kataryna.kataryna
15.02.05, 19:40
Kolejny artykuł o tym samym i w taki sam sposób, codziennie na w tym samym
histerycznym tonie, i tak już trzeci tydzień. Oczywiście to nakręcanie
histerii to w intersie pokrzywdzonych, dla ich dobra się im codziennie wbija
w głowy, że świat dokoła ma ich za agentów, że są opluci, że żadnej dla nich
nadziei. Na pewno tym pokrzywdzonym od tego lepiej. A kolejna osoba kasuje
wierszówkę za pochylenie się z troską.
"Cała Polska lustruje się dziś aż miło. (...) telefonów z
pytaniem: "Widziałeś listę? Kowalski jest!" (nazwisko zmienione) każdy
dorosły Polak odbiera kilka dziennie. Wszystkimi zmysłami rejestrujemy dziś
niezmierzone pokłady ludzkiej życzliwości, która kondensuje się na jednej
retorycznie zawieszonej odpowiedzi: "A co ty myślałeś?". Owego Kowalskiego,
że był agentem, podejrzewaliśmy przecież od lat. Może nie w KGB, ale świnią
przecież był od zawsze. To, że się znalazł na liście, nie jest oczywiście
żadnym przypadkiem"
Panie Mancewicz, tak jest może w pańskim świecie. Ja nie odebrałam żadnego
telefonu w sprawie listy, sama też nie dzwoniłam więc proszę nie pisać,
że "każdy dorosły POlak". Może pan nie wie ale są środowiska gdzie ludzie się
tą listą tak nie podniecają jak w Wyborczej. Uczciwiej zatem będzie jeśli pan
napisze, że to PAŃSKI ŚWIAT, PAŃSKIE OTOCZENIE I PAŃSKIE WRAŻENIA. Za całą
Polskę proszę się nie wypowiadać.
"Ilu jest Kowalskich Janów na liście Bronisława Wildsteina? Czterdziestu. Ilu
jest w Polsce Kowalskich Janów? Kilka tysięcy na pewno"
Jest pan trzecią osobą, która to w Gazecie oblicza, to jest po prostu
żenujące.
A poza tym cały tekst jest chaotyczny i właściwie trudno powiedzieć o co panu
chodzi. Oczywiście poza tym, że chciał pan powiedzieć, że Wildstein to
świnia.