lara_croft
09.07.06, 23:28
Decyzja właściwie podjęta. Po 3 latach użerania się z kredytem mieszkaniowym, spaniem na materacu i patrzeniem wzrokiem zbitego psa na przeceny w sklepach z ciuchami powiedziałam basta.
Gwoździem do trumny była szefowa – ilez to trzeba zrobić rzeczy teoretycznie nie do zrobienia (w praktyce cuda się zdarzają – jestem zywym tego dowodem) by zostac choć trochę docenionym? Nie mówię o pieniądzach, ale chociaz o awansie. Jak długo osoba na stanowisku referendarza (dodam ze najnizsze stanowisko) może pisać instrukcje na posiedzenia RM, COREPER, stanowiska rządu( na to ostatnio dano mi 4, słownie cztery godziny!), projety rozporzadzeń i ustaw, opiniowac inne projety, uczestniczyc w pracach grupy roboczej rady?
Powiem szczerze – mój cały entuzjazm został zabity przez ponad 3 lata pracy w instytucji będacej teraz pod rządami Andrew.
Mam jeszcze tyle siły by próbować wyrwac się z tego marazmu i walczyć a nie dac sie maksymalnie zdołowac ( chyba zacznę blog pisac, by zachowac zdrowy poziom szaleństwa).
W każdym razie, wracają do tematy, pewnego pięknego dnia weszłam na stronę UKIE i co zobaczyłam? Ogloszenie w sam raz dla mnie! Tylko pojawił się problem nie do przeskoczenia jak zapoznałam sie z tym bliżej. Okazało sie ze to jest stanowisko „secondary national expert” i niestety wymaga zgłoszenia przez instytuacjie delegującą. W jakims chorym widzie, liczac na cud, którego doswiadczałam w codziennej swojej pracy, liczyłam na pozytywny odzew szefowej. Przedsmiewców uprzedze, nie byłam na tyle naiwna, by iśc z pustymi rękami – w zebach zaniosłam jej projekt rozporządzenia. Na niewiele sie to zdało – usłyszałam ze nie i tyle. Bo kto za takie psie pieniądze robiłby moją dobra (sic!) robote? A poza tym musieliby mi płacic podczas gdy ja zbijałabym baki i zarabiała kokosy w Komisji oraz ( w domyśle) robiła sobie znajomości by ja wygryśc z jej stanowiska.
Tak więc wiadomym jest, ze moja szefowa prędzej zje chrabąszcza niz mi pomoze.
Zostaje mi inna mozliwośc – nawiązanie kontaktow w KE by Ci starali się o mnie.
I teraz pytanie: czy jest takowa teoretyczna i praktyczna możliwość, by z własnej nieprzymuszonej woli BERNARD VAN GOETHEM z DG Sanco unit D1 zwrócil się do mnie (jest taka opcja w przepisach) z prośbą o rozwazenie mozliwości pracy dla nich?
Czy jest na forum ktoś kto mógłby mi pomóc?
Czy w złym tonie jest ewentualne lobbowanie?
Termin jest do 22 lipca...
Dodam, ze jestem szarą myszką z Polski, której nieznane sa metody autokreacji (bardziej liczyłam, ze ktoś odkryje mój talent, intelekt i mozliwości. Dobre, nie? he, he, he. No i ten strach o kredyt...) i nie chce przyniesc sobie ( i krajowi!!!) wstydu jakimś niewlasciwy zachowaniem.