lubat
22.08.10, 17:35
Ta Marfa et consortes, to takie samo szemrane towarzystwo, jak to spod pałacu
namiestnikowskiego.
Z tą różnicą, że tamci bronią truchła wodza, który (dobrą lub złą) ale ma
jednak światową renomę i jest w zasięgu wzroku obrońców.
Ci z Warszawy bronią truchła oddalonego o 300 km, wodzusia, który za swego
żywota knocił wszystko, czego się tylko tknął i nawet na kilka dni przed
"bohaterską" śmiercią został upokorzony przez przyjaciół Litwinów.
Drobna ale istotna różnica.