11.08.06, 08:43
Fakty, mity, domysły


„RZECZPOSPOLITA”: Kim jest „Delegat”?

Kim jest „Delegat”? – to pytanie nie schodziło wczoraj z ust dziennikarzy. Sobotnia „Rzeczpospolita” opisała, jak agent Służby Bezpieczeństwa o tym pseudonimie razem z „Solidarnością” odwiedzał w styczniu 1981 r. Jana Pawła II w Watykanie. My zaś przypominamy artykuł tygodnika „Fakty i Mity” sprzed dwóch lat, w którym jest mowa, że pseudonim „Delegat” SB nadała jakoby ks. Henrykowi Jankowskiemu.

W 18-osobowej delegacji „Solidarności” z Lechem Wałęsą na czele znaleźli się liderzy związku i ich doradcy, kapelan „S” ks. Jankowski oraz trójka innych duchownych. Mimo, że skład grupy był ściśle dobrany przez organizatorów wyjazdu, to już w kilka dni po powrocie, na biurko ministra spraw wewnętrznych trafił szczegółowy raport z pobytu w Watykanie. Meldunek sporządzony w komendzie MO w Gdańsku zawierał wskazówkę, że źródłem informacji był kontakt operacyjny „Delegat”.
Gazeta – przejęta tym, że informatorzy SB mieli dostęp do najwyższych hierarchów Kościóła i szefów „S” – zajęła się poszukiwaniem „Delegata”. Okazało się, że pseudonim pojawia się też w raportach z I zjazdu „Solidarności” w gdańskiej hali Olivii oraz w aktach dotyczących Kościoła. „Delegat” miał dostęp do prymasów Stefana Wyszyńskiego i Józefa Glempa. Prowadził go wydział IV SB, zajmujący się problematyką religijną, co może wskazywać, że „Delegatem” był duchowny.

Być może kolejnym tropem w tej sprawie są informacje tygodnika „Fakty i Mity”. W numerze 34. z 2004 r. znaleźliśmy artukuł „Agent »Libella«” o księdzu Jankowskim. Czytamy w nim, że legenda słynnego gdańskiego prałata z parafii św. Brygidy została wykreowana w znacznym stopniu przez Służbę Bezpieczeństwa.

Wszystko podobno zaczęło się w sierpniu 1980 r., gdy strajkujący robotnicy ze Stoczni Gdańskiej zwrócili się do ordynariusza diecezji gdańskiej, żeby odprawić w zakładzie mszę. Cytowany przez tygodnik anonimowy generał PRL-owskich służb specjalnych opowiada, że sytuację postanowiła wykorzystać SB i wysłać do stoczni księdza – agenta. „Gdańska »czwórka« (Wydział IV Służby Bezpieczeństwa zajmujący się problematyką wyznaniową) miała dobrego agenta o pseudonimie LIBELLA, którego parafia obejmowała terytorialnie stocznię. Fiszbach (Tadeusz, ówczesny I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR.) przekonał biskupa, że najlepszym i naturalnym rozwiązaniem będzie wysłanie do stoczni proboszcza od świętej Brygidy. No i udało się” – relacjonował generał. Twierdził, że kazanie do stoczniowców było układane w centrali MSW i aprobowane przez ministra – gen. Stanisława Kowalczyka.

Później poszło gładko, a odprawienie mszy uspokoiło nastroje w stoczni. „Nerwowość towarzysząca tej akcji w stoczni spowodowała niestety, że popełniono sporo uchybień w sztuce operacyjnej, co narażało układ z „Libellą” na dekonspirację. (...) Agent otrzymał więc nowy pseudonim: DELEGAT, a jego kolejnym zadaniem była salka BHP, czyli pertraktacje przywódców strajku z delegacją rządową. Przekazywał bardzo cenne informacje o przebiegu rozmów i taktyce negocjatorów Lecha Wałęsy” – opowiadał dalej „Faktom i Mitom” generał bezpieki.

Zadzwonilismy do Tadeusza Fiszbacha, ówczesnego I sekretarza KW, by poznać jego wersję dotyczącą mszy dla strajkujących. Według Fiszbacha, ks. Jankowski odprawił nabożeństwo dlatego, że był proboszczem parafii, na której terenie leżała stocznia. Pytany, jaka była w tym rola gdańskiej „czwórki”, mówi: „nic mi o tym nie wiadomo”. – Kolejność była taka: najpierw pani Anna Walentynowicz i towarzyszący jej stoczniowcy poszli w sprawie mszy do ks. Jankowskiego, lecz on musiał mieć zgodę przełożonego, czyli ks. biskupa Lecha Kaczmarka. Pani Walentynowicz i stoczniowcy udali się więc do biskupa i ten skierował ich do mnie. Ja ich przyjąłem, prosili o zgodę na mszę i ja ją wyraziłem. Zażądali na piśmie, więc powiedziałem, że otrzymają ją w urzędzie ds. wyznań przy wojewodzie. Taka zgoda została wydana – relacjonuje były sekretarz. Na pytanie, czy to sami stoczniowcy wybrali ks. Jankowskiego, odpowiada: – Nie było wyboru. Ks. Jankowski był proboszczem tej parafii, to była normalna kolej rzeczy, był gospodarzem swojego terenu. Pytany, czy słyszał o księdzu – „Delegacie” mówi: – Nie słyszałem w ogóle, jest mi to obce, w przekonaniach i w mojej wiedzy.

Według rozmówców „Faktów i Mitów” współpracę „Delegata” z SB zakłócił stan wojenny i roszady w MSW. Tygodnik pisał, że o „Libelli” i „Delegacie” dowiedział się prawdopodobnie po latach Lech Wałęsa. Mogło do tego dojść, gdy gdańską delegaturą Urzędu Ochrony Państwa kierował zaprzyjaźniony z Wałęsą Henryk Żabicki. – Lechu wściekł się kiedyś na Jankowskiego i w obecności kilku osób palnął: „Ja mam na księdza cztery tomy akt z bezpieki”. Prałat aż usiadł z wrażenia. Nachodził później Żabickiego i próbował sondować, czy w archiwum nie zostało aby coś kompromitującego – mówił „Faktom i Mitom” były oficer SB.

Po rewelacjach „Rzeczpospolitej” Wałęsa przyznał, że domyśla się, kto był „Delegatem”, lecz nie chce o tym mówić. Zadzwoniliśmy do byłego prezydenta. – Nie mam najmniejszej wątpliwości, o kogo chodzi, ale na te tematy rozmawiać nie będę – powiedział, gdy zacytowaliśmy artykuł z „Faktow i Mitów”. – Ja walczyłem z systemem, a nie z ludźmi, mnie wystrczy zwycięstwo nad komunizmem. Wszystko inne zostawiam zawodowym grupom, instytucjom, niech się w to bawią. Ja mam pełną satysfakcję, los pozwolił mi kierować, doprowadzić do zwycięstwa, dziękuję, wysiadam – dodał. Pytany, czy ma cztery tomy akt z bezpieki na księdza, odparł: – Nigdy tak nie powiedziałem, ktoś opowiada głupoty. Dopytywanty, czy zna Żabickiego, zirytował się: – Polską mowę dobrze pan zna? Na ten temat niczego się pan nie dowie.

Sam ksiądz Jankowski mówił mediom, że nie wie, kto był „Delegatem”. W rozmowie z PAP stwierdził, iż to zapewne osoba świecka. Dla TVN 24 komentował, iż może chodzić o polskiego księdza pracującego w Watykanie. Próbowaliśmy skontaktować się z prałatem, w parafii św. Brygidy podano nam numer do jego apartamentu, lecz odbierająca telefon kobieta przekonywała, że to mieszkanie prywatne. Być może „Delegata” zdemaskuje Anna Walentynowicz. Przyznała, że ten pseudonim pojawia się w jej aktach i właśnie wystąpiła do IPN o rozszyfrowanie agenta.
Obserwuj wątek
    • unicef123 Re: Delegat, teraz jest coś innego 11.08.06, 21:21
      co ty z tym delegatem.
      Jak będziesz taki "upierdliwy " to znowu pojawi się UFO.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka