dean08
07.07.07, 20:56
"Gdyby przyjęto w latach 90. strategię, że np. co roku pielęgniarki dostają 5
proc. podwyżki, byłby spokój. Dziś mamy kumulację uprawianej latami
spychotechniki. Teraz duże grupy społeczne, zarabiające średnio po tysiąc
kilkaset złotych, żądają natychmiast 3 tys. Co rozsądnego można zrobić w
takiej sytuacji? Podnieść płace z dnia na dzień o 200-300 proc.? Nie jestem
zwolennikiem monetaryzmu, ale wiem, co może to oznaczać dla budżetu państwa.
Czy rząd straci na tym proteście? Wyborcom PiS spodoba się twarde stanowisko
rządu? A może nie, bo to elektorat socjalny?
- To zależy od sposobu uregulowania tego konfliktu, chociaż dziś trudno już
sobie wyobrazić naprawdę pozytywne jego rozwiązanie. Premier proponował
podnieść podatki dla najbogatszych. To chwyt populistyczny, ale z drugiej
strony - skąd można brać pieniądze, jeśli nie od bogatych? Owszem, bogaci
czasami inwestują w stanowiska pracy, ale głównie inwestują w siebie - w
swoje wielkie domy i samochody."
Socjalizm górą - może jeszcze podnieść podatki ? Te tłumy bogaczy w Polsce -
jak ma mieszkanie i samochód to prawdziwy krezus...