wojtek-gdansk
12.02.12, 12:45
W innym tekście opublikowanym dzisiaj, w związku ze śmiercią artystki, pod którym admin nie umożliwił umieszczenia opinii, napisano:
"W 1999 roku Whitney nareszcie odwiedziła Polskę. Niestety jej koncert w Operze Leśnej w Sopocie spotkał się z falą krytyki - oskarżano ją o lekceważące podejście do występu. Widzowie byli zawiedzeni jego długością i złym stanem głosu Houston."
. Pamiętam ten koncert, który odbył się w skandalicznych warunkach. Było tak zimno, że widoczna była wydychana para z ust artystki, jak zimą. Czy w tej sytuacji można było oczekiwać Jej zachwytu i występu na "wysokich obrotach"? Niestety, w naszym klimacie, koniec sierpnia to najczęściej przejmująco zimne wieczory i noce, a tamten był wyjątkowo zimny. To nie ona śpiewała za długo, to organizatorzy nie przewidzieli długości tego co miało miejsce przed jej występem. Było to na finał Festiwalu Piosenki w Operze Leśnej, a Jak zwykle, gwiazdy występowały na końcu. Trzeba dać świadectwo prawdzie, nie jesteśmy, mówiąc delikatnie, mistrzami organizacji. Nie byliśmy dawniej, nie jesteśmy dziś. Ale to już inna, choć ciągle ta sama, bajka.