Dodaj do ulubionych

UE: nowe sankcje wobec Birmy

13.10.07, 00:39
W Birmie, która w ostatnich tygodniach stała się sceną krwawo stłumionych
wystąpień mnichów buddyjskich i opozycji, trwają aresztowania przeciwników
władz wojskowych. Brutalna rozprawa reżimu ze społeczeństwem w tym kraju
została nagłośniony przez media do granic możliwości. W sprawę zaangażowało
się ONZ, Stany Zjednoczone i Unia Europejska. Warto w tym miejscu zadać
pytanie, dlaczego?
Myanmarem, bo taka jest oficjalna nazwa Birmy, rządzi, jak to ujmują media
„zajadle nacjonalistyczna junta”. Skoro zła dyktatura, to musi być
nacjonalistyczna. Sytuacja w Birmie jest trudna, bowiem kraj ten zamieszkuje
wiele mniejszości narodowych i wyznaniowych.

Wyznaniem rangi państwowej, w tym i rządzących wojskowych, jest buddyzm. Co
też jest trudne do pogodzenia zważywszy, że ustrój Myanmaru jest
socjalistyczny. Dobrzy mnisi (bo muszą być takimi skoro buddyzm jest religią
na wskroś pokojową) i źli rządzący (bo muszą być źli skoro są nacjonalistami)
obłaskawiają się wzajemnie, choć są i jeszcze lepsi mnisi, którzy buntują się
przeciw władzy.

Oliwy do ognia dolewają stałe utarczki z mniejszościami etniczno-religijnymi:
Rohingami i Karenami. Choć to muzułmanie i chrześcijanie to w tym przypadku
nie podlegają krytyce, gdyż jako uciskane mniejszości walczą z dyktaturą
nacjonalistyczną.

Szafranowa rewolucja?

Poza granicami Myanmaru istnieje rząd na uchodźctwie. Jego premier, Sein Win
jest przyjmowany na salonach, ostatnio między innymi przez prezydenta
Sarkozy’ego. Opozycja posiada też rozgłośnię radiową nadającą swe audycje z
Norwegii. Ostatnio doszło do manifestacji ulicznych z udziałem mnichów, na co
wojsko odpowiedziało brutalnie. Rozruchy z zabitymi i rannymi sprowokowane
zostały dwoma podwyżkami cen paliw we wrześniu tego roku, co też może być
niezrozumiałe zważywszy, że kraj poza rudami metali i kamieniami szlachetnymi
posiada złoża ropy i gazu. Demonstracje uliczne – czy to przeciw podwyżkom,
czy przeciw dyktaturze – już zostały barwnie nazwane przez światowe media,
jako „szafranowa rewolucja”. Warto zauważyć, że od jakiegoś czasu wszelkie
bunty w słusznej sprawie muszą być rewolucjami i mieć w swej nazwie jakąś
barwę lub kwiat. Ten kanon w nazewnictwie występuje nawet w odległych od
siebie krajach, co powinno skłaniać do zastanowienia nad ich autorami.

Tak zwana społeczność międzynarodowa w trosce o obywateli Myanmaru wprowadziła
w 1988 roku sankcje, które obecnie USA i UE pragną zaostrzyć. Czy bardziej
dotykają one rządzących czy uciśnionych, trudne jest do ustalenia. Z owej
„zatroskanej” społeczności wyłamują się Rosja (broń za ropę) i Chiny, a być
może i bardziej dyskretnie Indie. Aby nie odstawać od właściwej postawy
międzynarodowej społeczności, były prezydent RP Lech Wałęsa zaoferował swoje
usługi dla rozwiązania birmańskiego konfliktu wewnętrznego. W sprawie tej
wystosowano nawet apel do władz Myanmaru z podpisem noblisty, w doborowym
towarzystwie: Jaruzelskiego, Geremka, Kwaśniewskiego, Mazowieckiego, Halla,
Kiszczaka, Michnika, Onyszkiewicza, Rakowskiego, Reykowskiego i Święcickiego.

Czego nie wiemy?

Nie wiemy, w jaki sposób rządzący Myanmarem generałowie, a zapewne i uciskany
lud miast i wsi, potrafią łączyć pacyfizm buddyzmu z zajadłym nacjonalizmem i
do tego jeszcze z krwawą utopią socjalizmu. Wydaje się to być hybrydą
niezdolną do przeżycia. Tak się nam tylko wydaje, gdyż w swoich opiniach
wszelkie porównania i oceny odnosimy do cywilizacji zachodniej, to jest tego,
co pozostało z cywilizacji łacińskiej.

Trudno znaleźć rozważania w prasie światowej na temat: dlaczego Rosja, Chiny,
a także Indie uważają rozruchy w Myanmarze za sprawę wewnętrzną tego kraju, a
UE i USA za problem międzynarodowy. Niewątpliwie wydobywanie ropy u
birmańskich wybrzeży w zamian za dostawy broni jest dla Rosji korzystne, choć
swoich złóż ma pod dostatkiem. Ropą i gazem są jeszcze bardziej zainteresowane
Indie i Chiny, choć te mają bliżej do złóż rosyjskich. Czego więc dotyczy
podział w społeczności międzynarodowej? Czy aby nie amerykańskiego apetytu na
ropę i chęci okrążenia – już nie tylko Rosji, ale i jej znaczących sojuszników?

Nie wiemy, dlaczego relacje podróżników pełne są zachwytów nad pięknem
architektury i krajobrazu w tym kraju, a milczą o oznakach przemocy. Czyżby
piękno przesłaniało codzienną rzeczywistość?

Nie wiemy, co to za stowarzyszenie – Solidarność Polsko-Birmańska. Poza tym,
że organizuje spotkania z opozycjonistami (demokratycznymi) birmańskimi.
Nazwiska gości są podawane, natomiast gospodarzy pozostają nieznane. Czyżbyśmy
i tam pragnęli posłać, poza wspomnianym negocjatorem, zawodowych rewolucjonistów?

Jak widać, wiele nie wiemy w kwestiach dość istotnych.

***

W kręgach troszczących się o przestrzeganie praw człowieka 28 września
bieżącego roku obchodzono Międzynarodowy Dzień Prawa do Informacji. Istnienie
takowego prawa, podobno jednego z podstawowych praw i wolności obywatelskich,
usankcjonowane jest przez dokumenty międzynarodowe, w tym: Europejską
Konwencją o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności oraz
Międzynarodowym Paktem Praw Obywatelskich i Politycznych. Prawo to obejmuje
wolność poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji bez ingerencji
władz publicznych, bez względu na granice państw. W praktyce prawo to
funkcjonuje różnie, czy wręcz wybiórczo. Ktoś jednak dokonuje wyboru i w
jakimś celu. Naruszanie naszego prawa do informacji, dostępu do nich bez
uprzedniego doboru, stanowi ograniczenie naszych praw obywatelskich.
Świadomość naruszania naszych praw pozwoli nam przynajmniej dostrzec istnienie
niepisanego prawa do manipulacji w interesie budowy cywilizacji nowego ładu
światowego.
Kazimierz Murasewicz
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka