marian.kaluski
20.09.05, 07:01
Głupota i podłość
Mirosława Krupińskiego i Włodzimierza Kulińskiego
W sztokholmskiej witrynie internetowej „Wirtualna Polonia” dnia 18
września 2005 ukazał się paszkwil Mirosława Krupińskiego z Australii
pt. „Krupińskizmy - wiersze i nie tylko. Z pola walki o miejsce przy mafijnym
żłobie w Australii”. Paszkwil na moją osobę.
Mirosław Krupiński chwali się tym, że podczas I Solidarności należał do
bliskich współpracowników Lecha Wałęsy. W 1987 roku wyjechał z Polski do
Australii i w Albany, maleńskim miasteczku w stanie Zachodnia Australia,
odległym wiele setek kilometrów od jedynego dużego miasta w tym stanie i jego
stolicy – Perth. Można by rzcz, że żyje na dalekim odludziu, a już na pewno
na dalekim polskim odludziu. Jak mieszka tam kilka rodzin polskich to dobrze.
Może nawet jest tak, że z nimi nie żyje w zgodzie i wiedzie los
sienkiewiczowskiego samotnego latarnika. W Australii nie włączył się w nurt
życia polonijnego i nic z siebie nie daje (poza ciągłym krytykowaniem
innych). Jest po prostu nikim. Tę jego nicość potwierdza ciągłe życie
przeszłością, ta wiara niby w swoją wielkość i ważność z okresu I
Solidarności.
Takie osamotnienie nie wpływa dobrze na samopoczucie i zdrowie psychiczne
nawet jak się ma rodzinę. A jak się jej nie ma – to życie jest nie do
pozazdroszczenia. W tym Albany nasz Krupiński po prostu zdziwaczał. Dla mnie
dziwactwem jest to, że taki niby wielki polityk z okresu I Solidarności nie
wrócił do Polski po 1989 roku, aby tam walczyć o dekomunizację Polski – o
lepszą Polskę. Siedzi tu na odludziu i zbija bąki. Jest typem totalnie
aspołecznym! Ale widzi siebie jednak jako męża opatrznościowego Polski i
narodu polskiego. Założył jakąś niby organizację pod nazwą Polonia
Niezależna, ogłaszając się na „łamach” „Wirtualnej Polonii” jej dyktatorem. I
to bez przesady. Pisał, że on jedem jedyny będzie w niej decydował o
wszystkim, dopóki nie będzie taką organizacją jaką on sobie ubzdurał. Innym
przykładem na zdziwaczenie jest to, że uważa się za wielkiego poetę. Pisze
strasznie liche niby-wiersze do „Wirtualnej Polonii” i od czasu do czasu
skrobnie jakiś tekst trudny do zrozumienia, gdyż klarownie pisać nie potrafi,
czego najlepszym dowodem omawiany tu tekst „Krupińskizmy - wiersze i nie
tylko”.
Bycie antykomunistą wśród Polonii australijskiej było i jest zjawiskiem
powszechnym i sam się zaliczam do zdecydowanych antykomunistów. Krupiński
jest jednak czymś więcej – jest fanatykiem antykomunistycznym. Tymczasem
fanatyzm w czymkolwiek jest cechą zdecydowanie ujemną, jak każda inna
skrajność. To nie tylko choroba umysłowa ale także rzecz bardzo
niebezpieczna. Fanatyzm bowiem nie tylko dotyka nietolerancji, ale niesie z
sobą sądy kapturowe i wszystkie inne akty kryminalne.
I właśnie taki sąd kapturowy odbył właśnie nade mną ów samozwańczy
dyktator i jedyny nieskazitelny antykomunista Mirosław Krupiński w swoim
prostackim i podłym pod każdym względem tekście „Krupińskizmy - wiersze i nie
tylko. Z pola walki o miejsce przy mafijnym żłobie w Australii”.
Dokonajmy przeglądu tych bredni i podłości Mirosława Krupińskiego w tym
tekście, które uczyniły z niego kryminalistę w świetle prawa australijskiego.
Ale zacznijmy od wprowadzenia.
Otóż kiedy dopiero teraz dowiedziałem się, że urzędujący prezes Rady
Naczelnej Polonii Australijskiej i Nowozelandzkiej, Janusz Rygielski, był w
PRL członkiem komunistycznej PZPR o mało co nie spadłem z krzesła na tę
wiadomość i z oburzenia. Rada Naczelna od samego początku swego istnienia
była organizacją zdecydowanie antykomunistyczną i to z woli prawie całej
Polonii australijskiej. Uważam, że dla komunisty czy nawet byłego komunisty
nie powinno być w niej miejsca. Tym bardziej żaden były członek PZPR nie
powinien piastować funkcji prezesa czy być członkiem jej prezydium. W takim
duchu napisałem artykuł pt. „Krytycznie o Polonii australijskiej”, który
najpierw (w lipcu br.) wydrukowała „Wirtualna Polonia”, a potem szereg innych
witryn internetowych w kraju i na emigracji. Artykuł wywołał duże
zainteresowanie – tak ludzi, jak to pisze Krupiński w omawianym przez nas
tekście: „pozostających w ścisłej więzi z rządzącą do dziś w Polsce mafią”,
jak i wśród wielu Polaków w Australii i za granicą.
Artykuł, jak już wspomniałem, wydrukowała jako pierwsza „Wirtualna
Polonia”, której byłem przez półtora roku współpracownikiem. Gdybym był nim
nadal, to brednie i potwarze Krupińskiego na pewno nigdy by nawet nie były
napisane. Ja ostatnio zerwałem współpracę z „Wirtualną Polonią”, gdyż szanuję
zasady demokracji, wolności słowa i tolerancji, co – jak stwierdziłem – nie
jest aż tak ważne dla administratora „Wirtualnej Polonii”, Włodzimierza
Kulińskiego. Wydaje mi się, że hołduje on powiedzeniu, że „cel uświęca
środki”. A przede wszystkim irytował mnie właśnie ten antykomunistyczny
fanatyzm, który przybierał bardzo niebezpieczne formy, i który właśnie
zaprezentował jaskrawie Mirosław Krupiński w swoim na mnie paszkwilu
zarzucając mi: „rozne przedsiewziecia w Polsce i Australii - nie oparte na
scislej antykomunistycznej ortodoksyjnosci jaka w obecnej dyskusji p. Kaluski
prezentuje” i widząc w tym coś złego, że: „W chaotycznej i w wiekszosci
anonimowej (pyskówce internautów po moim artykule w „Wirtualnej Polonii” -
Marian Kałuski) dyskusji wyplynelo troche szczegolow z p. Kaluskiego
przeszlosci, do ktorych sie nie ustosunkowal i ktorym nie zaprzeczyl”.
„Wirtualna Polonia”, jako jedna z niewielu witryn, umożliwia byle komu bez
logowania się anonimowe wypowiadanie się po zamieszczanych tekstach. To ma
być przynętą dla zdobycia czytelników. W wypadlu „Wirtualnej Poolonii” stało
się to przynętą dla wszystkich kretynów i podłych ludzi; starczy przeglądnąć
posty w „Wirtualnej Polonii”, aby zgodzić się z tym co tutaj napisałem. A
więc z otwartej „Wirtualnej Polonii” korzystają bardzo często ludzie głupi,
którzy w ten sposób mogą sobie dowolnie pohasać w witrynie i wyładować swe
frustracje, wypisując co im się rzewnie podoba. W tym także zniesławiać w
sposób bardzo ordynarny autora artykułu. Oczywiście po takim artykule
jak „Krytycznie o Polonii australijskiej”, mówiącym o komunistycznej
przeszłości Janusza Rygielskiego, w witrynie zaczęli grasować także ludzie
Rygielskiego, a kto wie czy nie on sam i ktoś z Konsulatu RP, radia SBS
i „Tygodnika Polskiego”, gdyż w wielkiej polemice (ponad 400 postów) i tym
instytucjom się sromotnie oberwało. Ich celem nie była polemika z tym co
napisałem, bo z PRAWDĄ nie można przekonywująco polemizować. Toteż ich
pyskówki miały tylko jeden cel – zdyskredytowanie jego autora, czyli mnie.
Korzystając z pełnej bezkarności pisali co im się rzewnie podobało. Pisano
więc najpodlejsze kłamstwa wierząc, że znajdą się ludzie, którzy w to
uwierzą.
No i znaleźli się : Mirosław Krupiński i Włodzimierz Kuliński.
Za te „pyskówki” jak nazwał posty Krupiński nie odpowiadają tyle
internauci co administrator „Wirtualnej Polonii”, a najmniej autor
jakiegokolwiek artykułu. Nawet jak zabiera głos w polemice. U Krupińskiego
wychodzi na to, że jak zabiera głos – źle, jak nie odpowie na kretyńskie
zarzuty – też źle.
Ja nie musiałem odpowiadać na wszystkie stawiane mi podłe zarzuty przez
anonimów. Inteligentny człowiek anonimowe wypowiedzi w witrynach czy
anonimowe listy wyrzuca do kosza. Bo tylko tam jest ich miejsce. Niestety,
dla Krupińskiego i Kulińskiego anonimy to wystarczający dowód do oskarżenia
tej czy innej osoby o to czy o