idonea
06.10.09, 19:11
W części ekonomicznej może i racja, ale te pomysły, że dzieci będą się lepiej
uczyć ze strachu przed karą to chyba z dziewiętnastego wieku. Obecne podejście
jest takie, że jak dziecko tematem zainteresować, samo będzie go zgłębiać.
Komu potrzebne jest to recytowanie formułek na ocenę?
Ja chodziłam do takiej szkoły, o jakiej marzy autor. Nic się w niej nie
nauczyłam, wszystkie pożyteczne wiadomości i umiejętności wyniosłam z domu.
Ale nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Tam gdzie dom nie wspiera, musi to
zrobić szkoła, ale nie systemem kar i zastraszania. Jest wiele innych,
skuteczniejszych metod i za taką pracę z dziećmi trzeba szkoły jakoś
nagradzać. Może bonem, może czymś innym. Nad tym się powinni specjaliści
zastanawiać, a nie nad powrotem do mundurków i pruskiego drylu.
To, że szkoła, która bawi i uczy to coś złego to okropny stereotyp.