lubat
19.08.11, 10:07
"Tłumiąc protesty władze syryjskie mogły się dopuścić zbrodni przeciwko ludzkości - wynika z opublikowanego w czwartek raportu biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka."
Idąc tym tokiem rozumowania, Sarkozy mógł się dopuścić gwałtu na wielu małoletnich imigrantkach, bo narzędzie gwałtu ciągle nosi ze sobą, Obama mógł wymordować wszystkich kolegów z przedszkola, którzy twierdzili, że razem z nim bawili się w afrykańskim buszu, papież też mógł się dopuścić (tu można sobie wpisać coś, co by skompromitowało papieża)....
Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka pisze banialuki na obstalunek, a opiera się na świadectwach przeciwników prezydenta Syrii, którzy zresztą też są sponsorowani z zewnątrz. To tak, jakby pisać raport o Izraelu tylko w oparciu o relacje Hezbollahu.
Akurat dzisiaj słyszałem w TV Deutsche Welle wypowiedź niemieckiego eksperta ds. Bliskiego Wschodu, który powiedział wprost, że nagonka na Syrię jest takim erzacem uderzenia w Iran, Iranu na razie nie można dosięgnąć, więc robi się wbrew jego sojusznikom.
Dodał przy tym rzecz, która w naszych szczekaczkach medialnych nie przejdzie: prezydent Syrii ma wielkie poparcie przede wszystkim klasy średniej, bo za wszelką cenę chcą uniknąć rzeczywistości irackiej.