amelie2
04.08.10, 13:13
Odkąd pracuję zawodowo (1960 rok) wszyscy notable różnych proweniencji mieli
zielone pojęcie o gospodarce i zajmowali się wyłącznie walką polityczną z
prawdziwymi lub wyimaginowanymi wrogami. Każdy z ministrów spraw zagranicznych
zapytany jakie są efekty ekonomiczne dla Polski z każdej jego podróży po
świecie byłby głęboko, po szlachecku urażony, że oczekuje się od niego
"frymarczenia" podczas gdy on jest do wyższych celów stworzony. Podobnie
prezydenci, posłowie i całą ta polska gromada darmozjadów. KAŻDA podróż
zagraniczna prezydentów USA, Francji i oczywiście kanclerza Niemiec ma na celu
korzystne dla ich krajów umowy gospodarcze, lub wręcz asystowanie przy
podpisywaniu lukratywnych (dla ich krajów) kontraktów.O takich krajach jak
Czechy, Holandia czy Finlandia nie ma co mówić, bo tam wyrzucania pieniędzy w
błoto nikt by nie tolerował.
Dopóki Polacy nie przestaną głosować na matołków z miodem w gębie, dopóty
pieniądze na wycieczki zagraniczne wybrańców narodu będą bezpowrotnie stracone.
Znam trochę Komorowskiego i nie spodziewam się po nim zmiany dotychczasowej
praktyki.