podal
                                                    temat "Poklosie nagrody Nobla" gros ludzi zapisalo w zeszytach "poglosie"...

                                                    Pzdr:)
                                                  • Gość: Eneko Re: Tlumaczenia literackie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.06, 06:46
                                                    Zdecydowanie "następczy", choć oczywiście, nie we wszystkich sytuacjach.
                                                    Sprawiedliwości nie ma i tacy Włosi, Francuzi czy Hiszpanie mają tutaj jak
                                                    wiadomo zgrabny i uniewersalny odpowiednik....
                                                  • Gość: byly_eurokrata Re: Tlumaczenia literackie IP: *.netcologne.de 12.06.06, 07:01
                                                    "reliable partner" = "następczy partner"??? czy czegoś nie zrozumiałem? ;-)
                                                  • Gość: Eneko Re: Tlumaczenia literackie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.06, 07:06
                                                    Oczywiście piłem do follow-up-u :) Follow-up action, review itp.
                                                  • Gość: Eneko Re: Tlumaczenia literackie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.06, 07:00
                                                    Byly, napisales o 6-7 stronach dziennie... Zawsze bylem ciekawy, jaki jest
                                                    przeciętny dzienny "throughput" innych tłumaczy z przynajmniej kilkuletnim
                                                    doświadczeniem. Przyznam, że sam tworzę nieco więcej. A jak to jest w
                                                    institutions &bodies of the EU?
                                                  • byly_eurokrata Re: Tlumaczenia literackie 12.06.06, 07:16
                                                    To jest przeciętna norma "obowiązująca" np. w niemieckim ministerstwie spraw
                                                    zgranicznych, ale i również w unijnych służbach językowych.
                                                    Ty jesteś freelancem? Jeśli tak, to nie pracujesz codziennie 8 godzin jak
                                                    przypuszczam. Tylko raz 15 godz. a potem 2 dni w ogole. To pierwsza różnica.
                                                    Druga leży w tym, że freelance w międzyczasie tłumaczy metrykę urodzenia,
                                                    świadectwo szkoły podstawowej itp. gdzie zmienia parę słów i ma cała strone.
                                                    Po trzecie, tłumacze w instytucjach nie mogą pisać tak, jak im się wydaje za
                                                    stosowne, tylko muszą najpierw sprawdzać, jakiego słowa użyto wcześniej na to
                                                    samo pojęcie w innej dyrektywie itp. I to szukanie zajmuje najwięcej czasu a
                                                    nie tłumaczenie.
                                                  • Gość: Eneko Re: Tlumaczenia literackie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.06, 07:22
                                                    2 dni w ogóle...tyle bym nie wytrzymał ;) A metrykę tak tłumaczyłem kiedyś, na
                                                    jakiś zajęciach. Z całym szacunkiem były, ale zakładając, że nie chodzi np. o
                                                    techniczny załącznik do dyrektywy czy inne paskudztwo, po paru latach te 12
                                                    stron można bez problemu osiągnąć. Co oczywiście nie oznacza, że powinno się
                                                    dziennie robić więcej niż 5-6, wtedy jest dużo przyjemniej....
                                                  • byly_eurokrata Re: Tlumaczenia literackie 12.06.06, 07:32
                                                    z całym szacunkiem odpowiadam, iż pracuję od 15 lat w rządowej slużbie
                                                    językowej, gdzie nawet tłumacze z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem
                                                    zawodowym nie maja przeciętnej 12 stron. Są badania porównawcze służb
                                                    językowych różnych resortów i różnych państwach i organizacjach
                                                    międzynarodwych. W większości ta "norma" jest właśnie bardzo podobna.
                                                    Zresztą "stare" języki w służbach unijnych nie wyrabiają więcej, czyli skądś
                                                    się to bierze. Ale jak chcesz robić 12 stron i uważasz, że możesz przejąć pełną
                                                    odpowiedzialność za jakość, to ok.
                                                  • Gość: Eneko Re: Tlumaczenia literackie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.06, 07:42
                                                    Zdziwiłbym się, gdyby przytoczone przez Ciebie wyniki były inne - mówimy w końcu
                                                    o urzędach i instytucjach, gdzie wszyscy zmierzają do wypracowania pewnej
                                                    minimalnej normy zapewniającej spokojne przetrwanie. Regularne tłumaczenie 12-15
                                                    stron trudnego tekstu wymaga rzecz jasna dobrego przygotowania, doskonałej
                                                    kondycji, świetnego opanowania hard- i software i jeszcze dziesiątków innych
                                                    "preconditions". Na pewno jednak w przypadku pomyślnej rekrutacji dostosuję się
                                                    do jedynej słusznej wydajności, nie uważam się bowiem za stachanowczyka :)
                                                  • Gość: byly_eurokrata Re: Tlumaczenia literackie IP: *.netcologne.de 12.06.06, 07:52
                                                    No i bardzo słuszne nastawienie ;-).
                                                    Ale podam Ci na serio przykład, skąd się bierze te 7 stron, tylko nie wiem, czy
                                                    znasz niemiecki.
                                                    Podczas mojej kariery unijnej koleżanka miała w tekście "Auswanderungsland".
                                                    Dla 99% Niemców, którzy słyszą to słowo, oznacza ono: kraj Z którego się
                                                    emigruje. Ale koleżanka mi marudzi, że jej się coś nie zgadza. Ja podirytowany
                                                    dzwonie to weryfikatora z sekcji niemieckej, który potwierdza moją wersję.
                                                    2 godziny później oddzwania tenże weryfikator i mówi, że z jakichś tam powodów
                                                    w źródłowej dyrektywie komisyjnej w jęz. niemieckim użyto tego słowa w
                                                    znaczeniu "kraj DO którego się emigruje", bo..... projekt przygotowywal Belg z
                                                    mniejszości niemieckojęzycznej a oni mówią czasem trochę dziwacznie. Skończyło
                                                    się tak, że połowa sekcji, które tłumczyły ten tekst z niemieckiego,
                                                    przetłumaczyla to jako wariant pierwszy a druga połowa jako wariant drugi. A
                                                    słowo niby proste, jako freelance w ogóle byś go nie sprawdzał.

                                                    Ale dość teoretyzowania, lecę do pracy, bo jeszcze na kawę pójdą beze mnie a
                                                    dziś poniedziałek, plotki z weekendu trzeba omówic! ;-)
                                                  • Gość: Eneko Re: Tlumaczenia literackie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.06, 08:13
                                                    "A słowo niby proste, jako freelance w ogóle byś go nie sprawdzał." ?!!!
                                                    Nie wiem jacy freelancerzy pracują dla niemieckich ministerstw, ale osobiście
                                                    BYM SPRAWDZIŁ, polecam równocześnie stronę EUR-LEX - jest tam mnóstwo przykładów
                                                    dokumentów tłumaczonych przez podobnych Tobie urzędników, KTÓRZY NIE SPRAWDZILI
                                                    (kawa, gazeta i... nagle robi się ta 14.00).
                                                  • byly_eurokrata frilansi 12.06.06, 09:54
                                                    Eneko, opisana przeze mnie sytuacja miała miejsce w służbach jęz. Unii a nie w
                                                    niemieckich ministerstwach.
                                                    Przynajmniej 50% mojej działalności podczas angażu unijnego polegało na
                                                    sprawdzaniu tłumaczeń freelanców. Na powiedzmy 10 tłuaczeń niemieckich, jedno
                                                    jako tako nadawało się to użytku. Reszta to był stek bzdur tłumaczony na
                                                    zasadzie "po co czytać zdanie do końca przed tłumaczeniem, to kosztuje za dużo
                                                    czaso, można przeciez słowo po słowie i też będzie dobrze".
                                                    Dokumenty w EUR-LEX są również tłumaczone częściowo przez freenalcow. Chyba
                                                    wiesz, że acquis tłumaczyło UKIE a nie tłumacze unijni. Dziwnym trafem nie znam
                                                    nikogo z UKIE, kto zdał konkurs na unijnych tłumaczy.....
                                                    Dla osób postronnych wygląda to tak, jakby to właśnie tłumacze zatrudnieniu po
                                                    2004 roku produkowali tez bzdury. Tymczase to były osoby pokroju
                                                    tego "profesjonalisty" z podanego przeze mnie linka.
                                                    Po masowych protestach na jakość tłumaczeń freelancowskich w rokuj 2004r.
                                                    organy wybrały z tego co słyszalem nowe biuro do współpracy i jakość się
                                                    podobno polepszyła w 2005.
                                                    Czyli nie wszystko złoto, co się freelance zwie. Ja bym też tłuamczyl byle jak
                                                    i na szybko, jakby mi 20 zl za stronę płacicili.
                                                  • Gość: g Re: frilansi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.06, 10:11
                                                    gwoli ścisłości.
                                                    1) acquis tłumaczyło nie UKIE tylko firma wyłoniona w drodze przetargu, a
                                                    mianowicie Euroscript.
                                                    2) aktualnie frilansi tłumaczący dla służb UE nie mają już takiej dowolności jak
                                                    kiedyś, muszą stosować się do glosariuszy i dokumentów referencyjnych (więc też
                                                    im to trochę czasu zajmuje)
                                                    3) znam ludzi, którzy tłumaczyli acquis i zdali konkurs.
                                                  • Gość: Eneko Re: frilansi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.06, 10:19
                                                    "Czyli nie wszystko złoto, co się freelance zwie. Ja bym też tłuamczyl byle jak
                                                    i na szybko, jakby mi 20 zl za stronę płacicili. "

                                                    ......i zakończyłbyś karierę po jakimś tygodniu, bo tutaj działają nieco inne
                                                    mechanizmy niż na ciepłej posadce w urzędach mało zaprzyjaźnionego państwa.
                                                    Popełniasz oczywisty błąd generalizując i przyjmując niewłaściwą definicję
                                                    freelancera - swoboda polega tutaj np. na możliwości skorzystania z własnej
                                                    kuchni czy łazienki, a nie na tłumaczeniu według własnego widzimisię (swoją
                                                    drogą, za Twoje wypowiedzi zasługujesz na zdecydowany ostracyzm z ich strony).
                                                    Nie można już także opierać się na doświadczeniach z minionego okresu (przed
                                                    2005 r.), ten temat był już wielokrotnie omawiany na różnych forach i
                                                    powszechnie wiadomo, że był to okres "błędów i wypaczeń". Dlatego mówiąc o
                                                    niesprawdzonych tekstach odnosiłem się także do tekstów najnowszej daty, które
                                                    powinny były przynajmniej przejść przez weryfikację urzędniczą. W prawie każdym
                                                    mogę na życzenie wskazać liczne błędy. Po paru latach i paru tysiącach
                                                    przetłumaczonych stron, pewnie także i Ty nabędziesz taką umiejętność....
                                                  • byly_eurokrata Re: frilansi 12.06.06, 11:50
                                                    Po paru latach i paru tysiącach
                                                    > przetłumaczonych stron, pewnie także i Ty nabędziesz taką umiejętność....

                                                    No nie licytujmy się tak, 15 lat pracy po 6 nędznych stron dziennie daje mi
                                                    około 20.000 stron.
                                                    Opisywałem swoje konkretne doświadczenie z frilansami, były bardzo negatywne,
                                                    nie chodziło o złą stylistykę czy od czasu do czasu błędny termin, ale o to, że
                                                    ci ludzie znali język na poziomie najwyżej 3 klasy liceum i tłumaczyli czasem
                                                    CAŁE AKAPITY kompletnie opacznie. Ale jak podkreśliłem, podobno jakość się
                                                    polepszyła.
                                                    Co do UKIE: część dyrektyw była jednak przez nich tłumaczona.
                                                  • Gość: Eneko Re: frilansi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.06, 13:23
                                                    Nie chodziło od początku o żadną licytację, byłem ciekaw, ile wynosi standardowe
                                                    tempo pracy, trudno przecież wierzyć informacjom podawanym na stronach
                                                    niektórych translatorów o kilkudziesięciu (sic!) stronach tekstu dziennie.
                                                    Wracając do freelansów - w odróżnieniu od dożywotnich urzędników bardzo łatwo
                                                    ich "zwolnić", a zatem winę za złą jakość ich tłumaczeń ponosiły przede
                                                    wszystkim podmioty zatrudniające takich tłumaczy w instytucjach. Praca
                                                    freelancerów jest wielokrotnie trudniejsza od urzędniczej, chociaż oczywiście ma
                                                    też swoje zalety....
                        • puks01 Re: follow-up 12.06.06, 09:02
                          a może spotkanie przeglądowe albo wdrożeniowe?
        • lara_croft Re: tlumacze? na pomoc!!! 10.07.06, 00:18
          Gość portalu: tlumacz napisał(a):
          > "Ptaki wysokiej zjadliwosci" wziely sie na pewno ze starego tlumaczenia "grypa
          > ptakow wysokiej zjadliwosci", rzeczywiscie niezbyt fortunnego skladniowo.
          > Jedynym poprawnym pod wzgledem stylistycznym i merytorycznym terminem
          > jest "wysoce zjadliwa grypa ptakow" (ustalenia z lekarzami weterynarii z
          > MRiRW/GIW) i wszystkie nowsze tlumaczenia tego sie konsekwetnie trzymaja.

          Swiat jest mały :)
          Jako merytorysta jestem bardzo zadowolona z faktu, ze tłumacze konsultuja z nami watpliwości w zakresie watpliwosci i ze zwłaszcza tą avian influenze udało nam sie wyjasnic i prawidlowo teraz tłumaczyć ;)
          • Gość: Eneko Re: tlumacze? na pomoc!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.06, 06:47
            Uważaj z tym "merytorystą" przy przekraczaniu granicy, bo możesz trafić do
            Guantánamo (via Szymany) ;)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka