stamp
21.06.11, 17:56
Każdy kto w Polsce się usmiecha na ulicy jest uważany albo za idiotę ("śmieje się do sera" albo "palca"), albo za złosliwca, który naśmiewa się z innych. Pamiętam, że jako dziecko rozpoznałem kiedyś na ulicy znajomego człowieka i się usmiechnąłem do niego. "Z czego się śmiejesz?" - to była jego poirytowana reakcja. Od tej pory wiedziałem, że lepiej się nie uśmiechać - lekcja nauczona w wieku 8, może 9 lat. Z romantyzmem i cierpiętnictwem, o którym mówi profesor - nie ma to chyba wiele wspólnego.