nick3
14.04.07, 23:42
Paweł Lisicki to ja.
Tutaj na forum odsłaniam drugą stronę swojej ortodoksyjnej osobowości.
Zupełnie tak jak drugą stroną osobowości Chrystusa jest Wielki Inkwizytor z
powieści Dostojewskiego.
Postać z 'Braci Karamazow' ukazuje chrześcijaństwo jako systemem totalitarny,
który zamiast groźby zagłady fizycznej, operuje terrorem moralno-
psychologicznym.
Sam Dostojewski uważał, że w postaci Wielkiego Inkwizytora sportretował
katolicyzm.
Ale, jak to się zdarza wielkim twórcom, być może nieświadomie stworzył coś
większego: obraz Ciemnego Oblicza Chrystusa.
Religia jest tu rzeczywistym Domem Niewoli.
Miejscem, w którym obowiazuje orwellowski pewnik, że "Wolność jest Niewolą,
Niewola jest Wolnością, a Władza jest Miłością".
Oto jak streszcza dokonaną przez Dostojewskiego analizę zniewolenia
religijnego komentator tekstu "Braci Karamazow":
>>Porównując tekst Dostojewskiego z tekstem Hegla możemy powiedzieć, że Hegel
nie miał pojęcia o tym jak wygląda lub może wyglądać prawdziwe niewolnictwo,
a jego wizja zniewolenia jest sielanką w porównaniu z wizją Dostojewskiego.
Zniewolony z tekstów Hegla uznawał w Panu rację swego życia, dopatrywał się w
nim swego rodziciela.
Zniewolony z tekstu Dostojewskiego widzi w Inkwizytorze nie tylko swego
rodziciela, ale również, a nawet przede wszystkim, rację swej etycznej
godności – swej świętości. [...]
Niewolnik z kart Hegla nie mógł się buntować, bo oznaczało to dla niego
popadnięcie w winę ojcobójstwa. Tutaj grozi wina głębsza – bluźnierstwo i
świętokradztwo, a więc wina zamachu na świętość.
Bluźnierstwo – to szyderstwo skierowane przeciwko temu, co święte.
Świętokradztwo, to próba opanowania świętości przemocą. Świętość jest tym, co
radykalnie transcenduje możliwości człowieka. Mimo to bluźnierca i
świętokradca dokonują zamachu na świętość. Najwyższej świętości to nie
szkodzi, lecz szkodzi bluźniercy i świętokradcy [...]
Kimże więc jest ten, kto dokonuje zamachu na Inkwizytora? Jest znikomością
moralną, jest nikim, istotą niewartą swojego własnego istnienia.
Sens zarysowanej przemiany wartości jest więc prosty: odtąd, to znaczy od
momentu buntu, zbuntowany niewolnik będzie istniał istnieniem
nieusprawiedliwionym. Usprawiedliwione będzie jego nieistnienie.
Najwyższą sztuką mistrza iluzji było to, iż obrał miejsce tego, co najwyższe
i tym samym odwołał się do tego, co w człowieku najlepsze i najgłębsze.
[...]
W ten sposób stanął poza zasięgiem buntu. Odtąd nie jest już nawet wprost
zainteresowany w tłumieniu buntu.
[...]
Heglowski Pan kierował swe pożądanie na pożądania ludzi. Inkwizytor pożąda
ludzkich miłości [...].
Co jednak skłania ludzi do wyrzeczenia się własnej autonomii i ulegania
Inkwizytorowi?
Tłumaczy to on sam:
„Albowiem frasunkiem tych nieszczęsnych istot jest nie tylko szukanie tego,
komu by się ten i ów pokłonił, lecz znalezienie tego, w którego wszyscy by
uwierzyli i wszyscy się pokłonili, i to koniecznie wszyscy razem. Właśnie ta
potrzeba powszechności pokłonienia się jest najistotniejszą męką każdego
poszczególnego człowieka i całej ludzkości od zarania dziejów. Z powodu tej
powszechności się wzajemnie tępili się mieczem.”
[...] Pierwszym warunkiem wyrzeczenia się autonomii sumienia i powierzenia go
innemu, jest przemiana w poczuciu własnej godności. Wyrzec się sumienia
znaczy: zatracić poczucie własnej godności.
Wielki Inkwizytor mówi do swoich poddanych: „...człowiek jest słabszy i
nikczemniejszy, niż myślałeś...”, „człowiek woli spokój, a nawet śmierć od
wolnego wyboru w poznaniu dobra i zła”, „[...] są słabi, są godną politowania
dzieciarnią...” [...]
Danie temu wiary i umniejszenie własnej wartości jest warunkiem dokonania
decydującego kroku – powierzenia umniejszonej w ten sposób wartości komuś,
kto wydaje się cenniejszy i godniejszy. Jego wartość staje się podstawą mojej
wartości. [...]
Rodzi się przekonanie, iż człowiek może zrobić tyle dobrego, ile dobrego
wynika ze Służby. [...]
Człowiek, który spełnia akt poddania sumienia, dokonuje tym samym wyboru
swych przyszłych nieprzyjaciół: odtąd będzie miał Inkwizytora za obrońcę i
przyjaciela, zaś wrogiem jego będzie każdy człowiek, w szczególności
niewolnik, któremu śni się jakaś wolność.
Ból własnej duszonej wolności przemienia się powoli w radość płynącą z
duszenia wolności innych. Człowiek wierzy, że nie jest niewolnikiem, lecz
wyznawcą.<<
Koniec cytatu.
O tym, czy można w tym opisie rozpoznać chrześcijaństwo, każdy musi
rozstrzygnąć we własnym sumieniu.