Dodaj do ulubionych

Marszałek Borusewicz rozpoczął wizytę w Australii

26.03.07, 20:55
69 sztuk za pieniadze podatnika na wycieczce. Niezle, panie Borusewicz. Dla
kilku osob na wyjazd do Ameryki Pd. pieniedzy nie bylo - bo zalatywalo
Kobylanskim. Co za hipokryzja. Czerwoni tez tylki obwozili po imprezach,
olimpiadach, spedach. Jakie korzysci ma z tego narod?

Anna Kozlowska
Obserwuj wątek
    • rakunica Wycieczkowicze na start 26.03.07, 21:17
      Z Dziennika powialo optymizmem. Nasi parlamentarzysci zmeczeni rutyna
      obowiazkow musza sie relaksowac:


      Polityczna podróż marzeń
      2007-03-15 21:34 Aktualizacja: 2007-03-15 23:29

      Posłowie na koszt podatników lecą do Australii

      Prawie dwa tygodnie na antypodach, i to na koszt Skarbu Państwa. Taką
      przyjemność zafundowała sobie delegacja senatorów i posłów, która wybiera się
      właśnie w podróż marzeń do Australii i Nowej Zelandii - dowiedział się DZIENNIK.
      Towarzyszyć im będzie 69 urzędników, tłumaczy i biznesmenów.

      Politycy, którym udało się znaleźć w składzie delegacji, twierdzą, że ta
      egzotyczna podróż, na dodatek prezydenckim samolotem, nie ma nic wspólnego z
      turystyką. "To czysto robocza wizyta. Mamy spotkanie za spotkaniem" - przekonuje
      nas poseł PO i członek Polsko-Australijskiej Grupy Parlamentarnej Stanisław
      Gorczyca, który do tej pory nie był jeszcze na antypodach. Przyznaje jednak, że
      chciałby chociaż na chwilę zajrzeć na Bondi Beach w Sydney, jedną z
      najpiękniejszych plaż na świecie. "Ta atrakcja może nam umknąć, bo takiego
      punktu chyba nie ma w naszym programie" - martwi się.

      Więcej optymizmu ma jego klubowy kolega Jakub Rutnicki, który także zasiada w
      Polsko-Australijskiej Grupie Parlamentarnej. "Może uda mi się zanurzyć stopę w
      oceanie" - mówi nam. Kąpiel w Pacyfiku nie jest jednak tym, na co Rutnicki
      cieszy się najbardziej. Na jego stronie internetowej czytamy, że "marzy mu się
      podróż do Nowej Zelandii". A na tej urokliwej wyspie posłowie spędzą całe cztery
      dni.

      Tak sprecyzowanych oczekiwań nie ma za to inna uczestniczka delegacji posłanka
      Samoobrony Renata Rochnowska, która w Sejmie zajmuje się finansami publicznymi.
      "To klub wytypował mnie do tego wyjazdu. Wybrali mnie, bo znam angielski" -
      przyznaje z rozbrajającą szczerością.

      Oprócz tej trójki polski Sejm w Australii będzie reprezentować jeszcze Janusz
      Dobrosz z LPR i Stanisław Zając z PiS. Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, który
      ma stać na czele delegacji, przyznaje, że nie wie, dlaczego jadą akurat te osoby.

      "Reprezentację poselską wybiera Marek Jurek" - tłumaczy. Skład parlamentarnej
      delegacji uzupełnia jeszcze dwóch senatorów. Na wycieczkę do Australii załapali
      się jeszcze wiceminister zdrowia Bolesław Piecha i prezes rządowej Agencji
      Rozwoju Przemysłu Paweł Brzezicki. Pierwszy ma podpatrywać, jak funkcjonuje
      tamtejsza służba zdrowia, a drugi - zachęcać biznesmenów do inwestowania w Polsce.

      Co te wszystkie osoby będą robić w Australii i Nowej Zelandii? Głównym celem
      tego 12-dniowego wyjazdu są spotkania z Polonią, która w zeszłym roku obchodziła
      150-lecie osadnictwa na antypodach. "Wiem, że mogą się pojawić zarzuty dotyczące
      długości wizyty, ale nasza diaspora jest tam naprawdę wyjątkowo liczna" -
      tłumaczy Borusewicz.

      Na tym jednak nie koniec dalekich podróży parlamentarzystów. W czasie, gdy część
      parlamentarzystów będzie bawić na antypodach, senator PO Stefan Niesiołowski
      postanowił wybrać się na Tajwan. Jego wyjazd początkowo miał mieć charakter
      oficjalny. "Tyle że Polska nie utrzymuje z tym państwem stosunków
      dyplomatycznych, więc nie wyraziłem na to zgody" - mówi Borusewicz. Niesiołowski
      nie dał jednak za wygraną i wystąpił do marszałka jedynie o paszport
      dyplomatyczny i pozwolenie na wyjazd prywatny. "Biorę urlop i jadę prywatnie.
      Całość ma sfinansować strona tajwańska" - dodaje Niesiołowski.

      Niewykluczone jednak, że Niesiołowski może liczyć na kolejną egzotyczną podróż
      służbową. Na drugą połowę kwietnia planowana jest bowiem delegacja senatorów do
      Ameryki Południowej. Początkowy plan wyjazdu był ambitny: zakładał objazd
      Brazylii, Chile, Argentyny i Wenezueli. Kancelaria Senatu ostatecznie
      zrezygnowała jednak z wizyty w dwóch ostatnich krajach. Mimo to walka o miejsca
      w tej delegacji będzie zażarta, bo Polsko-Brazylijska Grupa Parlamentarna liczy
      aż 27 członków.

      Wygląda jednak na to, że pod względem liczby zagranicznych wyjazdów senatorowie
      obecnej kadencji i tak nie przebiją dwójki rekordzistów w historii polskiego
      parlamentaryzmu: Adama Struzika z PSL i Alicji Grześkowiak. Oboje pełnili
      funkcję marszałka Senatu. Pierwszy w ciągu całej kadencji zaliczył aż 26
      delegacji. Odwiedził m. in. Wietnam, Laos, Argentynę, Urugwaj, Mongolię, Japonię
      i Chiny. Grześkowiak była niewiele gorsza. Tylko w ciągu pierwszego półtora roku
      urzędowania odbyła aż 16 podróży.

      Michał Krzymowski

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka