rty99 Smierc! 05.10.09, 15:38 Ludzie bez sumienia, nazywani dzisiaj liberałami powinni sie nad tym zastanowić. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 To wasz bóg, bigoci. 05.10.09, 15:44 Co byście zrobili, katole, gdyby ludzi nie dało się straszyć śmiercią!:) Odpowiedz Link Zgłoś
aplus to palnij se w leb jak ubecka zdzira. Tak kochasz 05.10.09, 21:44 ryzyego i sie nie boisz to w czym problem ? I dla budzetu oszczednosc bedzie ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
maruda.r Re: Smierc! 05.10.09, 16:05 rty99 napisała: > Ludzie bez sumienia, nazywani dzisiaj liberałami powinni sie nad tym zastanowić > . **************************** Dlaczego powinni się zastanowić? Odpowiedz Link Zgłoś
aplus Re: Smierc! 05.10.09, 21:38 maruda.r napisał: > rty99 napisała: > > > Ludzie bez sumienia, nazywani dzisiaj liberałami powinni sie nad tym zast > anowić > > . > > **************************** > > Dlaczego powinni się zastanowić? > > chocby tak na wszelki wypadek gdyby sie okazalo ze jednak istnieje. ale oczywiscie mozesz probowac jak Chlebowski ostatnio - bez sumienia wiec sie spocil. A co jesliby PO-dpier..li wiecej - moze spocilby sie wiecej ? A Ty lubisz sie pocic ? Odpowiedz Link Zgłoś
almagus "Jesteśmy skazani na śmierć"Odkoduj i żyj. 05.10.09, 15:41 Odkoduj i żyj. Dopisuj do starych tekstów. Lub napisz sobie nowy. Chociaż tych parę słów. Co przyjdą ci do głowy. Tekst najstarszy, genu kod. Trzy i pół miliarda lat. Krótszy niż znicza knot. Takie kipu w nasz świat. Bądź orłem i sokołem. Lekkim jak w widy senne. I coraz mniejszym kołem. Poznawaj co tajemne. Napisane, przeczytane. Tworzą często kompilację. Jakoś interpretowane. A na swoim ty masz rację. A to twoje, to twój kod. Może metra z półtora. To organy, atawizm cnot. Taka zawinięta „Tora". Odpowiedz Link Zgłoś
and_nowak Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 15:43 Naukowcy odkryli coś, o czym ludzkość wie od zarania dziejów. Gratulacje! Oni nawet znaleźli dowody to - jakby nam ich brakowało. Wprawdzie absolutnie nic z tego nie wynika (poza faktem o którym i tak wiedzieliśmy), ale jakież to odkrywcze! Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 15:49 Ludzkość od zarania dziejów nic nie "wie". Po prostu godzi się z losem, którego na razie nie umie odmienić. Czy zdanie przytaczanej przez GW polskiej komentatorki odkryć genetyków jest ostatnim słowem ludzkiej wiedzy na temat śmierci - nie wiem. Np. prof. Religa uważał, że ludzkość pokona śmierć. Może te obecne badania pokazują, że się mylił. Ale może nie. Odpowiedz Link Zgłoś
maruda.r Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 16:08 nick3 napisał: > Np. prof. Religa uważał, że ludzkość pokona śmierć. ***************************** Konsekwencje tego byłyby bardzo trudne do przewidzenia - trudne do pojęcia z perspektywy skazanych. Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 16:27 > Konsekwencje tego byłyby bardzo trudne do przewidzenia (...) Śmieszne zdanie. Brzmi jak coś mądrego, a faktycznie jest truizmem nie niosącym żadnej treści. Pojawienie się każdego wynalazku ma konsekwencję nie tylko trudne, ale po prostu niemożliwe do przewidzenia. Czy to będzie koło, silnik spalinowy, internet czy pigułka antykoncepcyjna. Wynalazli mają to do siebie, że zmieniają świat w nieprzewidywalny sposób. Odpowiedz Link Zgłoś
lemisiaque Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 16:26 Wydaje mi się, że ta pani po prostu zechciała przy okazji polansować jakieś swoje przekonania na ten temat. Moim zdaniem nie można tak kategorycznie stwierdzać, że sobie nie poradzimy z problemami o których mówi pani profesor. Mi bardziej prawdopodobne wydaje się, że postęp będzie się dokonywał i dojdzie do tego, że życie będzie mogło być podtrzymywane dłużej niż to zakładała natura. I badania laureatów na pewno się do tego przyczynią. Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 16:30 Jeśli jakiś doświadczony naukowiec mówi, że coś jest możliwe, prawie na pewno ma rację. Jeśli mówi że coś jest niemożliwe - prawie na pewno się myli. Odpowiedz Link Zgłoś
papa_s Jak coś jest niemożliwe to jest niemożliwe 05.10.09, 18:40 Zwłaszcza do wymyślenia lub zbudowania. W wielu przypadkach dowody na to są nadzwyczajnie proste: patrz nierozstrzygalność problemu stopu:( Odpowiedz Link Zgłoś
aegis_of_heart Stąd "kwantyfikator" "prawie na pewno" :) 05.10.09, 21:05 Oczywiście matematyka zna problemy nierozstrzygalne (przynajmniej w zadanych warunkach). Tutaj kłaniają się właśnie problemy algorytmiczne czy np. twierdzenie o niemożności K. Arrowa. P.S. Czy "prawie na pewno" to już logika probabilistyczna? ;] Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Jak coś jest niemożliwe to jest niemożliwe 05.10.09, 21:22 Ale te dowody dotyczą zawsze rzeczy abstrakcyjnych i nieskończonych (jak perpetuum mobile czy twierdzenie Godla). W praktyce nigdy nie potrzebujemy nieskończoności. Wystarczy nam maszyna działająca "wystarczająco długo", czy system weryfikacji "wystarczająco prostych" twierdzeń. Albo rozstrzyganie stopu dla programów napisanych w ograniczonym języku (w końcu komputery to przecież automaty skończone, które tylko udają maszyny Turinga). A czy tego się nie da zrobić? Kto wie, może się da. Odpowiedz Link Zgłoś
papa_s Komputery to nie automaty skończone 06.10.09, 18:49 Na mocy tezy Churcha-Turinga każdy komputer jest równoważny maszynie Turinga. Każdy algorytm rozwiązujący problem ma dolne ograniczenie pamięciowe i dolne ograniczenie złożoności (czasami n-krotnie wykładnicze dla żadnego n:(). Dla rozstrzygalnych problemów długość taśmy użyta do rozwiązania jest zawsze skończona i rozwiązanie zawsze zajmuje skończoną ilość kroków (czasem zabraknie protonów we Wszechświecie i nanosekund od Wielkiego Wybuchu by rozwiązać:(). Komputery automatami skończonymi nie są bo rozwiązują problemy, które żaden automat skończony rozwiązać nie może (istnieje równoważność między automatami skończonymi a gramatykami regularnymi). Co do praktyczności problemu stopu. Jest to bardzo bardzo bardzo praktyczny problem. Wszyscy uczestniczący w przedsięwzięciach budowy systemów oprogramowania byli by bardzo zadowoleni bardzo zadowoleni bardzo zadowoleni. Niestety problem jest nierozstrzygalny:( Co do ograniczoności języka to każdy jest opisany w ograniczony sposób. Jeśli chodzi proste algorytmy to udowodnij, że dla każdej liczby naturalnej L poniższy algorytm jest poprawny. To znaczy zatrzymuje się i daje poprawną odpowiedź (to drugie nietrudno udowodnić): dopóki ( L jest różne od 1 ) { jeśli ( L jest parzyste ) L = L / 2; w przeciwnym wypadku L = 3 * L + 1; } Powodzenia;) Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Komputery to nie automaty skończone 06.10.09, 20:27 > Na mocy tezy Churcha-Turinga każdy komputer jest równoważny > maszynie Turinga. To jest postulat. Nie możesz się na niego powoływać. :) > Komputery automatami skończonymi nie są bo rozwiązują problemy, > które żaden automat skończony rozwiązać nie może Tak oczywiście uczą na studiach. Ale przecież wiesz, jak działa komputer: skoro pamięć i rejestry mieszczą w sumie X bitów, to komputer może się znajdować w jednym z 2^X stanów. To jest jakaś skończona liczba, czyli z definicji jest automatem skończonym. Inna sprawa, że często tego nie widać, bo komputery potrafią w swojej skończonej pamięci realizować _fragmenty_ obliczeń maszyny Turinga. Ale to są tylko fragmenty. Przypominają nam o tym wszystkie przepełnienia stosu i błędy alokacji, gdy próbujemy symulować jakieś zbyt długie jej działanie. A problem Collatza póki co jest rozwiązany dla liczb mniejszych niż 2^58. Jeśli kiedyś będziesz potrzebował (w jakimś praktycznym celu) rozwiązać go dla jakiejś większej liczby, daj znać. Odpowiedz Link Zgłoś
papa_s Zapomniałaś o jednym 07.10.09, 16:55 Automat skończony ma funkcję przejść. W komputerze, w którym modyfikowany jest kod wykonywalny niestety ta funkcja się modyfikuje:( Na tym zresztą opiera się dowód o nierozstrzygalności. Modyfikacja kodu wykonywalnego to jedne z najwredniejszych błędów przy wykonywaniu programów. Innymi są rozsypanie sterty, modyfikacja tablicy metod wirtualnych i jeszcze dużo dużo dużo tego;( Problem staje się bardziej skomplikowany gdy mamy do czynienia z wieloma procesorami /komputerami. Powszechnie się wierzy (i tylko wierzy), że teza Churcha-Turinga jest prawdziwa. Podobnie powszechnie wierzy się, że twierdzenie o czterech barwach też jest prawdziwe (dowód uzyskany za pomocą komputera). Szereg innych tez matematycznych zaakceptowano jako twierdzenia mimo, że używano komputera do uzyskania dowodu. Nieskończona tasiemka w maszynie Turinga jest potrzebna na zapewnienie poprawności dla każdej implementacji algorytmu. Chcemy żeby algorytm się nie zapętlił na każdej implementacji, która zapewni odpowiedni rozmiar zasobów. Jeśli chodzi o ostatnie to tym samym potwierdzasz, że nawet dla niewinnie wyglądającego algorytmu problem stopu jest bardzo trudny nawet dla ludzi. Dowodu nie podałeś bo go na razie nie ma. Wykonywanie algorytmu dla kolejnych liczb nie jest dowodem bo jest ich nieskończenie wiele. Jeśli jest poprawny dla zbioru 1..2^58 to czy będzie poprawny dla 1..2^64 potem 1..2^128 i tak dalej. Musimy mieć pewność, że dowolna implementacja algorytmu nie wyłoży nam się po drodze. P.S. Miało być o śmierci a wyszło o informatyce;) Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Zapomniałaś o jednym 08.10.09, 12:02 > Automat skończony ma funkcję przejść. W komputerze, w którym > modyfikowany jest kod wykonywalny niestety ta funkcja się modyfikuje:( To nieprawda. Modyfikuje się wyłącznie dane, czyli stan komputera. Funkcja przejść komputera jest zawsze ta sama: "wykonaj instrukcję procesora odpowiadającą danym aktualnie znajdującym się w rejestrach". I nawet jeśli mamy do czynienia z wieloma procesami czy komputerami, to wciąż one wszystkie razem wspólnie tworzą automat skończony. Po prostu dlatego, że istnieje skończona ilość stanów. Choćbyś miał komputer kwantowy, rozciągający się na cały obserwowalny Wszechświat, wykonujący równolegle przetwarzanie na każdym atomie - to wciąż miałby on SKOŃCZONĄ liczbę stanów. Byłby więc równoważny automatowi skończonemu, tylko bardzo dużemu. A Maszyna Turinga ma nieskończoną liczbę możliwych stanów. To nie znaczy, że Teza Churcha-Turinga jest nieprawdziwa. Po prostu sformułowanie "jest równoważne" jest na tyle nieprecyzyjne, że może obejmować automaty skończone, jeśli tylko wystarczająco dobrze udają Maszynę Turinga. > Powszechnie się wierzy (i tylko wierzy), że teza Churcha-Turinga jest > prawdziwa. Czyżby? Teza Churcha-Turinga w szczególności mówi, że ludzką światomość da się przepisać na ciąg bitów i ją zasymulować na komputerze. Wielu informatyków pewnie w to wierzy, ale czy ta wiara jest "powszechna", to nie byłbym taki pewien. > Podobnie powszechnie wierzy się, że twierdzenie o czterech > barwach też jest prawdziwe (dowód uzyskany za pomocą komputera). > Szereg innych tez matematycznych zaakceptowano jako twierdzenia mimo, > że używano komputera do uzyskania dowodu. Mylisz dwie zupełnie różne rzeczy. Twierdzenia matematyczne które _udowodniono_ za pomocą komputera, uważa się za prawdziwe. Tezy Churcha Turinga _nie_udowodniono_ i nie da się tego zrobić. To jest teza filozoficzna, mówiąca tyle: we Wszechświecie nie zachodzą nieobliczalne zjawiska. Ale my tego nie wiemy, bo nie znamy wszystkich praw fizyki i nigdy nie będziemy mieć pewności, że je znamy wszystkie. Być może gdzieś we wnętrzu Czarnych Dziur, albo w oddziaływaniach Ciemnej Materii czy Ciemnej Energii zachodzą jakieś nieobliczalne zjawiska. My nic na ten temat nie wiemy, więc póki co Teraz Churcha Turinga pozostaje nieobalona. > Jeśli chodzi o ostatnie to tym samym potwierdzasz, że nawet dla > niewinnie wyglądającego algorytmu problem stopu jest bardzo trudny > nawet dla ludzi. A tu się zgodzę. "Niewinnie wyglądający" problem w rzeczywistości może być dowolnie skomplikowany (sztandarowym przykładem jest tu hipoteza Goldbacha). Najwyraźniej prostota sformułowania, podobnie jak prostota weryfikacji rozwiązania, nie pociąga za sobą prostoty samego rozwiązania. Zresztą, jak się zastanowić, to czemu miałoby tak być? > P.S. Miało być o śmierci a wyszło o informatyce;) Nic dziwnego. W końcu jeśli da się nas zasymulować na komputerze, to nieśmiertelność nie jest już tylko mrzonką. Odpowiedz Link Zgłoś
papa_s Re: Zapomniałaś o jednym 08.10.09, 18:58 asteroida2 (jak napisał to powinno być asteroid;)) napisał: > To nieprawda. Modyfikuje się wyłącznie dane, czyli stan komputera. > Funkcja przejść komputera jest zawsze ta sama: "wykonaj instrukcję > procesora odpowiadającą danym aktualnie znajdującym się w > rejestrach". Oczywiście. Każdy zbiór skończony ma skończony kwadrat kartezjański co pociąga za sobą skończony zbiór funkcji. Tyle, że nie zajmujemy się tu konkretnymi komputerami a nieskończoną ich ilością z rosnącymi zasobami. Podobnie jak z liczbami naturalnymi. Do zapisania każdej potrzeba skończonej ilości kartek papieru (dla niektórych zabrakło by protonów we Wszechświecie). Jednak wszystkich się nie da zapisać. Podobnie nie podasz definicji wszystkich komputerów możliwych do skonstruowania. Maszyna Turinga potrzebna jest do udowodnienia: jeśli algorytm jest na niej poprawnie wykonywalny to będzie poprawnie wykonywalny na każdym komputerze, który zapewni odpowiednią ilość zasobów. Niestety takiego czegoś nie ma i nigdy nie będzie:(:(:( Dowody muszą przeprowadzać omylni ludzie. Fajnie by było gdyby można było mówić komputerowi z wyrocznią co ma zbudować a potem kasować kasiorę;) Sam procesorek (własny) można też skonfigurować inaczej w trakcie obliczeń: będzie inaczej reagował na te same kody instrukcji. To tak na dokładkę jeśli chodzi o pisanie czegoś co sprawdza program;) Odpowiedz Link Zgłoś
unhappy Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 16:37 > Mi bardzie > j prawdopodobne wydaje się, że postęp będzie się dokonywał i dojdzie do tego, ż > e życie będzie mogło być podtrzymywane dłużej niż to zakładała natura. To jest oczywiste. Dążenie do nieśmiertelności jest jednym z podstawowych ludzkich dążeń. Logika śmierci, to logika natury uśmiercającej stare generacje kosztem nowych, co gwarantuje postęp ewolucji. Ale logika rozumu mówi, że jak czegoś chcemy to wymyślamy sposób żeby to osiągnąć i... osiągamy to. Słowa: Pojawiające się z wiekiem wyciszenie telomerazy służy temu, żebyśmy mogli spokojnie odejść i zostawić miejsce młodszym pokoleniom. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. to raczej świadomość tego, że nie jesteśmy pierwszym pokoleniem nieśmiertelnych (i wiele następnych po nas też nie) i jakoś trzeba się z tym pogodzić. Nagroda jest dla tych co się nie pogodzą :D Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 17:00 > Pojawiające się z wiekiem wyciszenie telomerazy służy temu, > żebyśmy mogli spokojnie odejść i zostawić miejsce młodszym pokoleniom. > Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Według mnie to słowa kogoś przegranego, kto musiał znaleźć sobie jakąś ulgę w obliczu porażki. Nie ma w nich nic obiektywnie sensownego - to tylko taka autoterapia w obliczu śmierci. Odpowiedz Link Zgłoś
aegis_of_heart Chyba masz rację. 05.10.09, 17:58 To taka "życiowa mądrość" - niestety polegająca głównie na tym, że autor rozumie tezę artykułu i wie co ma powiedzieć, aby "było dobrze" - tezka się obroniła, dziennikarka ucieszyła, nikt nie poczuł urażony, katotalibowie nie rzucili do rozrywania biologów na strzępy itd. Ponadto jest to rzeczywiście zdanie człowieka przegranego, który sobie już zracjonalizował swoją porażkę. A ja spokojnie mogę sobie wyobrazić fakt, że kiedyś ktoś zdobędzie prawie-nieśmiertelność, a przynajmniej poważne wydłużenie życia. Pewnie nie będzie to w moim pokoleniu, przypuszczalnie też nie w pokoleniu moich dzieci - ale kiedyś może się udać i warto próbować. Więcej odwagi! Inaczej w tym kraju faktycznie nie będzie lepiej. Niestety, Wybiórcza ma tendencję do takiego naiwnego moralizowania jak u cioci na niedzielnej herbatce z ciastkiem. Odpowiedz Link Zgłoś
mozart Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 18:28 nick3 napisał: Np. prof. Religa uważał, że ludzkość pokona śmierć. Rownie dobrze mogl uwazac, ze zbuduja perpetum mobile... Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 18:40 > Rownie dobrze mogl uwazac, ze zbuduja perpetum mobile... Albo że człowiek poleci na Księżyc. Przecież każdy wie, że to niemożliwe. Odpowiedz Link Zgłoś
mozart Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 19:05 asteroida2 napisał: > Albo że człowiek poleci na Księżyc. Przecież każdy wie, że to niemożliwe. Bez specjalnej maszyny, napewno nie... Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Niedługo odkryją grawitację 05.10.09, 21:00 > > Albo że człowiek poleci na Księżyc. Przecież każdy wie, że to > > niemożliwe. > Bez specjalnej maszyny, napewno nie... Może do powstrzymywania procesu starzenia też będzie potrzebna odpowiednia maszyna? Odpowiedz Link Zgłoś
unhappy Re: Niedługo odkryją grawitację 06.10.09, 22:59 Przed nami stworzenie wolicjonalnej maszyny. Co, jak twierdzi Garris będzie początkiem szybkiego końca homo sapiens. Osobiście się z nim zgadzam, bo starzejące się białko nie jest moim skromnym zdaniem najlepszym nośnikiem dla świadomości. Odpowiedz Link Zgłoś
kongreszydowski Re: "Jesteśmy skazani na śmierć" 05.10.09, 15:49 funny5 napisała: > Gratulacje Gratulacje! (Dla feministek: Po raz pierwszy dwie kobiety jednoczesnie otrzymaly nagrode Nobla w dziedzinie medycyny. Wedlug sekretarza komitetu nagrody Nobla otrzymaly ja nie dlatego ze sa kobietami.) Odpowiedz Link Zgłoś
infinitejustice Biolożka 05.10.09, 16:02 Co to za jakaś durna moda na używanie słów typu biolożka, psycholożka :/ Odpowiedz Link Zgłoś
laux Re: Biolożka 05.10.09, 18:46 Ta moda jest OK. Biolożka, psycholożka - tak jak nauczycielka, lekarka itp. Formy biolog, psycholog w odniesieniu do kobiet są niewygodne, bo nieodmienne przez przypadki i nietworzące liczby mnogiej. Odpowiedz Link Zgłoś
papa_s W języku polskim są trzy rodzaje rzeczowników 05.10.09, 19:12 Jeśli desygnat jest kobietą to naturalnym procesem w języku jest poszukiwanie rzeczownika z rodzajem żeńskim do określenia tego desygnatu. Po jakimś czasie terminy biolożka, psycholożka, itp. zostaną w pełni zaakceptowane i klamka zapadnie. KrzyczONcy, że tak nie powinno być, bENdOM ustEMpować nastEMpnym organizmom miejsca na Ziemi;):/ Odpowiedz Link Zgłoś
drojb Re: po prostu - rodzaj żeński w polszczyźnie 06.10.09, 00:51 o którym nie wiesz, boś ofiara reformy edukacyjnej. Jak nauczyciel-nauczycielka. Książę - księżna itp. (z księdzem jest kłopot - może "księzyca"?) Odpowiedz Link Zgłoś
and_nowak Re: po prostu - rodzaj żeński w polszczyźnie 06.10.09, 15:44 drojb napisała: > o którym nie wiesz, boś ofiara reformy edukacyjnej. > Jak nauczyciel-nauczycielka. > Książę - księżna itp. (z księdzem jest kłopot - może "księzyca"?) Może dlatego wiele kościołów nie wyświęca księżyc? ;-))) A na poważnie: socjolożki i biolożki są po prostu wygodne. Forma nieodmienna ("spotkałem się z biolog - ona siostrą tej psycholog, co jej mąż uciekł z technik dentystyczny") jest po prostu niewygodna w jęz. polskim. Wolę biolożkę i policjantkę. W dalszym ciągu pozostaje kłopot z sekretarz redakcji i sędzią sądu (choć sędzina zmienia znaczenie, podobnie jak niegdyś krawcowa - żona krawca). Odpowiedz Link Zgłoś
meerkat1 :-))) 06.10.09, 18:53 Lektura listy laureatów naukowych nagród Nobla za ostatnie 60 lat jest bardzo pouczająca. Brawo Chiny, Indie i Rosja! :-) Odpowiedz Link Zgłoś
papa_s Dla księdza może być 06.10.09, 19:21 księdzowa podobnie jak z krawcem i krawcową. Na razie będzie to żona księdza. Kolejny (który?) papież ogłosi, że nowo wyświęceni księża mogą się żenić. Z wprowadzeniem takiej możliwości nie powinno być aż takiego problemu jak przy wprowadzaniu celibatu;) Odpowiedz Link Zgłoś
shithead Re: Uwazasz ze spadlem z drzewa. 05.10.09, 16:05 No, you're still on it or if you feel like that it has really happened, you could be sure that your head was first part of your body which hit the ground. Odpowiedz Link Zgłoś
malkontent6 Re: W Polsce to by wychodziło tak:... 05.10.09, 16:08 Tobie się chyba wszystko kojarzy z Tuskiem. P.S. PiS i tak do władzy nie wróci. Odpowiedz Link Zgłoś
maruda.r Owszem, spadłeś 05.10.09, 16:09 Owszem, spadłeś. W przeciwieństwie do tych, którzy zeszli z własnej woli. Odpowiedz Link Zgłoś
vomitorium1 "Jesteśmy skazani na śmierć" 05.10.09, 16:14 czy jest patent na nobla ? (ja wpadłem na to wcześniej) Odpowiedz Link Zgłoś
trv Fajnie :) 05.10.09, 16:26 Fajnie :) Też bym tak chciał ale mam problem z przekładaniem fantastyki na rzeczywistość. Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: Fajnie :) 05.10.09, 16:41 chi, chi. jak się postrzega rzeczywistość tylko sensorycznie - nietrudno resztę uznać za fantastykę. :) Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Fajnie :) 05.10.09, 17:13 A jak ty postrzegasz rzeczywistość? Niesensorycznie? Odpowiedz Link Zgłoś
aegis_of_heart Dobre pytanie. :> 05.10.09, 17:30 Zawsze mogą to być przypadkowe przeskoki elektronów miedzy synapsami. ;] W przypadku niektórych osób to by wiele wyjaśniało... ;);) Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: Fajnie :) 05.10.09, 19:37 asteroida2 napisał: > A jak ty postrzegasz rzeczywistość? Niesensorycznie? No właśnie, co z życiem duchowym: choćby poczuciem estetyki, poczuciem moralności? "Wolne Przeskoki synaptyczne?":) Muzyka Mozarta jest "naukowo" wytłumaczalna? :) Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Fajnie :) 05.10.09, 19:49 > No właśnie, co z życiem duchowym: choćby poczuciem estetyki, > poczuciem moralności? "Wolne Przeskoki synaptyczne?":) > Muzyka Mozarta jest "naukowo" wytłumaczalna? :) Oczywiście że muzyka Mozarta jest naukowo wytłumaczalna. Życie duchowe, jak się je obedrze z kłamstw (bo kłamstwami jest ono obudowane dosyć szczelnie), okazuje się po prostu bardzo wyrafinowanym programem, zmieniającym pojedyncze jednostki w społeczeństwo. Ten program był potrzebny, żeby stworzyć cywilizację - zanim pojawiły się prawa, zanim pojawiło się pismo, pieniądze, kredyty hipoteczne i opcje na kontrakty terminowe. Gdyby nie ten program, obejmujący właśnie poczucie estetyki, moralność czy zamiłowanie do muzyki - nie powstałaby cywilizacja i nie miałby kto o tym teraz dyskutować. Ale sam program jest czysto fizyczny i nie ma co się doszukiwać w nim jakichś niematerialnych podstaw. No chyba że jest się kapłanem, który z tych kłamstw żyje. Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: Fajnie :) 05.10.09, 20:12 wytłumaczalne jest tylko to co się dzieje, kiedy niektórzy z nas słuchają Mozarta: ciśnienie tętniczne, EEC, hormony itd, itd., ale gdyby tak było jak piszesz, muzykę takiej jakości możnaby produkować taśmowo, podobnie z rzeźbami Michała Anioła, czy innymi (bo piszę nie o modach, tylko o tym co zykliśmy nazywać "ponadczasowym") nie miałem też zamiaru pisać o bigoterii (bo chyba tak potraktowałeś termin "życie duchowe"). Wydaje mi się, że czasy nowożytne, moderne i postmoderne wywindowały naukę na pozycję, która na przykład w czasach średniowiecza była zarezerwowana dla religii (to ją chyba pomyliłeś z "życiem duchowym"). I to uważam za błąd. To miałem na myśli: są rzeczy, które są niezbadalne naukowo i nigdy nie będą, bo leżą poza empiryczną rzeczywistością i nauka nie ma instrumentarium, żeby się "za nie zabrać", a jeżeli się zabiera to zawsze będzie dotykać tylko powierzchni (systemu, "oprogramowań", struktur, a w końcu cząsteczek materii, odkrywając między nimi nawet wszystkie możliwe połączenia nie zgłębi ich tajemnicy) Przykłady tego mnożą się właściwie, a nie maleją, podczas gdy najważniejsze pytania: na przykład: czym jest życie? czym jest śmierć? nauka nie odpowiedziała od 400 lat i (sama)na to nie odpowie.:) Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Fajnie :) 05.10.09, 21:16 > gdyby tak było jak piszesz, muzykę takiej jakości możnaby > produkować taśmowo, podobnie z rzeźbami Michała Anioła Nie wiem jak udało Ci się uzyskać taki wniosek. Nic takiego nie zasugerowałem. Grupy społeczne powstają przez gromadzenie się wokół czegoś wspólnego: wspólnej idei, mody, dzieła, gustu itp. Możesz stworzyć dzieło, które przyciągnie miliony i będzie ponadczasowe. Ale żeby potem przyciągnąć miliony, musisz stworzyć coś lepszego. Potem jeszcze lepszego i jeszcze. W końcu dochodzisz do dzieł Mozarta i Michała Anioła. Cały czas jest możliwe stworzenie czegoś lepszego - ale jest już tak trudne, że czasem przez setki lat nic lepszego nie powstaje. I nie ma w tym żadnej magii, ani nie wymaga to "pozanaukowych" wyjaśnień. Fakt, że te dzieła poruszają ludzi, nie jest niczym dziwnym - taki był cel ich powstania. Po prostu te są najlepsze w realizowaniu tego celu. > Wydaje mi się, że czasy nowożytne, moderne i postmoderne > wywindowały naukę na pozycję, która na przykład w czasach > średniowiecza była zarezerwowana dla religii > I to uważam za błąd. To miałem na myśli: są rzeczy, > które są niezbadalne naukowo i nigdy nie będą, bo leżą poza > empiryczną rzeczywistością i nauka nie ma instrumentarium, żeby > się "za nie zabrać", A skąd wiesz, że są takie rzeczy? Jeśli się o nich dowiedziałeś, jeśli informacja o nich jakkolwiek do ciebie dotarła - to znaczy że nie leżą poza empiryczną rzeczywistością i że da się "za nie zabrać". A jeśli informacja o nich do ciebie nie dociera, to skąd pomysł, że w ogóle istnieją? > a jeżeli się zabiera to zawsze będzie dotykać tylko powierzchni Demagogia. "Nauka zawsze... ", "Nauka nigdy... " to klasyczne stanowcze, niepoparte niczym wyroki. Ludzie którzy je wygłaszają często chcą w ten sposób się podbudować, jeśli tracą kontakt z postępem nauki. Ale w żaden sposób uzasadnić swoich twierdzeń nigdy nie potrafią. > Przykłady tego mnożą się > właściwie, a nie maleją, podczas gdy najważniejsze pytania: na > przykład: czym jest życie? czym jest śmierć? nauka nie > odpowiedziała od 400 lat i (sama)na to nie odpowie.:) Nauka nie wie, czym jest śmierć? Możesz jakoś rozwinąć to dziwaczne twierdzenie? Czy nie możesz, bo tylko skopiowałeś je z jakiejś książki, nigdy nie zastanawiając się nad jego sensownością? Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: Fajnie :) 05.10.09, 22:34 nie sugerowałeś. ja interpretuję, podobnie jak Ty zresztą.:) Skoro uważasz, że tworzenie jakości jest prawie mechanicznym zabiegiem, technicznym w którym ludzie "demokratycznie" uznają coś za lepsze, i dążą ku jeszcze lepszemu i jeszcze, to chyba jesteś w błędzie. Dzieła które nazywamy ponadczasowymi nie są dobre, tr lepsze a potem jeszcze lepsze (to odróżnia sztukę od rzemiosła) tylko są bliskie ideału od samego początku, niezależnie od czasu ani "tworów społecznych" czy generowania ich w czasie. Piszemy o jakości w której Ty się nie dostrzegasz niczego poza "realizowaniem celu", a ja uważam, że u jego podstaw leży metafizyka, coś co ogarnia, ale zarazem przekracza sam rozum, a także umysł. Nie wiem czemu miałbym z tego typu doznań rezygnować. Redukować to do jednego wymiaru - płaskiej ziemi w myśl empiryzmu?:) Nie ma potrzeby byśmy rozważali to w kwestiach "nigdy" "zawsze", więc sam tego nie rób. Uważam poprostu, że nauka stwarza ogromne możliwości badania rzeczywistości, ale tylko pewnego jej obszaru (to co nazwałem "to"), ale w badaniu własnej "mojej" rzeczywistości wewnętrznej zawodzi. "Ja" nie jest obiektywne - nie może być - używając nauki do introspekcji raczej daleko nie zajdziemy, nieprawdaż? Spróbuj...:) (to przecież podstawowy "problem faustowski".) Podobnie, choć już trochę inaczej jest z "MY" - czyli "ja" w odniesieniu do innych "ja", ale to już kwestia kolejnej dyskusji z pewnością przekraczającej możliwości tego forum. Nie staraj się podważać mnię, czy dezawuować jako dyskutanta, tylko dlatego, że mam inny światopogląd. Na tym chyba dyskusja nie powinna polegać. Nie atakuję Cię ad personam i nie mam takiego zamiaru. Ja poprostu tylko nie uważam, że "pogląd naukowy" powinien się odnosić do wszystkich przestrzeni życia, bo to kolejny dogmat i ślepy zaułek. tak, nauka wie co to jest śmierć. jest "brakiem funkcji życiowych". a co to jest życie? "ich podtrzymanie"...;) Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Fajnie :) 05.10.09, 23:06 Nie uważam że tworzenie jakości jest mechanicznym zabiegiem. W ogóle całe to wiązanie "realności i naukowości" z czymś niskim, mechanicznym i automatycznym, postrzegam jako czystą arogancję ludzi którzy sami niczego nie robią, a chcą jakoś umniejszyć pracę tych, którzy coś robią. Ale nie atakuję ciebie, tylko twoje poglądy. I za każdym razem rzucam wyzwanie, czy danego poglądu potrafisz obronić. Jeśli nie potrafisz, to właśnie to chcę ci pokazać - że większość tych poglądów to tylko powtarzane za kimś, nieprzemyślane frazesy. Nauka, od różnego rodzaju poglądów, różni się tym, że broni się sama. I prawo fizyki jest tak samo prawdziwe, gdy je wygłosi student, jak gdy je wygłosi noblista. Co innego opinie - tu głównym kryterium jest osoba wygłaszająca (czasem drugim kryterium jest estetyka). Możesz "uważać" że u podstaw leży metafizyka, że istnieje coś co przekracza rozum i że nauka nigdy tego nie pozna. Ale nie potrafisz tego uzasadnić, tylko tak uważasz. I czy zastanowiłeś się czemu od "uważania" przechodzisz do "głoszenia" tych poglądów, mimo że nie masz dla nich żadnego uzasadnienia, poza własnym przekonaniem? Co cię do tego pcha? Bo nauka wie, czemu to robisz. My wiemy też, czym jest życie. Życie to układ samoporządkujący się (obniżający swoją entropię dzięki przepływowi energii), który ma zdolność nieograniczonego wzrostu złożoności informacyjnej (czyli, podobnie jak w gospodarce wolnorynkowej, pojawienie się każdego elementu stwarza możliwość pojawienia się kolejnych). To są techniczne definicje, opracowane dzięki rozwojowi teorii informacji, termodynamiki i biologii. I jak widzisz, redukują pojęcie życia do prostszych pojęć - czego filozofowie nie tylko nie potrafili zrobić, ale wręcz wielu głośno powtarzało, że te się zrobić nie da. Niektórzy wręcz arogancko nabijali się z tych, którzy próbowali, mówiąc np. o "podtrzymywaniu funkcji życiowych" - co dla każdego logika jest oczywistym masłem maślanym. Te definicje pokazują jeszcze wiele ciekawych cech życia, np. taką, że życia nie można zdefiniować w oderwaniu od reszty biosfery - bo każda jest część jest "żywa" tylko będąc jego częścią. I pozwalają pójść dalej: tworzyć sztuczne życie, poszukiwać życia poza Ziemią itp. Tak wygląda postęp naukowy. A dla tych którzy tracą z tym kontakt, zamknięci w wieżach z kości słoniowej i studiujących opinie swoich mistrzów, zamiast studiować rzeczywistość - tym, nie dziwi mnie to, może się to wszystko wydawać ślepym zaułkiem. Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: Fajnie :) 05.10.09, 23:52 problemem nauki jest to, że uznaje ona sama tylko te "prawdy", które można udowodnić naukowo. nikogo nie namawiam, ani nie przekonuję do moich poglądów, jak mi nie wiem dlaczego, starasz się imputować. jestem tylko zdania, że "naukowe poglądy" na wszystko przesłaniają pewne prawdy, do których tą drogą nie da się dotrzeć. to wszystko. nie proponuję Ci nie religii, "taniej" metafizyki, ani "zerwania z nauką". niczego nie proponuję. Staram się wyjaśnić Ci mój pogląd. Konkretnie. Zrób prosty eksperyment: jak daleko "metodami naukowymi", które opisujesz, możesz przeprowadzić głęboki wgląd we własne "ja" (nieobiektywne przecież):) Czy "naukową metodą", czyli "obiektywnym okiem" zwróconym do swojego wnętrza będziesz w stanie obniżyć własny puls o jedyne 10%? :))) Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Fajnie :) 06.10.09, 00:04 > Zrób prosty eksperyment: jak daleko "metodami naukowymi", które > opisujesz, możesz przeprowadzić głęboki wgląd we własne "ja" > (nieobiektywne przecież):) Odpowiem jak naukowiec: Muszę stworzyć do tego odpowiednie narzędzie. Takie, które pozwoli mi oglądać w czasie rzeczywistym pracę wszystkich neuronów mojego mózgu. Takie, które pozwoli mi symulować działanie tych neuronów i sprawdzać jak wspólnie reagują na różne bodźce i czy ja reaguję tam samo. Wtedy dopiero _zacznę_ uczyć się czegoś o własnym "ja". Póki co jest to dyskutowanie o czymś, do czego nie potrafimy zajrzeć. Dajesz mi pudełko, którego nie potrafię otworzyć i zaczynasz mówić o tym, że "nauka przesłania mi pewne prawdy"? To nie nauka mi je przesłania, tylko pudełko jest zamknięte! A to, że ty mi naopowiadasz różnych historyjek o tym co jest w tym pudełku, w żaden sposób na moje pytania nie odpowie. Bo ja wiem, że ty do tego pudełka też nie potrafisz zajrzeć, tylko powtarzasz wymyślone przez kogoś innego hipotezy. > Czy "naukową metodą", czyli "obiektywnym okiem" zwróconym do > swojego wnętrza będziesz w stanie obniżyć własny puls o jedyne > 10%? :))) A czy możesz to zrobić metodami nienaukowymi? Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: Fajnie :) 06.10.09, 02:27 Rzeczywistość jest zamknięta w pudełkach które za sprawą nauki można otwierać. Dobrze. A ja mówię, że to nie JEDYNA część rzeczywistości. To wszystko. Dam Ci inny przykład: na łące przy drodze rośnie kwiat. Do naukowej prawdy o nim dojdziemy, kiedy rozróżnimy jego części zbadamy je i rozpoznamy ich funkcje, zmierzymy, zważymy itd. Co się dzieje w nas, kiedy go ujrzymy, dotkniemy, co to "spotkanie" w nas wywoła "duchowo" prawda naukowa dotrze znowu tylko tak jak dotyka kwiat: zmierzy nasze neurotransmitery, wytrysk hormonów, przepływ prądu w komórkach itd.itd - czyli dotknie prawdy znowu tylko w części - nie będzie nią w pełni, bo weszła na obcy sobie obszar prawdy - obszar NIEOBJEKTYWNY bliższy poecie i filozofowi, malarzowi, każdemu kto ten kwiat KONTEMPLUJE. To nie jest historyjka. Doświadczamy tego (tych prawd) codziennie, obcując choćby z kulturą tak samo jak z naturą. Medytując. To jest coś co nazywamy życiem duchowym. Naukowo możesz zmierzyć jego właściwości i funkcje, ale nie dotkniesz jego ISTOTY, bo leży poza językiem. A jednak jest PRAWDą. Wierz mi, miłość to nie tylko kupa chemicznych formułek i diagramów, choćby były ich miliony.;) Teraz ad personam: zarzucasz mi, że powtarzam czyjeś hipotezy, czyli zarzucasz mi wiarę w nie, ale sam się taką wiarą wykazujesz, pisząc że świat jest właśnie tak zbudowany, że otwieranie pudełek jest możliwe, aż do końcowego dowiedzenia się wszystkiego o wszystkim tym jedynym sposobem. Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Fajnie :) 06.10.09, 09:26 Twoje wyobrażenie o tym jak działa nauka, jest kompletnie błędne. Mówisz że będę badał mózg przez mierzenie hormonów, neurotransmiterów i przepływ prądu? Zastanów się jeszcze raz. Czy wydaje ci się, że informatycy zajmują się mierzeniem temperatury procesora, mierzeniem napięć na różnych kablach i określaniem ich składu chemicznego? Gdyby tak robili, to rzeczywiście, "dotykaliby prawdy tylko w części". Potem wychodząc z tego błędego założenia, określasz granice, do których może dotrzeć nauka. Oczywiście, gdyby nauka działała tak jak ją sobie wyobrażasz, to byłaby zamknięta w tych granicach. Ale tak nie jest. Pisząc o "życiu duchowym", "kontemplacji" i "medytacji" sam nie dostrzegasz, że opisujesz swoje _wrażenia_ - czyli coś, co wytwarza twój umysł. Porównujesz te wrażenia z cudzymi, znajdując części wspólne i tworzysz sobie hipotezę "zewnętrznego świata", niedostępnego dla badań naukowych, z którego te wrażenia się biorą. A prawda jest taka, że te wrażenia są po prostu wytworem twojego umysłu. Sam wiesz, jak trudno jest wejrzeć w umysł człowieka - a jednocześnie łatwo dajesz się mu omamiać i nazywasz to co on wytwarza "ISTOTĄ" i "PRAWDĄ". Wszystko co nazywasz "życiem duchowym" sprowadza się do wyrafinowanych algorytmów procesowanych przez twoje neurony. Nie poznasz tych algorytmów mierząc przepływy prądów ani skład chemiczny. Nie poznasz ich też "zaglądając w swój umysł". Nawet nie zbliżysz się, do ich istoty. Co najwyżej, zacznie ci się wydawać że się zbliżyłeś. Ludzki umysł jest najbardziej złożonym obiektem, z jakim się zetknęliśmy. Nie mamy jeszcze narzędzi, żeby go badać - i dlatego jego działania nie rozumiemy. Ale jeśli sądzisz, że malarze, poeci i filozofowie są bliżej jego "ISTOTY", to się kompletnie mylisz. Oni są bliżej tylko swoich urojeń. Możesz się oszukiwać przez resztę życia, że pioruny powoduje gromowładny Zeus. Ale to są zwykłe kłamstwa. Im szybciej sobie zdasz z tego sprawę, tym lepiej dla ciebie. Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: Fajnie :) 06.10.09, 10:56 oj płaska ta Twoja ziemia funkcjonująca algorytmami i czarnymi pudełkami, w które nie ma jak zajrzeć - bo brak instrumentów. miłość, przyjań, doznania wewnętrznej iluminacji, wzruszenie, sny, wizja-logika, estetyka, etyka - sprowadzone do "urojeń".:))) nie mam ochoty na tę rozmowę z dogmatykiem. wybacz. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Fajnie :) 06.10.09, 11:18 > miłość, przyjań, doznania wewnętrznej iluminacji, wzruszenie, sny, > wizja-logika, estetyka, etyka - sprowadzone do "urojeń".:))) > nie mam ochoty na tę rozmowę z dogmatykiem. Wcale mnie to nie dziwi. Nazywa się to "dysonansem poznawczym". Masz święte przekonanie, że masz rację, a jednocześnie brak jakichkolwiek argumentów za swoją racją. Dlatego rozmowa o tym staje się dla ciebie nieprzyjemna. No cóż, najbezpieczniej dla ciebie będzie się wycofać, zamknąć przed zewnętrznym światem i wrócić do wmawiania sobie, że przecież nie możesz się mylić, skoro coś "wewnętrznie czujesz". Potem znajdziesz kogoś innego, komu powtórzysz te kłamstwa o "świecie duchowym" i "metafizyce" - najlepiej młodego i naiwnego. W ten sposób kłamstwa przetrwają do następnych pokoleń. Bo przecież są śliczne. Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: Fajnie :) 06.10.09, 11:52 i to wszystko wyczytałeś w swojej "kryształowej kuli", czy gdzie? gdzie tu kierowanie sią poglądem naukowym? skoro tyle w tym niekontrolowanych emocji, że porywasz się nawet na przepowiadanie czyjejś osobistej przyszłości, po paru zdaniach, które przeczytałeś? ale jaja. prawdziwy z ciebie "naukowiec", nie ma co! uśmiałem się jak norka.:) roger and over Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Fajnie :) 06.10.09, 12:04 > i to wszystko wyczytałeś w swojej "kryształowej kuli", czy gdzie? Naprawdę chcesz wiedzieć, czy tylko próbujesz bronić się śmiechem? Bo moje "przepowiadanie czyjejś osobistej przyszłości", może oczywiście być błędne, ale statystyka mówi, że raczej zrobisz dokładnie tak, jak przepowiedziałem. Możesz się śmiać z przepowiedni naukowca, ale przypomnij je sobie, gdy będziesz swoje kłamstwa wciskał komuś młodemu i naiwnemu. Odpowiedz Link Zgłoś
n0e2008 Re: Fajnie :) 06.10.09, 12:57 miałkość twojego toku myślenia jest rażąca. trochę jakbyś widział rzeczywistość trójwymiarową z punktu widzenia dwóch wymiarów - wydaje ci się, że wszystko wokół możesz zmierzyć, dostępnymi tobie narzędziami dotrzesz jednak tylko do granic wymiarów w jakich istniejesz, zawsze coś ci ucieknie. Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Fajnie :) 06.10.09, 13:15 A czy zdajesz sobie sprawę z tego, że wokół nas krążą Niewidzialne Różowe Jednorożce? I czy poznałeś PRAWDĘ o Latającym Potworze Spaghetti? Miałkość twojego toku myślenia jest rażąca. Kiedy już poznasz cały swój świat duchowy i metafizykę, dotrzesz do "granic wymiarów w jakich istniejesz, i zawsze ci coś ucieknie". Uciekną ci Niewidzialne Różowe Jednorożce i Latający Potwór Spaghetti. No chyba że sięgniesz po Biblię. Ona w magiczny sposób poszerza ci percepcję i wtedy zaczynasz dostrzegać rzeczy, których inaczej byś nie mógł dostrzec (bo są niewidzialne, choć różowe). Odpowiedz Link Zgłoś
n0e2008 Re: Fajnie :) 06.10.09, 13:21 kiepskie ad absurdum kolego. w związku z tym, że nawet nie próbujesz nawiązać dialogu tylko wychodzisz z gotową tezą, pozostawię cię samego sobie z otaczającymi cię atomami ;) powodzenia w mierzeniu emocji ;) Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Fajnie :) 06.10.09, 14:42 > kiepskie ad absurdum Kiepskie? A potrafisz wskazać jakieś różnice, pomiędzy twoimi teoriami, a Niewidzialnym Różowym Jednorożcem? Bo ja twierdzę, że nie potrafisz. Taka jest moja teza i łatwo byś ją obalił, gdyby nie była prawdziwa. Ale zamiast tego kwitujesz to "pozostawię cię samego z atomami" - bo tak naprawdę nie masz żadnego uzasadnienia, ale nie jesteś w stanie tego przyznać. Uciekając, bronisz się przed zastanowieniem. Bo krytyczne zastanowienie się jest największym wrogiem wpojonych ci bajek. I musisz się przed nim bronić rękami i nogami. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 feurig59 06.10.09, 13:05 pozdrawiam, feurig, napisałem do Ciebie wiadomość na pocztę gazeta.pl pozostałych rozmówców przepraszam za tę niemerytoryczną wstawkę i już nie przeszkadzam w dalszej dyskusji:) Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Moja dusza jest nieśmiertelna 05.10.09, 16:35 A gdyby rodzice wtłoczyli Ci do głowy, że książki o Harrym Potterze opisują rzeczywistość, to potem tak samo nauczyłbyś swoje dzieci? Odpowiedz Link Zgłoś
unhappy Re: Moja dusza jest nieśmiertelna 05.10.09, 16:38 1. Co to jest dusza? 2. Skąd wiesz, że jest nieśmiertelna? Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: Moja dusza jest nieśmiertelna 05.10.09, 16:54 unhappy napisał: > 1. Co to jest dusza? > 2. Skąd wiesz, że jest nieśmiertelna? > to nie kwestia wiedzy (bo ta dotyczy tylko rozumowania, wymaga empirycznego dowodu),ale doświadczenie wielu ludzi.(w tym żyjących obecnie i tych żyjących długo przed nami) to jest praktycznie niemożliwe do ujęcia w słowa. one się do tego nie nadają.:) (jest trochę tak, tak jak gdybyś otworzył czaszkę pokroił mózg w poszukiwaniu "myśli". Znajdziesz tylko "powierzchowną" materię, owszem zorganizowaną w tkanki, połączenia synaptyczne, naczynia krwionośne, molekuły, atomy etc. Będziesz mógł opisać jak to się dzieje, jak mózg działa, ale samej jego "myśli" nie uchwycisz, bo to sprawa wnętrza "nie do zbadania" skalpelem. Podobnie jest z tym co zwykliśmy zwać Duchem i Duszą. :) Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Moja dusza jest nieśmiertelna 05.10.09, 17:12 > to jest praktycznie niemożliwe do ujęcia w słowa To że ty nie potrafisz, to nie znaczy, że jest niemożliwe. Otwórz płytę główną komputera, pokrój ją skalpelem i spróbuj powiedzieć skąd na ekranie biorą się te wszystkie obrazy, skąd się biorą dźwięki w głośnikach i co kieruje zachowaniem tych wszystkich wirtualnych postaci. Gdybyś nie mógł nigdzie przeczytać jak to działa, najprościej mógłbyś wyjaśnić to wszystko, wymyślając jakąś "niematerialną duszę", która tym kieruje. Potem podobni tobie myśliciele, nie widząc innego rozwiązania, uznaliby że tak musi być. I przez kolejne setki lat deliberowalibyście o "dualiźmie duszy i materii" w działaniu komputera. Która jest przecież "nie do zbadania" skalpelem. Gratulacje. Odpowiedz Link Zgłoś
jasiekiera Re: Moja dusza jest śmiertelna 05.10.09, 17:24 Mysle, ze skalpel nie jest odpowiednim narzedziem do poszukiwania mysli w pokrojonym mozgu.:)))) Mozna przed pokrojeniem sprobowac zbadac impulsy elektryczne w zywym mozgu. Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: Moja dusza jest śmiertelna 05.10.09, 19:33 Może rzeczywiście użyłem niefortunnego porównania, ale chodziło mi o to, że niezaprzeczalne osiągnięcia nauk empirycznych od renesansu do dzisiaj zrodziły przeświadczenie, że do rzeczywistości można zbliżyć się i "opisać" ją tylko i wyłącznie za pomocą obiektywnych naukowych terminów. wynika z tego także odwrotność, czyli jeśli czegoś nie można zbadać i opisać w obiektywny, empiryczny sposób wówczas to coś nie istnieje. tym sposobem tak zwana Wielka Trójka ("ja", "my", "to" lub w antyku : "estetyka", "moralność", "nauka", lub też Budda, Sangha, Dharma /we wschodnim pojęciuświata() zostało zredukowane do "to": Nie ma ducha, ani duszy bo nauka mówi, że nie ma. W ten sposób myślą scjentyści, którzy są w swoich przekonaniach moim zdaniem podobnie ortodoksyjni co fanatycy religijni, lub wymieniani tu przy okazji gnostycy (którzy znowu świat materii uważają za "szatańską" sprawę, a jedynie w duchu widzą dobro). Więc moim zdaniem są doświadczenia, które nie są zweryfikowanle naukowo i nie będą zweryfikowalne Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Moja dusza jest śmiertelna 05.10.09, 20:04 > Więc moim zdaniem są doświadczenia, które nie są zweryfikowanle > naukowo i nie będą zweryfikowalne Oczywiście że tak jest. To zostało naukowo (!) udowodnione. Problem w tym, że większości ludzi to nie wystarcza. Muszą mieć _jakieś_ wyjaśnienie dla każdej niezbadanej jeszcze rzeczy. I jeśli brakuje im cierpliwości, żeby samemu tę rzecz zbadać, łapią pierwsze wyjaśnienie, które ktoś im podsunie. Często nie ma znaczenia, jak kretyńskie i oddalone od rzeczywistości jest to wyjaśnienie. Może uwzględniać czarodziejów latających na miotle, wstających z grobu, zamieniających ludzi w żaby czy wodę w wino. Jeśli ludzie dookoła je akceptują, to ja też je zaakceptuję. Potem taka osoba, uzbrojona w broń "nieobrażania moich uczuć religijnych" zaatakuje każdego, kto będzie próbował je podważyć. Niestety, podział na Wielką Trójkę, o którym piszesz, jest równie bzdurny jak te religie. Równie dobrze "ja" i "my" mogę wrzucić do jednej kategorii, równie dobrze "ja" mogę rozbić na wiele części. To nie jest uczenie się o rzeczywistości, tylko uczenie się o tym kto kiedy coś wymyślił. Do nikąd to nie prowadzi. To są idee sprzed tysięcy lat i wciąż nikt ich nie rozwinął - bo każdy kto się nimi zajął, tracił całe życie na bzdury. Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: Moja dusza jest śmiertelna 05.10.09, 20:15 Czytając Plotyna, Platona, Schellinga, Hegla, Lao Tse, Kena Wilbera i wielu innych nie odnisłem wrażenia że całe życie tracili na bzdurach. :) Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Moja dusza jest śmiertelna 05.10.09, 21:30 Tylko dlatego, że nie zobaczyłeś tych nigdy nie wynalezionych wynalazków i prawdziwych odkryć, do których mogli dojść. Genialne umysły można skierować na bardzo różne tory. Mogą wynaleźć prawo grawitacji, penicylinę, elektryczność albo radio. Albo mogą opracować nową teorię filozoficzną. Odpowiedz Link Zgłoś
n0e2008 Re: Moja dusza jest śmiertelna 05.10.09, 22:09 tobie podobni scjentyści chcieli już urządzić ludzkości raj na ziemi. odstawili na bok filozofów z ich 'co by było gdyby' i wzięli się za komunizm... jak to się skończyło, wiemy. to samo z eugeniką itp. Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Moja dusza jest śmiertelna 05.10.09, 22:17 > tobie podobni scjentyści chcieli już urządzić ludzkości raj na > ziemi. odstawili na bok filozofów z ich 'co by było gdyby' i > wzięli się za komunizm... jak to się skończyło, wiemy. to samo z > eugeniką itp. Według ciebie to naukowcy "odstawili filozofów na bok" i stworzyli komunizm? Było dokładnie odwrotnie. Komunizm jest najlepszym przykładem ustroju społecznego opracowanego przez oderwane od rzeczywistości, filozoficzne umysły. I wiemy, jak to się skończyło. A wszystko dlatego, że nie wiedząc co to jest metodologia naukowa, zapomnieli uwzględnić pewnego "drobnego czynnika" jakim jest natura ludzka. Za to wiedzieli jak swoje idee sprzedać milionom ludzi - bo na tym filozofowie się znają (a naukowcy nie). Naukowcy tymczasem urządzają raj na ziemi, powoli ale konsekwentnie. Lecząc choroby, zapewniając ludziom lepsze wyżywienie, lepsze bezpieczeństwo, lepszy dostęp do wiedzy, umożliwiając im poznawanie świata i np. pisanie postów na forach internetowych. Ani jednej z tych rzeczy nie zawdzięczamy filozofom. Odpowiedz Link Zgłoś
n0e2008 Re: Moja dusza jest śmiertelna 05.10.09, 22:24 kolego, nie neguję tutaj sensu postępu naukowego. staram się raczej powiedzieć, że technokracja jest zgubna, jeżeli odstawisz na bok filozofów. komunizm oczywiście był błędny - z perspektywy czasu. 100 lat temu był uważany za pogląd naukowy - uważano, że możliwości rozumu są nieograniczone, więc w sposób nieograniczony może kreować rzeczywistość. tylko ta arogancja rozumu ma poważne konsekwencje... Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: Moja dusza jest śmiertelna 05.10.09, 22:48 nikt nie twierdzi, że tak nie jest. naukowcy stworzyli to i tamto choć kiedy tylko pozbawieni byli etyki (nad którą permanentnie "pracują filozofowie") tworzyli też i robili w imieniu nauki rzeczy złe - niszące ludzi i zwierzęta - zagrażające życiu na tej planecie. coż, filozofom tego zarzucić raczej nie można. raczej tym, którzy w ich imieniu "wdrażali w życie" filozofię używając jej jako "doktryny", zniekształcając ją. :) Odpowiedz Link Zgłoś
n0e2008 a propo naukowych faktów 05.10.09, 23:08 ciekawe jak scjentyści zareagują na to (prosto z Royal College of Psychiatry): www.rcpsych.ac.uk/PDF/PFenwickNearDeath.pdf www.rcpsych.ac.uk/pdf/Fenwick%20Wider%20human%20consciousness%20as%20shown%20by%20death%20and%20dying.pdf www.rcpsych.ac.uk/pdf/ATT89152.ATT.pdf www.rcpsych.ac.uk/pdf/ATT89154.ATT.pdf www.rcpsych.ac.uk/pdf/AndrewPowellDeathandSoulConsciousness.pdf itp itd. Odpowiedz Link Zgłoś
n0e2008 albo jeszcze kilka: 05.10.09, 23:19 www.rcpsych.ac.uk/PDF/Healing%20with%20Advanced%20Hypnotherapy%20-%20a%20science%20of%20spirituality%20Marcel%20Westerlund.pdf www.amazon.com/End-Materialism-Paranormal-co-published-Institute/dp/1572246456 www.amazon.com/There-Afterlife-Comprehensive-Overview-Evidence/dp/1903816904 www.amazon.com/Parapsychology-Skeptics-Scientific-Argument-Existence/dp/1585011088 Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: a propo naukowych faktów 05.10.09, 23:20 Najwyraźniej wciąż nie rozumiesz, że _nie ma dokładnie żadnego znaczenia_, jak zareagują. Nauka nie opiera się na "reakcjach", tylko na faktach. Jeśli coś jest faktem, choćby wszyscy to negowali, to pozostanie prawdziwe. Dążenie do tego żeby "wypromować" swoją teorię czy swój pogląd i żeby "przekonać" jak najwięcej ludzi że ma się rację, nie ma z nauką nic wspólnego. I często po tym najłatwiej poznać pseudonaukowca. Odpowiedz Link Zgłoś
n0e2008 Re: a propo naukowych faktów 05.10.09, 23:37 nie jestem pewien czy w ogóle orientujesz się w filozofii nauki (podejrzewam, że nie bo przecież filozofia jest 'be', czyż nie?) ale czy mówi ci coś imię Thomas Kuhn? a może Latour i jego "Laboratory life" ( www.amazon.com/Laboratory-Life-Bruno-Latour/dp/069102832X )? otóż drogi kolego twierdzili oni, że nauką rządzi establishment. i jak pokazuje wiele w dzisiejszym świecie (chociażby temat globalnego ocieplenia) jest w tym wiele prawdy. gdy w grę wchodzą ludzkie kariery i duża kasa, niewygodne dowody zostaną schowane do szuflad, a materiał zostanie odpowiednio dopasowany by znalazł się w najbardziej cytowanych journalach. to tyle jeżeli chodzi o obiektywność 'nauki', która niestety jest dziełem naukowców, tj ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: a propo naukowych faktów 05.10.09, 23:45 > otóż drogi kolego twierdzili oni, że nauką rządzi establishment. Być może po prostu nie rozumiesz dwuznaczności słowa "nauka". Establishment rządzi przyznawaniem pieniędzy, więc rządzi życiem naukowców. Natomiast ani trochę nie rządzi tym, co jest prawdziwe, a co nie. Choćby wszystkie środki na świecie zostały przeznaczone na udowodnienie, że czarne jest białe - to się nie uda. Jedynym efektem będzie zmarnowanie mnóstwa pieniędzy i utrwalenie w powszechnej świadomości jakiejś bzdurnej opinii o świecie. Prawa natury nie zmienią się ani odrobinę. A nauka to właśnie odkrywanie praw natury. I choćby filozofowie nauki napisali tysiące tomów na ten temat, "rządzenie" establishmentu może polegać co najwyżej na opóźnianiu jej rozwoju. Samej nauki nie zmienią. Odpowiedz Link Zgłoś
n0e2008 Re: a propo naukowych faktów 05.10.09, 23:47 słusznie. pytanie tylko brzmi: czy metafizyka nie jest tym co jest właśnie odrzucane przez establishment? Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: a propo naukowych faktów 05.10.09, 23:53 Z pewnością jest odrzucana, w każdym razie przez większość. A dlaczego? Bo strasznie trudno jest uzyskać w metafizyce pewien drobny szczegół: obiektywność. Jeśli nie jesteś w stanie zweryfikować, czy to co napisał inny naukowiec jest prawdą czy stekiem bredni, to ciężko rozwijać taką naukę. Odpowiedz Link Zgłoś
aegis_of_heart Aha... :D 05.10.09, 17:45 A w jaki sposób doświadczyłeś nieśmiertelności duszy? o.O <filozoficzna dociekliwość> I cóż to za "doświadczenie", które nie wymaga empirycznego dowodu? Przecież empiria to w łacinie doświadczenie. Ergo, nie istnieją doświadczenia niedoświadcza(l)ne. </filozoficzna dociekliwość> Rozumiem jednak, że posługujesz się zwyczajowym skrótem myślowym. Istnieją doświadczenia, których nie da się powtórzyć w sposób kontrolowany, zgodny z tzw. naukami empirycznymi - i to chyba masz na myśli. Rozumiem też, że mogłeś nabrać przekonania, a nawet pewności co do tego, że dusza jest nieśmiertelna. To Twoje prawo tak jak każdego człowieka. Chyba wszyscy mamy takie przekonania. Co ciekawe jednak, utożsamiasz swój stan psychiczny z wiedzą absolutną. Przykładowo: Stefek uważa, że Rysiek jest skąpy. O czym to świadczy? O niczym specjalnym - wiemy, że Stefek jest skłonny do podejrzeń - ale tego, czy Rysiek jest rzeczywiście skąpy - tego nie wiemy. Podobnie jest z innymi fenomenami psychicznymi. One i owszem, są jak najbardziej prawdziwsze na płaszczyźnie, którą sam opisałeś. Jednakże tzw. most epistemologiczny - czyli przełożenie Twoich wierzeń na rzeczywistość jest co najmniej niepewne. Co ciekawe, ludzie zazwyczaj dobrze rozumieją, że przełożenie miedzy ich podejrzeniami i odczuciami a tzw. "twardymi faktami" (cóżkolwiek by to nie było) jest niepewne. Jednym z wielkich wyjątków są tzw. sprawy wiary - czyli gnoza. ---- Alem się rozpisał, ale gdy post i temat ciekawy, to mi tak samo wychodzi. :] Pozdrowionka! Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Aha... :D 05.10.09, 17:49 Oho. Widzę tu kogoś, kto zna różnicę pomiędzy obiektywnymi faktami a opiniami. Ostatnio mam wrażenie, że jest to bardzo elitarna umiejętność w naszej kulturze i że posiada ją znikomy procent populacji. A szkoda. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
aegis_of_heart Dziękuję bardzo. 05.10.09, 21:03 Nie jestem pewien, czy do tego sprowadzała się moja wypowiedź, niemniej serdecznie dziękuję. Otrzymać pochwałę na tym forum, zwłaszcza od kogoś, kto pisze spokojnie a inteligentnie, to prawdziwa rzadkość i przyjemność. Również pozdrawiając, :) a. Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: Aha... :D 05.10.09, 19:54 nie, nie doszedłem do wniosku, że dusza jest nieśmiertelna. raczej chodziło mi od Ducha, bo jestem bliski temu, że Duch (jako rzeczywistośś) jest i jest nieśmiertelny, że jest coś co obserwuje, ale samo nigdy nie może być obserwowane, bo wtedy już tym nie jest. To nazywam Duchem, Bogiem, Absolutem, Tao itd., itd. Wierzę w to, że jesteśmy tego częścią, ale zarazem możemy doświadczyć teo i siebie jako całości i jako prawdobpodobnie pierwsi mieszkańcy tej planety możemy tej rzeczywistości doświadczyć świadomie. Dzieje się to w iluminacji, błysku oświecenia, satori, otwarciu trzeciego oka, "głębokim doznaniu duchowym" które znają od tysiącleci ludzie kontemplujący niezależnie od religii, kultury, płci na całym świecie. :) Odpowiedz Link Zgłoś
aegis_of_heart Staary... 05.10.09, 21:00 W jaki sposób możesz się wypowiadać na temat istnienia czegoś, co z definicji nie może być zaobserwowane? Jeśli nie możesz zaobserwować czegoś i jego skutków, to znaczy że nie możesz wydać o tym żadnych sądów - w tym rozstrzygnąć jego istnienia czy nieistnienia. Może wśród nas przechadzają się Niewidzialne Różowe Jednorożce, kto wie... ale pisanie i myślenie o nich nie ma sensu. Aha - jeśli to coś jest nieobserwowalne, to Ty też nie mogłeś tego czegoś zaobserwować. Z definicji. Mogłeś to tylko *wymyślić*, tak jak kota w butach i calineczkę... Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: Staary... 05.10.09, 21:14 Od tego właśnie zaczęliśmy naszą "rozmowę" (choć coraz bardziej zaczyna ona przypominać mi "magiel") - są rzeczy niewyrażalne słowami. Odpowiedz Link Zgłoś
n0e2008 przeczytaj to 05.10.09, 22:12 onecosmos.blogspot.com/2009/08/irrational-rationalism-untrue-truth-and.html Odpowiedz Link Zgłoś
ttarchal "Jesteśmy skazani na śmierć" 05.10.09, 16:51 Profesor z Wydziału Biologii myli się. To, że Dolly miała krótsze telomery, nie oznacza, że "urodziła się z wiekiem 6 lat". Dolly rozwijała się normalnie, miała normalne potomstwo, a zmarła co prawda wcześniej niż średnia dla wieku owiec z jej rasy, ale przyczyną śmierci był rak wywołany chorobą wirusową, częsty zwłaszcza wśród owiec trzymanych w pomieszczeniach. Odpowiedz Link Zgłoś
representation1 Niech żyje śmierć! 05.10.09, 17:31 Dzięki śmierci pojedynczych organizmów możliwa jest ewolucja gatunków. W ten właśnie sposób przyroda zapewnia sobie swego rodzaju nieśmiertelność. Ludzie chcieliby żyć znacznie dłużej, ale nieśmiertelność jednostki mogłaby być nie do zniesienia dla społeczeństwa, a także dla jej samej. Czy można wyobrazić sobie świat z wiecznie żyjącym potworem, jakim był Stalin? Gdyby nie pojawiały się nowe pokolenia, świat pogrążyłby się w stagnacji. Nie bez powodu nowe idee w nauce przyjmują się na dobre dopiero po wymarciu ich oponentów. Krótko mówiąc: życie bez śmierci nie jest możliwe. P.S. Chciałbym żyć dłużej, dajmy na to 150 lat, pod warunkiem zachowania zdrowia i znośnych warunków egzystencji. Nie chciałbym jednak żyć wiecznie na tym ponurym świecie. Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 17:45 > Czy można wyobrazić sobie świat z wiecznie żyjącym potworem, jakim był > Stalin? Tak, można. > Krótko mówiąc: życie bez śmierci nie jest możliwe. Hmm? To ma jakoś nawiązywać do tego co napisałeś wcześniej? Z ewolucją poradziliśmy sobie już dawno. Wymyślając lekarstwa, szczepionki i środki antykoncepcyjne wypaczyliśmy wszelkie mechanizmy mające zmieniać nasz gatunek. I bardzo dobrze. Bo "ewolucja gatunku" jest pustym terminem, dla którego nie warto skrzywdzić ani jednej osoby. Oczywiście świat z niestarzejącymi się ludźmi byłby inny od dzisiejszego. Tak jak dzisiejszy jest inny od świata przed wynalezieniem radia i telewizji, a ten jest inny od świata przed wynalezieniem prochu i silników spalinowych. Świat się zmienia ciągle. A mówienie że coś jest "niewyobrażalne", nie ma żadnego sensu. Odpowiedz Link Zgłoś
representation1 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 18:09 >> Czy można wyobrazić sobie świat z wiecznie żyjącym potworem, >> jakim był Stalin? > Tak, można. Wyobrazić można sobie dosłownie wszystko, ale nie każdy twór takich wyobrażeń byłby do zniesienia w praktyce. W hipotetycznej rzeczywistości realizacje takich wyobrażeń prowadziłyby do niewyobrażalnych cierpień ludzi. >> Krótko mówiąc: życie bez śmierci nie jest możliwe. > Hmm? To ma jakoś nawiązywać do tego co napisałeś wcześniej? Zastanów się nad wszystkim co napisałem i odpowiedz sobie sam. Odpowiedzi jednak oczekuję nie wcześniej niż za 10, albo lepiej 20 lat. > Z ewolucją poradziliśmy sobie już dawno. Wymyślając lekarstwa, > szczepionki i środki antykoncepcyjne wypaczyliśmy wszelkie > mechanizmy mające zmieniać nasz gatunek. I bardzo dobrze. > Bo "ewolucja gatunku" jest pustym terminem, dla którego nie warto > skrzywdzić ani jednej osoby. Ewolucja jest okrutna, ale ludzkość od niej nie ucieknie. Stare formy ewolucji straciły swoją siłę. Ewolucja jednak będzie działać zawsze, tylko na innym szczeblu i w innej postaci będzie się przejawiać. > Świat się zmienia ciągle. Świat się ciągle zmienia i kiedyś nastąpi jego kres, czyli śmierć. > A mówienie że coś jest "niewyobrażalne", nie ma żadnego sensu. Ja tu w innym sensie posługuję się terminem "niewyobrażalne". A sensu to nie ma mówienie, że wszystko jest możliwe. Odpowiedz Link Zgłoś
dish za 3-4 lata to ja zdobędę Nagrodę Nobla!! 05.10.09, 18:27 Zobaczycie! Właśnie zaczynam doktorat, dużo czytam i będę ku**a jak brzytwa :))) Odpowiedz Link Zgłoś
representation1 Re: za 3-4 lata to ja zdobędę Nagrodę Nobla!! 05.10.09, 18:33 > będę ku**a jak brzytwa :)) To akurat jest zarówno wyobrażalne, jak i całkiem możliwe do zrealizowania. Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 18:38 > >> Czy można wyobrazić sobie świat z wiecznie żyjącym potworem, > >> jakim był Stalin? > > Tak, można. > Wyobrazić można sobie dosłownie wszystko, ale nie każdy twór takich > wyobrażeń byłby do zniesienia w praktyce. W hipotetycznej > rzeczywistości realizacje takich wyobrażeń prowadziłyby do > niewyobrażalnych cierpień ludzi. Gdyby "niestarzejący się" Stalin dożył końca XX wieku, to też byłby świadkiem rozpadu ZSRR - bo to nie jego brak doprowadził do tego rozpadu. Historia potoczyłaby się innym torem, ale mówienie o "niewyobrażalnych cierpieniach ludzi", to czysta demagogia. Imperia powstają i upadają z bardzo skomplikowanych powodów. Sprowadzanie wszystkiego do "potwora u władzy", to bardzo prymitywne spojrzenie na historię. > Zastanów się nad wszystkim co napisałem i odpowiedz sobie sam. > Odpowiedzi jednak oczekuję nie wcześniej niż za 10, albo lepiej 20 > lat. To super, że uważasz się za tak mądrego, że inni ludzie zrozumieją twoje słowa dopiero za 10 czy 20 lat. Ale Huxley już w latach trzydziestych wymyślił więcej, pisząc "Nowy wspaniały świat". I jego wizja już się zdezaktualizowała. A póki co powtarzasz tylko jego frazesy. Niestarzejący się ludzie rzadziej chodziliby z karabinami na wroga, rzadziej dawaliby się porwać chorym ideologiom i nie popełnialiby wielokrotnie tych samych błędów. Poznaliby znacznie więcej świata niż jest możliwe w ciągu dzisiejszego życia i mogliby stworzyć dzieła, które są niemożliwe dzisiaj do stworzenia. Społeczeństwo było stabilniejsze i bezpieczniejsze. Być może wolniej by się rozwijało - ale gdzie by nam się wtedy śpieszyło? Odpowiedz Link Zgłoś
representation1 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 20:01 > Gdyby "niestarzejący się" Stalin dożył końca XX wieku, ... Ja byłbym ostrożny z tym gdybaniem. Historycy się tego raczej wystrzegają. > ale mówienie o "niewyobrażalnych cierpieniach > ludzi", to czysta demagogia. Nie znasz znaczenia słowa demagogia. Cierpienie milionów ludzi na przestrzeni dziejów jest czymś bardzo namacalnym. Ludzie cierpią nadal w obecnych czasach. I będą bez wątpienia cierpieć w przyszłości. Demagogią byłoby obiecywanie im świata bez cierpień. > Sprowadzanie wszystkiego do "potwora u władzy", > to bardzo prymitywne spojrzenie na historię. Ale to jest Twoje spojrzenie, bo ja wcale tak na historię nie patrzę, ani nie sprowadzam wszystkiego do jednego zjawiska. > To super, że uważasz się za tak mądrego, że inni ludzie > zrozumieją twoje słowa dopiero za 10 czy 20 lat. W żadnym wypadku nie kryje się za tym moja zarozumiałość. Wychodzę tylko z założenia, że ktoś kto chce rozmawiać o nieśmiertelności i wieczności lepiej zrobi, jeśli swoje wnioski oprze na trochę dłuższym okresie swojego życia, zamiast ulegać odruchowi pośpiesznej polemiki internetowej. Pewne rzeczy wymagają czasu. Swoje życie musisz przeżyć (poczuć na własnej skórze) sam, a to wymaga czasu i nikt nie jest w stanie zaoszczędzić Ci tego trudu w ramach szybkiego kursu. > Ale Huxley już w latach trzydziestych wymyślił więcej, > pisząc "Nowy wspaniały świat". I jego wizja już się > zdezaktualizowała. A póki co powtarzasz tylko jego frazesy. Nie zainspirował mnie wcale Huxley. Nawet nie czytałem jego dzieła. Spodziewam się jednak, że wiele elementów z jego wizji może być nadal aktualnych. Jeśli to określasz jako frazesy, to świadczy to tylko o tym jak bardzo sam uważasz się za mądrego. > Niestarzejący się ludzie rzadziej chodziliby z karabinami na > wroga, rzadziej dawaliby się porwać chorym ideologiom. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Perspektywa bardzo długiego życia mogłaby skłonić wielu ludzi do niepohamowanego gromadzenia dóbr materialnych kosztem innych i czynienia wielu okropieństw. Na świecie rodzą się i żyją zarówno ludzie dobrzy, jak i źli. Zawsze tacy będą, niezależnie od długości ich życia. > i nie popełnialiby wielokrotnie tych samych błędów. Wręcz przeciwnie. Świadomość quasi-nieśmiertelności mogłaby ich skłonić do bardziej ryzykownego życia. Jeśli medycyna i tak znajdzie wyjście z opresji, to nie ma co się zanadto przejmować np. błędnym trybem życia. Mądrość życiowa wynikająca z dłuższego życia nie byłaby dana także wszystkim bez wyjątku ludziom, bo nie wszyscy tej mądrości poszukują. > Poznaliby znacznie więcej świata niż jest możliwe w ciągu > dzisiejszego życia i mogliby stworzyć dzieła, które są niemożliwe > dzisiaj do stworzenia. To jest oczywiste. > Społeczeństwo było stabilniejsze i bezpieczniejsze. Być może > wolniej by się rozwijało - ale gdzie by nam się wtedy śpieszyło? To jest natomiast wysoce dyskusyjna, nieuzasadniona, zgoła utopijna teza. Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 20:29 > Nie znasz znaczenia słowa demagogia. Cierpienie milionów ludzi na > przestrzeni dziejów jest czymś bardzo namacalnym. Ludzie cierpią > nadal w obecnych czasach. I będą bez wątpienia cierpieć w > przyszłości. Demagogią byłoby obiecywanie im świata bez cierpień. Pozwól że zacytuję twoje słowa: "Czy można wyobrazić sobie świat z wiecznie żyjącym potworem, jakim był Stalin?" "W hipotetycznej rzeczywistości realizacje takich wyobrażeń prowadziłyby do niewyobrażalnych cierpień ludzi. " Hmm. Faktycznie, coś mi się musiało pomylić. To przecież oczywiste, że to nie jest demagogia. > Jeśli to określasz jako frazesy, to świadczy to tylko o tym jak > bardzo sam uważasz się za mądrego. Albo świadczy o tym, że temat nie jest dla mnie nowy. Bo wyobraź sobie, że ludzie badają go od dosyć dawna. Twoje obawy o "pośpieszne polemiki" sugerują natomiast, że jest to dla ciebie nowość. Co nie przeszkadza ci wypowiadać tonem autorytetu. > Perspektywa bardzo długiego życia mogłaby skłonić wielu ludzi do > niepohamowanego gromadzenia dóbr materialnych kosztem innych i > czynienia wielu okropieństw. Bardziej niż dziś? Poważnie? Sądzisz że gromadzenie bogactw przez bogaczy, albo czynienie okropieństw jest dzisiaj jakoś "hamowane" przez ich świadomość nadchodzącej śmierci? Niby czemu miałoby tak być? > Mądrość życiowa wynikająca z dłuższego życia nie byłaby dana także > wszystkim bez wyjątku ludziom, bo nie wszyscy tej mądrości > poszukują. Niech byłaby dana tylko połowie. Wciąż moja teza pozostaje prawdziwa. > > Społeczeństwo było stabilniejsze i bezpieczniejsze. Być może > > wolniej by się rozwijało - ale gdzie by nam się wtedy śpieszyło? > > To jest natomiast wysoce dyskusyjna, nieuzasadniona, zgoła > utopijna teza. Chcesz uzasadnienia? Proszę bardzo. Sprawdź ile wypadków powodują ludzie w wieku 20 lat, a ile w wieku 30. Obie grupy mają większość życia przed sobą, różnica w pozostałej ilości życia jest poniżej 20%. A jednak ci drudzy ryzykują o wiele mniej. Sprawdź ilu 20, 30 i 40 latkach bierze udział (i ginie) w wojnach. Sprawdź w jakim wieku ludzie zwykle przystępują do sekt, w jakim popełniają najwięcej przestępstw, umierają z przedawkowania narkotyków czy popełniają samobójstwa. To nie "bliskość śmierci" jest tutaj kluczowym czynnikiem, tylko doświadczenie życiowe. Ludzie którzy mają go więcej, w znacznej większości popełniają mniej błędów, są stabilniejsi i mniej niebezpieczni. Stąd moja teza. Potrafisz z nią polemizować? Odpowiedz Link Zgłoś
representation1 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 22:59 Dyskusja z twojej strony coraz bardziej przybiera formę jałowej erystyki. Nie za bardzo trafione argumenty. Nie bardzo jest z czym polemizować. Szczerze mówiąc, nawet mi się nie chce walczyć z twoją naiwnością, którą pragniesz tu przeforsować i za wszelką cenę uzasadnić. Zresztą, wcale mnie nie zmartwi, jeśli nie przekonam ciebie, czy kogokolwiek innego na tym forum. A słowa demagogia dalej nie rozumiesz. Proponuję zajrzeć do słownika. > Bardziej niż dziś? Poważnie? > Sądzisz że gromadzenie bogactw przez bogaczy, albo czynienie > okropieństw jest dzisiaj jakoś "hamowane" przez ich świadomość > nadchodzącej śmierci? Niby czemu miałoby tak być? Oto przykład twoich argumentów. Ja niczego nie sądzę co ty byś chciał, żebym sądził. Przeczytaj jeszcze raz moje ostatnie zdanie z tego fragmentu, który tu komentujesz. To ty chciałeś udowodnić, że ludzie w przyszłości byliby lepsi. Ja natomiast, nie zgadzając się z takim twierdzeniem, wcale nie argumentowałem, że dzisiejsi ludzie są lepsi albo gorsi od tych przyszłych. Co to w ogóle znaczy lepszy albo gorszy? Na przestrzeni dziejów pewne zjawiska negatywne i pozytywne zanikają. Pojawiają się w to miejsce nowe. Twoim błędem jest idealizować hipotetycznej przyszłości. Jednocześnie próbujesz mi zarzucić idealizowanie teraźniejszości. Ja jednak z jednakowym spokojem podchodzę do tego co było i do tego co będzie. > Chcesz uzasadnienia? Proszę bardzo. Sprawdź ile wypadków powodują > ludzie w wieku 20 lat, a ile w wieku 30... Czyżbyś chciał powiedzieć, że w twoim hipotetycznym świecie będą przeważać starcy? Oj, nie chciałbym żyć w takim świecie. Nawet jeśli 90-latka miałaby ciało 20-latki. Coś by mi tu nie grało. Przecież nie można myśleć tylko o zwykłym ruchu drogowym. Ja wolę ostrą jazdę z prawdziwą małolatą od nudnej przejażdżki z partnerką, która już wszystko widziała. Ale dyskusja z tobą prowadzi nas do coraz większego pogrążania się w świecie bajek. > Sprawdź ilu 20, 30 i 40 latkach bierze udział (i ginie) > w wojnach. Sprawdź w jakim wieku ludzie zwykle przystępują do > sekt, w jakim popełniają najwięcej przestępstw, umierają > z przedawkowania narkotyków czy popełniają samobójstwa. > To nie "bliskość śmierci" jest tutaj kluczowym czynnikiem, > tylko doświadczenie życiowe. Ludzie którzy mają go więcej, > w znacznej większości popełniają mniej błędów, są stabilniejsi > i mniej niebezpieczni. Także i dzięki temu, że młodzi ludzie mają skłonność do ryzyka, ludzkość odnosi korzyści. W zwykłej sytuacji mądrość i rozwaga starszych jest z pewnością korzystna. Ludzkość jest jednak zaskakiwana różnymi nieprzewidywanymi wyzwaniami, a wtedy lepsze może okazać się niedoświadczenie i ryzykanctwo młodych, niż rutyna i konserwatyzm starych. Mówisz, że starość gwarantuje bezpieczeństwo i stabilność wynikającą z mądrości życiowej. Tak, to do pewnego stopnia prawda. Ale zauważ także, że młodość przynosi nam kreatywność i dążenie do zmian. Przecież zdecydowana większość doniosłych odkryć naukowych jest dziełem młodych, a nie starych naukowców. Młodzi podważają utarte kanony i szukają nowych ścieżek. To głównie dzięki nim mamy postęp. Oczywiście, zakładamy tu przy okazji, że mówimy o idealnej starości, bez zdziwaczenia i zgłupienia, itp. Tak się składa, że znam całkiem spore grono "uczonych" starców i mam na ich temat złe zdanie. Wcale nie odnoszę wrażenia, żeby na starość ludzie stawali się mądrzejsi i lepsi. Jak ktoś za młodu miał złe skłonności, to na starość na ogół staje się prawdziwym sku...elem. A poza tym, kto wie czy dla dalszej egzystencji gatunku ludzkiego wystarczy sama tylko mądrość? Może i jakaś tam porcja niewiedzy i głupoty też jest potrzebna. W końcu groźba samozniszczenia się cywilizacji rośnie wraz z jej rozwojem. Życzę przyjemnych snów o przyszłym świecie z niestarzejącymi się ludźmi. Odpowiedz Link Zgłoś
n0e2008 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 23:23 twój przedmówca po prostu naczytał się za dużo o transhumanizmie i po odrzuceniu wiary w raj po śmierci została mu wiara w raj za życia... Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 23:37 A który raj? Valhallę, Olimp, Hades czy Niebiosa? Czemu nie w reinkarnację albo Latającego Potwora Spaghetti? Jeśli się zna jedną mitologię, to oczywiście uważa się ją za jedyną prawdziwą. Jeśli się zna ich kilkanaście - to trzeba być bardzo zadufanym w sobie, żeby wciąż ślepo wierzyć w tą pierwszą poznaną. Odpowiedz Link Zgłoś
n0e2008 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 23:41 kolego to jest typowy bardzo kiepski kontrargument bo wynikający z niewiedzy. każda cywilizacja odwołuje się do jednego raju. gdybyś poczytał o korzeniach mistycyzmu, ezoeteryki, gnostycyzmu, czy nawet okultyzmu, to zauważyłbyś że wszystkie wskazują na jedną koncepcję transcendencji. www.amazon.com/Transcendent-Unity-Religions-Quest-Book/dp/0835605876 w sumie śmieszne, że mówię to z pozycji agnostyka, ale twoja arogancja jest nieznośna :) Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 23:49 Wszystkie religie wskazują na jedną koncepcję transcendencji? To niesamowite naginanie faktów. Wszystkie religie coś obiecują - i to właściwie podsumowuje ich część wspólną. Oczywiście przy odrobinie erudycji, można powiedzieć, że te wszystkie obietnice to przecież nic innego jak koncepcja "miejsca gdzie spełnią się wszystkie obietnice". I oto proszę - mamy raj obiecany, unifikację wszystkich religii. Piękna sprawa. Trzeba tylko teraz opakować to w setkę stron, bo inaczej każdy choć trochę myślący się zorientuje, że robimy go w balona. Dziękuję za skomplementowanie mojej arogancji. Chętnie posłucham teraz kontrargumentów do wygłoszonej tezy. Odpowiedz Link Zgłoś
n0e2008 Re: Niech żyje śmierć! 06.10.09, 08:45 to, że oceniasz religie tak pobieżnie, nie znając chociażby zupełnie ich tradycji mistycznych (chrześcijańskiego gnostycyzmu, buddyjskiej tantry, muzułmańskiego sufizmu, itp itd), prowadzi właśnie do twoich poglądów. podałem ci pozycję książkową, która rozwija moją myśl, nie spodziewam się, że ją przeczytasz, więc zapoznaj się chociaż ze streszczeniem: nooventures.edublogs.org/2007-04-09-frithjof-schuons-the-transcendent-unity-of-religions-as-explained-by-huston-smith/ Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Niech żyje śmierć! 06.10.09, 09:45 Jak widzę, streszczenie zaczyna się od obrazka, na którym hinduizm, chrześcijaństwo i islam równocześnie rozchodzą się z jednego punktu. Komentarz obok mówi, że tym co łączy te religie jest wspólny transcendentalny Bóg. Czy autor w ogóle nie wie nic o religiach? Nie wie czym są religie Abrahamowe (Chrześcijaństwo, Judaizm i Islam), które rzeczywiście wywodzą się z jednego źródła i mają najwyższego Boga? Podobnie jak z jednego źródła wywodzi się Hinduizm, Dżinizm i Sikhizm - które najwyzszego Boga nie mają? Nie mówiąc już o Buddyźmie, w którym w ogóle transcendencja jest inaczej pojmowana. Czemu nie uwzględnił Taoizmu i Konfucjonizmu? Nie pasowały do tezy? Czemu nie ma żadnej religii animalistycznej ani żadnej z wymarłych religii politeistycznych? A może po prostu autor, opanowany przez swoją prywatną religię, wybrał spośród mnóstwa dostępnych te, ktore dało się podciągnąć pod jego koncepcję, a resztę zignorował? A nawet więcej - z każdej religii wybrał tylko fragment, który mu pasował "(chrześcijański gnostycyzm, buddyjską tantrę, muzułmański sufizm, itp itd)" - i radośnie całą resztę wyrzucił do kosza? Naprawdę, wystarczy sięgnąć po choć kilka źródeł, żeby zobaczyć, że to jest stek bredni. Odpowiedz Link Zgłoś
n0e2008 Re: Niech żyje śmierć! 06.10.09, 12:41 moje wnioski po przeczytaniu twojego postu: oglądasz obrazki zamiast czytać ze zrozumieniem. Schuon wyraźnie odróżnia pojmowanie ezoteryczne od egzoterycznego, ty próbujesz stosować to drugie. jedność religii politeistycznych z monoteistycznymi tylko pozornie wydaje się sprzeczna. już starożytni czy średniowieczni ezoterycy widzieli w bogach hinduizmu (typowej religii politeistycznej) różne oblicza tego samego boga. w religiach, których nie ma boga zewnętrznego istnieje koncepcja boga 'wewnątrz', jak w buddyzmie, chrześcijańskim gnostycyzmie, czy New Age'owym okultyzmie. zwracasz uwagę na detale omijając sedno sprawy. Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Niech żyje śmierć! 06.10.09, 13:02 > już starożytni czy średniowieczni ezoterycy widzieli w bogach > hinduizmu (typowej religii politeistycznej) różne oblicza tego samego > boga. w religiach, których nie ma boga zewnętrznego istnieje > koncepcja boga 'wewnątrz', jak w buddyzmie, chrześcijańskim > gnostycyzmie, czy New Age'owym okultyzmie Spróbuj przekonać chrześcijan, że Jezus jest takim samym wcieleniem Boga jak Swaminarayan, Vithoba czy każde z kilkudziesięciu "wcieleń", które chodziły po Indiach. I że właściwie nie wiadomo czemu akurat do tego się tak bardzo przywiązali. Potem pojdź do muzułmanów i powiedz im, że Allah jest właściwie tym samym, czym "wewnętrzny bóg" w New Age'owym okultyźmie. Wtedy może oni ci uświadomią, że Schuon wyraźnie odróżnia tylko to, co jest dla niego wygodne - a to co niewygodne, uważa za "nieistotne dodatki". Postępując w ten sposób, ja mogę napisać książkę o tym, że Harry Potter, Biblia i Podręcznik Młodego Ogrodnika właściwie opowiadają tę samą historię i różnice pomiędzy nimi są tylko powierzchowne. I że jeśli ktoś mówi o różnicach, to "zwraca uwagę na detale omijając sedno sprawy". Odpowiedz Link Zgłoś
n0e2008 Re: Niech żyje śmierć! 06.10.09, 13:28 odwołując się do tego co myślą ludzie i tego, że "oni mi uświadomią", omijasz dalej sedno sprawy, błądząc wokół pojmowania egzoterycznego. Odpowiedz Link Zgłoś
n0e2008 post scriptum 06.10.09, 13:32 to trochę jak z filozofią nauki, o której pisałem wyżej. zgadzamy się, że istnieje obiektywna rzeczywistość. wspominałem, że nauka jest konstruowana przez establishment, tj establishment ustala jakie elementy rzeczywistości będą badane. z religią jest podobnie. istnieje pewna obiektywna metafizyka, będąca elementem rzeczywistości, której różnymi odsłonami są religie świata. Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: post scriptum 06.10.09, 13:41 Trochę. Różnica jest taka, że jeśli zejdzie się dwóch fizyków, to znajdą wspólny język - bo ich teorie opisują tę samą rzeczywistość i jeśli w czymś się nie zgadzają, rzeczywistość rozstrzyga kto ma rację. Jeśli zejdzie się dwóch metafizyków - to raczej się ze sobą nie dogadają. Bo jeśli w czymkolwiek się nie zgadzają, to nie ma ŻADNEJ metody powiedzenia, który z nich ma rację. Bo ich teorie nie odnoszą się do niczego faktycznie istniejącego. Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: post scriptum 06.10.09, 22:03 żaden metafizyk (w znaczeniu - mistyk, bo metafizyka to dosyć kulawe pojęcie) nie zajmuje się teorią, tylko PRAKTYKUJE urzeczywistniając swoją prawdziwą naturę. (Taki ktoś jak na przykład Lao Tse napisał w życiu tylko jedną książeczkę, a właściwie zeszycik w którym tłumaczy pewnemu celnikowi czym jest Tao.) "Poszukujący całości", "Wstąpujący" teoretyczne spekulacje i myśl zostawiają przed progiem pomieszczenia w którym medytują. wierzą w to, że dzięki intelektowi można dojść do mnóstwa różnych ciekawych rzeczy: aspiryny, maszynki do krojenia chleba, lub komputera, czy samolotu, ale używając (jakże przydatnego na co dzień) dyskursywnego intelektu nie ma możliwości doświadczenia całości, bo on ją zawsze będzie od czegoś "odróżniał" - rozbijał, "zstępując" w wielość. (rozmawialiśmy już o nadal aktualnym "problemie faustowskim") Medytacja transcendentalna, zazen, modlitwa, medytacja "om", czy koanu etc. mają za zadanie wyłączenia dyskursywnego intelektu, "skoncentrowania się poza myślą", "zjednoczenia się", aż po "oświecenie" "satori" i dalej do zjednoczenia się z całością. To jest podstawowy trzon większości religii opartych na misycyźmie (buddyzm, chrześciaństwo, mahometanizm, Taoizm, etc.) Ty chcesz zbadać intelektualnie (naukowo) coś co wymyka się intelektowi - jest nieuchwytne dla eksperymentu, ale jest doznaniem, które znają wszyscy, którzy go doświadczyli i ich opisy nakładają się na siebie przez tysiące lat - niezależnie od kultury w której żyli ci, którzy tego doświadczali. dlaczego nie mam im wierzyć, skoro nawet intelekt podszeptuje mi, że to cię trzyma kupy, jako proces - jest logiczne. Ale jedyną metodą sprawdzenia, czy tak jest, jest PRAKTYKA. Innej nie ma. I nikt inny, chośby miał nie wiadomo jaki sprzęt, tego nie zobaczy bezpośrednio, tak jak nie da się zobaczyć myśli, odczuć, "świata wewnętrznego" :) Coś co nazywamy Tao, Bogiem, Całością, Buddą itd., itd. faktycznie może nie istnieć dla intelektu, bo dla niego istnieje tylko to, czego może doznać sensorycznie, co może rozróżnić od innych i nazwać - każde inne doznanie będzie kwalifikowane jako "urojenie", "niebieskie jednorożce" bajki, etc. Problem w tym że jednym z instrumentów poznania prawdy (czym intelekt przecież bezsprzecznie jest) chcemy ogarnąć całość. To awykonalne, nielogiczne. Sam intelekt przecież (przynajmniej u zdrowego człowieka) zna swoje granice. Więc nastawienie scjentystyczne dominujące w tak zwanym pierwszym świecie doprowadziło nie tylko do rozróżnienia samych nauk, ale do ich rozszczepienia. miliony "czarnych pudełek" potrzebują milionów fachowców z których każdy ma przed sobą tylko własną wąską dziedzinę i nie wie co robi kolega. Biolog z mikrobiologiem nie wiedzą co bada zoolog, nie mówiąc o astrofizyku; Biochemik, nie ma pojęcia o wnioskach fizyka nuklearnego, z antropologiem nie rozmawia astronom, bo niby o czym itd itd. to jeden z podstawowych problemów współczesnej nauki, która "zstąpując" od całości do fragmentu - zapomiała o całości i szuka jej w ekstremalnych mikro (znajdując coraz mniejsze cząsteczki) i makro znajdując coraz więcej materii w "stygnącym" wszechświecie. Już dawno nauka nie daje odpowiedzi całościowych, nie podejmuje nawet takich prób (no może ostatnio po latach "fachidiotie" mówi się częściej o interdyscyplinarności). ale to nie wina samej nauki i "naukowego podejścia", to wina nas samych, że z jednego z instrumentów poznania zrobiliśmy JEDYNE. Nauka przekląła całość, tak jak gnoza kiedyś przeklęła rozdrobnienie "rzeczy" i w końcu stwierdziła, że cała materia musi być wymysłem szatana. Wydaje mi się, że nadszedł czas na przekroczenie w sobie samym(i zintegrowanie ) intelektu dyskursywnego, który działając od 400 lat został sam na placu boju, ale choć wyposażył mnię w przeróżne "zabawki i smaczki" - nie był w stanie odpowiedzieć na ani jedno z moich podstawowych, egzystencjalnych pytań, ani zadać kres cierpieniom moim i moich bliskich. Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: post scriptum 07.10.09, 09:37 Te wszystkie PRAKTYKI, "poszukiwanie całości" i "wstępowanie" - to po prostu obserwowanie działania swojego własnego mózgu. Można to zresztą łatwo udowodnić: upij się, wypal trochę marihuany, zażyj LDS albo podobnego. Zmienisz materię - zmienią się doznania i zaczniesz odczuwać coś innego. To wszystko JEST chemią, impulsami elektrycznymi i odpowiednimi algorytmami neuronowymi. Możesz sobie wymyślać dualizm, "coś wymykającego się intelektowi" - ale to jest tylko oszukiwanie samego siebie. I oczywiście te doznania są podobne u wszystkich kultur, bo ludzkie mózgi są do siebie podobne. To o czym piszesz może wymykać się intelektowi pisarzy, których książki czytasz - podobnie jak wymknęła im się definicja życia (zrozumiałeś ją?). Ale to nie znaczy, że wymyka się intelektowi wszystkich naukowców. I nie wiem jakim cierpieniom twoich bliskich nie mógł zapobiec ludzki intelekt, ale zapewniam, że zapobiegł cierpieniom wielu, wielu ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: post scriptum 07.10.09, 11:39 Ależ na razie nie ma dowodu by móc utożsamiać umysł z mózgiem. Na razie trzeba zalożyć, że są ze sobą ściśle powiązane, ale pod wieloma istotnymi względami są sobie także odmienne fenomenologicznie. Jeszcze raz: kiedy fizjolodzy studiują mózg, badają wszystkie jego tkanki i połączenia, neurotransmittery etc, etc, to badają OBIEKTYWNE przejawy "istnienia człowieka" i chociaż mózg jest wewnątrz, to znają go tylko w obiektywny zewnętrzny sposób. I w tym obszarze specjalista od mózgu może dowiedzieć się wszystiego, może wiedzieć co robi każdy atmom mojego mózgu i wszystkie razem, ale jeżeli tylko będzie chciał się dowiedzieć co się DZIEJE w moim umyśle, może to zrobić tylko w jeden sposób: musi ze mną porozmawiać, a ja jeżeli nie będą chciał się podzielić z nim moimi myślami to się nie podzielę i on nigdy ich nie pozna. Reszta to science- fiction. O to mi chodzi, kiedy piszę o "wnętrzu" - niezbadanym i nie do zbadania inaczej jak tylko POZA sferą obiektywną (naukową). Potrzebna jest sfera INTERSUBIEKTYWNEJ komunikacji. Z powierzchni obiektywnej schodzimy w "świat wewnętrzny" - w głąb. O nic innego mi nie chodzi. (Oczywiście uważam, że ta głębia jest nieskończenie połączona z Absolutem, ale to już zupełnie inna sprawa) pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: post scriptum 07.10.09, 13:02 > Ależ na razie nie ma dowodu by móc utożsamiać umysł z mózgiem. Nie ma dowodu, żeby utożsamiać choroby z bakteriami i innymi patogenami. Nie ma dowodu, żeby utożsamiać światło Słoneczne z reakcjami jądrowymi zachodzącymi w Słońcu. Nie ma dowodu, żeby utożsamiać w ogóle cokolwiek materialnego z jakąkolwiek obserwacją. Mówienie, że nie ma dowodu utożsamiania umysłu z mózgiem, jest równie bezproduktywne. Kiedyś rzeczywistość była dla ludzi niepojęta, więc wszystko wyjasniali magicznie: pioruny, wylewy Nilu, wschody i zachody Słońca, życie - wszystko było powodowane "magią", czymś niepojętym i niezbadanym. W miarę wyjaśniania kolejnych zjawisk, magia się wycofywała na niezbadane tereny. W dzisiejszych czasach niezbadane jest działanie mózgu - i oczywiście są ludzie, którzy wyjaśniają je "magią", "absolutem", albo czymś podobnym. Bo tak samo jak ludziom przed wiekami niewyobrażalne wydawało się, żeby pioruny albo rośnięcie roślin wytłumaczyć bez udziału "sił wyższych", tak samo wam wydaje się niewyobrażalne naukowe wyjaśnienie działania umysłu. Nie ma tu dokładnie żadnej różnicy. Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: post scriptum 07.10.09, 14:20 Ta dyskusja zaczyna mi się podobać.:) ale Myślę, że niewłaściwie interpretujesz moje słowa. Mój światopodląd porządkuje się (work in progress)wedle tego co w filiozofii jest potocznie nazwane Wielką Trójką: eros logos kosmos ja my natura świadomość etyka nauka subiektywny kulturowy obiektywny mistyczny mityczny naukowy itd. Moim zdaniem rzeczywistość obejmuje wszystkie trzy człony równocześnie. To co mi zarzucasz to redukcję moich poglądów do jednego, może dwóch "tercji", ale ja nie jestem "przeciwny" nauce. To byłby absurd i kierowanie się "światopoglądowo" w zaułek religijnych talibów, ortodoksii, choćby cytowanych już przeze mnie Gnostyków. Ja jestem tylko przekonany o tym, że wszystkie trzy "elementy" niosą ze sobą prawdy. Nie tylko jedna. W ten sam sposób jestem oponentem jedynie "naukowego poglądu na świat" - scjentyzmu, jak czysto "religijnego" i jak wreszcie czysto "behawioralnego". Jestem zdania, że w wyniku rozpoznania tej tzw. WT, czyli rozróżnienia jej (intelektualnego) w Europie tzw. moderny, doszło także do ROZSZCZEPIENIA tych trzech obszarów naszego życia i wreszcie do tego, że jedyną odnośną DOMINUJąCą stał się trzeci człon - obiektywny, a reszta tylko obiektami w które może wchodzić, właśnie - OBIEKTAMI(w średniowieczu było na odwrót) Ta "dominacja scjentyzmu", którą odkrywam także w Twoich słowach na tym forum jest moim zdaniem jednym z przejawów "ewolucji społecznej i własnej świadomości", ale na tym (postrzeganiu świata wyłącznie naukowym sposobem) się to nie kończy. Niemożliwością także jest jakiś "powrót" w okres mityczny, mistyczny, "archaiczny" - jak postulują go choćby ekofilozofowie. Myślę, że nie ma powrotów po "odkryciu" intelektu, ale wierzę w to, że sam intelekt docierający do swych granic, w pewnym momencie na skutek swojej własnej "refleksji" (docierania) będzie miał potrzebę transcendencji pojętej zawsze jako "przekraczanie" i "integrację". Myślę, że wielu naukowców (znam osobiście tylko paru) dochodzą do podobnego wniosku, a o tak zwanych "wybitnych" świadczą ich własne "prywatne" wspomnienia.(self i etyka) pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: post scriptum 07.10.09, 15:56 Nie wiem czy zauważyłeś, ale to co napisałeś, to jest teoria naukowa. Użyłeś swojego _intelektu_ i _podzieliłeś_ rzeczywistość na trzy człony: ja/my/natura. Zrobiłeś więc dokładnie to, co (jak zakładasz), jest fundamentalnie ograniczone w swoim dochodzeniu do prawdy. Bo nauka to nie jest mierzenie wszystkiego za pomocą linijki, potencjometru czy wagi. Nauka to właśnie jest kategoryzowanie, wydzielanie ze świata rożnych elementów i opisywanie ich własności. Warunek jest taki, żeby to opisywanie było obiektywne. A podział który wprowadziłeś jest obiektywny. Teraz możesz to dalej rozwijać, opisywać sposób zdobywania wiedzy o każdym z tych elementów (np. zdobywanie wiedzy o sobie przez "transcendencję"). Ale opisując to, zawsze używasz w tym celu swojego _intelektu_. Czyli jesteś naukowcem. Czy to oznacza, że nie dojdziesz nigdy do prawdy? Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: post scriptum 07.10.09, 18:10 Oczywiście posługuje sią nią (nigdy nie twierdziłem, że jest niepotrzebna) ale sama nauka, oddzielona od etyki (na przykład), albo od świadomego "ja" wszystko traktująca jako "to", nie rozgranicza samoistnie zła od dobra - widzi tylko "coś", tak jak w ekstremalnym przypadku widział swoje ofiary "naukowiec" Mengele i uważający że wszystkie jego czyny to "dobro", bo odkrywał "reguły natury", a to już mu tłumaczyło wszystko. Do wglądu w "my" i tym bardziej "ja" nie wystarcza tylko pogląd naukowy. O tym piszę: NIE TYLKO. Pogląd naukowy i wyniki niosą w sobie prawdę. Rzecz w tym, że nie jedyną. Niosą w sobie prawdę objektywną. Ale co z prawdą subiektywną i transsubiektywną? Nauka dotyka ich tylko, przenika je na "własnym polu bitwy" i nigdzie indziej, nie jest (jak żadna z nich, odseparowana od reszty) prawdą absolutną. eto wsio.:) Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: post scriptum 07.10.09, 22:26 Obawiam się, że żeby pójść dalej, muszę poznać znaczenie terminów, którymi się posługujesz. Co to jest "prawda subiektywna" i "prawda transsubiektywna"? Jakieś przykłady? Czy podział świata na ja/my/natura jest prawdą obiektywną, czy którąś z tych dwóch? I czemu traktujesz etykę jako coś nienaukowego? Przecież to jest jak najbardziej kwestia naukowa. Potrafimy wyjaśnić nasze pojęcie moralności jako wynikające z naszych instynktów przekazywania genów (i prawie każde działanie "niemoralne" sprowadza się do ingerencji w czyjeś plany w tym względzie). Reguły etyczne biorą się z tych instynktów oraz z ideologii spajających ludzi w społeczeństwa. Wszystko tu jest po prostu mechaniczne, nie ma miejsca na żadne "nadnaturalne" wyjaśnienia. A to że jedni ludzie są moralni albo nie, nie ma żadnego związku z tym czy są naukowcami, filozofami czy kierowcami ciężarówek. Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: post scriptum 08.10.09, 20:30 sorry, że pźno odpowiadam, ale nie miałem czasu.:) pojęcia. postaram się w najprostszych słowach: "prawda subiektywna", to świadomość Twojego własnego self, kiedy na przykład coś cię boli. Zawiera ona ten ból też na płaszczyńnie "to" - jest siniak, została uszkodzona tkanka, rozpoczyna się proces naprawy, enzymy, polimerazy etc. ale sam ból - twoje odczuwanie przekracza "to", jest nie wyłącznie tymi wszystkimi procesami na raz, tylko Twoim odczuwaniem bezpośrednim tu i teraz, własnym tylko Tobie i przez to unikatowym i indywidualnym.(subiektywnym) Jeżeli teraz jesteśmy w stanie odczuwać to samo wraz z innymi, czyli każdy z osobna, ale też wszyscy razem - to (prawda transsubiektywna) n.p. wzruszamy się cytowanym Mozartem. Albo kochamy się, współ- czujemy. Ale kiedy rozmawiamy to już jest "prawda transsubiektywna" - trzeba ją interpretować, (w przeciwieństwie do prawdy "obiektywnej", która jest ewidentna, bo empirycznie powtarzalna.), ale ta rzeczywistość zawiera też oczywiście prawdę "obiektywną" (przysadka, woreczki łzowe, wytrysk hormonalny etc.) Etyki nie da się wyjaśnić TYLKO naukowo, naukowo da się wyjaśnić jej pochodzenie, ale nie same treści. (Nigdzie nie napisałem, że elementy Wielkiej Trójki są od siebie oddzielone - one się na wzajem przenikają.) Jeżeli ktoś coś oddziela to nauka właśnie, twierdząc, że to co nie powtarzalne w eksperymencie - nie istnieje.:) Podział ja/my/to jest prawdą wynikającą z wszystkich trzech płaszczyzn. To z nich wynika to co nazywamy "rzeczywistością" Inaczej: rzeczywistość i świadomość rozwija się, czy ewoluuje w trzech częściach: W części "to" rzeczywistość ewoluuje od: atomów - przez molekuły - prokarionty - eukarionty - organizmy neuronowe - układ nerwowy - gadzi pień mózgu - system limbiczny - neokortex pofałdowana neokortex -... w cząści "my"(społecznej): galaktyki - planety - system gai - meterotroficzny ekosystem - społeczeństwa z podziałem pracy - grupy/rodziny - szczepy - szczepowa wioska - wczesne państwo/cesarstwo - naród - system globalny -... w części "ja": pojmowanie - pobudliwość - doznanie - percepcja - odruch - emocja - symbole - koncepcje - konop - formop - wizja-logika -... właściwie można się "rzucić" jeszcze na jedą płaszczyznę, bo "my" opisaliśmy do tej pory tylko w powierzchni społecznej pomijając kulturową. Wyglądałaby mniej więcej tak: "my" kulturowo: fizyczno-pleromatyczny - protoplazmiczny - wegetatywny - ruchowy - uroborowy - tyfoniczny - archaiczny - magiczny - mityczny - racjonalny - centaurowy -... zauważ, że każdy kolejny element wymieniany w tych ciągach zawiera poprzednie, na zasadzie holonu: molekuł zawiera atomy, jest więc wyżej zorganizowany w tej hierarchii/holarchii bo je zawiera i zarazem przekracza - jednokomórkowiec zawiera i przekracza molekuły itd, aż po człowieka, który zawiera i przekracza zarazem wszystkie inne "etapy" holony, sam będąc holonem (bo przecież nie "ukoronowaniem świata"). I tak na wszystkich płaszczyznach, które wymieniłem i we wszystkim co wokół nas: przekraczanie i zawieranie. Nie do pomyślenia jest zatem "wyrugowanie" nauki/racjonalnego myślenia/intelektu/logiki z ludzkiego życia, ale trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że ewolucja, w tym ewolucja świadomości na tym się nie skończyła (bo dlaczego niby?) i myślenie racjonalne nie jest najwyższym stadium świadomości. Jest do przekroczenia (i zarazem zintegrowania) jak każdy inny holon, bo ta teoria nie odnosi się tylko do materii (ożywionej, czy nie) tylko do procesów, teorii systemów, i właściwie wszystkiego. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: post scriptum 09.10.09, 14:08 Te przykłady trochę wyjaśniają, ale dla uściślenia pojęć zadam dokładniejsze pytania: Czy jeśli małpa jest ranna i odczuwa ból, to też jest to jej "prawda subiektywna"? Czy to samo jest prawdziwe dla psa, myszy, mrówki albo robota wyposażonego w czujniki bólu? To samo dla "prawdy trannsubiektywnej" - czy dotyczy to też np. watahy wilków atakujących wspólnie ofiarę i "odczuwających razem" szał polowania? Czy dotyczy roju pszczół albo mrowiska wykonującego coś "wspólnie"? Albo tobotów na linii produkcyjnej wspólnie konstruujących samochód? > Etyki nie da się wyjaśnić TYLKO naukowo, naukowo da się wyjaśnić jej > pochodzenie, ale nie same treści. Jak to uzasadnisz? Czy piorun da się wyjaśnić tylko naukowo? Potrafimy wyjaśnić jego pochodzenie. A czy potrafimy wyjaśnić jego "treść"? Jakie "niewyjaśnialne naukowo" treści zawiera etyka? > właściwie można się "rzucić" jeszcze na jedą płaszczyznę, bo "my" > opisaliśmy do tej pory tylko w powierzchni społecznej pomijając > kulturową. Do trzech płaszczyzn dorzuciłeś właśnie czwartą. Czy to sugeruje, że są też kolejne? Te płaszczyzny się przenikają, czyli nawet nie jest to podział rzeczywistości. To po prostu są "obrazy z różnych punktów widzenia". Jedyne co ta klasyfikacja mówi, to że rzeczywistość ma strukturę hierarchiczną, zarówno w przestrzeni jak i w czasie. A to akurat jest dosyć znany fakt i nie jest specjalnie niczym nowym. > Nie do pomyślenia jest zatem "wyrugowanie" nauki/racjonalnego > myślenia/intelektu/logiki z ludzkiego życia, ale trzeba sobie zdawać > sprawę z tego, że ewolucja, w tym ewolucja świadomości na tym się > nie skończyła (bo dlaczego niby?) i myślenie racjonalne nie jest > najwyższym stadium świadomości. Bardzo możliwe. Tylko że pisząc o myśleniu "mistycznym", "holistycznym" albo "metafizycznym" cały czas odwołujesz się do _wcześniejszych_ etapów rozwoju świadomości. Czegoś czego używaliśmy już w starożytności, zanim pojawiła się metodologia naukowa. To jest cofanie się w rozwoju. Jeśli coś ma wyprzeć myślenie racjonalne, to będzie to coś, co się jeszcze nie pojawiło. Odpowiedz Link Zgłoś
feurig59 Re: post scriptum 10.10.09, 01:22 asteroida2 napisał: > Te przykłady trochę wyjaśniają, ale dla uściślenia pojęć zadam dokładniejsze > pytania: > > Czy jeśli małpa jest ranna i odczuwa ból, to też jest to jej "prawda > subiektywna"? Czy to samo jest prawdziwe dla psa, myszy, mrówki albo robota > wyposażonego w czujniki bólu? Naszą "sztamę" gatunkową potiwerdza wiele przykładów, na przykład "wychowywanie" dzieci ludzkich przez koty, wilki... "Prawda subiektywna" ma tym większe znaczenie im dalej w holarhii jest "ja", im dalej w "hierarchii świadomości". Ssaki są nam bliższe w holarchii ewolucji świadomości niż mrówki. Prawda tkwi we wszystkich etapach, na każdym poziomie. "Czujniki bólu"? Do tego , żeby powstały - indywidualnie, potrzeba pewnego rozwoju (nie wykluczam go na poziomie tzw "sztucznej inteligencji", tylko : po co?). One same przez się nie powstają. Mówiłeś o "programach". A skąd te programy? Ot - przez przypadek - stało się? Czy może jedno wynika z drugiego - przekracza i zawiera? :) Podkreślam w przedbiegach - nie jestem tzw. kreacjonistą, choć ciekawi mnię teoria, wedle której Absolut(Duch, Dharma, etc) stworzył materię samoorganizującą się do tego stopnia by móc, zmaterializowany - przeglądać się sam w sobie.;) > To samo dla "prawdy trannsubiektywnej" - czy dotyczy to też np. watahy wilków > atakujących wspólnie ofiarę i "odczuwających razem" szał polowania? Czy dotyczy > roju pszczół albo mrowiska wykonującego coś "wspólnie"? Albo tobotów na linii > produkcyjnej wspólnie konstruujących samochód? "Transsubiektywność" dotyczy związków pomiędzy indywiduami(self). Tak w tym porządku, o którym piszę ma swoje odniesienie w metotroficznym ekosystemie (wilki) i w dużym skrócie także pszczoły, (choć w ich przypadku chyba o "self" nie można mówić). Jest ona na poziomie w hierarchii o stopnie niżej od "naszych" - ludzkich "transsubiektywności", ale jest prawdą - tak - wynikałoby to z logiki kosmologii która wydaje mi się spójna. > > Etyki nie da się wyjaśnić TYLKO naukowo, naukowo da się wyjaśnić jej > > pochodzenie, ale nie same treści. > > Jak to uzasadnisz? Czy piorun da się wyjaśnić tylko naukowo? Potrafimy wyjaśnić > jego pochodzenie. A czy potrafimy wyjaśnić jego "treść"? Jakie "niewyjaśnialne > naukowo" treści zawiera etyka? Nie wiem co etyka miałaby mieć wspólnego z samym wyrwanym z kontekstu piorunem. :) Etyka to system zasad tworzonych przez społeczeństwo, nie polegających TYLKO na "naukowości"(choś ją zwiera) ale na "transsubiektywności". Weź przykład pedofilii w naszych czasach. Jest nieuzasadniona "naukowo", bo w przeciwnym wypadku każda dziewczyna po pierwszej miesiączce byłaby gotowa do poczęcia i do kontaktu z mężczyzną. Społecznie warunkujemy jej dojrzałość inaczej niż wynikałoby z badanej naukowo jej (przeciętnej) biologii. > > właściwie można się "rzucić" jeszcze na jedą płaszczyznę, bo "my" > > opisaliśmy do tej pory tylko w powierzchni społecznej pomijając > > kulturową. > > Do trzech płaszczyzn dorzuciłeś właśnie czwartą. Czy to sugeruje, że są też > kolejne? > Te płaszczyzny się przenikają, czyli nawet nie jest to podział rzeczywistości. > To po prostu są "obrazy z różnych punktów widzenia". Jedyne co ta klasyfikacja > mówi, to że rzeczywistość ma strukturę hierarchiczną, zarówno w przestrzeni jak > i w czasie. A to akurat jest dosyć znany fakt i nie jest specjalnie niczym nowy > m. yeah! no właśnie! więc dlaczego z tylko jednej z tych płaszczyzn robimy (społecznie) wyrocznię ABSOLUTNą? > > Nie do pomyślenia jest zatem "wyrugowanie" nauki/racjonalnego > > myślenia/intelektu/logiki z ludzkiego życia, ale trzeba sobie zdawać > > sprawę z tego, że ewolucja, w tym ewolucja świadomości na tym się > > nie skończyła (bo dlaczego niby?) i myślenie racjonalne nie jest > > najwyższym stadium świadomości. > > Bardzo możliwe. Tylko że pisząc o myśleniu "mistycznym", "holistycznym" albo > "metafizycznym" cały czas odwołujesz się do _wcześniejszych_ etapów rozwoju > świadomości. Czegoś czego używaliśmy już w starożytności, zanim pojawiła się > metodologia naukowa. To jest cofanie się w rozwoju. Jeśli coś ma wyprzeć > myślenie racjonalne, to będzie to coś, co się jeszcze nie pojawiło. Może w moich postach niejasno się wyraziłem: przekroczenie musi zawierać w sobie wszystkie inne etapy. Pominięcie jakiegokolwiek z nich uniemożliwia pełne przejście do kolejnego "etapu" (wedle tej kosmologii), czyli każde wyparcie w sobie, albo w społeczeństwie tego co "przeszliśmy", uniemożliwia rozwój (świadomości). Podobnie jest z naszymi osobistymi "dziurami": każda będzie nas "trzymała" w swoich oibjęciach, póki się z nią nie skonfrontujemy. Ale jest jeszcze jedno. Są (moim zdaniem) ludzie, którzy nie potrzebowali tego przejścia/zawierania , którzy dotarli do tego WPROST, z pominięciem społecznym, dotarli do tego "na przestrzał" poprzez self - samoczynnie. Jest ich tak mało, że większość społeczeństw 8archaicznych/szczepowych zrobiła z nich "świętych". Pomijam wszyskie religie, których pisma są mi znane mniej lub bardziej, ale za takich ludzi uważam Jezusa, Buddę, Lao Tse, Krishnamurti i jeszcze paru innych. - jako bezpośrednio "wiedzących". Nie chodzi o ich osoby. Chodzi o to, że swoim bezpośrednim działaniem przenieśli wiarę w "przekraczanie". Wiele z tych nauk odchylono, wiele wykrzystano w celach władzy (vide KK), a jednak... Tak dla zabawy: moim zdaniem społeczeństwa pierwszego "świata" (głównie Europa, Ameryka) - znajdują się (dzięki rozdzieleniu eros, logos kosmos) na brzegu pomiędzy społeczeństwem narodowym (etnocentryczność) a światowym (światocentryczność). Z tego punktu widzenia nie rozumiemy na przykład muzułmanów(a tym bardziej oni nas), którzy (społecznie) zatrzymali się (większość z nich) w holarchii na poziomie definitynie głównie -szczep/nawet nie nacja. nie chodzi mi o to, że jesteśmy od nich "lepsi" i z tego tytułu możemy sobie pozwalać na dominację, ale nasze "my" (transsubiektywne postrzeganie rzeczywistości) jest społecznie na ciut dalszym etapie ( nota bene historycznie "okupionym" męką i meandrami) Ale "oni" na przykład naukowej prawdy nie przyjęli, nie przyjmują do tej pory (choć w początkach matematyki byli przodujący). To już tylko ode mnie: Prawda naukowa, bezlitosna, obiektywna, jest cudownym pomysłem, ratio, logika etc. ale jak widać - potrzebna jest jej transcendencja. Sam mam z tym problem. Ni jak nie mogę wyłączyć ratio, spojrzeć z poza ratio na ratio (co nie znaczy cofnąć się, jak postulują np. ekofeministki, czy ekofilozofowie, którzy chcą byśmy się "cofneli" do swych "korzeni") Przekroczyć intelekt, to dla mnie, zgodnie z tym co opisywałem - zawrzeć go w sobie, a jednak móc opuścić - by zobaczyć nie rozróżnienie a całość. (to mój postulat i atak zarazem o dotarcie do "ducha") Jest w tym element wiary - przyznaję. Ale to tylko wiara w to, że można.(a wiara ta nie jest przeciaż obca naukowcom) :) pozdrawiam Cię Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 23:33 > Ja natomiast, nie zgadzając się z takim twierdzeniem, wcale nie > argumentowałem, że dzisiejsi ludzie są lepsi albo gorsi od tych > przyszłych. Co to w ogóle znaczy lepszy albo gorszy? Niesamowite zaślepienie. Spójrz na moje posty i spróbuj znaleźć w nich słowo "lepszy" albo słowo "gorszy". Nie znajdziesz. Bo to ty je wprowadziłeś do dyskusji i sam zacząłeś z nimi dyskutować. Zbyt jesteś zajęty powtarzaniem, żeby czytać uważnie twoje słowa, żeby zwrócić uwagę na to o czym jest dyskusja? Ja nie twierdzę, że taka przyszłość byłaby idealna. Twierdzę natomiast, że gadanie o "niewyobrażalnych cierpieniach ludzkości", które by w takiej przyszłości nastąpiły, jest głupotą (i demagogią). I dziwi mnie, gdy ktoś miesza argumenty "to niemożliwe do zrealizowania" z "mi to by się nie podobało" i z "to doprowadziłoby to cierpień ludzkości" - tak, jakby nie widział między tymi argumentami różnicy. > Czyżbyś chciał powiedzieć, że w twoim hipotetycznym świecie będą > przeważać starcy? Oczywiście że tak. Trudno, żeby ludzie żyli setki lat i cały czas większość miała po 20 lat. To elementarna matematyka. > Oj, nie chciałbym żyć w takim świecie. Nawet jeśli 90-latka miałaby > ciało 20-latki. Coś by mi tu nie grało. A to przepraszam, wycofuję wszystkie moje argumenty. Skoro "coś by ci tu nie grało", to dowodzi, że ta wizja jest bajką niemożliwą do zrealizowania. > Ale zauważ także, że młodość przynosi nam kreatywność i dążenie > do zmian. Przecież zdecydowana większość doniosłych odkryć > naukowych jest dziełem młodych, a nie starych naukowców. Młodzi > podważają utarte kanony i szukają nowych ścieżek. To głównie > dzięki nim mamy postęp. I dlatego na samym początku zauważyłem, że rozwój ludzkości być może by zwolnił. Czytałeś w ogóle moje posty? Odpowiedz Link Zgłoś
n0e2008 twoje poglądy to niebezpieczna utopia 05.10.09, 23:45 a co do ewolucji obecnie, to nie zwolniła tylko przyspieszyła: news.nationalgeographic.com/news/2007/12/071211-human-evolution.html natomiast twoje chore pomysły to faktyczne jej zatrzymanie. Odpowiedz Link Zgłoś
asteroida2 Re: twoje poglądy to niebezpieczna utopia 05.10.09, 23:56 A które konkretnie poglądy są "niebezpieczną utopią"? 1. Że przedłużanie życia ludzkiego jest możliwie. 2. Że nie spowoduje to ani wielkich katastrof ani końca cywilizacji, co najwyżej ją spowolni. Mam jeszcze dwa pytania: Jak w ogóle pogląd może być utopią? Czemu nawiązujesz do ewolucji, skoro ta dyskusja w ogóle jej nie dotyczy? Odpowiedz Link Zgłoś
draq Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 19:21 Silne, dobrze ugruntowane i niczym nie uzasadnione poglądy pozwalają trwać we względnym błogostanie intelektualnym większości jednostek...A ich cechą charakterystyczną są nośne, dobrze skonstruowane i ubrane w pseudofilozoficzno-naukowy żargon prawdy typu: "ewolucja jest okrutna...", "Stare formy ewolucji straciły swoją siłę"(co to w ogóle ku... znaczy? terminologia z "Syntetycznej Postdarwonowskiej Teorii Ewolucji"?), "Ewolucja jednak będzie działać zawsze..." No, innymi słowy zwykly bełkot. Odpowiedz Link Zgłoś
representation1 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 20:07 > co to w ogóle ku... znaczy? Mam wrażenie, że to nie draq, ale drug do mnie przemówił. Odpowiedz Link Zgłoś
kamyk39 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 21:30 Taki okrzyk: Niech zyje smierc! wznosli faszysci hiszpanscy udziani w czarne koszule. Odeszli, zgodnie z wlasnym zyczeniem. Odpowiedz Link Zgłoś
kamyk39 Re: Niech żyje śmierć! 05.10.09, 21:38 draq napisał: > działać zawsze..." No, innymi słowy zwykly bełkot. Droga ewolucji (okrutnej) z tego belkotu powstanie mowa. Odpowiedz Link Zgłoś
szary212 "Jesteśmy skazani na śmierć" 05.10.09, 19:31 nie sądziłam, że genetyka może być tak metafizyczną poezją. smutek, melancholia, tak - ale przynajmniej łatwiej pogodzić się z nieuchronnym, które jest logicznie i naukowo wytłumaczalne. Gratulacje dla laureatów. Odpowiedz Link Zgłoś
kamyk39 Re: "Jesteśmy skazani na śmierć" 05.10.09, 21:36 szary212 napisała: > melancholia, tak - ale przynajmniej łatwiej pogodzić się z > nieuchronnym Mozna kombinowac inaczej: Zeskanowac zawartosc mozgu, i w rzucic ja na jakis nosnik informatyczny (komputer), doczepic kamere czy inne uchwyty - i dalej. Odpowiedz Link Zgłoś
legrange "Jesteśmy skazani na śmierć" 05.10.09, 21:38 A jak się ma ta cała prawdziwa nauka do nauki o chodzeniu po wodzie?" Odpowiedz Link Zgłoś
hubert100 Re: "Jesteśmy skazani na śmierć" 06.10.09, 05:52 www.onet.tv/,5548213,5,klip.html# Odpowiedz Link Zgłoś
najlepszy_gumis11 "Jesteśmy skazani na śmierć" 06.10.09, 11:18 Jak by nie patrzeć każdy kiedyś zejdzie z tego padołu łeż i trzeba się z tym pogodzić. tinyurl.com/n7orj3 Odpowiedz Link Zgłoś
piccolo61501 "Jesteśmy skazani na śmierć" 18.10.09, 14:19 Tu naprawde skazuja nas na smierc: hotnews.pl/artpolska-1363.html Odpowiedz Link Zgłoś