Dodaj do ulubionych

Plusy i minusy konta dla emeryta

13.03.12, 17:44
Tekst pisany jakby na zamówienie sektora bankowego. Nosi obiecujący (i mylący) tytuł „Plusy i minusy konta dla emeryta”, ale tak naprawdę jest tam tylko o plusach, a o minusach nic.

Więc może o minusach napiszę ja. Moja mama, wiek 75 lat, emerytura 2200, miasto 250 tys mieszkańców, pytała mnie kiedyś o sens otwierania konta w banku. Powiedziałem jej: mamo, niech Cię ręka boska broni!

Założenie konta znacznie utrudni mamie dostęp do jej pieniędzy. Obecnie przynosi je listonosz, po czym wędrują do szuflady w biurku i wybierane są nie bieżąco. Konto w banku oznacza wybieranie pieniędzy z bankomatu, oczywiście tylko tego należącego do własnego banku, bo nikt nie da emerytowi darmowego konta z bezpłatnym dostępem do wszystkich bankomatów. Czyli mama będzie musiała co jakiś czas, powiedzmy raz na tydzień, iść specjalnie do bankomatu. A jak się ma 75 lat, to konieczność odbycia ekstra spaceru trzy przecznice dalej do bankomatu jest ewidentym utrudnieniem życia. Ale to nie koniec. Czy wyobrażacie sobie, jak czuje się siedemdziesięciolatka przed bankomatem? Przede wszystkim się boi, bo przecież wie, że wszyscy dookoła widzę, że staruszka właśnie wybiera pieniądze. Dlaczego więc ma sobie fundować co tydzień takie emocje? A opórcz lęku przed napadem, czuje też skrępowanie. Ja sam mam jakoś takiego pecha, że ilekrość wybieram kasę, to zaraz za mną ktoś się ustawi. A teraz staruszka; oczywiście idzie jej wolno, stuka w klawisze uważnie i po zastanowieniu, więc szansa na ogonek za nią jest spora, a ogonek lubi dać znać co myśli o tym, że ktoś nie umie obsłużyć bankomatu. I znowu pytanie: po co to mojej mamie? A jeszcze wystarczy że bankomat wyda jakiś niestandardowy choć nieszkodliwy komunikat (typu „żądana kwota musi być wielokrotnością liczby 50”) i już starsza osoba jest w kropce. Wreszcie kwestia PIN. Nietstey już teraz mama musi pamiętać kilka kodów, a po co ma się uczyć dodatkowego zestawu cyferek, i bać się że je zapomni czy pomiesza, i zapisywać je w portfelu, a potem bać się że zapisała, więc jak ją napadną to będą znali PIN, i tak dalej i tak dalej? A jak dodasz, że bankomaty czasem się psują, to mamy pełen obraz sytuacji.

Wizyty w banku po pieniądze w ogóle nie wchodzą w rachubę. Wiadomo że to jeszcze dalej do chodzenia, a do tego kolejki gwarantowane.

Płacenie plastikiem nie ma dla mamy żadnych przewag nad płaceniem gotówką. Po pierwsze, teraz doskonale kontroluje swoje wydatki, widząc jak z rąk do rąk przechodzą żywe pieniądze. Wie doskonale, ile ma na ręku. Mając pieniadze na koncie, musiałaby gdzieś w zeszyciku notować co wydaje i odejmować codziennie na bieżąco żeby wiedzieć ile ma, a potem dokonywać uzgodnienia tych wydatków z otrzymywanym raz nie miesiąć wykazem transakcji, co oczywiście byłoby dodatkowym źródłem do stresu. No i strach, że jak zgubi kartę, to straci wszystko co ma na koncie, strach że zapomni PINu, złość że autoryzacja transakcji przy kasie w spożywczaku trwa 50 sekund i że trzeba wyjąć za każdym razem okulary żeby zobaczyć te drobne cyferki na termnalu autoryzacyjnym, poza tym wiele osiedlowych sklepików nie przyjmuje kart lub robi wszystko, żeby klientów do nich zniechęcić… Nie, po jasną cholerą taka karta mamie?

Przelewy internetowe? Nie bylbym takim optymistą co do tego, czy najtańsze darmowe konto dla emeryta w każdym banku oznacza darmowe przelewy. Na pewno natomiast oznacza konieczność nauczenia się dodatkowej procedury, jakiś tokenów, sms-ów, kart kodowych, o samym internecie i dostępie do niego oczywiście nie mówiąc. Owszem, mama ma internet, lubi go i często korzysta, pewnie by sobie poradziła, ale… po co? Tak naprawdę w miesiącu przelew robiłaby chyba tylko za telefon i za prąd, raptem dwa, emeryt nie szaleje na alegro, nie kupuje w internecie biletów do kina, nie handluje na foreksie, nie zleca instrucji maklerskich… Mama zapłaci rachunki w spożywczym na dole i problem z głowy, aż do następnego miesiąca. A bankowość internetowa to potencjalna mina nawet dla kumatego dwudziestolatka. Co prawda babcia nie chadza po witrynach porno i nie hakuje filmów, więc pewnie się nie zarazi, ale szansa że w trakcie procesu zlecania przelewu wydarzy się coś niestandardowego jest zawsze; osoba młodsza sobie może poradzi i domyśli się że to sieć padła albo serwer bankowy harczy, albo wklepał zły adres w przeglądarkę albo sto innych rzeczy, ale siedemdziesięciolatek wie tylko, że coś nie poszło albo boi się, że coś nie pójdzie.

O oszczędnościach przy wpływach 2 tysiące można zapomnieć, nie ma się co oszukiwać, kredytów mama nie bierze i nie potrzebuje, więc po co jeszcze jej bank? Chyba tylko po to, żeby dostawać tony reklamowej korespondencji – którą, jak każdy mający szacunek do słowa starszy człowiek, będzie czytać i jeszcze się nad nią zastanawiać, zamiast jak każdy normalny konsument nie otwierając kopert wyrzucać ją do kosza. Chyba tylko po to, żeby podczas wizyty w banku jakiś wyżelowany i wygadany dwudziestolatek, który właśnie od ostatniego piątku dostał nakaz realizacji strategii „teraz kredyty” robił jej wodę z mózgu wciskając jakiś produkt którego mama nie potrzebuje, ale pokornie siedzi i słucha tego bełkotu, bo jest grzeczna i nie potrafi przerwać mówiąc, że jej to nie interesuje – aż w końcu faktycznie wciśnie jej ten kredyt. A w następny piątek zmieni się strategia na „teraz produkty strukturyzowane” – więc znowu weźmie mamę w obroty.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka