Dodaj do ulubionych

"Jesteśmy skazani na śmierć"

05.10.09, 14:59
Gratulacje
Obserwuj wątek
    • rty99 Smierc! 05.10.09, 15:38
      Ludzie bez sumienia, nazywani dzisiaj liberałami powinni sie nad tym zastanowić.
      • nick3 To wasz bóg, bigoci. 05.10.09, 15:44

        Co byście zrobili, katole, gdyby ludzi nie dało się straszyć
        śmiercią!:)
        • aplus to palnij se w leb jak ubecka zdzira. Tak kochasz 05.10.09, 21:44
          ryzyego i sie nie boisz to w czym problem ?
          I dla budzetu oszczednosc bedzie ;-)
      • maruda.r Re: Smierc! 05.10.09, 16:05
        rty99 napisała:

        > Ludzie bez sumienia, nazywani dzisiaj liberałami powinni sie nad tym zastanowić
        > .

        ****************************

        Dlaczego powinni się zastanowić?



        • aplus Re: Smierc! 05.10.09, 21:38
          maruda.r napisał:

          > rty99 napisała:
          >
          > > Ludzie bez sumienia, nazywani dzisiaj liberałami powinni sie nad tym zast
          > anowić
          > > .
          >
          > ****************************
          >
          > Dlaczego powinni się zastanowić?
          >
          >
          chocby tak na wszelki wypadek gdyby sie okazalo ze jednak istnieje.
          ale oczywiscie mozesz probowac jak Chlebowski ostatnio - bez sumienia wiec sie
          spocil. A co jesliby PO-dpier..li wiecej - moze spocilby sie wiecej ? A Ty
          lubisz sie pocic ?

      • mozart Nie smierc, tylko entropia 05.10.09, 18:23

    • almagus "Jesteśmy skazani na śmierć"Odkoduj i żyj. 05.10.09, 15:41
      Odkoduj i żyj.

      Dopisuj do starych tekstów.
      Lub napisz sobie nowy.
      Chociaż tych parę słów.
      Co przyjdą ci do głowy.

      Tekst najstarszy, genu kod.
      Trzy i pół miliarda lat.
      Krótszy niż znicza knot.
      Takie kipu w nasz świat.

      Bądź orłem i sokołem.
      Lekkim jak w widy senne.
      I coraz mniejszym kołem.
      Poznawaj co tajemne.

      Napisane, przeczytane.
      Tworzą często kompilację.
      Jakoś interpretowane.
      A na swoim ty masz rację.

      A to twoje, to twój kod.
      Może metra z półtora.
      To organy, atawizm cnot.
      Taka zawinięta „Tora".
    • and_nowak Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 15:43
      Naukowcy odkryli coś, o czym ludzkość wie od zarania dziejów. Gratulacje!
      Oni nawet znaleźli dowody to - jakby nam ich brakowało. Wprawdzie absolutnie nic
      z tego nie wynika (poza faktem o którym i tak wiedzieliśmy), ale jakież to
      odkrywcze!

      • nick3 Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 15:49

        Ludzkość od zarania dziejów nic nie "wie". Po prostu godzi się z
        losem, którego na razie nie umie odmienić.

        Czy zdanie przytaczanej przez GW polskiej komentatorki odkryć
        genetyków jest ostatnim słowem ludzkiej wiedzy na temat śmierci -
        nie wiem.

        Np. prof. Religa uważał, że ludzkość pokona śmierć.

        Może te obecne badania pokazują, że się mylił. Ale może nie.


        • maruda.r Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 16:08
          nick3 napisał:

          > Np. prof. Religa uważał, że ludzkość pokona śmierć.

          *****************************

          Konsekwencje tego byłyby bardzo trudne do przewidzenia - trudne do pojęcia z
          perspektywy skazanych.

          • asteroida2 Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 16:27
            > Konsekwencje tego byłyby bardzo trudne do przewidzenia (...)

            Śmieszne zdanie. Brzmi jak coś mądrego, a faktycznie jest truizmem nie niosącym
            żadnej treści.
            Pojawienie się każdego wynalazku ma konsekwencję nie tylko trudne, ale po prostu
            niemożliwe do przewidzenia. Czy to będzie koło, silnik spalinowy, internet czy
            pigułka antykoncepcyjna. Wynalazli mają to do siebie, że zmieniają świat w
            nieprzewidywalny sposób.
        • lemisiaque Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 16:26
          Wydaje mi się, że ta pani po prostu zechciała przy okazji polansować jakieś swoje przekonania na ten temat. Moim zdaniem nie można tak kategorycznie stwierdzać, że sobie nie poradzimy z problemami o których mówi pani profesor. Mi bardziej prawdopodobne wydaje się, że postęp będzie się dokonywał i dojdzie do tego, że życie będzie mogło być podtrzymywane dłużej niż to zakładała natura.

          I badania laureatów na pewno się do tego przyczynią.
          • asteroida2 Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 16:30
            Jeśli jakiś doświadczony naukowiec mówi, że coś jest możliwe, prawie na pewno ma
            rację.
            Jeśli mówi że coś jest niemożliwe - prawie na pewno się myli.
            • papa_s Jak coś jest niemożliwe to jest niemożliwe 05.10.09, 18:40
              Zwłaszcza do wymyślenia lub zbudowania. W wielu przypadkach dowody na to są nadzwyczajnie proste: patrz nierozstrzygalność problemu stopu:(
              • aegis_of_heart Stąd "kwantyfikator" "prawie na pewno" :) 05.10.09, 21:05
                Oczywiście matematyka zna problemy nierozstrzygalne (przynajmniej w zadanych
                warunkach). Tutaj kłaniają się właśnie problemy algorytmiczne czy np.
                twierdzenie o niemożności K. Arrowa.

                P.S. Czy "prawie na pewno" to już logika probabilistyczna? ;]
              • asteroida2 Re: Jak coś jest niemożliwe to jest niemożliwe 05.10.09, 21:22
                Ale te dowody dotyczą zawsze rzeczy abstrakcyjnych i nieskończonych (jak
                perpetuum mobile czy twierdzenie Godla).

                W praktyce nigdy nie potrzebujemy nieskończoności. Wystarczy nam maszyna
                działająca "wystarczająco długo", czy system weryfikacji "wystarczająco
                prostych" twierdzeń. Albo rozstrzyganie stopu dla programów napisanych w
                ograniczonym języku (w końcu komputery to przecież automaty skończone, które
                tylko udają maszyny Turinga).

                A czy tego się nie da zrobić? Kto wie, może się da.
                • papa_s Komputery to nie automaty skończone 06.10.09, 18:49
                  Na mocy tezy Churcha-Turinga każdy komputer jest równoważny maszynie Turinga. Każdy algorytm rozwiązujący problem ma dolne ograniczenie pamięciowe i dolne ograniczenie złożoności (czasami n-krotnie wykładnicze dla żadnego n:(). Dla rozstrzygalnych problemów długość taśmy użyta do rozwiązania jest zawsze skończona i rozwiązanie zawsze zajmuje skończoną ilość kroków (czasem zabraknie protonów we Wszechświecie i nanosekund od Wielkiego Wybuchu by rozwiązać:(). Komputery automatami skończonymi nie są bo rozwiązują problemy, które żaden automat skończony rozwiązać nie może (istnieje równoważność między automatami skończonymi a gramatykami regularnymi).

                  Co do praktyczności problemu stopu. Jest to bardzo bardzo bardzo praktyczny problem. Wszyscy uczestniczący w przedsięwzięciach budowy systemów oprogramowania byli by bardzo zadowoleni bardzo zadowoleni bardzo zadowoleni. Niestety problem jest nierozstrzygalny:(

                  Co do ograniczoności języka to każdy jest opisany w ograniczony sposób.

                  Jeśli chodzi proste algorytmy to udowodnij, że dla każdej liczby naturalnej L poniższy algorytm jest poprawny. To znaczy zatrzymuje się i daje poprawną odpowiedź (to drugie nietrudno udowodnić):
                  dopóki ( L jest różne od 1 )
                  {
                  jeśli ( L jest parzyste ) L = L / 2;
                  w przeciwnym wypadku L = 3 * L + 1;
                  }
                  Powodzenia;)
                  • asteroida2 Re: Komputery to nie automaty skończone 06.10.09, 20:27
                    > Na mocy tezy Churcha-Turinga każdy komputer jest równoważny
                    > maszynie Turinga.

                    To jest postulat. Nie możesz się na niego powoływać. :)

                    > Komputery automatami skończonymi nie są bo rozwiązują problemy,
                    > które żaden automat skończony rozwiązać nie może

                    Tak oczywiście uczą na studiach. Ale przecież wiesz, jak działa komputer: skoro
                    pamięć i rejestry mieszczą w sumie X bitów, to komputer może się znajdować w
                    jednym z 2^X stanów. To jest jakaś skończona liczba, czyli z definicji jest
                    automatem skończonym.

                    Inna sprawa, że często tego nie widać, bo komputery potrafią w swojej skończonej
                    pamięci realizować _fragmenty_ obliczeń maszyny Turinga. Ale to są tylko
                    fragmenty. Przypominają nam o tym wszystkie przepełnienia stosu i błędy
                    alokacji, gdy próbujemy symulować jakieś zbyt długie jej działanie.

                    A problem Collatza póki co jest rozwiązany dla liczb mniejszych niż 2^58. Jeśli
                    kiedyś będziesz potrzebował (w jakimś praktycznym celu) rozwiązać go dla jakiejś
                    większej liczby, daj znać.
                    • papa_s Zapomniałaś o jednym 07.10.09, 16:55
                      Automat skończony ma funkcję przejść. W komputerze, w którym modyfikowany jest kod wykonywalny niestety ta funkcja się modyfikuje:( Na tym zresztą opiera się dowód o nierozstrzygalności. Modyfikacja kodu wykonywalnego to jedne z najwredniejszych błędów przy wykonywaniu programów. Innymi są rozsypanie sterty, modyfikacja tablicy metod wirtualnych i jeszcze dużo dużo dużo tego;( Problem staje się bardziej skomplikowany gdy mamy do czynienia z wieloma procesorami /komputerami.

                      Powszechnie się wierzy (i tylko wierzy), że teza Churcha-Turinga jest prawdziwa. Podobnie powszechnie wierzy się, że twierdzenie o czterech barwach też jest prawdziwe (dowód uzyskany za pomocą komputera). Szereg innych tez matematycznych zaakceptowano jako twierdzenia mimo, że używano komputera do uzyskania dowodu.

                      Nieskończona tasiemka w maszynie Turinga jest potrzebna na zapewnienie poprawności dla każdej implementacji algorytmu. Chcemy żeby algorytm się nie zapętlił na każdej implementacji, która zapewni odpowiedni rozmiar zasobów.

                      Jeśli chodzi o ostatnie to tym samym potwierdzasz, że nawet dla niewinnie wyglądającego algorytmu problem stopu jest bardzo trudny nawet dla ludzi. Dowodu nie podałeś bo go na razie nie ma. Wykonywanie algorytmu dla kolejnych liczb nie jest dowodem bo jest ich nieskończenie wiele. Jeśli jest poprawny dla zbioru 1..2^58 to czy będzie poprawny dla 1..2^64 potem 1..2^128 i tak dalej. Musimy mieć pewność, że dowolna implementacja algorytmu nie wyłoży nam się po drodze.

                      P.S. Miało być o śmierci a wyszło o informatyce;)
                      • asteroida2 Re: Zapomniałaś o jednym 08.10.09, 12:02
                        > Automat skończony ma funkcję przejść. W komputerze, w którym
                        > modyfikowany jest kod wykonywalny niestety ta funkcja się modyfikuje:(

                        To nieprawda. Modyfikuje się wyłącznie dane, czyli stan komputera.
                        Funkcja przejść komputera jest zawsze ta sama: "wykonaj instrukcję procesora
                        odpowiadającą danym aktualnie znajdującym się w rejestrach".

                        I nawet jeśli mamy do czynienia z wieloma procesami czy komputerami, to wciąż
                        one wszystkie razem wspólnie tworzą automat skończony. Po prostu dlatego, że
                        istnieje skończona ilość stanów. Choćbyś miał komputer kwantowy, rozciągający
                        się na cały obserwowalny Wszechświat, wykonujący równolegle przetwarzanie na
                        każdym atomie - to wciąż miałby on SKOŃCZONĄ liczbę stanów. Byłby więc
                        równoważny automatowi skończonemu, tylko bardzo dużemu.
                        A Maszyna Turinga ma nieskończoną liczbę możliwych stanów.

                        To nie znaczy, że Teza Churcha-Turinga jest nieprawdziwa. Po prostu
                        sformułowanie "jest równoważne" jest na tyle nieprecyzyjne, że może obejmować
                        automaty skończone, jeśli tylko wystarczająco dobrze udają Maszynę Turinga.

                        > Powszechnie się wierzy (i tylko wierzy), że teza Churcha-Turinga jest
                        > prawdziwa.

                        Czyżby? Teza Churcha-Turinga w szczególności mówi, że ludzką światomość da się
                        przepisać na ciąg bitów i ją zasymulować na komputerze. Wielu informatyków
                        pewnie w to wierzy, ale czy ta wiara jest "powszechna", to nie byłbym taki pewien.

                        > Podobnie powszechnie wierzy się, że twierdzenie o czterech
                        > barwach też jest prawdziwe (dowód uzyskany za pomocą komputera).
                        > Szereg innych tez matematycznych zaakceptowano jako twierdzenia mimo,
                        > że używano komputera do uzyskania dowodu.

                        Mylisz dwie zupełnie różne rzeczy. Twierdzenia matematyczne które _udowodniono_
                        za pomocą komputera, uważa się za prawdziwe. Tezy Churcha Turinga
                        _nie_udowodniono_ i nie da się tego zrobić. To jest teza filozoficzna, mówiąca
                        tyle: we Wszechświecie nie zachodzą nieobliczalne zjawiska. Ale my tego nie
                        wiemy, bo nie znamy wszystkich praw fizyki i nigdy nie będziemy mieć pewności,
                        że je znamy wszystkie. Być może gdzieś we wnętrzu Czarnych Dziur, albo w
                        oddziaływaniach Ciemnej Materii czy Ciemnej Energii zachodzą jakieś
                        nieobliczalne zjawiska. My nic na ten temat nie wiemy, więc póki co Teraz
                        Churcha Turinga pozostaje nieobalona.

                        > Jeśli chodzi o ostatnie to tym samym potwierdzasz, że nawet dla
                        > niewinnie wyglądającego algorytmu problem stopu jest bardzo trudny
                        > nawet dla ludzi.

                        A tu się zgodzę. "Niewinnie wyglądający" problem w rzeczywistości może być
                        dowolnie skomplikowany (sztandarowym przykładem jest tu hipoteza Goldbacha).
                        Najwyraźniej prostota sformułowania, podobnie jak prostota weryfikacji
                        rozwiązania, nie pociąga za sobą prostoty samego rozwiązania. Zresztą, jak się
                        zastanowić, to czemu miałoby tak być?

                        > P.S. Miało być o śmierci a wyszło o informatyce;)

                        Nic dziwnego. W końcu jeśli da się nas zasymulować na komputerze, to
                        nieśmiertelność nie jest już tylko mrzonką.
                        • papa_s Re: Zapomniałaś o jednym 08.10.09, 18:58
                          asteroida2 (jak napisał to powinno być asteroid;)) napisał:
                          > To nieprawda. Modyfikuje się wyłącznie dane, czyli stan komputera.
                          > Funkcja przejść komputera jest zawsze ta sama: "wykonaj instrukcję
                          > procesora odpowiadającą danym aktualnie znajdującym się w
                          > rejestrach".
                          Oczywiście. Każdy zbiór skończony ma skończony kwadrat kartezjański co pociąga za sobą skończony zbiór funkcji. Tyle, że nie zajmujemy się tu konkretnymi komputerami a nieskończoną ich ilością z rosnącymi zasobami. Podobnie jak z liczbami naturalnymi. Do zapisania każdej potrzeba skończonej ilości kartek papieru (dla niektórych zabrakło by protonów we Wszechświecie). Jednak wszystkich się nie da zapisać. Podobnie nie podasz definicji wszystkich komputerów możliwych do skonstruowania. Maszyna Turinga potrzebna jest do udowodnienia: jeśli algorytm jest na niej poprawnie wykonywalny to będzie poprawnie wykonywalny na każdym komputerze, który zapewni odpowiednią ilość zasobów. Niestety takiego czegoś nie ma i nigdy nie będzie:(:(:( Dowody muszą przeprowadzać omylni ludzie. Fajnie by było gdyby można było mówić komputerowi z wyrocznią co ma zbudować a potem kasować kasiorę;)

                          Sam procesorek (własny) można też skonfigurować inaczej w trakcie obliczeń: będzie inaczej reagował na te same kody instrukcji. To tak na dokładkę jeśli chodzi o pisanie czegoś co sprawdza program;)
          • unhappy Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 16:37
            > Mi bardzie
            > j prawdopodobne wydaje się, że postęp będzie się dokonywał i dojdzie do tego, ż
            > e życie będzie mogło być podtrzymywane dłużej niż to zakładała natura.

            To jest oczywiste. Dążenie do nieśmiertelności jest jednym z podstawowych
            ludzkich dążeń. Logika śmierci, to logika natury uśmiercającej stare generacje
            kosztem nowych, co gwarantuje postęp ewolucji. Ale logika rozumu mówi, że jak
            czegoś chcemy to wymyślamy sposób żeby to osiągnąć i... osiągamy to.

            Słowa: Pojawiające się z wiekiem wyciszenie telomerazy służy temu, żebyśmy
            mogli spokojnie odejść i zostawić miejsce młodszym pokoleniom. Nie wyobrażam
            sobie, żeby było inaczej.
            to raczej świadomość tego, że nie jesteśmy
            pierwszym pokoleniem nieśmiertelnych (i wiele następnych po nas też nie) i jakoś
            trzeba się z tym pogodzić.

            Nagroda jest dla tych co się nie pogodzą :D
            • asteroida2 Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 17:00
              > Pojawiające się z wiekiem wyciszenie telomerazy służy temu,
              > żebyśmy mogli spokojnie odejść i zostawić miejsce młodszym pokoleniom.
              > Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej.


              Według mnie to słowa kogoś przegranego, kto musiał znaleźć sobie jakąś ulgę w
              obliczu porażki. Nie ma w nich nic obiektywnie sensownego - to tylko taka
              autoterapia w obliczu śmierci.
              • aegis_of_heart Chyba masz rację. 05.10.09, 17:58
                To taka "życiowa mądrość" - niestety polegająca głównie na tym, że autor rozumie
                tezę artykułu i wie co ma powiedzieć, aby "było dobrze" - tezka się obroniła,
                dziennikarka ucieszyła, nikt nie poczuł urażony, katotalibowie nie rzucili do
                rozrywania biologów na strzępy itd.

                Ponadto jest to rzeczywiście zdanie człowieka przegranego, który sobie już
                zracjonalizował swoją porażkę. A ja spokojnie mogę sobie wyobrazić fakt, że
                kiedyś ktoś zdobędzie prawie-nieśmiertelność, a przynajmniej poważne wydłużenie
                życia. Pewnie nie będzie to w moim pokoleniu, przypuszczalnie też nie w
                pokoleniu moich dzieci - ale kiedyś może się udać i warto próbować.

                Więcej odwagi! Inaczej w tym kraju faktycznie nie będzie lepiej.
                Niestety, Wybiórcza ma tendencję do takiego naiwnego moralizowania jak u cioci
                na niedzielnej herbatce z ciastkiem.
        • mozart Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 18:28
          nick3 napisał:
          Np. prof. Religa uważał, że ludzkość pokona śmierć.
          Rownie dobrze mogl uwazac, ze zbuduja perpetum mobile...
          • asteroida2 Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 18:40
            > Rownie dobrze mogl uwazac, ze zbuduja perpetum mobile...

            Albo że człowiek poleci na Księżyc. Przecież każdy wie, że to niemożliwe.
            • mozart Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 19:05
              asteroida2 napisał:
              > Albo że człowiek poleci na Księżyc. Przecież każdy wie, że to niemożliwe.
              Bez specjalnej maszyny, napewno nie...
              Pozdrawiam
              • asteroida2 Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 21:00
                > > Albo że człowiek poleci na Księżyc. Przecież każdy wie, że to
                > > niemożliwe.
                > Bez specjalnej maszyny, napewno nie...

                Może do powstrzymywania procesu starzenia też będzie potrzebna odpowiednia maszyna?
                • unhappy Re: Niedługo odkryją grawitację 06.10.09, 22:59
                  Przed nami stworzenie wolicjonalnej maszyny. Co, jak twierdzi Garris będzie
                  początkiem szybkiego końca homo sapiens. Osobiście się z nim zgadzam, bo
                  starzejące się białko nie jest moim skromnym zdaniem najlepszym nośnikiem dla
                  świadomości.
    • kongreszydowski Re: "Jesteśmy skazani na śmierć" 05.10.09, 15:49
      funny5 napisała:
      > Gratulacje

      Gratulacje! (Dla feministek: Po raz pierwszy dwie kobiety jednoczesnie
      otrzymaly nagrode Nobla w dziedzinie medycyny. Wedlug sekretarza
      komitetu nagrody Nobla otrzymaly ja nie dlatego ze sa kobietami.)


    • infinitejustice Biolożka 05.10.09, 16:02
      Co to za jakaś durna moda na używanie słów typu biolożka, psycholożka :/
      • laux Re: Biolożka 05.10.09, 18:46
        Ta moda jest OK. Biolożka, psycholożka - tak jak nauczycielka, lekarka itp.
        Formy biolog, psycholog w odniesieniu do kobiet są niewygodne, bo nieodmienne
        przez przypadki i nietworzące liczby mnogiej.
      • papa_s W języku polskim są trzy rodzaje rzeczowników 05.10.09, 19:12
        Jeśli desygnat jest kobietą to naturalnym procesem w języku jest poszukiwanie rzeczownika z rodzajem żeńskim do określenia tego desygnatu. Po jakimś czasie terminy biolożka, psycholożka, itp. zostaną w pełni zaakceptowane i klamka zapadnie. KrzyczONcy, że tak nie powinno być, bENdOM ustEMpować nastEMpnym organizmom miejsca na Ziemi;):/
      • drojb Re: po prostu - rodzaj żeński w polszczyźnie 06.10.09, 00:51
        o którym nie wiesz, boś ofiara reformy edukacyjnej. Jak nauczyciel-nauczycielka.
        Książę - księżna itp. (z księdzem jest kłopot - może "księzyca"?)
        • and_nowak Re: po prostu - rodzaj żeński w polszczyźnie 06.10.09, 15:44
          drojb napisała:

          > o którym nie wiesz, boś ofiara reformy edukacyjnej.
          > Jak nauczyciel-nauczycielka.
          > Książę - księżna itp. (z księdzem jest kłopot - może "księzyca"?)

          Może dlatego wiele kościołów nie wyświęca księżyc? ;-)))

          A na poważnie: socjolożki i biolożki są po prostu wygodne. Forma nieodmienna
          ("spotkałem się z biolog - ona siostrą tej psycholog, co jej mąż uciekł z
          technik dentystyczny") jest po prostu niewygodna w jęz. polskim. Wolę biolożkę i
          policjantkę. W dalszym ciągu pozostaje kłopot z sekretarz redakcji i sędzią sądu
          (choć sędzina zmienia znaczenie, podobnie jak niegdyś krawcowa - żona krawca).

          • meerkat1 :-))) 06.10.09, 18:53
            Lektura listy laureatów naukowych nagród Nobla za ostatnie 60 lat
            jest bardzo pouczająca.

            Brawo Chiny, Indie i Rosja! :-)
        • papa_s Dla księdza może być 06.10.09, 19:21
          księdzowa podobnie jak z krawcem i krawcową. Na razie będzie to żona księdza. Kolejny (który?) papież ogłosi, że nowo wyświęceni księża mogą się żenić. Z wprowadzeniem takiej możliwości nie powinno być aż takiego problemu jak przy wprowadzaniu celibatu;)
    • nick3 Lepszy los czeka tych, których przyniósł bociek? 05.10.09, 16:02
    • shithead Re: Uwazasz ze spadlem z drzewa. 05.10.09, 16:05
      No, you're still on it or if you feel like that it has really happened,
      you could be sure that your head was first part of your body which hit
      the ground.
    • malkontent6 Re: W Polsce to by wychodziło tak:... 05.10.09, 16:08
      Tobie się chyba wszystko kojarzy z Tuskiem.

      P.S. PiS i tak do władzy nie wróci.
    • maruda.r Owszem, spadłeś 05.10.09, 16:09

      Owszem, spadłeś. W przeciwieństwie do tych, którzy zeszli z własnej woli.

      • janek-007 Keep trying, keep trying ;-)) 05.10.09, 16:20
    • vomitorium1 "Jesteśmy skazani na śmierć" 05.10.09, 16:14
      czy jest patent na nobla ?
      (ja wpadłem na to wcześniej)
      • chybawierzacy Na zycie o czym zdarza sie nam zapominac 05.10.09, 16:33
    • mikewodzowski Pytanie. Po co temu zapobiegać? 05.10.09, 16:20

      • asteroida2 A po co w ogóle leczyć choroby? 05.10.09, 17:15
    • trv Fajnie :) 05.10.09, 16:26
      Fajnie :)
      Też bym tak chciał ale mam problem z przekładaniem fantastyki na rzeczywistość.
      • feurig59 Re: Fajnie :) 05.10.09, 16:41
        chi, chi. jak się postrzega rzeczywistość tylko sensorycznie -
        nietrudno resztę uznać za fantastykę. :)
        • asteroida2 Re: Fajnie :) 05.10.09, 17:13
          A jak ty postrzegasz rzeczywistość? Niesensorycznie?
          • aegis_of_heart Dobre pytanie. :> 05.10.09, 17:30
            Zawsze mogą to być przypadkowe przeskoki elektronów miedzy synapsami. ;]

            W przypadku niektórych osób to by wiele wyjaśniało... ;);)
          • feurig59 Re: Fajnie :) 05.10.09, 19:37
            asteroida2 napisał:

            > A jak ty postrzegasz rzeczywistość? Niesensorycznie?

            No właśnie, co z życiem duchowym: choćby poczuciem estetyki,
            poczuciem moralności? "Wolne Przeskoki synaptyczne?":)
            Muzyka Mozarta jest "naukowo" wytłumaczalna? :)
            • asteroida2 Re: Fajnie :) 05.10.09, 19:49
              > No właśnie, co z życiem duchowym: choćby poczuciem estetyki,
              > poczuciem moralności? "Wolne Przeskoki synaptyczne?":)
              > Muzyka Mozarta jest "naukowo" wytłumaczalna? :)

              Oczywiście że muzyka Mozarta jest naukowo wytłumaczalna.

              Życie duchowe, jak się je obedrze z kłamstw (bo kłamstwami jest ono obudowane
              dosyć szczelnie), okazuje się po prostu bardzo wyrafinowanym programem,
              zmieniającym pojedyncze jednostki w społeczeństwo.
              Ten program był potrzebny, żeby stworzyć cywilizację - zanim pojawiły się prawa,
              zanim pojawiło się pismo, pieniądze, kredyty hipoteczne i opcje na kontrakty
              terminowe.
              Gdyby nie ten program, obejmujący właśnie poczucie estetyki, moralność czy
              zamiłowanie do muzyki - nie powstałaby cywilizacja i nie miałby kto o tym teraz
              dyskutować. Ale sam program jest czysto fizyczny i nie ma co się doszukiwać w
              nim jakichś niematerialnych podstaw.

              No chyba że jest się kapłanem, który z tych kłamstw żyje.
              • feurig59 Re: Fajnie :) 05.10.09, 20:12
                wytłumaczalne jest tylko to co się dzieje, kiedy niektórzy z nas
                słuchają Mozarta: ciśnienie tętniczne, EEC, hormony itd, itd., ale
                gdyby tak było jak piszesz, muzykę takiej jakości możnaby produkować
                taśmowo, podobnie z rzeźbami Michała Anioła, czy innymi (bo piszę
                nie o modach, tylko o tym co zykliśmy nazywać "ponadczasowym")

                nie miałem też zamiaru pisać o bigoterii (bo chyba tak potraktowałeś
                termin "życie duchowe").
                Wydaje mi się, że czasy nowożytne, moderne i postmoderne wywindowały
                naukę na pozycję, która na przykład w czasach średniowiecza była
                zarezerwowana dla religii (to ją chyba pomyliłeś z "życiem
                duchowym"). I to uważam za błąd. To miałem na myśli: są rzeczy,
                które są niezbadalne naukowo i nigdy nie będą, bo leżą poza
                empiryczną rzeczywistością i nauka nie ma instrumentarium, żeby
                się "za nie zabrać", a jeżeli się zabiera to zawsze będzie dotykać
                tylko powierzchni (systemu, "oprogramowań", struktur, a w końcu
                cząsteczek materii, odkrywając między nimi nawet wszystkie możliwe
                połączenia nie zgłębi ich tajemnicy) Przykłady tego mnożą się
                właściwie, a nie maleją, podczas gdy najważniejsze pytania: na
                przykład: czym jest życie? czym jest śmierć? nauka nie odpowiedziała
                od 400 lat i (sama)na to nie odpowie.:)
                • asteroida2 Re: Fajnie :) 05.10.09, 21:16
                  > gdyby tak było jak piszesz, muzykę takiej jakości możnaby
                  > produkować taśmowo, podobnie z rzeźbami Michała Anioła

                  Nie wiem jak udało Ci się uzyskać taki wniosek. Nic takiego nie zasugerowałem.

                  Grupy społeczne powstają przez gromadzenie się wokół czegoś wspólnego: wspólnej
                  idei, mody, dzieła, gustu itp.
                  Możesz stworzyć dzieło, które przyciągnie miliony i będzie ponadczasowe. Ale
                  żeby potem przyciągnąć miliony, musisz stworzyć coś lepszego. Potem jeszcze
                  lepszego i jeszcze. W końcu dochodzisz do dzieł Mozarta i Michała Anioła. Cały
                  czas jest możliwe stworzenie czegoś lepszego - ale jest już tak trudne, że
                  czasem przez setki lat nic lepszego nie powstaje.

                  I nie ma w tym żadnej magii, ani nie wymaga to "pozanaukowych" wyjaśnień. Fakt,
                  że te dzieła poruszają ludzi, nie jest niczym dziwnym - taki był cel ich
                  powstania. Po prostu te są najlepsze w realizowaniu tego celu.

                  > Wydaje mi się, że czasy nowożytne, moderne i postmoderne
                  > wywindowały naukę na pozycję, która na przykład w czasach
                  > średniowiecza była zarezerwowana dla religii
                  > I to uważam za błąd. To miałem na myśli: są rzeczy,
                  > które są niezbadalne naukowo i nigdy nie będą, bo leżą poza
                  > empiryczną rzeczywistością i nauka nie ma instrumentarium, żeby
                  > się "za nie zabrać",

                  A skąd wiesz, że są takie rzeczy?
                  Jeśli się o nich dowiedziałeś, jeśli informacja o nich jakkolwiek do ciebie
                  dotarła - to znaczy że nie leżą poza empiryczną rzeczywistością i że da się "za
                  nie zabrać". A jeśli informacja o nich do ciebie nie dociera, to skąd pomysł, że
                  w ogóle istnieją?

                  > a jeżeli się zabiera to zawsze będzie dotykać tylko powierzchni

                  Demagogia. "Nauka zawsze... ", "Nauka nigdy... " to klasyczne stanowcze,
                  niepoparte niczym wyroki. Ludzie którzy je wygłaszają często chcą w ten sposób
                  się podbudować, jeśli tracą kontakt z postępem nauki. Ale w żaden sposób
                  uzasadnić swoich twierdzeń nigdy nie potrafią.

                  > Przykłady tego mnożą się
                  > właściwie, a nie maleją, podczas gdy najważniejsze pytania: na
                  > przykład: czym jest życie? czym jest śmierć? nauka nie
                  > odpowiedziała od 400 lat i (sama)na to nie odpowie.:)

                  Nauka nie wie, czym jest śmierć? Możesz jakoś rozwinąć to dziwaczne twierdzenie?
                  Czy nie możesz, bo tylko skopiowałeś je z jakiejś książki, nigdy nie
                  zastanawiając się nad jego sensownością?
                  • draq Re: Fajnie :) 05.10.09, 21:56
                    Podziwiam odpowiedź! Praca u podstaw...
                  • feurig59 Re: Fajnie :) 05.10.09, 22:34
                    nie sugerowałeś. ja interpretuję, podobnie jak Ty zresztą.:)
                    Skoro uważasz, że tworzenie jakości jest prawie mechanicznym
                    zabiegiem, technicznym w którym ludzie "demokratycznie" uznają coś
                    za lepsze, i dążą ku jeszcze lepszemu i jeszcze, to chyba jesteś w
                    błędzie. Dzieła które nazywamy ponadczasowymi nie są dobre, tr
                    lepsze a potem jeszcze lepsze (to odróżnia sztukę od rzemiosła)
                    tylko są bliskie ideału od samego początku, niezależnie od czasu
                    ani "tworów społecznych" czy generowania ich w czasie.
                    Piszemy o jakości w której Ty się nie dostrzegasz niczego
                    poza "realizowaniem celu", a ja uważam, że u jego podstaw leży
                    metafizyka, coś co ogarnia, ale zarazem przekracza sam rozum, a
                    także umysł.
                    Nie wiem czemu miałbym z tego typu doznań rezygnować. Redukować to
                    do jednego wymiaru - płaskiej ziemi w myśl empiryzmu?:)

                    Nie ma potrzeby byśmy rozważali to w kwestiach "nigdy" "zawsze",
                    więc sam tego nie rób.
                    Uważam poprostu, że nauka stwarza ogromne możliwości badania
                    rzeczywistości, ale tylko pewnego jej obszaru (to co nazwałem "to"),
                    ale w badaniu własnej "mojej" rzeczywistości wewnętrznej
                    zawodzi. "Ja" nie jest obiektywne - nie może być - używając nauki do
                    introspekcji raczej daleko nie zajdziemy, nieprawdaż? Spróbuj...:)
                    (to przecież podstawowy "problem faustowski".)
                    Podobnie, choć już trochę inaczej jest z "MY" - czyli "ja" w
                    odniesieniu do innych "ja", ale to już kwestia kolejnej dyskusji z
                    pewnością przekraczającej możliwości tego forum.

                    Nie staraj się podważać mnię, czy dezawuować jako dyskutanta, tylko
                    dlatego, że mam inny światopogląd. Na tym chyba dyskusja nie powinna
                    polegać. Nie atakuję Cię ad personam i nie mam takiego zamiaru. Ja
                    poprostu tylko nie uważam, że "pogląd naukowy" powinien się odnosić
                    do wszystkich przestrzeni życia, bo to kolejny dogmat i ślepy zaułek.

                    tak, nauka wie co to jest śmierć. jest "brakiem funkcji życiowych".
                    a co to jest życie? "ich podtrzymanie"...;)
                    • asteroida2 Re: Fajnie :) 05.10.09, 23:06
                      Nie uważam że tworzenie jakości jest mechanicznym zabiegiem. W ogóle całe to
                      wiązanie "realności i naukowości" z czymś niskim, mechanicznym i automatycznym,
                      postrzegam jako czystą arogancję ludzi którzy sami niczego nie robią, a chcą
                      jakoś umniejszyć pracę tych, którzy coś robią.

                      Ale nie atakuję ciebie, tylko twoje poglądy. I za każdym razem rzucam wyzwanie,
                      czy danego poglądu potrafisz obronić. Jeśli nie potrafisz, to właśnie to chcę ci
                      pokazać - że większość tych poglądów to tylko powtarzane za kimś, nieprzemyślane
                      frazesy.

                      Nauka, od różnego rodzaju poglądów, różni się tym, że broni się sama. I prawo
                      fizyki jest tak samo prawdziwe, gdy je wygłosi student, jak gdy je wygłosi
                      noblista. Co innego opinie - tu głównym kryterium jest osoba wygłaszająca
                      (czasem drugim kryterium jest estetyka).
                      Możesz "uważać" że u podstaw leży metafizyka, że istnieje coś co przekracza
                      rozum i że nauka nigdy tego nie pozna. Ale nie potrafisz tego uzasadnić, tylko
                      tak uważasz. I czy zastanowiłeś się czemu od "uważania" przechodzisz do
                      "głoszenia" tych poglądów, mimo że nie masz dla nich żadnego uzasadnienia, poza
                      własnym przekonaniem? Co cię do tego pcha? Bo nauka wie, czemu to robisz.

                      My wiemy też, czym jest życie. Życie to układ samoporządkujący się (obniżający
                      swoją entropię dzięki przepływowi energii), który ma zdolność nieograniczonego
                      wzrostu złożoności informacyjnej (czyli, podobnie jak w gospodarce
                      wolnorynkowej, pojawienie się każdego elementu stwarza możliwość pojawienia się
                      kolejnych). To są techniczne definicje, opracowane dzięki rozwojowi teorii
                      informacji, termodynamiki i biologii. I jak widzisz, redukują pojęcie życia do
                      prostszych pojęć - czego filozofowie nie tylko nie potrafili zrobić, ale wręcz
                      wielu głośno powtarzało, że te się zrobić nie da. Niektórzy wręcz arogancko
                      nabijali się z tych, którzy próbowali, mówiąc np. o "podtrzymywaniu funkcji
                      życiowych" - co dla każdego logika jest oczywistym masłem maślanym.

                      Te definicje pokazują jeszcze wiele ciekawych cech życia, np. taką, że życia nie
                      można zdefiniować w oderwaniu od reszty biosfery - bo każda jest część jest
                      "żywa" tylko będąc jego częścią. I pozwalają pójść dalej: tworzyć sztuczne
                      życie, poszukiwać życia poza Ziemią itp. Tak wygląda postęp naukowy.

                      A dla tych którzy tracą z tym kontakt, zamknięci w wieżach z kości słoniowej i
                      studiujących opinie swoich mistrzów, zamiast studiować rzeczywistość - tym, nie
                      dziwi mnie to, może się to wszystko wydawać ślepym zaułkiem.
                    • feurig59 Re: Fajnie :) 05.10.09, 23:52
                      problemem nauki jest to, że uznaje ona sama tylko te "prawdy", które
                      można udowodnić naukowo. nikogo nie namawiam, ani nie przekonuję do
                      moich poglądów, jak mi nie wiem dlaczego, starasz się imputować.
                      jestem tylko zdania, że "naukowe poglądy" na wszystko przesłaniają
                      pewne prawdy, do których tą drogą nie da się dotrzeć. to wszystko.
                      nie proponuję Ci nie religii, "taniej" metafizyki, ani "zerwania z
                      nauką". niczego nie proponuję. Staram się wyjaśnić Ci mój pogląd.
                      Konkretnie.
                      Zrób prosty eksperyment: jak daleko "metodami naukowymi", które
                      opisujesz, możesz przeprowadzić głęboki wgląd we własne "ja"
                      (nieobiektywne przecież):)
                      Czy "naukową metodą", czyli "obiektywnym okiem" zwróconym do swojego
                      wnętrza będziesz w stanie obniżyć własny puls o jedyne 10%? :)))
                      • asteroida2 Re: Fajnie :) 06.10.09, 00:04
                        > Zrób prosty eksperyment: jak daleko "metodami naukowymi", które
                        > opisujesz, możesz przeprowadzić głęboki wgląd we własne "ja"
                        > (nieobiektywne przecież):)

                        Odpowiem jak naukowiec: Muszę stworzyć do tego odpowiednie narzędzie. Takie,
                        które pozwoli mi oglądać w czasie rzeczywistym pracę wszystkich neuronów mojego
                        mózgu. Takie, które pozwoli mi symulować działanie tych neuronów i sprawdzać jak
                        wspólnie reagują na różne bodźce i czy ja reaguję tam samo. Wtedy dopiero
                        _zacznę_ uczyć się czegoś o własnym "ja".
                        Póki co jest to dyskutowanie o czymś, do czego nie potrafimy zajrzeć. Dajesz mi
                        pudełko, którego nie potrafię otworzyć i zaczynasz mówić o tym, że "nauka
                        przesłania mi pewne prawdy"? To nie nauka mi je przesłania, tylko pudełko jest
                        zamknięte!
                        A to, że ty mi naopowiadasz różnych historyjek o tym co jest w tym pudełku, w
                        żaden sposób na moje pytania nie odpowie. Bo ja wiem, że ty do tego pudełka też
                        nie potrafisz zajrzeć, tylko powtarzasz wymyślone przez kogoś innego hipotezy.

                        > Czy "naukową metodą", czyli "obiektywnym okiem" zwróconym do
                        > swojego wnętrza będziesz w stanie obniżyć własny puls o jedyne
                        > 10%? :)))

                        A czy możesz to zrobić metodami nienaukowymi?
                        • feurig59 Re: Fajnie :) 06.10.09, 02:27
                          Rzeczywistość jest zamknięta w pudełkach które za sprawą nauki można
                          otwierać. Dobrze. A ja mówię, że to nie JEDYNA część rzeczywistości.
                          To wszystko.
                          Dam Ci inny przykład: na łące przy drodze rośnie kwiat.
                          Do naukowej prawdy o nim dojdziemy, kiedy rozróżnimy jego części
                          zbadamy je i rozpoznamy ich funkcje, zmierzymy, zważymy itd.
                          Co się dzieje w nas, kiedy go ujrzymy, dotkniemy, co to "spotkanie"
                          w nas wywoła "duchowo" prawda naukowa dotrze znowu tylko tak jak
                          dotyka
                          kwiat: zmierzy nasze neurotransmitery, wytrysk hormonów, przepływ
                          prądu w komórkach itd.itd - czyli dotknie prawdy znowu tylko w
                          części - nie będzie nią w pełni, bo weszła na obcy sobie obszar
                          prawdy - obszar NIEOBJEKTYWNY
                          bliższy poecie i filozofowi, malarzowi, każdemu kto ten kwiat
                          KONTEMPLUJE.
                          To nie jest historyjka. Doświadczamy tego (tych prawd) codziennie,
                          obcując choćby z kulturą tak samo jak z naturą. Medytując. To jest
                          coś co nazywamy życiem duchowym. Naukowo możesz zmierzyć jego
                          właściwości i funkcje, ale nie dotkniesz jego ISTOTY, bo leży poza
                          językiem. A jednak jest PRAWDą.
                          Wierz mi, miłość to nie tylko kupa chemicznych formułek i diagramów,
                          choćby były ich miliony.;)

                          Teraz ad personam: zarzucasz mi, że powtarzam czyjeś hipotezy, czyli
                          zarzucasz mi wiarę w nie, ale sam się taką wiarą wykazujesz,
                          pisząc że świat jest właśnie tak zbudowany, że otwieranie pudełek
                          jest możliwe, aż do końcowego dowiedzenia się wszystkiego o
                          wszystkim tym jedynym sposobem.

                          • asteroida2 Re: Fajnie :) 06.10.09, 09:26
                            Twoje wyobrażenie o tym jak działa nauka, jest kompletnie błędne. Mówisz że będę
                            badał mózg przez mierzenie hormonów, neurotransmiterów i przepływ prądu?
                            Zastanów się jeszcze raz. Czy wydaje ci się, że informatycy zajmują się
                            mierzeniem temperatury procesora, mierzeniem napięć na różnych kablach i
                            określaniem ich składu chemicznego?
                            Gdyby tak robili, to rzeczywiście, "dotykaliby prawdy tylko w części".

                            Potem wychodząc z tego błędego założenia, określasz granice, do których może
                            dotrzeć nauka. Oczywiście, gdyby nauka działała tak jak ją sobie wyobrażasz, to
                            byłaby zamknięta w tych granicach. Ale tak nie jest.

                            Pisząc o "życiu duchowym", "kontemplacji" i "medytacji" sam nie dostrzegasz, że
                            opisujesz swoje _wrażenia_ - czyli coś, co wytwarza twój umysł. Porównujesz te
                            wrażenia z cudzymi, znajdując części wspólne i tworzysz sobie hipotezę
                            "zewnętrznego świata", niedostępnego dla badań naukowych, z którego te wrażenia
                            się biorą. A prawda jest taka, że te wrażenia są po prostu wytworem twojego
                            umysłu. Sam wiesz, jak trudno jest wejrzeć w umysł człowieka - a jednocześnie
                            łatwo dajesz się mu omamiać i nazywasz to co on wytwarza "ISTOTĄ" i "PRAWDĄ".
                            Wszystko co nazywasz "życiem duchowym" sprowadza się do wyrafinowanych
                            algorytmów procesowanych przez twoje neurony. Nie poznasz tych algorytmów
                            mierząc przepływy prądów ani skład chemiczny. Nie poznasz ich też "zaglądając w
                            swój umysł". Nawet nie zbliżysz się, do ich istoty. Co najwyżej, zacznie ci się
                            wydawać że się zbliżyłeś.

                            Ludzki umysł jest najbardziej złożonym obiektem, z jakim się zetknęliśmy. Nie
                            mamy jeszcze narzędzi, żeby go badać - i dlatego jego działania nie rozumiemy.
                            Ale jeśli sądzisz, że malarze, poeci i filozofowie są bliżej jego "ISTOTY", to
                            się kompletnie mylisz. Oni są bliżej tylko swoich urojeń. Możesz się oszukiwać
                            przez resztę życia, że pioruny powoduje gromowładny Zeus. Ale to są zwykłe
                            kłamstwa. Im szybciej sobie zdasz z tego sprawę, tym lepiej dla ciebie.
                            • feurig59 Re: Fajnie :) 06.10.09, 10:56
                              oj płaska ta Twoja ziemia funkcjonująca algorytmami i czarnymi
                              pudełkami, w które nie ma jak zajrzeć - bo brak instrumentów.
                              miłość, przyjań, doznania wewnętrznej iluminacji, wzruszenie, sny,
                              wizja-logika, estetyka, etyka - sprowadzone do "urojeń".:)))
                              nie mam ochoty na tę rozmowę z dogmatykiem. wybacz.
                              pozdrawiam
                              • asteroida2 Re: Fajnie :) 06.10.09, 11:18
                                > miłość, przyjań, doznania wewnętrznej iluminacji, wzruszenie, sny,
                                > wizja-logika, estetyka, etyka - sprowadzone do "urojeń".:)))
                                > nie mam ochoty na tę rozmowę z dogmatykiem.

                                Wcale mnie to nie dziwi. Nazywa się to "dysonansem poznawczym".
                                Masz święte przekonanie, że masz rację, a jednocześnie brak jakichkolwiek
                                argumentów za swoją racją. Dlatego rozmowa o tym staje się dla ciebie nieprzyjemna.
                                No cóż, najbezpieczniej dla ciebie będzie się wycofać, zamknąć przed zewnętrznym
                                światem i wrócić do wmawiania sobie, że przecież nie możesz się mylić, skoro coś
                                "wewnętrznie czujesz". Potem znajdziesz kogoś innego, komu powtórzysz te
                                kłamstwa o "świecie duchowym" i "metafizyce" - najlepiej młodego i naiwnego. W
                                ten sposób kłamstwa przetrwają do następnych pokoleń. Bo przecież są śliczne.
                                • feurig59 Re: Fajnie :) 06.10.09, 11:52
                                  i to wszystko wyczytałeś w swojej "kryształowej kuli", czy gdzie?
                                  gdzie tu kierowanie sią poglądem naukowym? skoro tyle w tym
                                  niekontrolowanych emocji, że porywasz się nawet na przepowiadanie
                                  czyjejś osobistej przyszłości, po paru zdaniach, które przeczytałeś?
                                  ale jaja. prawdziwy z ciebie "naukowiec", nie ma co!
                                  uśmiałem się jak norka.:)
                                  roger and over
                                  • asteroida2 Re: Fajnie :) 06.10.09, 12:04
                                    > i to wszystko wyczytałeś w swojej "kryształowej kuli", czy gdzie?

                                    Naprawdę chcesz wiedzieć, czy tylko próbujesz bronić się śmiechem?
                                    Bo moje "przepowiadanie czyjejś osobistej przyszłości", może oczywiście być
                                    błędne, ale statystyka mówi, że raczej zrobisz dokładnie tak, jak przepowiedziałem.
                                    Możesz się śmiać z przepowiedni naukowca, ale przypomnij je sobie, gdy będziesz
                                    swoje kłamstwa wciskał komuś młodemu i naiwnemu.
                                    • n0e2008 Re: Fajnie :) 06.10.09, 12:57
                                      miałkość twojego toku myślenia jest rażąca.

                                      trochę jakbyś widział rzeczywistość trójwymiarową z punktu widzenia dwóch
                                      wymiarów - wydaje ci się, że wszystko wokół możesz zmierzyć, dostępnymi tobie
                                      narzędziami dotrzesz jednak tylko do granic wymiarów w jakich istniejesz, zawsze
                                      coś ci ucieknie.
                                      • asteroida2 Re: Fajnie :) 06.10.09, 13:15
                                        A czy zdajesz sobie sprawę z tego, że wokół nas krążą Niewidzialne Różowe
                                        Jednorożce? I czy poznałeś PRAWDĘ o Latającym Potworze Spaghetti?

                                        Miałkość twojego toku myślenia jest rażąca. Kiedy już poznasz cały swój świat
                                        duchowy i metafizykę, dotrzesz do "granic wymiarów w jakich istniejesz, i zawsze
                                        ci coś ucieknie". Uciekną ci Niewidzialne Różowe Jednorożce i Latający Potwór
                                        Spaghetti.

                                        No chyba że sięgniesz po Biblię. Ona w magiczny sposób poszerza ci percepcję i
                                        wtedy zaczynasz dostrzegać rzeczy, których inaczej byś nie mógł dostrzec (bo są
                                        niewidzialne, choć różowe).
                                        • n0e2008 Re: Fajnie :) 06.10.09, 13:21
                                          kiepskie ad absurdum kolego. w związku z tym, że nawet nie próbujesz nawiązać
                                          dialogu tylko wychodzisz z gotową tezą, pozostawię cię samego sobie z
                                          otaczającymi cię atomami ;)

                                          powodzenia w mierzeniu emocji ;)
                                          • asteroida2 Re: Fajnie :) 06.10.09, 14:42
                                            > kiepskie ad absurdum

                                            Kiepskie? A potrafisz wskazać jakieś różnice, pomiędzy twoimi teoriami, a
                                            Niewidzialnym Różowym Jednorożcem?

                                            Bo ja twierdzę, że nie potrafisz. Taka jest moja teza i łatwo byś ją obalił,
                                            gdyby nie była prawdziwa. Ale zamiast tego kwitujesz to "pozostawię cię samego z
                                            atomami" - bo tak naprawdę nie masz żadnego uzasadnienia, ale nie jesteś w
                                            stanie tego przyznać.
                                            Uciekając, bronisz się przed zastanowieniem. Bo krytyczne zastanowienie się jest
                                            największym wrogiem wpojonych ci bajek. I musisz się przed nim bronić rękami i
                                            nogami.
                                  • nick3 feurig59 06.10.09, 13:05

                                    pozdrawiam, feurig, napisałem do Ciebie wiadomość na pocztę gazeta.pl

                                    pozostałych rozmówców przepraszam za tę niemerytoryczną wstawkę i
                                    już nie przeszkadzam w dalszej dyskusji:)
    • asteroida2 Re: Moja dusza jest nieśmiertelna 05.10.09, 16:35
      A gdyby rodzice wtłoczyli Ci do głowy, że książki o Harrym Potterze opisują
      rzeczywistość, to potem tak samo nauczyłbyś swoje dzieci?
    • unhappy Re: Moja dusza jest nieśmiertelna 05.10.09, 16:38
      1. Co to jest dusza?
      2. Skąd wiesz, że jest nieśmiertelna?
      • feurig59 Re: Moja dusza jest nieśmiertelna 05.10.09, 16:54
        unhappy napisał:

        > 1. Co to jest dusza?
        > 2. Skąd wiesz, że jest nieśmiertelna?
        >
        to nie kwestia wiedzy (bo ta dotyczy tylko rozumowania, wymaga
        empirycznego dowodu),ale doświadczenie wielu ludzi.(w tym żyjących
        obecnie i tych żyjących długo przed nami)

        to jest praktycznie niemożliwe do ujęcia w słowa. one się do tego
        nie nadają.:) (jest trochę tak, tak jak gdybyś otworzył czaszkę
        pokroił mózg w poszukiwaniu "myśli". Znajdziesz
        tylko "powierzchowną" materię, owszem zorganizowaną w tkanki,
        połączenia synaptyczne, naczynia krwionośne, molekuły, atomy etc.
        Będziesz mógł opisać jak to się dzieje, jak mózg działa, ale samej
        jego "myśli" nie uchwycisz, bo to sprawa wnętrza "nie do zbadania"
        skalpelem. Podobnie jest z tym co zwykliśmy zwać Duchem i Duszą. :)
        • asteroida2 Re: Moja dusza jest nieśmiertelna 05.10.09, 17:12
          > to jest praktycznie niemożliwe do ujęcia w słowa

          To że ty nie potrafisz, to nie znaczy, że jest niemożliwe.

          Otwórz płytę główną komputera, pokrój ją skalpelem i spróbuj powiedzieć skąd na
          ekranie biorą się te wszystkie obrazy, skąd się biorą dźwięki w głośnikach i co
          kieruje zachowaniem tych wszystkich wirtualnych postaci.

          Gdybyś nie mógł nigdzie przeczytać jak to działa, najprościej mógłbyś wyjaśnić
          to wszystko, wymyślając jakąś "niematerialną duszę", która tym kieruje. Potem
          podobni tobie myśliciele, nie widząc innego rozwiązania, uznaliby że tak musi
          być. I przez kolejne setki lat deliberowalibyście o "dualiźmie duszy i materii"
          w działaniu komputera. Która jest przecież "nie do zbadania" skalpelem.

          Gratulacje.
        • jasiekiera Re: Moja dusza jest śmiertelna 05.10.09, 17:24
          Mysle, ze skalpel nie jest odpowiednim narzedziem do poszukiwania
          mysli w pokrojonym mozgu.:))))
          Mozna przed pokrojeniem sprobowac zbadac impulsy elektryczne w zywym
          mozgu.
          • feurig59 Re: Moja dusza jest śmiertelna 05.10.09, 19:33
            Może rzeczywiście użyłem niefortunnego porównania, ale chodziło mi o
            to, że niezaprzeczalne osiągnięcia nauk empirycznych od renesansu do
            dzisiaj zrodziły przeświadczenie, że do rzeczywistości można zbliżyć
            się i "opisać" ją tylko i wyłącznie za pomocą obiektywnych naukowych
            terminów. wynika z tego także odwrotność, czyli jeśli czegoś nie
            można zbadać i opisać w obiektywny, empiryczny sposób wówczas to coś
            nie istnieje.
            tym sposobem tak zwana Wielka Trójka ("ja", "my", "to" lub w
            antyku : "estetyka", "moralność", "nauka", lub też Budda, Sangha,
            Dharma /we wschodnim pojęciuświata() zostało zredukowane do "to":
            Nie ma ducha, ani duszy bo nauka mówi, że nie ma.
            W ten sposób myślą scjentyści, którzy są w swoich przekonaniach moim
            zdaniem podobnie ortodoksyjni co fanatycy religijni, lub wymieniani
            tu przy okazji gnostycy (którzy znowu świat materii uważają
            za "szatańską" sprawę, a jedynie w duchu widzą dobro).

            Więc moim zdaniem są doświadczenia, które nie są zweryfikowanle
            naukowo i nie będą zweryfikowalne
            • asteroida2 Re: Moja dusza jest śmiertelna 05.10.09, 20:04
              > Więc moim zdaniem są doświadczenia, które nie są zweryfikowanle
              > naukowo i nie będą zweryfikowalne

              Oczywiście że tak jest. To zostało naukowo (!) udowodnione.

              Problem w tym, że większości ludzi to nie wystarcza. Muszą mieć _jakieś_
              wyjaśnienie dla każdej niezbadanej jeszcze rzeczy. I jeśli brakuje im
              cierpliwości, żeby samemu tę rzecz zbadać, łapią pierwsze wyjaśnienie, które
              ktoś im podsunie.
              Często nie ma znaczenia, jak kretyńskie i oddalone od rzeczywistości jest to
              wyjaśnienie. Może uwzględniać czarodziejów latających na miotle, wstających z
              grobu, zamieniających ludzi w żaby czy wodę w wino. Jeśli ludzie dookoła je
              akceptują, to ja też je zaakceptuję.
              Potem taka osoba, uzbrojona w broń "nieobrażania moich uczuć religijnych"
              zaatakuje każdego, kto będzie próbował je podważyć.

              Niestety, podział na Wielką Trójkę, o którym piszesz, jest równie bzdurny jak te
              religie. Równie dobrze "ja" i "my" mogę wrzucić do jednej kategorii, równie
              dobrze "ja" mogę rozbić na wiele części.
              To nie jest uczenie się o rzeczywistości, tylko uczenie się o tym kto kiedy coś
              wymyślił. Do nikąd to nie prowadzi. To są idee sprzed tysięcy lat i wciąż nikt
              ich nie rozwinął - bo każdy kto się nimi zajął, tracił całe życie na bzdury.
              • feurig59 Re: Moja dusza jest śmiertelna 05.10.09, 20:15
                Czytając Plotyna, Platona, Schellinga, Hegla, Lao Tse, Kena Wilbera
                i wielu innych nie odnisłem wrażenia że całe życie tracili na
                bzdurach. :)
                • asteroida2 Re: Moja dusza jest śmiertelna 05.10.09, 21:30
                  Tylko dlatego, że nie zobaczyłeś tych nigdy nie wynalezionych wynalazków i
                  prawdziwych odkryć, do których mogli dojść.

                  Genialne umysły można skierować na bardzo różne tory. Mogą wynaleźć prawo
                  grawitacji, penicylinę, elektryczność albo radio.

                  Albo mogą opracować nową teorię filozoficzną.
                  • n0e2008 Re: Moja dusza jest śmiertelna 05.10.09, 22:09
                    tobie podobni scjentyści chcieli już urządzić ludzkości raj na ziemi. odstawili
                    na bok filozofów z ich 'co by było gdyby' i wzięli się za komunizm... jak to się
                    skończyło, wiemy. to samo z eugeniką itp.
                    • asteroida2 Re: Moja dusza jest śmiertelna 05.10.09, 22:17
                      > tobie podobni scjentyści chcieli już urządzić ludzkości raj na
                      > ziemi. odstawili na bok filozofów z ich 'co by było gdyby' i
                      > wzięli się za komunizm... jak to się skończyło, wiemy. to samo z
                      > eugeniką itp.

                      Według ciebie to naukowcy "odstawili filozofów na bok" i stworzyli komunizm?
                      Było dokładnie odwrotnie. Komunizm jest najlepszym przykładem ustroju
                      społecznego opracowanego przez oderwane od rzeczywistości, filozoficzne umysły.
                      I wiemy, jak to się skończyło. A wszystko dlatego, że nie wiedząc co to jest
                      metodologia naukowa, zapomnieli uwzględnić pewnego "drobnego czynnika" jakim
                      jest natura ludzka. Za to wiedzieli jak swoje idee sprzedać milionom ludzi - bo
                      na tym filozofowie się znają (a naukowcy nie).

                      Naukowcy tymczasem urządzają raj na ziemi, powoli ale konsekwentnie. Lecząc
                      choroby, zapewniając ludziom lepsze wyżywienie, lepsze bezpieczeństwo, lepszy
                      dostęp do wiedzy, umożliwiając im poznawanie świata i np. pisanie postów na
                      forach internetowych.

                      Ani jednej z tych rzeczy nie zawdzięczamy filozofom.
                      • n0e2008 Re: Moja dusza jest śmiertelna 05.10.09, 22:24
                        kolego, nie neguję tutaj sensu postępu naukowego. staram się raczej powiedzieć,
                        że technokracja jest zgubna, jeżeli odstawisz na bok filozofów. komunizm
                        oczywiście był błędny - z perspektywy czasu. 100 lat temu był uważany za pogląd
                        naukowy - uważano, że możliwości rozumu są nieograniczone, więc w sposób
                        nieograniczony może kreować rzeczywistość. tylko ta arogancja rozumu ma poważne
                        konsekwencje...
                      • feurig59 Re: Moja dusza jest śmiertelna 05.10.09, 22:48
                        nikt nie twierdzi, że tak nie jest. naukowcy stworzyli to i tamto
                        choć kiedy tylko pozbawieni byli etyki (nad którą
                        permanentnie "pracują filozofowie") tworzyli też i robili w imieniu
                        nauki rzeczy złe - niszące ludzi i zwierzęta - zagrażające życiu na
                        tej planecie. coż, filozofom tego zarzucić raczej nie można. raczej
                        tym, którzy w ich imieniu "wdrażali w życie" filozofię używając jej
                        jako "doktryny", zniekształcając ją. :)

                        • n0e2008 a propo naukowych faktów 05.10.09, 23:08
                          ciekawe jak scjentyści zareagują na to (prosto z Royal College of Psychiatry):

                          www.rcpsych.ac.uk/PDF/PFenwickNearDeath.pdf
                          www.rcpsych.ac.uk/pdf/Fenwick%20Wider%20human%20consciousness%20as%20shown%20by%20death%20and%20dying.pdf
                          www.rcpsych.ac.uk/pdf/ATT89152.ATT.pdf
                          www.rcpsych.ac.uk/pdf/ATT89154.ATT.pdf
                          www.rcpsych.ac.uk/pdf/AndrewPowellDeathandSoulConsciousness.pdf

                          itp itd.
                          • n0e2008 albo jeszcze kilka: 05.10.09, 23:19
                            www.rcpsych.ac.uk/PDF/Healing%20with%20Advanced%20Hypnotherapy%20-%20a%20science%20of%20spirituality%20Marcel%20Westerlund.pdf
                            www.amazon.com/End-Materialism-Paranormal-co-published-Institute/dp/1572246456
                            www.amazon.com/There-Afterlife-Comprehensive-Overview-Evidence/dp/1903816904
                            www.amazon.com/Parapsychology-Skeptics-Scientific-Argument-Existence/dp/1585011088
                          • asteroida2 Re: a propo naukowych faktów 05.10.09, 23:20
                            Najwyraźniej wciąż nie rozumiesz, że _nie ma dokładnie żadnego znaczenia_, jak
                            zareagują.
                            Nauka nie opiera się na "reakcjach", tylko na faktach. Jeśli coś jest faktem,
                            choćby wszyscy to negowali, to pozostanie prawdziwe. Dążenie do tego żeby
                            "wypromować" swoją teorię czy swój pogląd i żeby "przekonać" jak najwięcej ludzi
                            że ma się rację, nie ma z nauką nic wspólnego.

                            I często po tym najłatwiej poznać pseudonaukowca.
                            • n0e2008 Re: a propo naukowych faktów 05.10.09, 23:37
                              nie jestem pewien czy w ogóle orientujesz się w filozofii nauki (podejrzewam, że
                              nie bo przecież filozofia jest 'be', czyż nie?) ale czy mówi ci coś imię Thomas
                              Kuhn? a może Latour i jego "Laboratory life" (
                              www.amazon.com/Laboratory-Life-Bruno-Latour/dp/069102832X )?

                              otóż drogi kolego twierdzili oni, że nauką rządzi establishment. i jak pokazuje
                              wiele w dzisiejszym świecie (chociażby temat globalnego ocieplenia) jest w tym
                              wiele prawdy. gdy w grę wchodzą ludzkie kariery i duża kasa, niewygodne dowody
                              zostaną schowane do szuflad, a materiał zostanie odpowiednio dopasowany by
                              znalazł się w najbardziej cytowanych journalach.

                              to tyle jeżeli chodzi o obiektywność 'nauki', która niestety jest dziełem
                              naukowców, tj ludzi.
                              • asteroida2 Re: a propo naukowych faktów 05.10.09, 23:45
                                > otóż drogi kolego twierdzili oni, że nauką rządzi establishment.

                                Być może po prostu nie rozumiesz dwuznaczności słowa "nauka".
                                Establishment rządzi przyznawaniem pieniędzy, więc rządzi życiem naukowców.
                                Natomiast ani trochę nie rządzi tym, co jest prawdziwe, a co nie.
                                Choćby wszystkie środki na świecie zostały przeznaczone na udowodnienie, że
                                czarne jest białe - to się nie uda. Jedynym efektem będzie zmarnowanie mnóstwa
                                pieniędzy i utrwalenie w powszechnej świadomości jakiejś bzdurnej opinii o
                                świecie. Prawa natury nie zmienią się ani odrobinę. A nauka to właśnie
                                odkrywanie praw natury. I choćby filozofowie nauki napisali tysiące tomów na ten
                                temat, "rządzenie" establishmentu może polegać co najwyżej na opóźnianiu jej
                                rozwoju. Samej nauki nie zmienią.
                                • n0e2008 Re: a propo naukowych faktów 05.10.09, 23:47
                                  słusznie. pytanie tylko brzmi: czy metafizyka nie jest tym co jest właśnie
                                  odrzucane przez establishment?
                                  • asteroida2 Re: a propo naukowych faktów 05.10.09, 23:53
                                    Z pewnością jest odrzucana, w każdym razie przez większość.

                                    A dlaczego? Bo strasznie trudno jest uzyskać w metafizyce pewien drobny
                                    szczegół: obiektywność. Jeśli nie jesteś w stanie zweryfikować, czy to co
                                    napisał inny naukowiec jest prawdą czy stekiem bredni, to ciężko rozwijać taką
                                    naukę.
        • aegis_of_heart Aha... :D 05.10.09, 17:45
          A w jaki sposób doświadczyłeś nieśmiertelności duszy? o.O

          <filozoficzna dociekliwość>
          I cóż to za "doświadczenie", które nie wymaga empirycznego dowodu? Przecież
          empiria to w łacinie doświadczenie. Ergo, nie istnieją doświadczenia
          niedoświadcza(l)ne.
          </filozoficzna dociekliwość>

          Rozumiem jednak, że posługujesz się zwyczajowym skrótem myślowym. Istnieją
          doświadczenia, których nie da się powtórzyć w sposób kontrolowany, zgodny z tzw.
          naukami empirycznymi - i to chyba masz na myśli.

          Rozumiem też, że mogłeś nabrać przekonania, a nawet pewności co do tego, że
          dusza jest nieśmiertelna. To Twoje prawo tak jak każdego człowieka. Chyba
          wszyscy mamy takie przekonania.

          Co ciekawe jednak, utożsamiasz swój stan psychiczny z wiedzą absolutną.

          Przykładowo: Stefek uważa, że Rysiek jest skąpy. O czym to świadczy? O niczym
          specjalnym - wiemy, że Stefek jest skłonny do podejrzeń - ale tego, czy Rysiek
          jest rzeczywiście skąpy - tego nie wiemy.

          Podobnie jest z innymi fenomenami psychicznymi. One i owszem, są jak najbardziej
          prawdziwsze na płaszczyźnie, którą sam opisałeś. Jednakże tzw. most
          epistemologiczny - czyli przełożenie Twoich wierzeń na rzeczywistość jest co
          najmniej niepewne.

          Co ciekawe, ludzie zazwyczaj dobrze rozumieją, że przełożenie miedzy ich
          podejrzeniami i odczuciami a tzw. "twardymi faktami" (cóżkolwiek by to nie było)
          jest niepewne. Jednym z wielkich wyjątków są tzw. sprawy wiary - czyli gnoza.
          ----

          Alem się rozpisał, ale gdy post i temat ciekawy, to mi tak samo wychodzi. :]
          Pozdrowionka!
          • asteroida2 Re: Aha... :D 05.10.09, 17:49
            Oho. Widzę tu kogoś, kto zna różnicę pomiędzy obiektywnymi faktami a opiniami.

            Ostatnio mam wrażenie, że jest to bardzo elitarna umiejętność w naszej kulturze
            i że posiada ją znikomy procent populacji. A szkoda.

            Pozdrawiam.
            • aegis_of_heart Dziękuję bardzo. 05.10.09, 21:03
              Nie jestem pewien, czy do tego sprowadzała się moja wypowiedź, niemniej
              serdecznie dziękuję.

              Otrzymać pochwałę na tym forum, zwłaszcza od kogoś, kto pisze spokojnie a
              inteligentnie, to prawdziwa rzadkość i przyjemność.

              Również pozdrawiając, :)
              a.
          • feurig59 Re: Aha... :D 05.10.09, 19:54
            nie, nie doszedłem do wniosku, że dusza jest nieśmiertelna. raczej
            chodziło mi od Ducha, bo jestem bliski temu, że Duch (jako
            rzeczywistośś) jest i jest nieśmiertelny, że jest coś co obserwuje,
            ale samo nigdy nie może być obserwowane, bo wtedy już tym nie jest.
            To nazywam Duchem, Bogiem, Absolutem, Tao itd., itd.
            Wierzę w to, że jesteśmy tego częścią, ale zarazem możemy
            doświadczyć teo i siebie jako całości i jako prawdobpodobnie pierwsi
            mieszkańcy tej planety możemy tej rzeczywistości doświadczyć
            świadomie.
            Dzieje się to w iluminacji, błysku oświecenia, satori, otwarciu
            trzeciego oka, "głębokim doznaniu duchowym" które znają od
            tysiącleci ludzie kontemplujący niezależnie od religii, kultury,
            płci na całym świecie. :)
            • aegis_of_heart Staary... 05.10.09, 21:00
              W jaki sposób możesz się wypowiadać na temat istnienia czegoś, co z definicji
              nie może być zaobserwowane?

              Jeśli nie możesz zaobserwować czegoś i jego skutków, to znaczy że nie możesz
              wydać o tym żadnych sądów - w tym rozstrzygnąć jego istnienia czy nieistnienia.

              Może wśród nas przechadzają się Niewidzialne Różowe Jednorożce, kto wie... ale
              pisanie i myślenie o nich nie ma sensu.

              Aha - jeśli to coś jest nieobserwowalne, to Ty też nie mogłeś tego czegoś
              zaobserwować. Z definicji. Mogłeś to tylko *wymyślić*, tak jak kota w butach i
              calineczkę...
              • feurig59 Re: Staary... 05.10.09, 21:14
                Od tego właśnie zaczęliśmy naszą "rozmowę" (choć coraz bardziej
                zaczyna ona przypominać mi "magiel") - są rzeczy niewyrażalne
                słowami.
              • n0e2008 przeczytaj to 05.10.09, 22:12
                onecosmos.blogspot.com/2009/08/irrational-rationalism-untrue-truth-and.html
    • ttarchal "Jesteśmy skazani na śmierć" 05.10.09, 16:51
      Profesor z Wydziału Biologii myli się. To, że Dolly miała krótsze
      telomery, nie oznacza, że "urodziła się z wiekiem 6 lat". Dolly
      rozwijała się normalnie, miała normalne potomstwo, a zmarła co prawda
      wcześniej niż średnia dla wieku owiec z jej rasy, ale przyczyną
      śmierci był rak wywołany chorobą wirusową, częsty zwłaszcza wśród
      owiec trzymanych w pomieszczeniach.
    • representation1 Niech żyje śmierć! 05.10.09, 17:31
      Dzięki śmierci pojedynczych organizmów możliwa jest ewolucja gatunków. W ten
      właśnie sposób przyroda zapewnia sobie swego rodzaju nieśmiertelność. Ludzie
      chcieliby żyć znacznie dłużej, ale nieśmiertelność jednostki mogłaby być nie do
      zniesienia dla społeczeństwa, a także dla jej samej. Czy można wyobrazić sobie
      świat z wiecznie żyjącym potworem, jakim był Stalin? Gdyby nie pojawiały się
      nowe pokolenia, świat pogrążyłby się w stagnacji. Nie bez powodu nowe idee w
      nauce przyjmują się na dobre dopiero po wymarciu ich oponentów.

      Krótko mówiąc: życie bez śmierci nie jest możliwe.

      P.S.
      Chciałbym żyć dłużej, dajmy na to 150 lat, pod warunkiem zachowania zdrowia i
      znośnych warunków egzystencji. Nie chciałbym jednak żyć wiecznie na tym ponurym
      świecie.
      • asteroida2 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 17:45
        > Czy można wyobrazić sobie świat z wiecznie żyjącym potworem, jakim był
        > Stalin?

        Tak, można.

        > Krótko mówiąc: życie bez śmierci nie jest możliwe.

        Hmm? To ma jakoś nawiązywać do tego co napisałeś wcześniej?

        Z ewolucją poradziliśmy sobie już dawno. Wymyślając lekarstwa, szczepionki i
        środki antykoncepcyjne wypaczyliśmy wszelkie mechanizmy mające zmieniać nasz
        gatunek. I bardzo dobrze. Bo "ewolucja gatunku" jest pustym terminem, dla
        którego nie warto skrzywdzić ani jednej osoby.

        Oczywiście świat z niestarzejącymi się ludźmi byłby inny od dzisiejszego. Tak
        jak dzisiejszy jest inny od świata przed wynalezieniem radia i telewizji, a ten
        jest inny od świata przed wynalezieniem prochu i silników spalinowych.

        Świat się zmienia ciągle. A mówienie że coś jest "niewyobrażalne", nie ma
        żadnego sensu.
        • representation1 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 18:09
          >> Czy można wyobrazić sobie świat z wiecznie żyjącym potworem,
          >> jakim był Stalin?

          > Tak, można.

          Wyobrazić można sobie dosłownie wszystko, ale nie każdy twór takich wyobrażeń
          byłby do zniesienia w praktyce. W hipotetycznej rzeczywistości realizacje takich
          wyobrażeń prowadziłyby do niewyobrażalnych cierpień ludzi.

          >> Krótko mówiąc: życie bez śmierci nie jest możliwe.

          > Hmm? To ma jakoś nawiązywać do tego co napisałeś wcześniej?

          Zastanów się nad wszystkim co napisałem i odpowiedz sobie sam. Odpowiedzi jednak
          oczekuję nie wcześniej niż za 10, albo lepiej 20 lat.

          > Z ewolucją poradziliśmy sobie już dawno. Wymyślając lekarstwa,
          > szczepionki i środki antykoncepcyjne wypaczyliśmy wszelkie
          > mechanizmy mające zmieniać nasz gatunek. I bardzo dobrze.
          > Bo "ewolucja gatunku" jest pustym terminem, dla którego nie warto
          > skrzywdzić ani jednej osoby.

          Ewolucja jest okrutna, ale ludzkość od niej nie ucieknie. Stare formy ewolucji
          straciły swoją siłę. Ewolucja jednak będzie działać zawsze, tylko na innym
          szczeblu i w innej postaci będzie się przejawiać.

          > Świat się zmienia ciągle.

          Świat się ciągle zmienia i kiedyś nastąpi jego kres, czyli śmierć.

          > A mówienie że coś jest "niewyobrażalne", nie ma żadnego sensu.

          Ja tu w innym sensie posługuję się terminem "niewyobrażalne". A sensu to nie ma
          mówienie, że wszystko jest możliwe.
          • dish za 3-4 lata to ja zdobędę Nagrodę Nobla!! 05.10.09, 18:27
            Zobaczycie! Właśnie zaczynam doktorat, dużo czytam i będę ku**a jak brzytwa :)))
            • representation1 Re: za 3-4 lata to ja zdobędę Nagrodę Nobla!! 05.10.09, 18:33
              > będę ku**a jak brzytwa :))

              To akurat jest zarówno wyobrażalne, jak i całkiem możliwe do zrealizowania.
          • asteroida2 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 18:38
            > >> Czy można wyobrazić sobie świat z wiecznie żyjącym potworem,
            > >> jakim był Stalin?
            > > Tak, można.
            > Wyobrazić można sobie dosłownie wszystko, ale nie każdy twór takich
            > wyobrażeń byłby do zniesienia w praktyce. W hipotetycznej
            > rzeczywistości realizacje takich wyobrażeń prowadziłyby do
            > niewyobrażalnych cierpień ludzi.

            Gdyby "niestarzejący się" Stalin dożył końca XX wieku, to też byłby świadkiem
            rozpadu ZSRR - bo to nie jego brak doprowadził do tego rozpadu. Historia
            potoczyłaby się innym torem, ale mówienie o "niewyobrażalnych cierpieniach
            ludzi", to czysta demagogia.
            Imperia powstają i upadają z bardzo skomplikowanych powodów. Sprowadzanie
            wszystkiego do "potwora u władzy", to bardzo prymitywne spojrzenie na historię.

            > Zastanów się nad wszystkim co napisałem i odpowiedz sobie sam.
            > Odpowiedzi jednak oczekuję nie wcześniej niż za 10, albo lepiej 20
            > lat.

            To super, że uważasz się za tak mądrego, że inni ludzie zrozumieją twoje słowa
            dopiero za 10 czy 20 lat. Ale Huxley już w latach trzydziestych wymyślił więcej,
            pisząc "Nowy wspaniały świat". I jego wizja już się zdezaktualizowała. A póki co
            powtarzasz tylko jego frazesy.

            Niestarzejący się ludzie rzadziej chodziliby z karabinami na wroga, rzadziej
            dawaliby się porwać chorym ideologiom i nie popełnialiby wielokrotnie tych
            samych błędów. Poznaliby znacznie więcej świata niż jest możliwe w ciągu
            dzisiejszego życia i mogliby stworzyć dzieła, które są niemożliwe dzisiaj do
            stworzenia. Społeczeństwo było stabilniejsze i bezpieczniejsze. Być może wolniej
            by się rozwijało - ale gdzie by nam się wtedy śpieszyło?
            • representation1 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 20:01
              > Gdyby "niestarzejący się" Stalin dożył końca XX wieku, ...

              Ja byłbym ostrożny z tym gdybaniem. Historycy się tego raczej wystrzegają.

              > ale mówienie o "niewyobrażalnych cierpieniach
              > ludzi", to czysta demagogia.

              Nie znasz znaczenia słowa demagogia. Cierpienie milionów ludzi na przestrzeni
              dziejów jest czymś bardzo namacalnym. Ludzie cierpią nadal w obecnych czasach. I
              będą bez wątpienia cierpieć w przyszłości. Demagogią byłoby obiecywanie im
              świata bez cierpień.

              > Sprowadzanie wszystkiego do "potwora u władzy",
              > to bardzo prymitywne spojrzenie na historię.

              Ale to jest Twoje spojrzenie, bo ja wcale tak na historię nie patrzę, ani nie
              sprowadzam wszystkiego do jednego zjawiska.

              > To super, że uważasz się za tak mądrego, że inni ludzie
              > zrozumieją twoje słowa dopiero za 10 czy 20 lat.

              W żadnym wypadku nie kryje się za tym moja zarozumiałość. Wychodzę tylko z
              założenia, że ktoś kto chce rozmawiać o nieśmiertelności i wieczności lepiej
              zrobi, jeśli swoje wnioski oprze na trochę dłuższym okresie swojego życia,
              zamiast ulegać odruchowi pośpiesznej polemiki internetowej. Pewne rzeczy
              wymagają czasu. Swoje życie musisz przeżyć (poczuć na własnej skórze) sam, a to
              wymaga czasu i nikt nie jest w stanie zaoszczędzić Ci tego trudu w ramach
              szybkiego kursu.

              > Ale Huxley już w latach trzydziestych wymyślił więcej,
              > pisząc "Nowy wspaniały świat". I jego wizja już się
              > zdezaktualizowała. A póki co powtarzasz tylko jego frazesy.

              Nie zainspirował mnie wcale Huxley. Nawet nie czytałem jego dzieła. Spodziewam
              się jednak, że wiele elementów z jego wizji może być nadal aktualnych. Jeśli to
              określasz jako frazesy, to świadczy to tylko o tym jak bardzo sam uważasz się za
              mądrego.

              > Niestarzejący się ludzie rzadziej chodziliby z karabinami na
              > wroga, rzadziej dawaliby się porwać chorym ideologiom.

              Zupełnie się z tym nie zgadzam. Perspektywa bardzo długiego życia mogłaby
              skłonić wielu ludzi do niepohamowanego gromadzenia dóbr materialnych kosztem
              innych i czynienia wielu okropieństw. Na świecie rodzą się i żyją zarówno ludzie
              dobrzy, jak i źli. Zawsze tacy będą, niezależnie od długości ich życia.

              > i nie popełnialiby wielokrotnie tych samych błędów.

              Wręcz przeciwnie. Świadomość quasi-nieśmiertelności mogłaby ich skłonić do
              bardziej ryzykownego życia. Jeśli medycyna i tak znajdzie wyjście z opresji, to
              nie ma co się zanadto przejmować np. błędnym trybem życia. Mądrość życiowa
              wynikająca z dłuższego życia nie byłaby dana także wszystkim bez wyjątku
              ludziom, bo nie wszyscy tej mądrości poszukują.

              > Poznaliby znacznie więcej świata niż jest możliwe w ciągu
              > dzisiejszego życia i mogliby stworzyć dzieła, które są niemożliwe
              > dzisiaj do stworzenia.

              To jest oczywiste.

              > Społeczeństwo było stabilniejsze i bezpieczniejsze. Być może
              > wolniej by się rozwijało - ale gdzie by nam się wtedy śpieszyło?

              To jest natomiast wysoce dyskusyjna, nieuzasadniona, zgoła utopijna teza.
              • asteroida2 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 20:29
                > Nie znasz znaczenia słowa demagogia. Cierpienie milionów ludzi na
                > przestrzeni dziejów jest czymś bardzo namacalnym. Ludzie cierpią
                > nadal w obecnych czasach. I będą bez wątpienia cierpieć w
                > przyszłości. Demagogią byłoby obiecywanie im świata bez cierpień.

                Pozwól że zacytuję twoje słowa:
                "Czy można wyobrazić sobie świat z wiecznie żyjącym potworem, jakim był Stalin?"
                "W hipotetycznej rzeczywistości realizacje takich
                wyobrażeń prowadziłyby do niewyobrażalnych cierpień ludzi. "

                Hmm. Faktycznie, coś mi się musiało pomylić. To przecież oczywiste, że to nie
                jest demagogia.

                > Jeśli to określasz jako frazesy, to świadczy to tylko o tym jak
                > bardzo sam uważasz się za mądrego.

                Albo świadczy o tym, że temat nie jest dla mnie nowy. Bo wyobraź sobie, że
                ludzie badają go od dosyć dawna.
                Twoje obawy o "pośpieszne polemiki" sugerują natomiast, że jest to dla ciebie
                nowość. Co nie przeszkadza ci wypowiadać tonem autorytetu.

                > Perspektywa bardzo długiego życia mogłaby skłonić wielu ludzi do
                > niepohamowanego gromadzenia dóbr materialnych kosztem innych i
                > czynienia wielu okropieństw.

                Bardziej niż dziś? Poważnie?
                Sądzisz że gromadzenie bogactw przez bogaczy, albo czynienie okropieństw jest
                dzisiaj jakoś "hamowane" przez ich świadomość nadchodzącej śmierci? Niby czemu
                miałoby tak być?

                > Mądrość życiowa wynikająca z dłuższego życia nie byłaby dana także
                > wszystkim bez wyjątku ludziom, bo nie wszyscy tej mądrości
                > poszukują.

                Niech byłaby dana tylko połowie. Wciąż moja teza pozostaje prawdziwa.

                > > Społeczeństwo było stabilniejsze i bezpieczniejsze. Być może
                > > wolniej by się rozwijało - ale gdzie by nam się wtedy śpieszyło?
                >
                > To jest natomiast wysoce dyskusyjna, nieuzasadniona, zgoła
                > utopijna teza.

                Chcesz uzasadnienia? Proszę bardzo. Sprawdź ile wypadków powodują ludzie w wieku
                20 lat, a ile w wieku 30. Obie grupy mają większość życia przed sobą, różnica w
                pozostałej ilości życia jest poniżej 20%. A jednak ci drudzy ryzykują o wiele mniej.
                Sprawdź ilu 20, 30 i 40 latkach bierze udział (i ginie) w wojnach. Sprawdź w
                jakim wieku ludzie zwykle przystępują do sekt, w jakim popełniają najwięcej
                przestępstw, umierają z przedawkowania narkotyków czy popełniają samobójstwa.

                To nie "bliskość śmierci" jest tutaj kluczowym czynnikiem, tylko doświadczenie
                życiowe. Ludzie którzy mają go więcej, w znacznej większości popełniają mniej
                błędów, są stabilniejsi i mniej niebezpieczni. Stąd moja teza. Potrafisz z nią
                polemizować?
                • representation1 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 22:59
                  Dyskusja z twojej strony coraz bardziej przybiera formę jałowej erystyki. Nie za
                  bardzo trafione argumenty. Nie bardzo jest z czym polemizować. Szczerze mówiąc,
                  nawet mi się nie chce walczyć z twoją naiwnością, którą pragniesz tu
                  przeforsować i za wszelką cenę uzasadnić. Zresztą, wcale mnie nie zmartwi, jeśli
                  nie przekonam ciebie, czy kogokolwiek innego na tym forum. A słowa demagogia
                  dalej nie rozumiesz. Proponuję zajrzeć do słownika.

                  > Bardziej niż dziś? Poważnie?
                  > Sądzisz że gromadzenie bogactw przez bogaczy, albo czynienie
                  > okropieństw jest dzisiaj jakoś "hamowane" przez ich świadomość
                  > nadchodzącej śmierci? Niby czemu miałoby tak być?

                  Oto przykład twoich argumentów. Ja niczego nie sądzę co ty byś chciał, żebym
                  sądził. Przeczytaj jeszcze raz moje ostatnie zdanie z tego fragmentu, który tu
                  komentujesz. To ty chciałeś udowodnić, że ludzie w przyszłości byliby lepsi. Ja
                  natomiast, nie zgadzając się z takim twierdzeniem, wcale nie argumentowałem, że
                  dzisiejsi ludzie są lepsi albo gorsi od tych przyszłych. Co to w ogóle znaczy
                  lepszy albo gorszy? Na przestrzeni dziejów pewne zjawiska negatywne i pozytywne
                  zanikają. Pojawiają się w to miejsce nowe. Twoim błędem jest idealizować
                  hipotetycznej przyszłości. Jednocześnie próbujesz mi zarzucić idealizowanie
                  teraźniejszości. Ja jednak z jednakowym spokojem podchodzę do tego co było i do
                  tego co będzie.

                  > Chcesz uzasadnienia? Proszę bardzo. Sprawdź ile wypadków powodują
                  > ludzie w wieku 20 lat, a ile w wieku 30...

                  Czyżbyś chciał powiedzieć, że w twoim hipotetycznym świecie będą przeważać
                  starcy? Oj, nie chciałbym żyć w takim świecie. Nawet jeśli 90-latka miałaby
                  ciało 20-latki. Coś by mi tu nie grało. Przecież nie można myśleć tylko o
                  zwykłym ruchu drogowym. Ja wolę ostrą jazdę z prawdziwą małolatą od nudnej
                  przejażdżki z partnerką, która już wszystko widziała. Ale dyskusja z tobą
                  prowadzi nas do coraz większego pogrążania się w świecie bajek.

                  > Sprawdź ilu 20, 30 i 40 latkach bierze udział (i ginie)
                  > w wojnach. Sprawdź w jakim wieku ludzie zwykle przystępują do
                  > sekt, w jakim popełniają najwięcej przestępstw, umierają
                  > z przedawkowania narkotyków czy popełniają samobójstwa.

                  > To nie "bliskość śmierci" jest tutaj kluczowym czynnikiem,
                  > tylko doświadczenie życiowe. Ludzie którzy mają go więcej,
                  > w znacznej większości popełniają mniej błędów, są stabilniejsi
                  > i mniej niebezpieczni.

                  Także i dzięki temu, że młodzi ludzie mają skłonność do ryzyka, ludzkość odnosi
                  korzyści. W zwykłej sytuacji mądrość i rozwaga starszych jest z pewnością
                  korzystna. Ludzkość jest jednak zaskakiwana różnymi nieprzewidywanymi
                  wyzwaniami, a wtedy lepsze może okazać się niedoświadczenie i ryzykanctwo
                  młodych, niż rutyna i konserwatyzm starych. Mówisz, że starość gwarantuje
                  bezpieczeństwo i stabilność wynikającą z mądrości życiowej. Tak, to do pewnego
                  stopnia prawda. Ale zauważ także, że młodość przynosi nam kreatywność i dążenie
                  do zmian. Przecież zdecydowana większość doniosłych odkryć naukowych jest
                  dziełem młodych, a nie starych naukowców. Młodzi podważają utarte kanony i
                  szukają nowych ścieżek. To głównie dzięki nim mamy postęp.

                  Oczywiście, zakładamy tu przy okazji, że mówimy o idealnej starości, bez
                  zdziwaczenia i zgłupienia, itp. Tak się składa, że znam całkiem spore grono
                  "uczonych" starców i mam na ich temat złe zdanie. Wcale nie odnoszę wrażenia,
                  żeby na starość ludzie stawali się mądrzejsi i lepsi. Jak ktoś za młodu miał złe
                  skłonności, to na starość na ogół staje się prawdziwym sku...elem.

                  A poza tym, kto wie czy dla dalszej egzystencji gatunku ludzkiego wystarczy sama
                  tylko mądrość? Może i jakaś tam porcja niewiedzy i głupoty też jest potrzebna. W
                  końcu groźba samozniszczenia się cywilizacji rośnie wraz z jej rozwojem.

                  Życzę przyjemnych snów o przyszłym świecie z niestarzejącymi się ludźmi.
                  • n0e2008 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 23:23
                    twój przedmówca po prostu naczytał się za dużo o transhumanizmie i po odrzuceniu
                    wiary w raj po śmierci została mu wiara w raj za życia...
                    • asteroida2 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 23:37
                      A który raj? Valhallę, Olimp, Hades czy Niebiosa? Czemu nie w reinkarnację albo
                      Latającego Potwora Spaghetti?

                      Jeśli się zna jedną mitologię, to oczywiście uważa się ją za jedyną prawdziwą.
                      Jeśli się zna ich kilkanaście - to trzeba być bardzo zadufanym w sobie, żeby
                      wciąż ślepo wierzyć w tą pierwszą poznaną.
                      • n0e2008 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 23:41
                        kolego to jest typowy bardzo kiepski kontrargument bo wynikający z niewiedzy.
                        każda cywilizacja odwołuje się do jednego raju. gdybyś poczytał o korzeniach
                        mistycyzmu, ezoeteryki, gnostycyzmu, czy nawet okultyzmu, to zauważyłbyś że
                        wszystkie wskazują na jedną koncepcję transcendencji.

                        www.amazon.com/Transcendent-Unity-Religions-Quest-Book/dp/0835605876
                        w sumie śmieszne, że mówię to z pozycji agnostyka, ale twoja arogancja jest
                        nieznośna :)
                        • asteroida2 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 23:49
                          Wszystkie religie wskazują na jedną koncepcję transcendencji?

                          To niesamowite naginanie faktów. Wszystkie religie coś obiecują - i to właściwie
                          podsumowuje ich część wspólną.
                          Oczywiście przy odrobinie erudycji, można powiedzieć, że te wszystkie obietnice
                          to przecież nic innego jak koncepcja "miejsca gdzie spełnią się wszystkie
                          obietnice". I oto proszę - mamy raj obiecany, unifikację wszystkich religii.
                          Piękna sprawa. Trzeba tylko teraz opakować to w setkę stron, bo inaczej każdy
                          choć trochę myślący się zorientuje, że robimy go w balona.

                          Dziękuję za skomplementowanie mojej arogancji. Chętnie posłucham teraz
                          kontrargumentów do wygłoszonej tezy.
                          • n0e2008 Re: Niech żyje śmierć! 06.10.09, 08:45
                            to, że oceniasz religie tak pobieżnie, nie znając chociażby zupełnie ich
                            tradycji mistycznych (chrześcijańskiego gnostycyzmu, buddyjskiej tantry,
                            muzułmańskiego sufizmu, itp itd), prowadzi właśnie do twoich poglądów. podałem
                            ci pozycję książkową, która rozwija moją myśl, nie spodziewam się, że ją
                            przeczytasz, więc zapoznaj się chociaż ze streszczeniem:
                            nooventures.edublogs.org/2007-04-09-frithjof-schuons-the-transcendent-unity-of-religions-as-explained-by-huston-smith/
                            • asteroida2 Re: Niech żyje śmierć! 06.10.09, 09:45
                              Jak widzę, streszczenie zaczyna się od obrazka, na którym hinduizm,
                              chrześcijaństwo i islam równocześnie rozchodzą się z jednego punktu. Komentarz
                              obok mówi, że tym co łączy te religie jest wspólny transcendentalny Bóg.

                              Czy autor w ogóle nie wie nic o religiach? Nie wie czym są religie Abrahamowe
                              (Chrześcijaństwo, Judaizm i Islam), które rzeczywiście wywodzą się z jednego
                              źródła i mają najwyższego Boga? Podobnie jak z jednego źródła wywodzi się
                              Hinduizm, Dżinizm i Sikhizm - które najwyzszego Boga nie mają? Nie mówiąc już o
                              Buddyźmie, w którym w ogóle transcendencja jest inaczej pojmowana. Czemu nie
                              uwzględnił Taoizmu i Konfucjonizmu? Nie pasowały do tezy? Czemu nie ma żadnej
                              religii animalistycznej ani żadnej z wymarłych religii politeistycznych?

                              A może po prostu autor, opanowany przez swoją prywatną religię, wybrał spośród
                              mnóstwa dostępnych te, ktore dało się podciągnąć pod jego koncepcję, a resztę
                              zignorował? A nawet więcej - z każdej religii wybrał tylko fragment, który mu
                              pasował "(chrześcijański gnostycyzm, buddyjską tantrę, muzułmański sufizm, itp
                              itd)" - i radośnie całą resztę wyrzucił do kosza?

                              Naprawdę, wystarczy sięgnąć po choć kilka źródeł, żeby zobaczyć, że to jest stek
                              bredni.
                              • n0e2008 Re: Niech żyje śmierć! 06.10.09, 12:41
                                moje wnioski po przeczytaniu twojego postu: oglądasz obrazki zamiast czytać ze
                                zrozumieniem. Schuon wyraźnie odróżnia pojmowanie ezoteryczne od egzoterycznego,
                                ty próbujesz stosować to drugie. jedność religii politeistycznych z
                                monoteistycznymi tylko pozornie wydaje się sprzeczna. już starożytni czy
                                średniowieczni ezoterycy widzieli w bogach hinduizmu (typowej religii
                                politeistycznej) różne oblicza tego samego boga. w religiach, których nie ma
                                boga zewnętrznego istnieje koncepcja boga 'wewnątrz', jak w buddyzmie,
                                chrześcijańskim
                                gnostycyzmie, czy New Age'owym okultyzmie.

                                zwracasz uwagę na detale omijając sedno sprawy.
                                • asteroida2 Re: Niech żyje śmierć! 06.10.09, 13:02
                                  > już starożytni czy średniowieczni ezoterycy widzieli w bogach
                                  > hinduizmu (typowej religii politeistycznej) różne oblicza tego samego
                                  > boga. w religiach, których nie ma boga zewnętrznego istnieje
                                  > koncepcja boga 'wewnątrz', jak w buddyzmie, chrześcijańskim
                                  > gnostycyzmie, czy New Age'owym okultyzmie

                                  Spróbuj przekonać chrześcijan, że Jezus jest takim samym wcieleniem Boga jak
                                  Swaminarayan, Vithoba czy każde z kilkudziesięciu "wcieleń", które chodziły po
                                  Indiach. I że właściwie nie wiadomo czemu akurat do tego się tak bardzo przywiązali.
                                  Potem pojdź do muzułmanów i powiedz im, że Allah jest właściwie tym samym, czym
                                  "wewnętrzny bóg" w New Age'owym okultyźmie.

                                  Wtedy może oni ci uświadomią, że Schuon wyraźnie odróżnia tylko to, co jest dla
                                  niego wygodne - a to co niewygodne, uważa za "nieistotne dodatki". Postępując w
                                  ten sposób, ja mogę napisać książkę o tym, że Harry Potter, Biblia i Podręcznik
                                  Młodego Ogrodnika właściwie opowiadają tę samą historię i różnice pomiędzy nimi
                                  są tylko powierzchowne. I że jeśli ktoś mówi o różnicach, to "zwraca uwagę na
                                  detale omijając sedno sprawy".
                                  • n0e2008 Re: Niech żyje śmierć! 06.10.09, 13:28
                                    odwołując się do tego co myślą ludzie i tego, że "oni mi uświadomią", omijasz
                                    dalej sedno sprawy, błądząc wokół pojmowania egzoterycznego.
                                    • n0e2008 post scriptum 06.10.09, 13:32
                                      to trochę jak z filozofią nauki, o której pisałem wyżej. zgadzamy się, że
                                      istnieje obiektywna rzeczywistość. wspominałem, że nauka jest konstruowana przez
                                      establishment, tj establishment ustala jakie elementy rzeczywistości będą
                                      badane. z religią jest podobnie. istnieje pewna obiektywna metafizyka, będąca
                                      elementem rzeczywistości, której różnymi odsłonami są religie świata.
                                      • asteroida2 Re: post scriptum 06.10.09, 13:41
                                        Trochę.

                                        Różnica jest taka, że jeśli zejdzie się dwóch fizyków, to znajdą wspólny język -
                                        bo ich teorie opisują tę samą rzeczywistość i jeśli w czymś się nie zgadzają,
                                        rzeczywistość rozstrzyga kto ma rację.

                                        Jeśli zejdzie się dwóch metafizyków - to raczej się ze sobą nie dogadają. Bo
                                        jeśli w czymkolwiek się nie zgadzają, to nie ma ŻADNEJ metody powiedzenia, który
                                        z nich ma rację. Bo ich teorie nie odnoszą się do niczego faktycznie istniejącego.
                                        • feurig59 Re: post scriptum 06.10.09, 22:03
                                          żaden metafizyk (w znaczeniu - mistyk, bo metafizyka to dosyć kulawe
                                          pojęcie) nie zajmuje się teorią, tylko PRAKTYKUJE urzeczywistniając
                                          swoją prawdziwą naturę.
                                          (Taki ktoś jak na przykład Lao Tse napisał w życiu tylko jedną
                                          książeczkę, a właściwie zeszycik w którym tłumaczy pewnemu celnikowi
                                          czym jest Tao.)
                                          "Poszukujący całości", "Wstąpujący" teoretyczne spekulacje i myśl
                                          zostawiają przed progiem pomieszczenia w którym medytują. wierzą w
                                          to, że dzięki intelektowi można dojść do mnóstwa różnych ciekawych
                                          rzeczy: aspiryny, maszynki do krojenia chleba, lub komputera, czy
                                          samolotu, ale używając (jakże przydatnego na co dzień) dyskursywnego
                                          intelektu nie ma możliwości doświadczenia całości, bo on ją zawsze
                                          będzie od czegoś "odróżniał" - rozbijał, "zstępując" w wielość.
                                          (rozmawialiśmy już o nadal aktualnym "problemie faustowskim")

                                          Medytacja transcendentalna, zazen, modlitwa, medytacja "om", czy
                                          koanu etc. mają za zadanie wyłączenia dyskursywnego
                                          intelektu, "skoncentrowania się poza myślą", "zjednoczenia się", aż
                                          po "oświecenie" "satori" i dalej do zjednoczenia się z całością. To
                                          jest podstawowy trzon większości religii opartych na misycyźmie
                                          (buddyzm, chrześciaństwo, mahometanizm, Taoizm, etc.)

                                          Ty chcesz zbadać intelektualnie (naukowo) coś co wymyka się
                                          intelektowi - jest nieuchwytne dla eksperymentu, ale jest doznaniem,
                                          które znają wszyscy, którzy go doświadczyli i ich opisy nakładają
                                          się na siebie przez tysiące lat - niezależnie od kultury w której
                                          żyli ci, którzy tego doświadczali. dlaczego nie mam im wierzyć,
                                          skoro nawet intelekt podszeptuje mi, że to cię trzyma kupy, jako
                                          proces - jest logiczne.
                                          Ale jedyną metodą sprawdzenia, czy tak jest, jest PRAKTYKA. Innej
                                          nie ma. I nikt inny, chośby miał nie wiadomo jaki sprzęt, tego nie
                                          zobaczy bezpośrednio, tak jak nie da się zobaczyć myśli,
                                          odczuć, "świata wewnętrznego" :)
                                          Coś co nazywamy Tao, Bogiem, Całością, Buddą itd., itd. faktycznie
                                          może nie istnieć dla intelektu, bo dla niego istnieje tylko to,
                                          czego może doznać sensorycznie, co może rozróżnić od innych i
                                          nazwać - każde inne doznanie będzie kwalifikowane
                                          jako "urojenie", "niebieskie jednorożce" bajki, etc.

                                          Problem w tym że jednym z instrumentów poznania prawdy (czym
                                          intelekt przecież bezsprzecznie jest) chcemy ogarnąć całość. To
                                          awykonalne, nielogiczne. Sam intelekt przecież (przynajmniej u
                                          zdrowego człowieka) zna swoje granice. Więc nastawienie
                                          scjentystyczne dominujące w tak zwanym pierwszym świecie
                                          doprowadziło nie tylko do rozróżnienia samych nauk, ale do ich
                                          rozszczepienia. miliony "czarnych pudełek" potrzebują milionów
                                          fachowców z których każdy ma przed sobą tylko własną wąską dziedzinę
                                          i nie wie co robi kolega. Biolog z mikrobiologiem nie wiedzą co bada
                                          zoolog, nie mówiąc o astrofizyku; Biochemik, nie ma pojęcia o
                                          wnioskach fizyka nuklearnego, z antropologiem nie rozmawia astronom,
                                          bo niby o czym itd itd. to jeden z podstawowych problemów
                                          współczesnej nauki, która "zstąpując" od całości do fragmentu -
                                          zapomiała o całości i szuka jej w ekstremalnych mikro (znajdując
                                          coraz mniejsze cząsteczki) i makro znajdując coraz więcej materii
                                          w "stygnącym" wszechświecie.
                                          Już dawno nauka nie daje odpowiedzi całościowych, nie podejmuje
                                          nawet takich prób (no może ostatnio po latach "fachidiotie" mówi się
                                          częściej o interdyscyplinarności). ale to nie wina samej nauki
                                          i "naukowego podejścia", to wina nas samych, że z jednego z
                                          instrumentów poznania zrobiliśmy JEDYNE.
                                          Nauka przekląła całość, tak jak gnoza kiedyś przeklęła
                                          rozdrobnienie "rzeczy" i w końcu stwierdziła, że cała materia musi
                                          być wymysłem szatana.

                                          Wydaje mi się, że nadszedł czas na przekroczenie w sobie samym(i
                                          zintegrowanie ) intelektu dyskursywnego, który działając od 400 lat
                                          został sam na placu boju, ale choć wyposażył mnię w
                                          przeróżne "zabawki i smaczki" - nie był w stanie odpowiedzieć na ani
                                          jedno z moich podstawowych, egzystencjalnych pytań, ani zadać kres
                                          cierpieniom moim i moich bliskich.
                                          • asteroida2 Re: post scriptum 07.10.09, 09:37
                                            Te wszystkie PRAKTYKI, "poszukiwanie całości" i "wstępowanie" - to po prostu
                                            obserwowanie działania swojego własnego mózgu.
                                            Można to zresztą łatwo udowodnić: upij się, wypal trochę marihuany, zażyj LDS
                                            albo podobnego. Zmienisz materię - zmienią się doznania i zaczniesz odczuwać coś
                                            innego. To wszystko JEST chemią, impulsami elektrycznymi i odpowiednimi
                                            algorytmami neuronowymi. Możesz sobie wymyślać dualizm, "coś wymykającego się
                                            intelektowi" - ale to jest tylko oszukiwanie samego siebie.
                                            I oczywiście te doznania są podobne u wszystkich kultur, bo ludzkie mózgi są do
                                            siebie podobne.

                                            To o czym piszesz może wymykać się intelektowi pisarzy, których książki czytasz
                                            - podobnie jak wymknęła im się definicja życia (zrozumiałeś ją?). Ale to nie
                                            znaczy, że wymyka się intelektowi wszystkich naukowców.
                                            I nie wiem jakim cierpieniom twoich bliskich nie mógł zapobiec ludzki intelekt,
                                            ale zapewniam, że zapobiegł cierpieniom wielu, wielu ludzi.
                                            • feurig59 Re: post scriptum 07.10.09, 11:39
                                              Ależ na razie nie ma dowodu by móc utożsamiać umysł z mózgiem. Na
                                              razie trzeba zalożyć, że są ze sobą ściśle powiązane, ale pod
                                              wieloma istotnymi względami są sobie także odmienne
                                              fenomenologicznie.
                                              Jeszcze raz: kiedy fizjolodzy studiują mózg, badają wszystkie jego
                                              tkanki i połączenia, neurotransmittery etc, etc, to badają
                                              OBIEKTYWNE przejawy "istnienia człowieka" i chociaż mózg jest
                                              wewnątrz, to znają go tylko w obiektywny zewnętrzny sposób. I w tym
                                              obszarze specjalista od mózgu może dowiedzieć się wszystiego, może
                                              wiedzieć co robi każdy atmom mojego mózgu i wszystkie razem, ale
                                              jeżeli tylko będzie chciał się dowiedzieć co się DZIEJE w moim
                                              umyśle, może to zrobić tylko w jeden sposób: musi ze mną
                                              porozmawiać, a ja jeżeli nie będą chciał się podzielić z nim moimi
                                              myślami to się nie podzielę i on nigdy ich nie pozna. Reszta to
                                              science- fiction.
                                              O to mi chodzi, kiedy piszę o "wnętrzu" - niezbadanym i nie do
                                              zbadania inaczej jak tylko POZA sferą obiektywną (naukową).
                                              Potrzebna jest sfera INTERSUBIEKTYWNEJ komunikacji. Z powierzchni
                                              obiektywnej schodzimy w "świat wewnętrzny" - w głąb. O nic innego mi
                                              nie chodzi. (Oczywiście uważam, że ta głębia jest nieskończenie
                                              połączona z Absolutem, ale to już zupełnie inna sprawa)
                                              pozdrawiam
                                              • asteroida2 Re: post scriptum 07.10.09, 13:02
                                                > Ależ na razie nie ma dowodu by móc utożsamiać umysł z mózgiem.

                                                Nie ma dowodu, żeby utożsamiać choroby z bakteriami i innymi patogenami.
                                                Nie ma dowodu, żeby utożsamiać światło Słoneczne z reakcjami jądrowymi
                                                zachodzącymi w Słońcu.
                                                Nie ma dowodu, żeby utożsamiać w ogóle cokolwiek materialnego z jakąkolwiek
                                                obserwacją.

                                                Mówienie, że nie ma dowodu utożsamiania umysłu z mózgiem, jest równie
                                                bezproduktywne.

                                                Kiedyś rzeczywistość była dla ludzi niepojęta, więc wszystko wyjasniali
                                                magicznie: pioruny, wylewy Nilu, wschody i zachody Słońca, życie - wszystko było
                                                powodowane "magią", czymś niepojętym i niezbadanym. W miarę wyjaśniania
                                                kolejnych zjawisk, magia się wycofywała na niezbadane tereny. W dzisiejszych
                                                czasach niezbadane jest działanie mózgu - i oczywiście są ludzie, którzy
                                                wyjaśniają je "magią", "absolutem", albo czymś podobnym.
                                                Bo tak samo jak ludziom przed wiekami niewyobrażalne wydawało się, żeby pioruny
                                                albo rośnięcie roślin wytłumaczyć bez udziału "sił wyższych", tak samo wam
                                                wydaje się niewyobrażalne naukowe wyjaśnienie działania umysłu. Nie ma tu
                                                dokładnie żadnej różnicy.
                                                • feurig59 Re: post scriptum 07.10.09, 14:20
                                                  Ta dyskusja zaczyna mi się podobać.:) ale
                                                  Myślę, że niewłaściwie interpretujesz moje słowa.
                                                  Mój światopodląd porządkuje się (work in progress)wedle tego co w
                                                  filiozofii jest potocznie nazwane Wielką Trójką:
                                                  eros logos kosmos
                                                  ja my natura
                                                  świadomość etyka nauka
                                                  subiektywny kulturowy obiektywny
                                                  mistyczny mityczny naukowy
                                                  itd.

                                                  Moim zdaniem rzeczywistość obejmuje wszystkie trzy człony
                                                  równocześnie.
                                                  To co mi zarzucasz to redukcję moich poglądów do jednego, może
                                                  dwóch "tercji", ale ja nie jestem "przeciwny" nauce. To byłby absurd
                                                  i kierowanie się "światopoglądowo" w zaułek religijnych talibów,
                                                  ortodoksii, choćby cytowanych już przeze mnie Gnostyków. Ja jestem
                                                  tylko przekonany o tym, że wszystkie trzy "elementy" niosą ze sobą
                                                  prawdy. Nie tylko jedna. W ten sam sposób jestem oponentem
                                                  jedynie "naukowego poglądu na świat" - scjentyzmu, jak
                                                  czysto "religijnego" i jak wreszcie czysto "behawioralnego".

                                                  Jestem zdania, że w wyniku rozpoznania tej tzw. WT, czyli
                                                  rozróżnienia jej (intelektualnego) w Europie tzw. moderny, doszło
                                                  także do ROZSZCZEPIENIA tych trzech obszarów naszego życia i
                                                  wreszcie do tego, że jedyną odnośną DOMINUJąCą stał się trzeci
                                                  człon - obiektywny, a reszta tylko obiektami w które może wchodzić,
                                                  właśnie - OBIEKTAMI(w średniowieczu było na odwrót) Ta "dominacja
                                                  scjentyzmu", którą odkrywam także w Twoich słowach na tym forum jest
                                                  moim zdaniem jednym z przejawów "ewolucji społecznej i własnej
                                                  świadomości", ale na tym (postrzeganiu świata wyłącznie naukowym
                                                  sposobem) się to nie kończy.
                                                  Niemożliwością także jest jakiś "powrót" w okres mityczny,
                                                  mistyczny, "archaiczny" - jak postulują go choćby ekofilozofowie.
                                                  Myślę, że nie ma powrotów po "odkryciu" intelektu, ale wierzę w to,
                                                  że sam intelekt docierający do swych granic, w pewnym momencie na
                                                  skutek swojej własnej "refleksji" (docierania) będzie miał potrzebę
                                                  transcendencji pojętej zawsze jako "przekraczanie" i "integrację".
                                                  Myślę, że wielu naukowców (znam osobiście tylko paru) dochodzą do
                                                  podobnego wniosku, a o tak zwanych "wybitnych" świadczą ich
                                                  własne "prywatne" wspomnienia.(self i etyka)
                                                  pozdrawiam



                                                  • asteroida2 Re: post scriptum 07.10.09, 15:56
                                                    Nie wiem czy zauważyłeś, ale to co napisałeś, to jest teoria naukowa.
                                                    Użyłeś swojego _intelektu_ i _podzieliłeś_ rzeczywistość na trzy człony:
                                                    ja/my/natura. Zrobiłeś więc dokładnie to, co (jak zakładasz), jest
                                                    fundamentalnie ograniczone w swoim dochodzeniu do prawdy.

                                                    Bo nauka to nie jest mierzenie wszystkiego za pomocą linijki, potencjometru czy
                                                    wagi. Nauka to właśnie jest kategoryzowanie, wydzielanie ze świata rożnych
                                                    elementów i opisywanie ich własności. Warunek jest taki, żeby to opisywanie było
                                                    obiektywne. A podział który wprowadziłeś jest obiektywny. Teraz możesz to dalej
                                                    rozwijać, opisywać sposób zdobywania wiedzy o każdym z tych elementów (np.
                                                    zdobywanie wiedzy o sobie przez "transcendencję"). Ale opisując to, zawsze
                                                    używasz w tym celu swojego _intelektu_. Czyli jesteś naukowcem. Czy to oznacza,
                                                    że nie dojdziesz nigdy do prawdy?
                                                  • feurig59 Re: post scriptum 07.10.09, 18:10
                                                    Oczywiście posługuje sią nią (nigdy nie twierdziłem, że jest
                                                    niepotrzebna) ale
                                                    sama nauka, oddzielona od etyki (na przykład), albo od
                                                    świadomego "ja" wszystko traktująca jako "to", nie rozgranicza
                                                    samoistnie zła od dobra - widzi tylko "coś", tak jak w ekstremalnym
                                                    przypadku widział swoje ofiary "naukowiec" Mengele i uważający że
                                                    wszystkie jego czyny to "dobro", bo odkrywał "reguły natury", a to
                                                    już mu tłumaczyło wszystko.
                                                    Do wglądu w "my" i tym bardziej "ja" nie wystarcza tylko pogląd
                                                    naukowy. O tym piszę: NIE TYLKO. Pogląd naukowy i wyniki niosą w
                                                    sobie prawdę. Rzecz w tym, że nie jedyną. Niosą w sobie prawdę
                                                    objektywną. Ale co z prawdą subiektywną i transsubiektywną? Nauka
                                                    dotyka ich tylko, przenika je na "własnym polu bitwy" i nigdzie
                                                    indziej, nie jest (jak żadna z nich, odseparowana od reszty) prawdą
                                                    absolutną. eto wsio.:)


                                                  • asteroida2 Re: post scriptum 07.10.09, 22:26
                                                    Obawiam się, że żeby pójść dalej, muszę poznać znaczenie terminów, którymi się
                                                    posługujesz. Co to jest "prawda subiektywna" i "prawda transsubiektywna"? Jakieś
                                                    przykłady?
                                                    Czy podział świata na ja/my/natura jest prawdą obiektywną, czy którąś z tych dwóch?

                                                    I czemu traktujesz etykę jako coś nienaukowego? Przecież to jest jak najbardziej
                                                    kwestia naukowa. Potrafimy wyjaśnić nasze pojęcie moralności jako wynikające z
                                                    naszych instynktów przekazywania genów (i prawie każde działanie "niemoralne"
                                                    sprowadza się do ingerencji w czyjeś plany w tym względzie). Reguły etyczne
                                                    biorą się z tych instynktów oraz z ideologii spajających ludzi w społeczeństwa.
                                                    Wszystko tu jest po prostu mechaniczne, nie ma miejsca na żadne "nadnaturalne"
                                                    wyjaśnienia.

                                                    A to że jedni ludzie są moralni albo nie, nie ma żadnego związku z tym czy są
                                                    naukowcami, filozofami czy kierowcami ciężarówek.
                                                  • feurig59 Re: post scriptum 08.10.09, 20:30
                                                    sorry, że pźno odpowiadam, ale nie miałem czasu.:)
                                                    pojęcia. postaram się w najprostszych słowach:

                                                    "prawda subiektywna", to świadomość Twojego własnego self, kiedy na
                                                    przykład coś cię boli. Zawiera ona ten ból też na płaszczyńnie "to" -
                                                    jest siniak, została uszkodzona tkanka, rozpoczyna się proces
                                                    naprawy, enzymy, polimerazy etc. ale sam ból - twoje odczuwanie
                                                    przekracza "to", jest nie wyłącznie tymi wszystkimi procesami na
                                                    raz, tylko Twoim odczuwaniem bezpośrednim tu i teraz, własnym tylko
                                                    Tobie i przez to unikatowym i indywidualnym.(subiektywnym)

                                                    Jeżeli teraz jesteśmy w stanie odczuwać to samo wraz z innymi, czyli
                                                    każdy z osobna, ale też wszyscy razem - to (prawda transsubiektywna)
                                                    n.p. wzruszamy się cytowanym Mozartem. Albo kochamy się, współ-
                                                    czujemy. Ale kiedy rozmawiamy to już jest "prawda transsubiektywna" -
                                                    trzeba ją interpretować, (w przeciwieństwie do prawdy "obiektywnej",
                                                    która jest ewidentna, bo empirycznie powtarzalna.), ale ta
                                                    rzeczywistość zawiera też oczywiście prawdę "obiektywną" (przysadka,
                                                    woreczki łzowe, wytrysk hormonalny etc.)

                                                    Etyki nie da się wyjaśnić TYLKO naukowo, naukowo da się wyjaśnić jej
                                                    pochodzenie, ale nie same treści. (Nigdzie nie napisałem, że
                                                    elementy Wielkiej Trójki są od siebie oddzielone - one się na wzajem
                                                    przenikają.) Jeżeli ktoś coś oddziela to nauka właśnie, twierdząc,
                                                    że to co nie powtarzalne w eksperymencie - nie istnieje.:)

                                                    Podział ja/my/to jest prawdą wynikającą z wszystkich trzech
                                                    płaszczyzn. To z nich wynika to co nazywamy "rzeczywistością"

                                                    Inaczej: rzeczywistość i świadomość rozwija się, czy ewoluuje w
                                                    trzech częściach:

                                                    W części "to" rzeczywistość ewoluuje od:
                                                    atomów - przez molekuły - prokarionty - eukarionty - organizmy
                                                    neuronowe - układ nerwowy - gadzi pień mózgu - system limbiczny -
                                                    neokortex pofałdowana neokortex -...
                                                    w cząści "my"(społecznej):
                                                    galaktyki - planety - system gai - meterotroficzny ekosystem -
                                                    społeczeństwa z podziałem pracy - grupy/rodziny - szczepy -
                                                    szczepowa wioska - wczesne państwo/cesarstwo - naród - system
                                                    globalny -...
                                                    w części "ja":
                                                    pojmowanie - pobudliwość - doznanie - percepcja - odruch - emocja -
                                                    symbole - koncepcje - konop - formop - wizja-logika -...

                                                    właściwie można się "rzucić" jeszcze na jedą płaszczyznę, bo "my"
                                                    opisaliśmy do tej pory tylko w powierzchni społecznej pomijając
                                                    kulturową. Wyglądałaby mniej więcej tak:
                                                    "my" kulturowo:
                                                    fizyczno-pleromatyczny - protoplazmiczny - wegetatywny - ruchowy -
                                                    uroborowy - tyfoniczny - archaiczny - magiczny - mityczny -
                                                    racjonalny - centaurowy -...

                                                    zauważ, że każdy kolejny element wymieniany w tych ciągach zawiera
                                                    poprzednie, na zasadzie holonu: molekuł zawiera atomy, jest więc
                                                    wyżej zorganizowany w tej hierarchii/holarchii bo je zawiera i
                                                    zarazem przekracza - jednokomórkowiec zawiera i przekracza molekuły
                                                    itd, aż po człowieka, który zawiera i przekracza zarazem wszystkie
                                                    inne "etapy" holony, sam będąc holonem (bo przecież
                                                    nie "ukoronowaniem świata").
                                                    I tak na wszystkich płaszczyznach, które wymieniłem i we wszystkim
                                                    co wokół nas: przekraczanie i zawieranie.

                                                    Nie do pomyślenia jest zatem "wyrugowanie" nauki/racjonalnego
                                                    myślenia/intelektu/logiki z ludzkiego życia, ale trzeba sobie zdawać
                                                    sprawę z tego, że ewolucja, w tym ewolucja świadomości na tym się
                                                    nie skończyła (bo dlaczego niby?) i myślenie racjonalne nie jest
                                                    najwyższym stadium świadomości.
                                                    Jest do przekroczenia (i zarazem zintegrowania) jak każdy inny
                                                    holon, bo ta teoria nie odnosi się tylko do materii (ożywionej, czy
                                                    nie) tylko do procesów, teorii systemów, i właściwie wszystkiego.
                                                    pozdrawiam
                                                  • asteroida2 Re: post scriptum 09.10.09, 14:08
                                                    Te przykłady trochę wyjaśniają, ale dla uściślenia pojęć zadam dokładniejsze
                                                    pytania:

                                                    Czy jeśli małpa jest ranna i odczuwa ból, to też jest to jej "prawda
                                                    subiektywna"? Czy to samo jest prawdziwe dla psa, myszy, mrówki albo robota
                                                    wyposażonego w czujniki bólu?

                                                    To samo dla "prawdy trannsubiektywnej" - czy dotyczy to też np. watahy wilków
                                                    atakujących wspólnie ofiarę i "odczuwających razem" szał polowania? Czy dotyczy
                                                    roju pszczół albo mrowiska wykonującego coś "wspólnie"? Albo tobotów na linii
                                                    produkcyjnej wspólnie konstruujących samochód?

                                                    > Etyki nie da się wyjaśnić TYLKO naukowo, naukowo da się wyjaśnić jej
                                                    > pochodzenie, ale nie same treści.

                                                    Jak to uzasadnisz? Czy piorun da się wyjaśnić tylko naukowo? Potrafimy wyjaśnić
                                                    jego pochodzenie. A czy potrafimy wyjaśnić jego "treść"? Jakie "niewyjaśnialne
                                                    naukowo" treści zawiera etyka?

                                                    > właściwie można się "rzucić" jeszcze na jedą płaszczyznę, bo "my"
                                                    > opisaliśmy do tej pory tylko w powierzchni społecznej pomijając
                                                    > kulturową.

                                                    Do trzech płaszczyzn dorzuciłeś właśnie czwartą. Czy to sugeruje, że są też
                                                    kolejne?
                                                    Te płaszczyzny się przenikają, czyli nawet nie jest to podział rzeczywistości.
                                                    To po prostu są "obrazy z różnych punktów widzenia". Jedyne co ta klasyfikacja
                                                    mówi, to że rzeczywistość ma strukturę hierarchiczną, zarówno w przestrzeni jak
                                                    i w czasie. A to akurat jest dosyć znany fakt i nie jest specjalnie niczym nowym.

                                                    > Nie do pomyślenia jest zatem "wyrugowanie" nauki/racjonalnego
                                                    > myślenia/intelektu/logiki z ludzkiego życia, ale trzeba sobie zdawać
                                                    > sprawę z tego, że ewolucja, w tym ewolucja świadomości na tym się
                                                    > nie skończyła (bo dlaczego niby?) i myślenie racjonalne nie jest
                                                    > najwyższym stadium świadomości.

                                                    Bardzo możliwe. Tylko że pisząc o myśleniu "mistycznym", "holistycznym" albo
                                                    "metafizycznym" cały czas odwołujesz się do _wcześniejszych_ etapów rozwoju
                                                    świadomości. Czegoś czego używaliśmy już w starożytności, zanim pojawiła się
                                                    metodologia naukowa. To jest cofanie się w rozwoju. Jeśli coś ma wyprzeć
                                                    myślenie racjonalne, to będzie to coś, co się jeszcze nie pojawiło.
                                                  • feurig59 Re: post scriptum 10.10.09, 01:22
                                                    asteroida2 napisał:

                                                    > Te przykłady trochę wyjaśniają, ale dla uściślenia pojęć zadam
                                                    dokładniejsze
                                                    > pytania:
                                                    >
                                                    > Czy jeśli małpa jest ranna i odczuwa ból, to też jest to
                                                    jej "prawda
                                                    > subiektywna"? Czy to samo jest prawdziwe dla psa, myszy, mrówki
                                                    albo robota
                                                    > wyposażonego w czujniki bólu?

                                                    Naszą "sztamę" gatunkową potiwerdza wiele przykładów, na
                                                    przykład "wychowywanie" dzieci ludzkich przez koty, wilki...
                                                    "Prawda subiektywna" ma tym większe znaczenie im dalej w holarhii
                                                    jest "ja", im dalej w "hierarchii świadomości". Ssaki są nam
                                                    bliższe w holarchii ewolucji świadomości niż mrówki. Prawda tkwi we
                                                    wszystkich etapach, na każdym poziomie. "Czujniki bólu"? Do tego ,
                                                    żeby powstały - indywidualnie, potrzeba pewnego rozwoju (nie
                                                    wykluczam go na poziomie tzw "sztucznej inteligencji", tylko : po
                                                    co?). One same przez się nie powstają. Mówiłeś o "programach". A
                                                    skąd te programy? Ot - przez przypadek - stało się? Czy może jedno
                                                    wynika z drugiego - przekracza i zawiera? :)
                                                    Podkreślam w przedbiegach - nie jestem tzw. kreacjonistą, choć
                                                    ciekawi mnię teoria, wedle której Absolut(Duch, Dharma, etc)
                                                    stworzył materię samoorganizującą się do tego stopnia by móc,
                                                    zmaterializowany - przeglądać się sam w sobie.;)

                                                    > To samo dla "prawdy trannsubiektywnej" - czy dotyczy to też np.
                                                    watahy wilków
                                                    > atakujących wspólnie ofiarę i "odczuwających razem" szał
                                                    polowania? Czy dotyczy
                                                    > roju pszczół albo mrowiska wykonującego coś "wspólnie"? Albo
                                                    tobotów na linii
                                                    > produkcyjnej wspólnie konstruujących samochód?

                                                    "Transsubiektywność" dotyczy związków pomiędzy indywiduami(self).
                                                    Tak w tym porządku, o którym piszę ma swoje odniesienie w
                                                    metotroficznym ekosystemie (wilki) i w dużym skrócie także pszczoły,
                                                    (choć w ich przypadku chyba o "self" nie można mówić). Jest ona na
                                                    poziomie w hierarchii o stopnie niżej od "naszych" -
                                                    ludzkich "transsubiektywności", ale jest prawdą - tak - wynikałoby
                                                    to z logiki kosmologii która wydaje mi się spójna.

                                                    > > Etyki nie da się wyjaśnić TYLKO naukowo, naukowo da się wyjaśnić
                                                    jej
                                                    > > pochodzenie, ale nie same treści.
                                                    >
                                                    > Jak to uzasadnisz? Czy piorun da się wyjaśnić tylko naukowo?
                                                    Potrafimy wyjaśnić
                                                    > jego pochodzenie. A czy potrafimy wyjaśnić jego "treść"?
                                                    Jakie "niewyjaśnialne
                                                    > naukowo" treści zawiera etyka?

                                                    Nie wiem co etyka miałaby mieć wspólnego z samym wyrwanym z
                                                    kontekstu piorunem. :)
                                                    Etyka to system zasad tworzonych przez społeczeństwo, nie
                                                    polegających TYLKO na "naukowości"(choś ją zwiera) ale
                                                    na "transsubiektywności".
                                                    Weź przykład pedofilii w naszych czasach. Jest
                                                    nieuzasadniona "naukowo", bo w przeciwnym wypadku każda dziewczyna
                                                    po pierwszej miesiączce byłaby gotowa do poczęcia i do kontaktu z
                                                    mężczyzną.
                                                    Społecznie warunkujemy jej dojrzałość inaczej niż
                                                    wynikałoby z badanej naukowo jej (przeciętnej) biologii.

                                                    > > właściwie można się "rzucić" jeszcze na jedą płaszczyznę, bo "my"
                                                    > > opisaliśmy do tej pory tylko w powierzchni społecznej pomijając
                                                    > > kulturową.
                                                    >
                                                    > Do trzech płaszczyzn dorzuciłeś właśnie czwartą. Czy to sugeruje,
                                                    że są też
                                                    > kolejne?
                                                    > Te płaszczyzny się przenikają, czyli nawet nie jest to podział
                                                    rzeczywistości.
                                                    > To po prostu są "obrazy z różnych punktów widzenia". Jedyne co ta
                                                    klasyfikacja
                                                    > mówi, to że rzeczywistość ma strukturę hierarchiczną, zarówno w
                                                    przestrzeni jak
                                                    > i w czasie. A to akurat jest dosyć znany fakt i nie jest
                                                    specjalnie niczym nowy
                                                    > m.

                                                    yeah! no właśnie! więc dlaczego z tylko jednej z tych płaszczyzn
                                                    robimy (społecznie) wyrocznię ABSOLUTNą?

                                                    > > Nie do pomyślenia jest zatem "wyrugowanie" nauki/racjonalnego
                                                    > > myślenia/intelektu/logiki z ludzkiego życia, ale trzeba sobie
                                                    zdawać
                                                    > > sprawę z tego, że ewolucja, w tym ewolucja świadomości na tym się
                                                    > > nie skończyła (bo dlaczego niby?) i myślenie racjonalne nie jest
                                                    > > najwyższym stadium świadomości.
                                                    >
                                                    > Bardzo możliwe. Tylko że pisząc o
                                                    myśleniu "mistycznym", "holistycznym" albo
                                                    > "metafizycznym" cały czas odwołujesz się do _wcześniejszych_
                                                    etapów rozwoju
                                                    > świadomości. Czegoś czego używaliśmy już w starożytności, zanim
                                                    pojawiła się
                                                    > metodologia naukowa. To jest cofanie się w rozwoju. Jeśli coś ma
                                                    wyprzeć
                                                    > myślenie racjonalne, to będzie to coś, co się jeszcze nie
                                                    pojawiło.

                                                    Może w moich postach niejasno się wyraziłem: przekroczenie musi
                                                    zawierać w sobie wszystkie inne etapy. Pominięcie jakiegokolwiek z
                                                    nich uniemożliwia pełne przejście do kolejnego "etapu" (wedle tej
                                                    kosmologii), czyli każde wyparcie w sobie, albo w społeczeństwie
                                                    tego co "przeszliśmy", uniemożliwia rozwój (świadomości). Podobnie
                                                    jest z naszymi osobistymi "dziurami": każda będzie nas "trzymała" w
                                                    swoich oibjęciach, póki się z nią nie skonfrontujemy.

                                                    Ale jest jeszcze jedno. Są (moim zdaniem) ludzie, którzy nie
                                                    potrzebowali tego przejścia/zawierania , którzy dotarli do tego
                                                    WPROST, z pominięciem społecznym, dotarli do tego "na przestrzał"
                                                    poprzez self - samoczynnie. Jest ich tak mało, że większość
                                                    społeczeństw 8archaicznych/szczepowych zrobiła z nich "świętych".
                                                    Pomijam wszyskie religie, których pisma są mi znane mniej lub
                                                    bardziej, ale za takich ludzi uważam Jezusa, Buddę, Lao Tse,
                                                    Krishnamurti i jeszcze paru innych. - jako
                                                    bezpośrednio "wiedzących". Nie chodzi o ich osoby. Chodzi o to, że
                                                    swoim bezpośrednim działaniem przenieśli wiarę w "przekraczanie".
                                                    Wiele z tych nauk odchylono, wiele wykrzystano w celach władzy (vide
                                                    KK), a jednak...

                                                    Tak dla zabawy: moim zdaniem społeczeństwa pierwszego "świata"
                                                    (głównie Europa, Ameryka) - znajdują się (dzięki rozdzieleniu eros,
                                                    logos kosmos) na brzegu pomiędzy społeczeństwem narodowym
                                                    (etnocentryczność) a światowym (światocentryczność). Z tego punktu
                                                    widzenia nie rozumiemy na przykład muzułmanów(a tym bardziej oni
                                                    nas), którzy (społecznie) zatrzymali się (większość z nich) w
                                                    holarchii na poziomie definitynie głównie -szczep/nawet nie nacja.
                                                    nie chodzi mi o to, że jesteśmy od nich "lepsi" i z tego tytułu
                                                    możemy sobie pozwalać na dominację, ale nasze "my" (transsubiektywne
                                                    postrzeganie rzeczywistości) jest społecznie na ciut dalszym etapie
                                                    ( nota bene historycznie "okupionym" męką i meandrami)
                                                    Ale "oni" na przykład naukowej prawdy nie przyjęli, nie przyjmują do
                                                    tej pory (choć w początkach matematyki byli przodujący).

                                                    To już tylko ode mnie: Prawda naukowa, bezlitosna, obiektywna, jest
                                                    cudownym pomysłem, ratio, logika etc. ale jak widać - potrzebna jest
                                                    jej
                                                    transcendencja.
                                                    Sam mam z tym problem. Ni jak nie mogę wyłączyć ratio, spojrzeć z
                                                    poza ratio na ratio (co nie znaczy cofnąć się, jak postulują np.
                                                    ekofeministki, czy ekofilozofowie, którzy chcą byśmy się "cofneli"
                                                    do swych "korzeni")
                                                    Przekroczyć intelekt, to dla mnie, zgodnie z tym co opisywałem -
                                                    zawrzeć go w sobie, a jednak móc opuścić - by zobaczyć nie
                                                    rozróżnienie a całość. (to mój postulat i atak zarazem o dotarcie
                                                    do "ducha")
                                                    Jest w tym element wiary - przyznaję. Ale to tylko wiara w to, że
                                                    można.(a wiara ta nie jest przeciaż obca naukowcom) :)
                                                    pozdrawiam Cię
                  • asteroida2 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 23:33
                    > Ja natomiast, nie zgadzając się z takim twierdzeniem, wcale nie
                    > argumentowałem, że dzisiejsi ludzie są lepsi albo gorsi od tych
                    > przyszłych. Co to w ogóle znaczy lepszy albo gorszy?

                    Niesamowite zaślepienie. Spójrz na moje posty i spróbuj znaleźć w nich słowo
                    "lepszy" albo słowo "gorszy". Nie znajdziesz. Bo to ty je wprowadziłeś do
                    dyskusji i sam zacząłeś z nimi dyskutować. Zbyt jesteś zajęty powtarzaniem, żeby
                    czytać uważnie twoje słowa, żeby zwrócić uwagę na to o czym jest dyskusja?

                    Ja nie twierdzę, że taka przyszłość byłaby idealna. Twierdzę natomiast, że
                    gadanie o "niewyobrażalnych cierpieniach ludzkości", które by w takiej
                    przyszłości nastąpiły, jest głupotą (i demagogią).

                    I dziwi mnie, gdy ktoś miesza argumenty "to niemożliwe do zrealizowania" z "mi
                    to by się nie podobało" i z "to doprowadziłoby to cierpień ludzkości" - tak,
                    jakby nie widział między tymi argumentami różnicy.

                    > Czyżbyś chciał powiedzieć, że w twoim hipotetycznym świecie będą
                    > przeważać starcy?

                    Oczywiście że tak. Trudno, żeby ludzie żyli setki lat i cały czas większość
                    miała po 20 lat. To elementarna matematyka.

                    > Oj, nie chciałbym żyć w takim świecie. Nawet jeśli 90-latka miałaby
                    > ciało 20-latki. Coś by mi tu nie grało.

                    A to przepraszam, wycofuję wszystkie moje argumenty. Skoro "coś by ci tu nie
                    grało", to dowodzi, że ta wizja jest bajką niemożliwą do zrealizowania.

                    > Ale zauważ także, że młodość przynosi nam kreatywność i dążenie
                    > do zmian. Przecież zdecydowana większość doniosłych odkryć
                    > naukowych jest dziełem młodych, a nie starych naukowców. Młodzi
                    > podważają utarte kanony i szukają nowych ścieżek. To głównie
                    > dzięki nim mamy postęp.

                    I dlatego na samym początku zauważyłem, że rozwój ludzkości być może by zwolnił.
                    Czytałeś w ogóle moje posty?
                    • n0e2008 twoje poglądy to niebezpieczna utopia 05.10.09, 23:45
                      a co do ewolucji obecnie, to nie zwolniła tylko przyspieszyła:
                      news.nationalgeographic.com/news/2007/12/071211-human-evolution.html
                      natomiast twoje chore pomysły to faktyczne jej zatrzymanie.
                      • asteroida2 Re: twoje poglądy to niebezpieczna utopia 05.10.09, 23:56
                        A które konkretnie poglądy są "niebezpieczną utopią"?

                        1. Że przedłużanie życia ludzkiego jest możliwie.
                        2. Że nie spowoduje to ani wielkich katastrof ani końca cywilizacji, co najwyżej
                        ją spowolni.

                        Mam jeszcze dwa pytania:
                        Jak w ogóle pogląd może być utopią?
                        Czemu nawiązujesz do ewolucji, skoro ta dyskusja w ogóle jej nie dotyczy?
          • draq Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 19:21
            Silne, dobrze ugruntowane i niczym nie uzasadnione poglądy pozwalają
            trwać we względnym błogostanie intelektualnym większości
            jednostek...A ich cechą charakterystyczną są nośne, dobrze
            skonstruowane i ubrane w pseudofilozoficzno-naukowy żargon prawdy
            typu: "ewolucja jest okrutna...", "Stare formy ewolucji straciły
            swoją siłę"(co to w ogóle ku... znaczy? terminologia z "Syntetycznej
            Postdarwonowskiej Teorii Ewolucji"?), "Ewolucja jednak będzie
            działać zawsze..." No, innymi słowy zwykly bełkot.
            • representation1 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 20:07
              > co to w ogóle ku... znaczy?

              Mam wrażenie, że to nie draq, ale drug do mnie przemówił.
              • kamyk39 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 21:30
                Taki okrzyk: Niech zyje smierc!
                wznosli faszysci hiszpanscy udziani w czarne koszule.


                Odeszli, zgodnie z wlasnym zyczeniem.
            • kamyk39 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 21:38
              draq napisał:
              > działać zawsze..." No, innymi słowy zwykly bełkot.
              Droga ewolucji (okrutnej) z tego belkotu powstanie mowa.

              • draq Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 21:47
                nowomowa ;)
    • szary212 "Jesteśmy skazani na śmierć" 05.10.09, 19:31
      nie sądziłam, że genetyka może być tak metafizyczną poezją. smutek,
      melancholia, tak - ale przynajmniej łatwiej pogodzić się z nieuchronnym, które
      jest logicznie i naukowo wytłumaczalne. Gratulacje dla laureatów.
      • kamyk39 Re: "Jesteśmy skazani na śmierć" 05.10.09, 21:36
        szary212 napisała:
        > melancholia, tak - ale przynajmniej łatwiej pogodzić się z
        > nieuchronnym

        Mozna kombinowac inaczej:
        Zeskanowac zawartosc mozgu, i w rzucic ja na jakis nosnik
        informatyczny (komputer), doczepic kamere czy inne uchwyty - i
        dalej.
    • maj47 Powtarzam : tylko ci co pochodzą od małpy 05.10.09, 20:14
    • legrange "Jesteśmy skazani na śmierć" 05.10.09, 21:38
      A jak się ma ta cała prawdziwa nauka do nauki o chodzeniu po wodzie?"
      • hubert100 Re: "Jesteśmy skazani na śmierć" 06.10.09, 05:52
        www.onet.tv/,5548213,5,klip.html#
    • najlepszy_gumis11 "Jesteśmy skazani na śmierć" 06.10.09, 11:18
      Jak by nie patrzeć każdy kiedyś zejdzie z tego padołu łeż i trzeba się z tym
      pogodzić.
      tinyurl.com/n7orj3
    • piccolo61501 "Jesteśmy skazani na śmierć" 18.10.09, 14:19
      Tu naprawde skazuja nas na smierc:

      hotnews.pl/artpolska-1363.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka