entres
06.09.12, 18:33
Nie mam co poradzić, nie mam co powiedzieć. Samo słowo "fala" wywołuje we mnie odruch wymiotny, chociaż miałem to szczęście, że żadnej nigdy nie doświadczyłem.
To nie jest tak, że fala w szkole może istnieć bez przyzwolenia nauczycieli, choćby milczącego.
To nie jest też tak, że nauczyciele falę popierają. Ale sami jako społeczeństwo jesteśmy winni, że stworzyliśmy takie szkoły, w których nauczyciele nie walczą z falą, bo czują się bezsilni, bo bezczelnego osiłka najlepiej omijać z daleka, i tym samym do większości zakamarków szkolnych z toaletami na czele żaden nauczyciel się nie zapuszcza.
Można radzić, że jedynym wyjściem jest bycie nieustępliwym, w razie jakichkolwiek gróźb czy czynów należy zgłaszać problem wychowawcom, dyrekcji i rodzicom, ale to rada rozpaczliwa - jak zgłaszać problem ludziom, którzy nie chcą go widzieć i jak szukać oparcia w ludziach, którzy sami oparcia szukają?