maciej.wrona
10.05.07, 23:12
Witam.
Chciałbym poruszyć temat biurokracji w polsce. Wydaje mi się że sięgneliśmy
już po absurd w czystej postaci jesli chodzi o procedury biurokratyczne. To
co słyszymy w ostatnich dniach we wszystkich dziennikach to że wnioski "
spływają" z rąk posła na ręce przezesa TK. Ciekawe jest właśnie określenie że
wniosek musi wpłynąć do odpowiedniego organu. Jak to się odbywa ???
Kilka miesięcy temy załatwiałem przeniesienie pozwolenia na budowę.
Przyszedłem do odpowiedniego biura w starostwie powiatowym we Wrocławiu i
przyniosłem komplet dokumentów. Urzędnik sprawdził czy dokumenty są poprawne
i poprosił o wypełnienie wniosku ( w Polsce o wszystko trzeba prosić za
pomocą wniosku). Kiedy juz pod okiem urzędnika wypełniłem wniosek -
przekazałem mu komplet dokumentów i spytałem kiedy sprawa będzie załatwiona.
- No wie pan ten wniosek musi do mnie "spłynąć" powiedział trzymająć w ręku
wszystkie dokumenty urzędnik. Odesłał mnie następnie z papierami do
sekretariatu. Przez następne 4 dni wniosek "spływał" na ręce pana urzędnika.
Każde biuro ma swój sekretariat. Każdy sekretariat ma swojego kierownika,
zastępcę i pewnie dwóch pracowników. Wszyscy przkładają dokumenty z kupki na
kupkę i całymi dniami piją kawę ( po turecku)
co o tym myślicie