jerzykrajewski7
25.02.11, 01:19
Film "Czarny czwartek" jest tak wstrząsający, że rozumiem emocje posłów PiS.
Wyszli, bo w tamtej chwili nie chcieli mieć nic wspólnego z ludźmi, którzy akceptują Wojciecha Jaruzelskiego.
Chciałem jednak zwrócić uwagę, że szef PO Donald Tusk nie był zadowolony z tego, że prezydent Bronisław Komorowski zaprosił Wojciecha Jaruzelskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. To niezadowolenia Tusk wyraził publicznie.
Tusk zdobył u mnie tym kolejny plus.
W moim myśleniu o świecie i moim kraju było kilka ważnych przełomów.
Pierwszy nastąpił w 1987 r., gdy jako student Uniwersytetu Warszawskiego, dzięki samodzielnemu myśleniu, wyrwałem się z procesu komunistycznej socjalizacji i zrozumiałem, że realny socjalizm to są manowce, czas wracać na główny szlak cywilizacji do kapitalizmu i demokracji parlamentarnej.
Te przemyślenia uporządkowałem w marcu 1988 r. w ankiecie dla CBOS na temat "Jakie powinny być rezultaty reform w Polsce?"
Szybko okazało się, że mam rację. W kilka lat nasz kraj wrócił na główny szlak cywilizacji. Wprowadziliśmy kapitalizm i demokrację parlamentarną.
Drugi przełom nastąpił wiosną 1998 r., gdy czytając wspomnienia Franciszka Szlachcica, doszedłem do wniosku, że grudzień 1970 r. mógł być prowokacją służb specjalnych. Postanowiłem sprawdzić tę hipotezę. Rezultatem poszukiwań była pewność, że to rzeczywiście była prowokacja wymierzona we Władysława Gomułkę oraz artykuł, który udało mi się opublikować w tygodniku "Najwyższy Czas".
Najpierw proponowałem publikację artykułu dziennikowi "Rzeczpospolita". Ale jej redaktor, Tomasz Stańczyk, nie zgodził się.
W leadzie kopii tego artykułu jest numer mojego telefonu komórkowego, bo powielałem artykuł na ksero. Kopie rozdałem we wrześniu 2002 r. kilku osobom na uroczystości z okazji 20 rocznicy śmierci Władysława Gomułki na cmentarzu na Powązkach.
Jedną kopię artykułu dostał Mieczysław Rakowski, drugą Ryszard Strzelecki, syn Władysława Gomułki.
Miałem nadzieję, że ktoś odezwie się i opowie mi więcej o wydarzeniach w grudniu 1970 r.
Nikt nie zadzwonił. Choć wszyscy z obecnych na uroczystości wiedzieli, jak było.
Odkrycie, że to wojsko polskie, dowodzone przez generała Wojciecha Jaruzelskiego, zamordowało ponad 30 osób w grudniu 1970 r. zasadniczo zmieniło moją opinię o nim. Jeszcze 1 maja 1990 r. publicznie na Kongresie Prawicy Polskiej w Sali Kongresowej w PKiN w Warszawie broniłem generała Jaruzelskiego i jego decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego. Potworna zbrodnia w grudniu 1970 r. przekreśla jednak, moim zdaniem, całe jego życie.
Kilka lat później Henryk Mieczysław Kula w swoich książkach dowiódł na podstawie dokumentów, że miałem rację.
Pozdrawiam
Jerzy Krajewski