Dodaj do ulubionych

Pani Minister - ja nie chcę bonu!

06.10.09, 19:11
W części ekonomicznej może i racja, ale te pomysły, że dzieci będą się lepiej
uczyć ze strachu przed karą to chyba z dziewiętnastego wieku. Obecne podejście
jest takie, że jak dziecko tematem zainteresować, samo będzie go zgłębiać.
Komu potrzebne jest to recytowanie formułek na ocenę?
Ja chodziłam do takiej szkoły, o jakiej marzy autor. Nic się w niej nie
nauczyłam, wszystkie pożyteczne wiadomości i umiejętności wyniosłam z domu.
Ale nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Tam gdzie dom nie wspiera, musi to
zrobić szkoła, ale nie systemem kar i zastraszania. Jest wiele innych,
skuteczniejszych metod i za taką pracę z dziećmi trzeba szkoły jakoś
nagradzać. Może bonem, może czymś innym. Nad tym się powinni specjaliści
zastanawiać, a nie nad powrotem do mundurków i pruskiego drylu.
To, że szkoła, która bawi i uczy to coś złego to okropny stereotyp.
Obserwuj wątek
    • alakyr Cui bono? 06.10.09, 21:11
      Oczywiście szkoły prywatne, kolejny manewr PO by publiczne pieniądze
      trafiały do prywatnego sektora. A wtedy będzie po edukacji, zamiast
      fizyki, chemii, biologi będziemy uczyć się rytmiki, pływania, jazdy
      konno. No i ogólnie dzieciom będzie fajnie a że zdolność do
      wytwarzania wartości dodanej jest żadna, no cóż, oni mają tylko
      wykonywać proste prace, za nich myślą za granicą.
    • grawdhaga Re: Pani Minister - ja nie chcę bonu! 07.10.09, 09:56
      To jak wyjaśnisz fakt, że na studia porzychodzą coraz głupsi
      absolwenci szkół średnich. I nie o recytowanie regułek tu chodzi,
      ale o umiejętność myślenia, kojarzenia faktów, wyciągania wniosków,
      o braku umiejętności mówienia i pisania nie wsponę, bo z tym jest
      tragicznie. Zabawa może tylko inspirować do nauki, ale sama nauka,
      to ciężka praca. Odnoiszę wrażenie, że w polskich szkołach
      pozostajemy przy inspirowaniu, a nauka nas nie interesuje
    • abu75 Pani Minister - ja nie chcę bonu! 07.10.09, 13:41
      Pracuję ponad 20 lat w dużej szkole podstawowej (w mieście średniej wielkości)
      jako ta "od nauki mówienia i pisania", czyli od polskiego. Nie odkryję
      Ameryki, jeśli powiem, że zgodnie z rozkładem Gaussa tak dawniej jak i teraz w
      każdym roczniku jest kilka-kilkanaście procent uczniów bardzo zdolnych,
      większość przeciętnych i kilka-kilkanaście procent słabych i bardzo słabych.
      Tak było, jest i będzie. Tylko znacznie rzadziej niż kiedyś można dostrzec
      zjawisko "awansu społecznego" dzięki szkole. Dobrze uczą się z reguły dzieci
      rodziców wykształconych, dość zamożnych, ceniących wykształcenie i
      motywujących swoje dzieci do nauki. Zapewne to sprawa i genów, i środowiska, w
      jakim dziecko się obraca oraz świadomości wychowawczej rodziców. Tylko nie
      zgodzę się z tym, że dzieci są coraz głupsze czy gorzej wykształcone. Różnica
      w tym, że dawniej na studia szła elita, te kilka, kilkanaście procent każdego
      rocznika, a teraz jeszcze i połowa "przeciętniaków". Ale jeśli istnieje tyle
      uczelni... Kto tym młodym ludziom ma powiedzieć, że nie nadają się do
      samodzielnego studiowania, jeśli płacą za naukę, a uczelnie prześcigają się w
      ofertach?
    • grosz-ek Re: Pani Minister - ja nie chcę bonu! 11.10.09, 22:38
      Gdzieś, kiedyś słyszałem, że wobec jednakiej presji środowiska, ludzie różnią
      się cechami genetycznymi.

      Przykładając do szkoły - zróżnicowanie otrzymywanych stopni przez ucznów jest w
      głównej mierze wynikiem ich wrodzonych umiejetności. Dlaczego więc w szkołach
      panuje swoista "urwaniłówka"? Dlaczego wszystkie dzieci uczą się tego samego,
      bez uwzględniania wrodzonych umiejetności? OK, rozumiem - musi być jakieś
      wspólne minimum - umiejetność pisania, czytania, liczenia itd. Ale dlaczego
      polska szkoła ogranicza się tylko do tego ? Dlaczego polski system edukacji nie
      uwzględnia genetycznego zróżnicowania umiejętności uczniów? Dlaczego na siłę
      stara się wcisnąć wszystkich w tę samą formę? Ileż my przez to tracimy ....
      Zamiast np: kształcić wybitnych matematyków, my skupiamy na zrobieniu z nich
      marnych humanistów...

      Mam nadzieję, że idea bonu edukacyjnego ma po części odpowiedzią na te kwestie.
      Rodzice, wybierając szkołę dla swoich dzieci, będą mogły wybrać tę, która
      najlepiej rozwinie ich umiejetności. I nie koniecznie, to będzie najlepsza
      szkoła w mieście (a juz na pewno - nie najbliższa).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka