toja3003
23.05.06, 08:48
Politycy, więcej wyczucia! Jak będziecie się co chwila pytać ludu co sądzi na
jaki temat to będziecie dostawać przeróżne odpowiedzi. Po co pytać jak nie
trzeba? A po drugie to po co używać drażliwych słów takich jak
np. „konstytucja”. Przecież każdy kraj już ma swoją (poza GB). Trzeba było
podpisać kolejny „traktat” czy „układ” bądź „umowę prawną” i spokój.
Przecież UE ma de facto wspólne granice zewnętrzne ale nikt nie krzyczał o
zawiązywaniu Stanów Zjednoczonych Europy tylko podpisał „układ szengeński” i
spoko. Gdyby wcześniej pod referenda poddawać jakąś „Wspólnotę Obrony Granic”
itp., to do dziś nie możnaby przejechać ze Szwecji do Portugalii czy z
Irlandii do Grecji bez kontroli. Więcej wyczucia politycy!
Więc jak chcecie mieć unijnego ministra spraw zagranicznych to nie nazywajcie
go ministrem ale jakimś powiedzmy rzecznikiem czy referentem ds. pozaunijnych
i nikt tego nie zauważy a efekt będzie taki sam.
Tak samo z euro. Po co było Francuzom zabierać franka itp. Trzeba było
zamrozić kursy (co zresztą się stało półtora roku przed 1-szym stycznia 2002
i to wtedy wprowadzono ekonomicznie euro) a potem przeprowadzić rewaluację
walut w eurostrefie wedle stosownych współczynników, tak że 1 frank byłby
warty tyle co 1 marka i każdy by się cieszył swoją walutą. A potem tylko
podmienić monety żeby miały jedną, neutralną stronę wspólną z nominałem a
drugą z ładnymi napisami typu „deutsche mark” „viva la france” i co tam kto
chce, zresztą tak jest i dzisiaj. Każdy miałby „swoją” walutę i mógłby się
tym narodowo podniecać. A tak to Brytyjczyk myśli, że mu się gospodarka
rozwija, bo nie ma euro a Irlandczyk myśli, że mu się rozwija, bo... ma euro.
Austriak myśli, że ma tylko 5% bezrobocia dzięki euro a Niemiec myśli, że ma
10% wskutek euro. Dać ludowi jego zabawki a samemu robić swoją robotę.
Inaczej nadal będziemy dreptać z 50 państewkami w Europie a Rosja, Chiny się
tylko cieszą a i dla Ameryki taka pokawałkowana Europa nie jest partnerem,
zresztą tą układankę z narodowych państewek przećwiczyliśmy już dobrze - do
wojen światowych włącznie.
To czy podpiszemy dokument o nazwie "konstytucja europejska"
miałoby znaczenie symboliczne ale nie jest najważniejsze.
Minimum to wspólna polityka zagraniczna UE w najważniejszych
sprawach.