Dodaj do ulubionych

"The Telegraph" dotarł do świadka ws. Litwinienki

10.12.06, 22:48
z niecierpliwoscia czekam na film...bo historia ta zaprawde na film sie nadaje.


...i pomyslec, ze to wszystko w cywilizowanym swiecie, niemalze w blyskach
fleszy sie dzieje.
Obserwuj wątek
    • duk123 Re: "The Telegraph" dotarł do świadka ws. Litwini 10.12.06, 23:26
      Po co film, za niedlugo bedzie tak samo w pl
      • zwo3119 Re: "The Telegraph" dotarł do świadka ws. Litwini 11.12.06, 01:57
        Mylisz się. To w Rosji będzie niedługi jak w PL. Na razie tam jeszcze ministrów
        i szefów policji nie zabijają. A tutaj to normalka
        • skok17 Litwinienko to zwykly handlarz materiałami rozszcz 11.12.06, 07:32
          -epialnymi nie wiadomo czy nie do krajów arabskich (na dwa miesiące przed
          śmiercią został islamistą) coś przy przewożeniu pierdykło i tyle.
    • maxlowe11 Re: "The Telegraph" dotarł do świadka ws. Litwini 10.12.06, 23:36

      Drogi holgaflex: jesli sadzisz, ze zyjemy w cywilizowanym swiecie,
      to gratuluje pojmowania rzeczywistosci. Zyjemy bowiem w swiecie ktory
      skutkiem rozwoju technologicznego niweluje jakiekolwiek pojecie o
      "cywilizacji", ktorej glownym przeslaniem powinno byc: nie mordowac
      sie nawzajem. Reszta, poza tym, to tylko barbarzynstwo.
    • rejtann Wachowski, Wałęsa i KGB 10.12.06, 23:43
      WACHOWSKI - ŁĄCZNIK WAŁĘSY Z KGB? Inga Rosińska, Paweł Rabiej
      "Zatarciu i zatajeniu uległy także niektóre archiwalne ślady współpracy
      Wachowskiego z bezpieką. Część z nich znikła, gdy przechodził do MSW na etat.
      Część wymazano później, kiedy jego powrót do Lecha Wałęsy był już przesądzony.
      Między 1988 a 1990 r. znikły ślady Wachowskiego z komputerowego systemu ZSKO.
      Zintegrowany System Kartotek Operacyjnych zawiera dane o osobach wraz z
      określeniem dokumentów i danych, które są w archiwach, a dotyczą tych osób.
      Jest to odpowiednik ręcznej kartoteki ogólnej. Wachowskiego wymazano z
      komputera, chociaż zapis na jego temat nie mówił, że jest pracownikiem, ani
      nawet współpracownikiem SB. Figurował jako k-TW, kandydat na tajnego
      współpracownika, mógł więc znaleźć się tam bez swojej wiedzy. Mimo to, nawet
      ten tak nikły ślad ktoś z archiwów wymazał. Jest to tym bardziej dziwne, że
      wymazując Wachowskiego pozostawiono w tym samym komputerze nazwisko
      nieporównanie ważniejszej osoby - Lecha Wałęsy.

      SOJUSZNICY MILCZĄ

      Grupa osób, które wiedzą, co w przeszłości robił Mieczysław Wachowski jest
      dość duża. Są to z reguły ludzie, którzy ze względu na zajmowane stanowiska
      bądź prestiż udzielają informacji "poza taśmą". Mieli takie informacje,
      słyszeli, wiedzieli, są przekonani, nie mają jednak dowodów lub też nie pozwala
      im na ich ujawnienie tzw. "interes polityczny". Dotyczy to zarówno agenturalnej
      przeszłości, jak i sfery obyczajowej życiorysu ministra. O agenturalności
      Wachowskiego szeptano w kuluarach Sejmu po 4 czerwca. Powoływano się na
      zachodnie źródła, na publikacje w brytyjskim "Spektatorze", zdaniem którego dla
      zachodnich służb specjalnych nie jest tajemnicą, że Wachowski od kilku lat jest
      agentem KGB. Przywoływano fakty, które ze względu na tajemnicę państwową nie
      mogą być na razie ujawnione. Pamiętano jego działalność jeszcze
      z "Solidarności". Część osób ma wiedzę na ten temat, musi jednak z różnych
      względów milczeć. Niektórych zmusza do tego ustawa o tajemnicy państwowej,
      która wciąż obowiązuje i zabrania ujawniania szczegółów związanych z
      działalnością komunistycznych służb specjalnych. Osobom, które ją ujawniają
      grożą kary więzienia, poza tym część z nich nie ukrywa, że boi się o swoje
      życie. Inni świadomie fałszują rzeczywistość i mimo rozgłaszanych wcześniej
      informacji dziś stanowczo zaprzeczają, jakoby coś o Wachowskim wiedzieli.
      Szczególną hipokryzją odznacza się między nimi Jacek Kuroń, który w 1981 r. na
      podstawie tej samej wiedzy co dziś opowiadał, że Wachowski jest ochroniarzem
      Wałęsy przydzielonym mu przez Kiszczaka, a teraz twierdzi, że wszelkie
      kontrowersje wokół Wachowskiego biorą się z tego, że "szofer został
      podsekretarzem stanu". Jego postawę równie łatwo zrozumieć, jak postawę gen.
      Kiszczaka, który przez lata czytał raporty Wachowskiego o Wałęsie, a dziś "nie
      przypomina sobie". Specyficznej frazeologii używają mówiąc o Wachowskim osoby z
      najbliższego otoczenia prezydenta i sam Lech Wałęsa. Posługują się oni
      podobnym, jakby specjalnie przygotowanym na tę okazję słownictwem. Andrzej
      Drzycimski oświadcza, iż "wytyka się, że w najbliższym otoczeniu prezydenta
      jest przyjaciel, człowiek, o którego pięknej kalocie nie chce się mówić. Osoba
      o wielkich umiejętnościach organizacyjnych." Drzycimski określa Wachowskiego
      jako "człowieka do zadań specjalnych" i "swego rodzaju bramę". Andrzej
      Kozakiewicz mówi, że Wachowski "przesiąkł geniuszem prezydenta na wylot." Jerzy
      Milewski, że Wachowski pełni niezwykle odpowiedzialną funkcję, porównywalną
      z "chieff of staff" Białego Domu, jest pretorianem prezydenta. Każdy z nich ma
      na temat Wachowskiego wymijającą odpowiedź, którą zwykle powtarza. Wachowski
      natomiast wbrew zwyczajom przyjętym w krajach demokratycznych nie ma zamiaru
      wyjaśniać i odpowiadać na konkretne zarzuty. Szef kancelarii prezydenta RP
      prof. Janusz Ziółkowski stwierdza, że nie może wypowiadać się na temat swojego
      pracownika. [...]

      KARIERA

      [...] Gdyńska Wyższa Szkoła Morska ze względu na półwojskowy charakter
      była "obsługiwana" przez Wojskową Służbę Wewnętrzną - wojskowego odpowiednika
      cywilnej bezpieki. Działała tam również i werbowała SB, ale prymat miało WSW.
      Ona zapewniała szkole oficerów obiektowych i ona miała monopol na werbowanie
      tajnych współpracowników wśród studentów.

      Mieczysław Wachowski nawiązał kontakty z WSW na pierwszym roku studiów w
      WSM w 1970 r. Był jednym z dwunastu zwerbowanych w tym okresie studentów. Z
      czasem ich liczba miała wzrosnąć i utrzymywała się w granicach trzydziestu -
      trzydziestu pięciu na wszystkich rocznikach WSM. Zgodę na współpracę wyraził w
      indywidualnej rozmowie z oficerem obiektowym. Podpisał także oświadczenie
      zobowiązujące do zachowania kontaktów z WSW w tajemnicy. Werbowaniem zajmowali
      się oddelegowani do studium wojskowego oficerowie WSW. Nie był wówczas nikim
      istotnym, nie zapamiętano więc daty pozyskania go. [...]

      W 1970 r., kiedy WSW zainteresowały się Wachowskim, zbliżał się kolejny
      przełom. Szykowano odsunięcie I sekretarza PZPR Władysława Gomułki i
      zastąpienie go innym kandydatem. WSW podlegały wówczas ministrowi obrony
      narodowej gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu. Prowadziły działalność niezwykle
      aktywną, kontrolowały znacznie więcej, niż tylko wojsko.

      NA OBIEKCIE

      Rozpoczynając współpracę z WSW Wachowski trafił pod opiekę oficera obiektowego
      uczelni. Był nim w 70 r. płk J. W przypadku obiektów takich jak WSM
      przydzielano nawet dwóch takich oficerów - starszego w randze podpułkownika i
      młodszego - zwykle na etacie kapitana. Młodszy zajmował się teczkami studentów,
      których co pewien czas opiniowano, prowadził także agenturę wśród wykładowców i
      szefów organizacji młodzieżowych, zajmował się także werbowaniem
      współpracowników wśród młodzieży. Nazwiska zwerbowanych przez niego studentów
      znał także starszy, który zajmował się komendą uczelni.

      Jednostka WSW właściwej dla WSM znajdowała się wówczas na Oksywiu. Jej
      kadra liczyła kilkunastu oficerów, którzy obsadzali komendę Portu Marynarki
      Wojennej, szkoły i flotyllę. Pracownicy WSW na Oksywiu mieli dobre kontakty z
      młodymi oficerami GRU, którzy cumowali na radzieckich okrętach. [...]

      Trafiając do Gdyńskiej Stoczni Remontowej na odrobienie praktyki
      studenckiej Wachowski otrzymał już pierwsze zadania. Miał obserwować kolegów i
      uważać, który z nich ma tendencje antysocjalistyczne i wykazuje niezadowolenie
      z sytuacji. Chodziło o tych, którzy cieszą się autorytetem wśród robotników.
      Miał zadbać o nawiązanie z nimi dobrych kontaktów. Informacje o wynikach pracy
      były przekazywane oficerowi obiektowemu w formie raportów. Pisał je sam.
      Spotykał się także ze swoim oficerem i wtedy przekazywał inne szczegóły.
      Spotkania Wachowskiego z jego oficerem odbywały się średnio dwa razy w
      miesiącu. [...]

      LEGENDA GRUDNIA

      Gdyńska Stocznia Remontowa była w 1970 r. ważnym ośrodkiem zajść na
      Wybrzeżu. Szczególnie aktywny był Wydział Mechaniczny, na którym od sierpnia
      1970 r. zaczął pracować Wachowski. Trafił w środowisko zbliżone do niego
      wiekiem. Na Mechanicznym pracowało wiele osób, które trafiły tam przed
      Grudniem. Sam Wachowski trzymał głównie z młodzieżą ZMS-owską, dobrze żył także
      z brygadzistami. Starał się nie wyróżniać, raczej go nie zauważano. Odrabiał
      praktykę jako ślusarz, a przy okazji wypełniał obowiązki wynikające ze
      współpracy z WSW.

      Według stykających się z nim oficerów kontrwywiadu wojskowego Wachowski
      uchodził za współpracownika gorliwego, z zacięciem, starannie i ochoczo
      wywiązywał się z zadań.

      Lubił pisać raporty, chętnie spotykał się ze swoim oficerem, płk. J. Na
      spotkania przybywał punktualnie. Odbywały się one w tzw. MS - miejscach
      spotkań. Jednym z nich był wynajęty przez kontrwywiad pokój w jednym w
      wojskowych hoteli Trójmiasta. Do pisania raportów Wa
      • perculator Re: Wachowski, Wałęsa i KGB 10.12.06, 23:53
        O.K., ale caly ten wywod to nic nowego, Rejtann
      • bezcenzury1 Re: Wachowski, Wałęsa i KGB 11.12.06, 00:03
        To ciekawa książka...

        <WACHOWSKI - ŁĄCZNIK WAŁĘSY Z KGB? Inga Rosińska, Paweł Rabiej
        "Zatarciu i zatajeniu uległy także niektóre archiwalne ślady współpracy
        Wachowskiego z bezpieką. Część z nich znikła, gdy przechodził do MSW na etat.
        Część wymazano później, kiedy jego powrót do Lecha Wałęsy był już przesądzony.
        Między 1988 a 1990 r. znikły ślady Wachowskiego z komputerowego systemu ZSKO.
        Zintegrowany System Kartotek Operacyjnych zawiera dane o osobach wraz z
        określeniem dokumentów i danych, które są w archiwach, a dotyczą tych osób.
        Jest to odpowiednik ręcznej kartoteki ogólnej. Wachowskiego wymazano z
        komputera, chociaż zapis na jego temat nie mówił, że jest pracownikiem, ani
        nawet współpracownikiem SB. Figurował jako k-TW, kandydat na tajnego
        współpracownika, mógł więc znaleźć się tam bez swojej wiedzy. Mimo to, nawet
        ten tak nikły ślad ktoś z archiwów wymazał. Jest to tym bardziej dziwne, że
        wymazując Wachowskiego pozostawiono w tym samym komputerze nazwisko
        nieporównanie ważniejszej osoby - Lecha Wałęsy.

        SOJUSZNICY MILCZĄ

        Grupa osób, które wiedzą, co w przeszłości robił Mieczysław Wachowski jest
        dość duża. Są to z reguły ludzie, którzy ze względu na zajmowane stanowiska
        bądź prestiż udzielają informacji "poza taśmą". Mieli takie informacje,
        słyszeli, wiedzieli, są przekonani, nie mają jednak dowodów lub też nie pozwala
        im na ich ujawnienie tzw. "interes polityczny". Dotyczy to zarówno agenturalnej
        przeszłości, jak i sfery obyczajowej życiorysu ministra. O agenturalności
        Wachowskiego szeptano w kuluarach Sejmu po 4 czerwca. Powoływano się na
        zachodnie źródła, na publikacje w brytyjskim "Spektatorze", zdaniem którego dla
        zachodnich służb specjalnych nie jest tajemnicą, że Wachowski od kilku lat jest
        agentem KGB. Przywoływano fakty, które ze względu na tajemnicę państwową nie
        mogą być na razie ujawnione. Pamiętano jego działalność jeszcze
        z "Solidarności". Część osób ma wiedzę na ten temat, musi jednak z różnych
        względów milczeć. Niektórych zmusza do tego ustawa o tajemnicy państwowej,
        która wciąż obowiązuje i zabrania ujawniania szczegółów związanych z
        działalnością komunistycznych służb specjalnych. Osobom, które ją ujawniają
        grożą kary więzienia, poza tym część z nich nie ukrywa, że boi się o swoje
        życie. Inni świadomie fałszują rzeczywistość i mimo rozgłaszanych wcześniej
        informacji dziś stanowczo zaprzeczają, jakoby coś o Wachowskim wiedzieli.
        Szczególną hipokryzją odznacza się między nimi Jacek Kuroń, który w 1981 r. na
        podstawie tej samej wiedzy co dziś opowiadał, że Wachowski jest ochroniarzem
        Wałęsy przydzielonym mu przez Kiszczaka, a teraz twierdzi, że wszelkie
        kontrowersje wokół Wachowskiego biorą się z tego, że "szofer został
        podsekretarzem stanu". Jego postawę równie łatwo zrozumieć, jak postawę gen.
        Kiszczaka, który przez lata czytał raporty Wachowskiego o Wałęsie, a dziś "nie
        przypomina sobie". Specyficznej frazeologii używają mówiąc o Wachowskim osoby z
        najbliższego otoczenia prezydenta i sam Lech Wałęsa. Posługują się oni
        podobnym, jakby specjalnie przygotowanym na tę okazję słownictwem. Andrzej
        Drzycimski oświadcza, iż "wytyka się, że w najbliższym otoczeniu prezydenta
        jest przyjaciel, człowiek, o którego pięknej kalocie nie chce się mówić. Osoba
        o wielkich umiejętnościach organizacyjnych." Drzycimski określa Wachowskiego
        jako "człowieka do zadań specjalnych" i "swego rodzaju bramę". Andrzej
        Kozakiewicz mówi, że Wachowski "przesiąkł geniuszem prezydenta na wylot." Jerzy
        Milewski, że Wachowski pełni niezwykle odpowiedzialną funkcję, porównywalną
        z "chieff of staff" Białego Domu, jest pretorianem prezydenta. Każdy z nich ma
        na temat Wachowskiego wymijającą odpowiedź, którą zwykle powtarza. Wachowski
        natomiast wbrew zwyczajom przyjętym w krajach demokratycznych nie ma zamiaru
        wyjaśniać i odpowiadać na konkretne zarzuty. Szef kancelarii prezydenta RP
        prof. Janusz Ziółkowski stwierdza, że nie może wypowiadać się na temat swojego
        pracownika. [...]

        KARIERA

        [...] Gdyńska Wyższa Szkoła Morska ze względu na półwojskowy charakter
        była "obsługiwana" przez Wojskową Służbę Wewnętrzną - wojskowego odpowiednika
        cywilnej bezpieki. Działała tam również i werbowała SB, ale prymat miało WSW.
        Ona zapewniała szkole oficerów obiektowych i ona miała monopol na werbowanie
        tajnych współpracowników wśród studentów.

        Mieczysław Wachowski nawiązał kontakty z WSW na pierwszym roku studiów w
        WSM w 1970 r. Był jednym z dwunastu zwerbowanych w tym okresie studentów. Z
        czasem ich liczba miała wzrosnąć i utrzymywała się w granicach trzydziestu -
        trzydziestu pięciu na wszystkich rocznikach WSM. Zgodę na współpracę wyraził w
        indywidualnej rozmowie z oficerem obiektowym. Podpisał także oświadczenie
        zobowiązujące do zachowania kontaktów z WSW w tajemnicy. Werbowaniem zajmowali
        się oddelegowani do studium wojskowego oficerowie WSW. Nie był wówczas nikim
        istotnym, nie zapamiętano więc daty pozyskania go. [...]

        W 1970 r., kiedy WSW zainteresowały się Wachowskim, zbliżał się kolejny
        przełom. Szykowano odsunięcie I sekretarza PZPR Władysława Gomułki i
        zastąpienie go innym kandydatem. WSW podlegały wówczas ministrowi obrony
        narodowej gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu. Prowadziły działalność niezwykle
        aktywną, kontrolowały znacznie więcej, niż tylko wojsko.

        NA OBIEKCIE

        Rozpoczynając współpracę z WSW Wachowski trafił pod opiekę oficera obiektowego
        uczelni. Był nim w 70 r. płk J. W przypadku obiektów takich jak WSM
        przydzielano nawet dwóch takich oficerów - starszego w randze podpułkownika i
        młodszego - zwykle na etacie kapitana. Młodszy zajmował się teczkami studentów,
        których co pewien czas opiniowano, prowadził także agenturę wśród wykładowców i
        szefów organizacji młodzieżowych, zajmował się także werbowaniem
        współpracowników wśród młodzieży. Nazwiska zwerbowanych przez niego studentów
        znał także starszy, który zajmował się komendą uczelni.

        Jednostka WSW właściwej dla WSM znajdowała się wówczas na Oksywiu. Jej
        kadra liczyła kilkunastu oficerów, którzy obsadzali komendę Portu Marynarki
        Wojennej, szkoły i flotyllę. Pracownicy
    • borrka1 "The Telegraph" dotarł do świadka ws. Litwinienki 10.12.06, 23:51
      Triepaszkin szczegółowo przedstawił też, jak - jego zdaniem - zaplanowane
      zostało zabójstwo Litwinienki. Jest przekonany, że chciano, by śmierć byłego
      agenta "wyglądała naturalnie". Sprawcy "nie sądzili, że polon 210 zadziała tak
      szybko i pozostawi ślady" -

      jemu chyba w tej koloni niezly wpier..l daja ze tak bredzi!
      jezeli mial to byc Kreml,to dysponujac 100% informacja na temat materialow
      jakie ma do dyspozycji panstwo,informacje na temat dzialania dowolnego srodka
      maja za pare minut na biurku i to za darmo,poza tym ludzie pracujacy przy tym
      swinstwie wiedza z czym to sie je i taka informacje jako wrunek wydania towaru
      obowiazkowo zalaczaj z towarem.Smiech bierze czego brytole nie wymysla.
      To raczej chlopcy Bierezowskiego nie wiedzieli ze to tak dziala i nie sadzili
      ze ochotnik wyciagnie nogi,a mial sypac ze szpitalnego prycza jak to Putin go
      otrul,nie wyszlo ,klient oparl sie o kalendarz.
      Druga moja wersja to handlowali tym i maly wypadek przy pracy,a sadzac po cenie
      juz tej dawki jaka lyknal Litwinienko, to tak ogromna kase mogl wysuplac z
      kieszeni tylko BAB.
      • perculator Re: "The Telegraph" dotarł do świadka ws. Litwini 10.12.06, 23:58
        nie badz naiwny, borrka1. To polscy "dziennikarze" tak pisza. Za leniwi oswoic
        sie z angielskim i za leniwi sprawdzac fakty.
        Ciekawe, nikt z nich nie napisal o 22 letniej Polce, kelnerce, obslugujacej
        Litwinienke w feralnym dniu. Tez lenistwo?
        • ania_shmania Re: "The Telegraph" dotarł do świadka ws. Litwini 11.12.06, 01:17
          Cytat z The Telegraph:
          "What they did not reckon with was that the polonium 210 would act so quickly and leave a trail."

          co zlego w tlumaczeniu?
      • fernandorey Re: "The Telegraph" dotarł do świadka ws. Litwini 11.12.06, 03:44
        Towarzysz burka nie wierzy w omylność czekistów? Pewnie racja, oni zawsze robili format c:
    • eva15 jutro będą jeszcze lepsze wiadomości 11.12.06, 00:39
      od sprztączki sąsiadki kuzyna szwagra sąsiada samego.... Putina.
      • yacek1 Re: jutro będą jeszcze lepsze wiadomości 11.12.06, 02:45
        Kazdy agent jest szuja i czeka go taki sam koniec. Ilu zabil zanim "odmowil"
        zabicia bilionera" Ile bilioner mu zaplacil za to aby powiedzial o tym na
        konferencji prasowej? Potem sam tez sie zrobil biznesmenem. Ho! Ho! Wszyscy
        agenci stali sie nagle biznesmenami. Lugovoj i jego kompani (wszyscy byli agenci
        tajnych sluzb)robili interesy z Litvinienkom. No i zrobili.

        Pogib gieroj Sovietskovo Sojuza. (ale w ostatniej chwili przeszedl na Islam no
        bo wmowili mu w Anglii, ze czaka tam na niego grupa dziewic)
    • fernandorey Kolonia karna, zabijanie agentów 11.12.06, 03:29
      Rosja jest tak samo radziecka jak była. Najgorsze jest to że świat przyzwyczaił się do podwójnych standardów i przymyka na to oko. Skoro Amerykanie tak śledzą brak demokracji tylko tam gdzie jest ropa to ktoś powinien wspomnieć Bushowi, że w Rosji też jest. Nie za wiele ale jest. Może też ich zbombardują i zrobią regime change. Reagan chciał Rosję zlikwidować, ale to byłaby lekka przesada. Wystarczy trochę demokracji to sama pogrąży się w chaosie, tak jak Irak. W końcu jednego chana można zamienić tylko na innego. Zawsze tak było w wiecznej Rusi.
    • kozaczek3 To ścierwo katolickie zdechło w chile!!!!!!!! 11.12.06, 03:34
      To taki katolicki Lenin.
      Mordował swoich przeciwników politycznych w sposób, że tak powiem swobodny.
      Swobodnie spadali z samolotu lub helikoptera do morza, jakieś dwieście
      kilometrów od brzegu.
      Powinni być zdyskwalifikowani ponieważ mieli zaaplikowane środki dopingujące.
      Księga guinnessa nie zanotowała dopłynięcia któregokolwiek.
      • tomek_1222 Polonium 11.12.06, 04:31
        Przeciez oni nie produkuja polonium od dwoch lat, jak ponizej:
        antiwar.com/justin/?articleid=10116
    • kozaczek3 Pinochet-katolickie ścierwo zdechło!!! 11.12.06, 04:51
      To taki katolicki Lenin.
      Mordował swoich przeciwników politycznych w sposób, że tak powiem swobodny.
      Swobodnie spadali z samolotu lub helikoptera do morza, jakieś dwieście
      kilometrów od brzegu.
      Powinni być zdyskwalifikowani ponieważ mieli zaaplikowane środki dopingujące.
      Księga guinnessa nie zanotowała dopłynięcia któregokolwiek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka