Dodaj do ulubionych

Kocham papier

03.03.11, 21:33
Kiedyś książki były jedynym wyjściem awaryjnym z szarej peerelowskiej rzeczywistości, teraz są idealną ucieczką od jaskrawego świata tandetnej kultury masowej. Miejmy nadzieję, że w tym nowym, przerażającym świecie, który nadchodzi zostanie kilka rezerwatów dla mamutów i dinozaurów uzależnionych od zadrukowanego papieru.
Obserwuj wątek
    • sir_fred Kocham papier 05.03.11, 21:22
      Spoko. Pan Jobs odejdzie szybciej niż prasa drukowana, o ksiażkach nie wspominając.
      Bez czytania nie ma wiedzy, a na szczęście jakiś odsetek mądrych jest konieczny, by cywilizacja trwała, więc chyba kryzys słowa pisanego jest chwilowy. Jeszcze raz przerobimy średniowiecze, ale będzie renesans...
    • livia.s Kocham papier 07.03.11, 16:51
      Oj faktycznie zalatuje zawodzeniem starego mamuta i to takiego, który już nie bardzo rozumie otaczającą go rzeczywistość.

      Autor pisze, że kocha filmy na DVD - czyli sam się poddał masowej sieczce. Mówi się przecież, że format DVD zabił magię kina. Bo prawdziwy koneser filmowy chodzi do kina, a nie siedzi przed telewizorem ze stosem płyt. Zresztą filmy sprzed epoki DVD przepisane na format cyfrowy wyglądają fatalnie.

      I jeszcze ta mityczna miłość do papieru i zapachu farby drukarskiej. Jak dla mnie farba drukarska zwyczajnie śmierdzi. Kiedy kupuję nową książkę muszę ją odłożyć, żeby ten wstrętny, dławiący zapach wywietrzał.

      Ja czytam sporo na czytniku (to takie urządzenie z epapierem jakby szanowny Dinozaur nie wiedział). Oszczędzam wzrok i kręgosłup bo nie muszę już dźwigać tomów po kilkaset stron. Mam przy sobie kilkanaście książek - mogę sięgnąć do każdej z nich kiedy chcę i gdzie chcę.

      Co do gazet... większość z nich nie ma w sobie nic, prócz reklam. Poza tym to okropne marnotrawienie papieru. Co robić z tą makulaturą?

      Cały tekst jest okropnie dramatyczny i bolesny w swej wymowie. Autorze, nie ważne na czym czytasz, lecz CO czytasz. W końcu harlequiny i Sagę Ludzi Lodu też ktoś wydrukował na tym tak wielbionym papierze.
      • chief_inspector_toschi precz z fetyszyzmem, ale... 07.03.11, 23:46
        fakt, prezentowany przez autora (a opisany już bodaj przez marksa…) sentymentalny fetyszyzm papierowy ułatwia taką właśnie krytykę z pozycji optymizmu technologicznego, ale po pierwsze, nie jest prawdą, że przejście od kultury druku (papieru) do kultury internetu to tylko zmiana nośnika – internet (w tym czytnik z całym oprzyrządowaniem) promuje i wymusza inne formy percepcji, style odbioru, o tym między innymi jest w felietonie i w omawianej książce (oraz u antropologów, psychologów), dotyczy to tym bardziej osób, dla których internet jest środowiskiem „macierzystym” (przy czym mnie osobiście ich problemy akurat mało obchodzą, podobnie jak długofalowe „skutki dla demokracji”); po drugie – przechodząc od problemu gdzie i jak do problemu co - być może faktycznie w większości gazet „nie ma nic prócz reklam”, ale faktem jest też, że wiele najwartościowszych form i gatunków dziennikarskich (np. reportaż, pogłębiona analiza, wywiad, sylwetka) powstało i nadal powstaje wyłącznie w ramach starych instytucji „kultury druku” – dziennikach, tygodnikach, miesięcznikach, miesięcznikach, kwartalnikach - a media internetowe na ich pracy po prostu pasożytują, udostępniając treści, „agregując” je, itp.

        dlatego kluczowe pytanie dla mnie jako czytelnika wychowanego w kulturze druku (darzącego papier dużym sentymentem, ale nie popadającego w fetyszyzm) brzmi tak: co zrobić, by pewne wartościowe gatunki i formy dziennikarskie przetrwały zmierzch kultury druku i związanej z nią infrastruktury (redakcje), skoro żadne modele biznesowe testowane jak dotąd przez media internetowe, czy to oparte na wpływach z reklam, czy na opłatach użytkowników, nie dają najmniejszych szans na odtworzenie i utrzymanie takiej infrastruktury? innymi słowy: czy takie teksty, jak np. reportaż hugo-badera z tego samego numeru dużego formatu – będą wtedy miały szansę powstać? jak rozumiem, poulet twierdzi, że w długim okresie oczywiście nie – bo użytkownicy wychowani w kulturze internetu nie zgłoszą takiego zapotrzebowania - ale jak pisałem, mnie interesuje krótsza perspektywa.
        • livia.s Re: precz z fetyszyzmem, ale... 08.03.11, 16:07
          Przyznaję, że pisałam to nieco złośliwie. Sama swego czasu pieczołowicie wycinałam z GW reportaże, które chciałam zatrzymać na dłużej. Niestety ostatnio musiałam je wyrzucić, gdy okazało się, że papier okropnie pożółkł i zaczął się rozpadać. Dlatego bardzo się ucieszyłam gdy w zeszłym roku Polityka wydała zbiór najlepszych reportaży w dwóch "tomach".

          Zgadzam się, że w Internecie człowiek raczej przebiega wzrokiem niż czyta i wiele wartościowych rzeczy po prostu ginie.
          Sama nie umiem odpowiedzieć na pytanie co zrobić aby zapewnić byt gazetom. Niestety czasy są takie, że nie ma miejsca dla sentymentów - liczy się zysk. Smutne to, ale cóż...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka