Dodaj do ulubionych

Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia

13.11.07, 09:16
>W sumie ma 60-godzinny tydzień pracy jak na budowie.
Jeśli w te 60h jest wliczony czas na sprawdzanie klasówek i przygotowanie się do lekcji to czemu nie? Skąd wniosek, że powinien mieć lepiej niż pracownik budowy? W koncu konkurencja duża i popyt zdaje się przewyższa podaż.
Obserwuj wątek
    • lmblmb Dlaczego wszyscy nauczyciele mają takie same pensj 13.11.07, 09:35
      Dlaczego wszyscy nauczyciele mają takie same pensje? Czy zawód anglisty jest tak
      samo drogi jak historyka? Nie, na anglistykę trzeba iść ze znajomością
      angielskiego.

      Stosując socjalistyczne zrównanie sami sobie strzelamy gola.
      • makabi Re: Dlaczego wszyscy nauczyciele mają takie same 13.11.07, 11:49
        A dlaczego anglista, albo matematyk ma dostawać inne wynagrodzenie niż polonista
        czy katecheta? Przecież nauczyciel to nauczyciel. To jest dyskusja w kategorii
        dlaczego anestezjolog dostaje mniejśżą pensję niż chirurg, choiząz obaj stoją
        przy stole operacyjnym i od obu zalezy zdrowie i życie pacjenta.
        To nie jest kwestia czy nauczyciele różnych przedmiotów mają dośtać
        wynagrodzenie w zależóność o rankingu przedmiotów. Kwestią jest, by
        wynagrodzenia za pracę nauczyciela byłó godne, żeby nauczyciela możńa byłó
        szanować za wiedzę i umiejętnośći, któe chce przekazać i przekazuje. Ostatnio
        minister edukacji ogłósił na konferencji prasowej jakie to wysokie nauczyciele
        dostają pensje, Nieważne, ze minister bezczelnie (po PiSowsku "chamsko") kłąmał.
        wązne, ze kolejny raz włąza poinformowała społęczeństwo, ze nauczyciele mają
        sie dobrze i nie wiadomo czego chca.
        • lmblmb Nie myl celu ze środkiem. 14.11.07, 22:59
          makabi napisał:

          > A dlaczego anglista, albo matematyk ma dostawać inne wynagrodzenie
          > niż polonista czy katecheta?

          Bo na np. anglistykę trzeba iść ze znajomością angielskiego, co kosztuje dużo
          więcej niż przygotowanie na studia polonistyczne. To jeden argument, drugi jest
          banalniejszy: bo jest na anglistów większy popyt.

          Kto szuka katechetów czy polonistów?

          > Przecież nauczyciel to nauczyciel.

          To prosta droga do "urawniłowki" (równania ludzi). Następnym zdaniem będzie
          "przecież człowiek to człowiek".


          > To jest dyskusja w kategorii dlaczego anestezjolog dostaje mniejśżą
          > pensję niż chirurg, choiząz obaj stoją przy stole operacyjnym

          Takimi argumentami na codzień operujesz? Ile masz lat, piętnaście?

          > i od obu zalezy zdrowie i życie pacjenta.

          W różnym stopniu.

          > To nie jest kwestia czy nauczyciele różnych przedmiotów mają dośtać
          > wynagrodzenie w zależóność o rankingu przedmiotów. Kwestią jest,
          > by wynagrodzenia za pracę nauczyciela byłó godne,

          Przestań cytować Wielkich Wodzów Komunizmu, bo oni już są na śmietniku, a Ty się
          ośmieszasz.

          > żeby nauczyciela możńa byłó szanować za wiedzę i umiejętnośći, któe
          > chce przekazać i przekazuje.

          Nie myl celu ze środkiem. Nauczyciel ma dobrze uczyć, a nie być inteligentny czy
          posiadać wiedzę. Tak, jak przedsiębiorstwo ma przynosić zysk, a nie zadowalać
          klientów. Jeśli można osiągnąć zysk nie zadowalając klientów, to nie trzeba tego
          robić. Na świecie są zestępy półgłówków-nauczycieli, którzy dobrze wykonują
          pracę i nikt od nich wiedzy nie wymaga. Mówię o państwach 2..3 razy bogatszych
          od nas.


          > kolejny raz włąza poinformowała społęczeństwo, ze nauczyciele mają
          > sie dobrze i nie wiadomo czego chca.

          Czy nauczyciele nie mają się dobrze? Przecież trudno oczekiwać, że polonista czy
          historyk nie wiedział, że po studiach trafi do szkoły. Ludzie wiedzieli ile będą
          zarabiać i się na to godzili. Po co więc podwyżki (płatne z NASZEJ KIESZENI),
          skoro i tak nauczyciele nie mogą odejść, chyba że na bezrobocie.
          • binucha Do lmblmb 16.11.07, 16:28
            "Nie myl celu ze środkiem. Nauczyciel ma dobrze uczyć, a nie być inteligentny czy
            posiadać wiedzę. "

            Ale bzdury piszesz, a chciałbyś żeby Twoje dziecko uczył anglista, który nie
            umie pisać np. po polsku?
            Jak ma nauczyciel przekazywać wiedzę, której sam nie ma? Wez Zastów się
            człowieku co TY w ogóle piszesz!
            • lmblmb powtarzasz banały bez zastanowienia się czy mają s 17.11.07, 08:22
              binucha napisała:

              > "Nie myl celu ze środkiem. Nauczyciel ma dobrze uczyć, a nie być inteligentny c
              > zy
              > posiadać wiedzę. "
              >
              > Ale bzdury piszesz,

              W którym miejscu? Konkretnie proszę.

              > a chciałbyś żeby Twoje dziecko uczył anglista, który nie
              > umie pisać np. po polsku?

              Dobry przykład na poparcie mojej tezy powyżej. Dokładnie jak piszesz - anglista
              nie musi pisać po polsku. Skąd w ogóle ten pomysł?

              > Jak ma nauczyciel przekazywać wiedzę, której sam nie ma?

              W pierwszych latach szkoły nauczyciel przekazuje umiejętności, nie wiedzę.

              Skąd z Polakach takie przekonanie że wiedza jest kluczem do sukcesu? Wiedza to
              tylko dodatek do umiejętności. Społeczeństwu nie jest potrzebny człowiek mądry,
              a przystosowany i umiejący z wiedzy robić użytek.

              > Wez Zastów się człowieku co TY w ogóle piszesz!

              Popatrz w lustro, bo brak słów. Einstein powiedział, że "rozsądek to nic innego
              jak stek zasad wciśniętych zanim człowiek skończy lat osiemnaście". Mnie nikt
              bzdur nie wciskał i umiem myśleć za siebie. Ty powtarzasz banały bez
              zastanowienia się czy mają sens, czy nie. Typowo polskie.

              Zanim powtórzysz jakieś zdanie, które usłyszałeś od rodziców, znajomych czy
              niedajboże od księdza, ZASTANÓW się czy to ma sens i logiczne podstawy. Tylko w
              kościele powtarza się bez zrozumienia.
              • binucha Re: powtarzasz banały bez zastanowienia się czy m 18.11.07, 13:10
                Dobry przykład na poparcie mojej tezy powyżej. Dokładnie jak piszesz - anglista
                > nie musi pisać po polsku. Skąd w ogóle ten pomysł?


                Anglista, który ma umieć wyjaśnić dzieciom np. w liceum zasady gramatyczne, musi
                umieć pisać po polsku i musi znać dobrze gramatykę polska. Owszem, sa takie
                metody nauki jak nauka ze tak powiem " z biegu" , ale takie metody kompletnie
                nie wchodzą w grę w polskich szkołach ze względu na baaardzo małą ilość godzin
                języków obcych.

                Aby wytłumaczyć dziecku co to jest dokładnie imesłów czynny , a czym bierny w
                języku obcym, musi anglista wiedzieć najpierw co jest imesłów w języku polskim itd.
                Temu służy przedmiot na neofilologiach taki jak gramatyka kontrastywna, czyli
                porównawcza i to sie wykorzystuje bardzo często na lekcji.

                Dalej pragnę zaznaczyć, że anglista który nie umie dobrze pisać w swoim jezyku,
                gramatycznie i stylistycznie poprawnie, nie będzie umiał pisać także
                stylistycznie w języku obcym. Pragnę zauważyć, że nauka języka nie sprowadza sie
                jedynie do nauki słówek, ale także do czytania książek w języku obcym, choćby
                bajek, do analizy treści tych książek, wyciągania wniosków, nawiązywania do
                danej epoki itd.
                Z tego powodu praktycznie na każdą filologie obca egzamin wstępny składa sie z
                egzaminu z języka polskiego.

                Pracując w biurze i wykorzystując w tej pracy język obcy, nie musisz znać
                gramatyki języka polskiego dobrze ani nie musisz wiedzieć co to jest imiesłów
                lub przydawka czy tez nie musisz wiedzieć jak analizuje sie książki czy inne
                dzieła ani nie musisz wiedzieć nic o rzekach czy ukształtowaniu terenu w danym
                kraju,zwyczajach czy kulturze, ale jeśli jesteś nauczycielem to musisz to
                wszystko wiedzieć, aby dziecko czegoś nauczyć.Musisz mieć konkretna wiedzę, a
                nie tylko dobra znajomość języka. Dlatego żadna filologia nie jest kursem
                językowym, lecz studiowaniem literatury , kultury, historii, geografii, polityki
                także itd, danego kraju, bo te właśnie informacje przekazujesz min. poza
                gramatyką, uczniom.


                Piszesz:

                >
                > Skąd z Polakach takie przekonanie że wiedza jest kluczem do sukcesu? Wiedza to
                > tylko dodatek do umiejętności. Społeczeństwu nie jest potrzebny człowiek mądry,
                > a przystosowany i umiejący z wiedzy robić użytek. "

                Sam sobie zaprzeczasz pisząc, ze trzeba umieć robić użytek z wiedzy. Jak go
                robić, jak sie wiedzy nie ma?
                Jak widać trzeba mieć najpierw wiedzę aby zrobić z niej użytek, a ze niektórzy
                maja wiedzę i go zrobić nie potrafią, to już inna bajka.

                Piszesz:
                "W pierwszych latach szkoły nauczyciel przekazuje umiejętności, nie wiedzę."

                A potem co nauczyciel przekazuje? Widać, ze znowu sam sobie zaprzeczasz, skoro w
                pierwszych latach przekazuje umiejętności, to widać w nastepnych musi już
                przekazywać wiedzę, której według ciebie nie musi posiadać.

                Podsumowując, nie masz zielonego pojęcia o tym jak wygląda program nauczania i
                co nauczyciel ma obowiązek uczniom na lekcji przekazać i nie masz zielonego
                pojęcia o metodyce nauczania języka obcego przy dwóch czy nawet czterech
                godzinach języka na tydzień, nie komentując w ogóle już tego, ze według ciebie
                anglistą może zostać analfabeta nie potrafiący pisać w swoim języku ojczystym.







                >
                • poszeklu Bez podwyzki trudno o dobre nauczanie 20.11.07, 17:08
                  To jest trudna praca, ktora wymaga.
                  Jesli nauczyciel jest sfrustrowany swoim
                  finansowym stanem zycia, to musi sie to
                  odbic na jakosci jego pracy. W konsekwencji
                  traca na tym nowe pokolenia.
                  • mariuszdd To najbardziej jęczący ludzie,zaraz po lekarzach 21.11.07, 00:28
                    W trzeciej kolejności to chłopi ,nic im sie nie opłaca !
                    Grupa numer cztery to górnicy .
                    • mlody-inwestor Dac mu milion zlotych miesiecznie ! 21.11.07, 08:39
                      Oj jaki ja biedny. Wybralem sobie prace w ktorej wiadomo iz slabo placa. Oj jaki ja biedny - gdy studiowalem i przygotowywalem sie do zostania nauczycielem, nauczyciele zarabiali miliony zlotych rocznie.
                      Niestety akurat jak ja zaczalem nauczac to stawki spadly to jakis smiesznych kwot !

                      Ludzie ! Kto wam kazal pracowac jko nauczyciel ? Przeciez od ZAWSZE bylo wiadomo iz to praca malo platna, podobnie jak np. lekarzy/pielegniaek w panstwowych szpitalach.

                      Takie dziwne ze w budzetowce malo placa ?
                      Jak chcesz wiecej kasy to zmien prace ale zacznij nauczyac w bardziej ambitnych miejscach niz szkoly publiczne.
                • aolol sorry ale to stek bzdur 20.11.07, 22:00
                  Anglista, który ma umieć wyjaśnić dzieciom np. w liceum zasady
                  gramatyczne, mus
                  > i
                  > umieć pisać po polsku i musi znać dobrze gramatykę polska. Owszem,
                  sa takie
                  > metody nauki jak nauka ze tak powiem " z biegu" , ale takie metody
                  kompletnie
                  > nie wchodzą w grę w polskich szkołach ze względu na baaardzo małą
                  ilość godzin
                  > języków obcych.
                  >
                  > Aby wytłumaczyć dziecku co to jest dokładnie imesłów czynny , a
                  czym bierny w
                  > języku obcym, musi anglista wiedzieć najpierw co jest imesłów w
                  języku polskim
                  > itd.


                  zeby nauczyc dziecko angielskiego wcale nie trzeba mu wyjasniac
                  odpowiednikiem jakiego polskiego imieslowu jest gerund. twoje metody
                  nauczania odeszly do lamusa, dzis sie uczy ludzi jezykow nie po to
                  zeby znali zasady gramatyczne i kolumny slowek ktorych nigdy nie
                  uzyja, ale po to by uzywali jezyka w paracxy, w nauce i na ulicy. to
                  sie nazywa metoda komunikatywna, pieprzenie o imieslowach to
                  sredniowiecze metodologii nauczania jezyka angielskiego.

                  to co mowisz o filologiach to tez glupoty, nauczycieli jezykow
                  ksztalca tez koledze i wydzialy lingwistyki stosowanej, tam nikt nie
                  uczy studentow geografii krajow w ktorych sie mowi tymi jezykami ani
                  kultury. ludzie po lingwistyce sa rownie dobrymi nauczycielami
                  jezyka angielskiego jak ludzie po angiistyce ktorzy przez lata
                  studiowali sonety szekspira. bo w nauce jezyka w XXI wieku nie
                  chodzi o czytanki dzieki ktorym uczen poznaje kulture kraju ale o
                  umiejetnosc poslugiwania sie jezykiem.

                  aha, zdawalem na filologie (na uw) i nie bylo egzaminu z jez
                  polskiego. wiec jeszcze jedna bzdura.

            • fr_annia Re: Do lmblmb 21.11.07, 09:52
              W tej kwestii nie masz racji.
              Moją córkę angielskiego uczy Anglik, który po polsku w ogóle nie
              mówi. I założę się, że uczy lepiej niż niejeden Polak po anglistyce.
              • oniapl Re: Do lmblmb 21.11.07, 10:18
                Dowiedz się lepiej, czy nauczyciel Twojej córki ma przygotowanie do nauczania
                języka angielskiego jako obcego. To że jest się Anglikiem, nie znaczy, że jest
                się dobrym nauczycielem angielskiego. Czy byłabyś w stanie uczyć obcokrajowca
                języka polskiego? Ja jestem metodykiem ale bez odpowiedniego przygotowania nie
                odważyłabym się. Angliści tego sie uczą na studiach, są merytorycznie
                przygotowani do nauczania języka obcego.
            • marekcp Re: Do lmblmb 21.11.07, 14:39
              > Ale bzdury piszesz, a chciałbyś żeby Twoje dziecko uczył anglista, który nie
              > umie pisać np. po polsku?

              Przez całą podstawówkę uczyli mnie polscy nauczyciele, nauczyli jakiejś dziwnej
              wymowy która rozśmieszyła nauczycielkę-Amerykankę w ogólniaku. Miałem akcent i
              wymowę jak hrabia Dracula w filmie Coppoli. Przez kolejne 4 lata udało się to
              skorygować tak więc jak już się zna podstawy i słownictwo to lepiej być uczonym
              przez native speakera który nie zna polskiego niż przez Polaka który pięknie
              pisze po polsku.
          • rikol Re: Nie myl celu ze środkiem. 20.11.07, 18:14
            Idac twoim tokiem rozumowania, najlepiej by bylo, zeby wszyscy sami uczyli sie z
            ksiazek, bo tak jest najtaniej. Ksiazka nie jest inteligentna, a wiedze
            przekazuje, kosztuje kilkadziesiat zl. Angielskiego mozna posluchac z kasety,
            radia - znacznie to taniej wychodzi nauczyciel. W ogole, po co chodzic do szkoly?
          • g.suss Re: Nie myl celu ze środkiem. 21.11.07, 15:50
            > Bo na np. anglistykę trzeba iść ze znajomością angielskiego, co kosztuje dużo
            > więcej niż przygotowanie na studia polonistyczne.

            A na matematykę ze znajomością matematyki, fizykę ze znajomością fizyki,
            polonistykę ze znajomością literatury i kultury itd. Chcesz powiedzieć, że
            książki do angielskiego są znacząco droższe od innych czy że angliści to gatunek
            ludzi o tyle głupszy od innych, że nie potrafią przyswoić wiedzy na poziomie
            egzaminów wstępnych na studia bez płacenia komuś za douczanie? Widocznie znamy
            jakichś innych.

            Robisz tu zresztą idiotyczne założenie, że płacenie za korki/kursy przed
            egzaminami jest rzeczą właściwą wyłącznie anglistom. Na tej zasadzie to
            najwięcej powinni zarabiać nauczyciele plastyki. Nauczenie się samemu do
            egzaminów na ASP jest zdecydowanie trudniejsze niż na anglistykę.

            > To jeden argument, drugi jest
            > banalniejszy: bo jest na anglistów większy popyt.

            A jak to jest w szkołach prywatnych? Czy tam pensje nauczycieli poszczególnych
            zawodów regulują prawa popytu i podaży? Serio pytam.
    • makabi Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 13.11.07, 11:43
      A ty pewnie jesteś pracownikiem budowy, nie? Intelektualnie przemęćząćie nie
      musisz. wystraczy wybrać odpowiednią kwerendę w wyszukiwarce internetowej i co
      potrzeba to już wiesz. Gorzej jak trzeba samemu coś napisać albo powiedzieć.
      Jaki popyt i jaka podaż! Zostań nauczycielem, popracuj trochę z dziećmi i
      młódzieża. Niech ci wystarczy 18 godzin tygodniowo. Po jednym semestrze
      zobaczymy co powiesz.
      • entropia Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 13.11.07, 14:19
        Rozumiem, że uwagi Makabi są do mnie, wiec odpowiadam.
        > A ty pewnie jesteś pracownikiem budowy, nie?
        Nie.
        > Intelektualnie przemęćząćie nie
        > musisz.
        Obawiam się, że moja praca wymaga więcej ciągłego dokształcania niż pracownika dydaktycznego na poziomie szkoły podstawowej czy średniej. Abstrahuję od innych uciążliwości pracy wyżej wymienionego, bo taki, a nie inny, postawiono mi zarzut.

        > wystraczy wybrać odpowiednią kwerendę w wyszukiwarce internetowej i co
        > potrzeba to już wiesz.
        Nie bardzo rozumiem uwagę. Korzystanie z wyszukiwarki jest tak samo łatwe dla nauczyciela jak i dla pracownika budowy. Przydatność znalezionej informacji - trudno mi się wypowiedzieć.

        > Gorzej jak trzeba samemu coś napisać albo powiedzieć.
        Obawiam się (ma to związek z wcześniejszą uwagą odnośnie przemęczania się intelektualnie), że twórczości 'własnej' produkuję więcej, niż nauczyciel konkretnego przedmiotu, który co roku omawia ten sam zestaw tematów wolno zmienny w czasie.

        > Jaki popyt i jaka podaż! Zostań nauczycielem, popracuj trochę z dziećmi i
        > młódzieża. Niech ci wystarczy 18 godzin tygodniowo. Po jednym semestrze
        > zobaczymy co powiesz.
        Czy bycie nauczycielem to wyrok? Z tego co wiem to nie. Każdy na pewnym etapie swojego życia wybiera sobie specjalizację.
        Można dyskutować na temat motywów, ale faktem jest, że kierunki dydaktyczne wybiera znacząco wyższy procent studiujących, niż np. kierunki inżynierskie. Mówię oczywiście o relacji do potrzeb rynku (czy też do potrzeb społeczeństwa - jeżeli słowo rynek wydaje się komuś nieodpowiednie - efekt i tak jest ten sam).
        Nie bardzo rozumiem więc uwagi typu 'popracuj sobie z młodzieżą', 'zobacz jak to jest', 'wystarczy 18 godzin/jeden semestr żeby zobaczyć'. Nikt nikogo nie zmusza do wybrania ścieżki zawodowej. Jeżeli ktoś zdecydował się na taką - to nie powinien mówić jak ona jest ciężka i wymagająca. I twierdzić że z tego powodu powinna być lepiej płatna. Nie bardzo rozumiem czemu nie zdobył się na taką refleksję parę lat temu - wybierając co będzie robił w życiu. Charakter pracy nauczyciela, zarobki i konkurencja są powszechnie znane.
    • makabi Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 13.11.07, 12:12
      Gratuluje panu matematykowi z MIńska Mazowieckiego stopnia nauczyciela
      dyplomowanego w wieku 33 i po 13latach pracy (nauczycielem został zaraz po
      maturze i SNie jak widać). Tylko, ze w obecnym systemie awansu zawodowego
      stopień nauczycielski dostaje sie nie za wiedzę ale za zgromadzenie odpowiednio
      intesująćej sterty makulatury poukładanej w segragatorach zwanej dokumentacją
      awansu zawodowego. Stopień zawansu dostaje sie zgodnie z widzi-mi-się mniej lub
      bardziej znudzonej i mniej lub bardziej kompetentnej komisji. wystarczy, ze
      pani ekspert prekartkuje segregator i autorytatywnie stwierdzi, ze nauczyciel z
      30letnim stażem zawodowym nie ma zdolnośći pedagogicznych.
      Pan z Mińska uczy matematyki, jest aktywny i kreatywny. Npisał publikację. Ale
      jako np nauczyciel fortepianu czy skrypieć, albo rzeźby nie byłby tak
      zadowolony. gdyby startował o awans w wielkim mieśćie jak Warszawa czy kraków
      nie byłby taki szczęśliwy.
      Obecny system jest karykaturalny. wiedzą o tym nauczyciele i go krytykują. Ci,
      którzy czekają na awans klonuja dokumentacje kolegów, którym już sie udało. A
      eksperci bardzije zaintersowani sa tym ile dostaną pieniezy z siedzenie w
      komisji niz na kwalifikacjach nauczycieli. Związki zawodowe maja dużo o
      powiedzienia na temat patologii procedury awansu zawodowego ale nie wypowiadają
      sie. Twórcy tego systemu jak za PRLu wzięli premie i nagrody za kreatywność i
      tak ma być.
      Obecny system awansu jest patologiczny, ale ministerstwa o nie intersuje.
      Wązniejsze były mundurki i inspekcje "robotniczo-chłopskie". Jak nauczyciel z
      inicjatywa po studiach ma sie czuć doceniony skoro on musi sie starać za 900zł
      brutto a na codzień widzi, ze koleżanka z dosiadczeniem o kilkanście lat
      dłuższym dostaje 2400zl brutto i ani sie nie dokształća, ani nie zna języków,
      czasem nawet nie umie obslugiwać komputera a przde wszytkim nie ma ochoty sie
      rozwijać, bo po co. Pkazałą stertę makulatury komisji egzaminacyjnej,.
      dyrektor napisłą laurkę i jest! Na dzień dobry kilaset złótych podwyżki!!!

      Nauczyciel w Stanach Zjednoczonych (brakuje tam matematyków, fizyków, chemików,
      absolwentów wyższych uczelni) z kwalifikacjami do uczenia w szkole
      ponadpodstawowej zarabia przecietnie (statystycznie) ok $3800 miesiećznie. To
      też nie jest duzó jak na tamtejsze warunki. Asystentka dentysty dostaje podobne
      pieniadze, a nawet wyższe. Przy tym wynagrodzeniu jnauczyciela stać zby kupić np
      [podręcznik czy maeriały dudaktyczne za $10-20 wtedy kiedy ich potrzbuje. W
      Polsce nauczyciel zarabiająć brutto 2200zł tez kupuje materiały dydaktyczne
      kiedy potrzebuje, w cenie 30-70zł za sztukę. Prawda, ze jest różnica? Ale o
      takich aspektach nikt nie mówi, ani ministrowie, ani politycy, ani dziennikarze
      Najłątwiej jest powiedzieć, ze nauczycielom nie chce sie uczyc, ale żadają coraz
      większych pieniedzy. A przecież tragarz worków z cementem na budowie, albo
      operator łopaty o wiele bardziej sie męćzy niż pani przy tablicy.
      NIe byłóby tych wszytkich obrażónych "filozofów" gdyby na ich drodze do sukcesu
      i pieniedzy nie stanęłi nauczyciekle od polskiego, matematyki, plastyki czy
      W-Fu. lepsi lub gorsi ale stanęli.
      Krytykować jest łątwo.
      • sebastian_antonowicz Nauczycieli jest ZA DUŻO!!! 17.11.07, 10:49
        Pensje są i będą niskie w edukacji, bo, wbrew powszechnej opinii, jest ich ZA
        DUŻO!!!! JA jestem magistrem filologii z uprawnieniami do nauczania angielskiego
        i rosyjskiego. UWIELBIAM uczyć i idzie mi to chyba skutecznie ;-) Ale w
        Bydgoszczy, gdzie do każdej szkoły złożyłem papiery, powiedziano mi, że nie ma
        zapotrzebowania ani na anglistów, ani na rusycystów! Nie, to bez łachy! Teraz po
        roku pracy w handlu międzynarodowym zarabiam nie wiele, ale choć dwa razy więcej
        niż nauczyciel etatowy. Szkoda...wolałbym w szkole, nawet za mniejszą kasę.
        Jakby jakiś anglista chciał się zamienić...zapraszam;-)


        --------------
        Języki obce za FREE!!! www.anglorus.wordpress.com/
        • onioni Re: Nauczycieli jest ZA DUŻO!!! 20.11.07, 19:24
          to jedź do mniejszych miast i wsi gminnych - tam brakuje!!

          Tylko co, nie chce się :)
          Więc jak się nie chce iść na prowincje, to nie pisz że za dużo :)
          Bo własne podwórko to jeszcze nie cały świat.
    • toja3003 wprowadzić motywację finansową dla nauczycieli, w 13.11.07, 13:43
      wprowadzić motywację finansową dla nauczycieli, w zależności od
      wyników i od razu się ruszy. A jak się mierzy poziom wiedzy
      europejską metodą PISA? Bardzo konkretnie prawda?

      Wiem, że to nie proste i że są różne klasy ale w każdym zawodzie
      jest pewne ryzyko: do jakiej firmy trafisz jako pracobiorca, czy
      będziesz miał dobry rejon jako lekarz mający własną praktykę, czy
      wypali twoja strategia biznesu jako przedsiębiorcy itp. Dlaczego
      nauczyciele mieliby być włączeni z systemu wiążącego wyniki z
      zarobkami?

      Owszem, można trafiać na lepsze i gorsze klasy ale to się w czasie
      będzie wyrównywać. To nie jest tak, że drużyna piłkarska ma cały
      czas pecha, we wszystkich meczach. Jak jest dobra to przegra jeden
      czy drugi mecz a resztę wygra i też będzie wysoko. A ja mówię nie o
      absolutnym wyniku klasy tylko o różnicy względnej jaką nauczyciel
      osiągnął w danym okresie.

      Czyli pomiar poziomu klasy na początku i końcu danego okresu
      porównawczego i to w ramach danego przedmiotu. A więc matematyk,
      który ma matematykę w różnych klasach też nie będzie miał tylko
      jednej słabej klasy z reguły prawda? To wszystko da się
      statystycznie zamodelować. Np. odrzucając wyniki skrajne tzn.
      superzdolnych uczniów najlepszych (i tak się nudzą w szkole a w
      życiu sobie poradzą) i najgorszych (też się nudzą i powinni być np.
      przeniesieni do specjalnej).

      No bo jaką motywację ma nauczyciel żeby uczniowie robili postępy?
      Przecież niezależnie od wyników dostanie te same pieniądze. Jakaś
      premia za mierzalne wyniki powinna być.
      • agata_bieniek Re: wprowadzić motywację finansową dla nauczyciel 13.11.07, 14:20
        Zgadzam się z przedmówcą. Bez "marchewki" nie będzie wyników.
        Obecnie nauczyciele nie mają motywacji, żeby wypruwać sobie fraki. I
        nie chodzi o to, żeby się pławili w luksusach, tylko, żeby mogli na
        przeciętnym poziomie dożyć do końca miesiąca, żeby mieli szansę na
        wzięcie kredytu na mieszkanie i mogli zastanawiać się czy chcą mieć
        jedno dziecko, czy dwoje, zamiast czy stać je na jedno.

        Do pełnego obrazu beznadziei w szkołach brakuje jeszcze jednego, ale
        bardzo istotnego elementu. Żeby móc pracować w szkole, nauczyciel
        według obowiązującego prawa musi zdobyć odpowiednie kwalifikacje
        merytoryczne (np. skończyć matematykę) i dydaktyczne (wyrobić tak
        zwane "uprawnienia pedagogiczne"). W moich czasach (prawie 10 lat
        temu) uprawnienia pedagogiczne zdobywało się na studiach - albo
        wybierając specjalność "nauczycielską", albo robiąc uprawnienia
        dodatkowo (czyli robiąc jednocześnie dwie specjalizacje). Zdolni
        studenci nie chcieli iść na specjalizację nauczycielską z dwóch
        powodów - po pierwsze taka na przykład "matematyka w ekonomii"
        dawała o niebo lepsze perspektywy zarobków, a po drugie,
        na "nauczycielską" szli głownie ci, którzy nigdzie indziej się nie
        dostali. Wobec tego poszaleć intelektualnie na "nauczycielskiej"
        było ciężko. Były oczywiście przypadki osób z powołaniem - miałam
        taką koleżankę i była doskonała (niestety z zawodu bardzo szybko
        odeszła, pewnie jej na rachunki nie wystarczało).
        Ponieważ miałam wątpliwą przyjemność studiowania w gronie kandydatów
        na nauczycieli, to z przerażeniem odkrywałam poziom ignorancji wielu
        z nich. Z trudem przechodzili z roku na rok mimo i tak znacznie
        obniżonego progu wymagań w stosunku do innych specjalizacji. Ludzie,
        którzy mieli uczyć innych, sami niewiele rozumieli. Nie ma się co
        dziwić, że ich późniejsi uczniowie nie pokochają matematyki, nie
        zrozumieją go, a jedynie będą recytować bez zrozumienia formułki.
        Nauczyciel niedouczony często boi się pytań uczniów, które mogłby
        obnażyć jego niewiedzę, dlatego na lekcjach wprowadza rygor i
        skutecznie oducza młodych myślenia. Odbiera im radość odkrywania
        świata w zamian serwując metodę - 3xZ (zakuć, zaliczyć, zapomnieć).

        Bez poprawy sytuacji nauczycieli - przynajmniej szansy sensownego
        poziomu życia dla najlepszych, nawet osoby o największym talencie
        pedagogicznym będą ten zawód omijać szerokim łukiem. A przecież od
        tego, na kogo trafiają dzieci w szkole bardzo dużo zależy. I w to
        powinniśmy inwestować. Ułatwiać ludziom z powołaniem decyzję - niech
        do szkół idą najlepsi, a nie największe sieroty, których nigdzie
        indziej nie chcieli.
        • toja3003 w pełni popieram Pani zdanie, Agato i 13.11.07, 15:07
          z wielkim zainteresowaniem i przyjemnością przeczytałem bardzo
          konkretną i fachową wypowiedź.

          Podałem przykład jak mierzyć efektywność nauczyciela: nie wymyślam
          tu nowych teorii tylko proponuję wziąść sprawdzone w praktyce modele
          na świecie a nie biadolić ciągle, że „w Polsce to niemożliwe”. W USA
          np. rodzice wybierają w szkołach, w demokratycznych wyborach, jej
          dyrektora więc to chyba jest motywacja żeby się starać nie?

          Możliwe jest także włączanie uczniów do oceny nauczycieli wedle
          korczakowskiej zasady „dziecko jest dzieckiem ale we własnych
          problemach i sprawach jest ekspertem”. I znowu – te systemy
          funkcjonują nie tylko na wyższych uczelniach (za granicą). A u nas
          nawet na uniwersytetach toczą się postępowania prawne blokujące
          strony internetowe, które takie oceny zamieszczają, w myśl zasady,
          że „nauczyciel ma zawsze rację i wara rodzicowi czy uczniowi od
          oceny jego postępowania”.

          A u nas pokutuje socjalistyczne myślenie typu „szpital to nie
          fabryka aut” albo „szkoła to nie fabryka aut” albo „teatr to nie
          fabryka aut”, że niby nie da się ocenić efektywności pracy sfery
          budżetowej. Otóż da się.

          Tylko trzeba to oddać w rące tych, którzy płacą podatki i tą sferę
          finansują, nie mówiąc o tym, że trzeba tą sferę gdzie się da
          redukować prywatyzacją. Ostanio oglądałem w brytyjskiej TV (BBC
          Prime, jest w kablówkach w Polsce) jak zmienia się szkoła z tzw.
          trudnymi uczniami po wprowadzeniu amerykańskiej zasady „zero
          tolerancji”. Lekcje wyglądają jak lekcje i nikt nie wkłada
          nauczycielowi kosza na głowę a jak próbuje to
          n a t y c h m i a s t w szkole zjawia się policja, no a u nas to
          oczywiście też „niemożliwe” a potem to dochodzi do samosądów
          zrozpaczonych obywateli.
      • mlody-inwestor Re: wprowadzić motywację finansową dla nauczyciel 21.11.07, 08:49
        Proponuje zebys rozpoczela motywowac nauczycieli pieniedzmy ze swojego portfela. Bo tak sie sklada zeby "panstwo" komus dalo to musi zabrac innym obywatelom. A nie kazdy ma na to ochote.




        toja3003 napisał:

        > wprowadzić motywację finansową dla nauczycieli, w zależności od
        > wyników i od razu się ruszy. A jak się mierzy poziom wiedzy
        > europejską metodą PISA? Bardzo konkretnie prawda?
        >
        > Wiem, że to nie proste i że są różne klasy ale w każdym zawodzie
        > jest pewne ryzyko: do jakiej firmy trafisz jako pracobiorca, czy
        > będziesz miał dobry rejon jako lekarz mający własną praktykę, czy
        > wypali twoja strategia biznesu jako przedsiębiorcy itp. Dlaczego
        > nauczyciele mieliby być włączeni z systemu wiążącego wyniki z
        > zarobkami?
        >
        > Owszem, można trafiać na lepsze i gorsze klasy ale to się w czasie
        > będzie wyrównywać. To nie jest tak, że drużyna piłkarska ma cały
        > czas pecha, we wszystkich meczach. Jak jest dobra to przegra jeden
        > czy drugi mecz a resztę wygra i też będzie wysoko. A ja mówię nie o
        > absolutnym wyniku klasy tylko o różnicy względnej jaką nauczyciel
        > osiągnął w danym okresie.
        >
        > Czyli pomiar poziomu klasy na początku i końcu danego okresu
        > porównawczego i to w ramach danego przedmiotu. A więc matematyk,
        > który ma matematykę w różnych klasach też nie będzie miał tylko
        > jednej słabej klasy z reguły prawda? To wszystko da się
        > statystycznie zamodelować. Np. odrzucając wyniki skrajne tzn.
        > superzdolnych uczniów najlepszych (i tak się nudzą w szkole a w
        > życiu sobie poradzą) i najgorszych (też się nudzą i powinni być np.
        > przeniesieni do specjalnej).
        >
        > No bo jaką motywację ma nauczyciel żeby uczniowie robili postępy?
        > Przecież niezależnie od wyników dostanie te same pieniądze. Jakaś
        > premia za mierzalne wyniki powinna być.
    • stanley_fish Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 14.11.07, 15:33
      By w wieku 33 lat pracować 13, trzeba zacząć pracę w wieku 20 lat. Maturę robi
      się w wieku 19. Co to za nauczyciel, który zaczął pracować w szkole ROK PO
      NAPISANIU MATURY ?!
      • nessie-jp Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 14.11.07, 18:45
        stanley_fish napisał:

        > By w wieku 33 lat pracować 13, trzeba zacząć pracę w wieku 20 lat. Maturę robi
        > się w wieku 19. Co to za nauczyciel, który zaczął pracować w szkole ROK PO
        > NAPISANIU MATURY ?!

        A co za problem? Kolo zaczął sobie dorabiać już na pierwszym roku studiów.
        Połowa dziewczyn z mojego rocznika (anglistyka) uczyła w rozmaitych szkołach już
        od II semestru studiów.
    • sendivigius bajki o nauczycielach w USA 14.11.07, 17:33
      A tak wyglada rzeczywistosc:

      1. Nauczycieli brakuje ale tylko w murzynskich gettach gdzie
      najwazniezsza umiejetnoscia jest wyjmowanie szybko colta. Poza nimi
      sa setki podan na kazde miejsce, ale nawet w tzw. dobrych
      dzielnicach strzelaniny sa na porzadku dziennym, setki nauczycieli
      rocznie pada trupem, tych tylko postrzelonych sie nie liczy.

      2. Nauczyciel zarabia mniej niz ten co nosi worki na budowie, wiele
      mniej niz kierowca ciezarowki i mniej niz kierowca miejskiego
      autobusu.

      3. Nauczyciel pracuje 40 godzin tygodniowo, w wakacje jak nie
      pracuje to nie dostaje pieniedzy, na godziny nadliczbowe musi miec
      zgode odpowiednika naszego kuratorium, ktorej naogol nie dostanie,
      drugi etat to fikcja.

      4. Nauczyciel idzie na emeryture w tym samym wieku co inni.

      5. Nauczyciel nie ma urlopow na "poratowanie zdrowia".

      6. Nauczyciel sie wyksztalcil za wlasne pieniadze i teraz musi
      splacac pozyczki.

      7. Ilosc dokumentacji jaka nauczyciel prowadzi na kazda okolicznosc
      przerazialaby nawet polski urzad skarbowy.

      8. Nikt tu nie wybiera dyrektora, wybiera sie kuratora, ale
      najczesciej jest tylko jeden kandydat. (rekomentdowany przez partie
      majaca przewage w danym okregu wyborczym)

      9. Nauczyciel placi majatek na ubezpieczenie od odpowiedzialnosci
      cywilnej.

      10. Zawod tez jest sfeminizowany, bo to ani praca, ani kariera, ani
      dochody.
    • nessie-jp Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 14.11.07, 18:52
      Ja chciałabym jednak zauważyć, że 18 godzin pracy to jest średnio 2 dni pracy w
      tygodniu dla każdego innego zawodu, poza nauczycielem. I proszę mi tu nie truć o
      pozostałych składnikach "pensum", bo każdy pracownik poświęca swój wolny czas po
      pracy na sprawdzanie, dokształcanie, nadganianie, poprawianie, itepe, itede.

      Nie żebym miała coś przeciwko podwyższeniu płac dla nauczycieli - tylko może
      warto by uregulować sprawę tego, ile godzin w tygodniu mają uczyć. I ile za to
      należy im płacić. Bo szczerze powiedziawszy, jakbym pracowała tylko dwa dni w
      tygodniu, a nie 6-7, to też bym marnie zarabiała!

      Na pytanie pana nauczyciela, czy on też musi pracować dużo, żeby zarabiać dużo
      • binucha Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 16.11.07, 17:00
        Przepraszam kobieto, ale jak czytam Twoja wypowiedz, to coś mi sie robi. Widać
        ze nie masz najmniejszego pojęcia o pracy nauczyciela.
        Teoretycznie mam 18 godzin,ale w sumie to siedzę ok. 30, bo mam kilka godzin
        okienek, w których najczęściej idę na zastępstwo plus darmowe kółka dla uczniów
        słabych albo dla szczególnie uzdolnionych. Żaden nauczyciel nie uczy 18 godzin,
        tylko w sumie to ok. 30. W mojej szkole, a uczę w średniej, gdzie uczniowie są w
        sumie jako tako zdolni , poświęca się masę czasu ( DARMO) na uczenie dzieci
        szczególnie uzdolnionych. W sumie to siedzę 30 godzin w szkole ( jeśli nie
        dostanę do przygotowania akademii lub Jasełek lub Wieczoru Kolęd itd. , bo wtedy
        to siedzę całe dnie w szkole).Do tego wywiadówki i rady kończą się bywa o godz.
        20 ( zwłaszcza rady, a jest ich też dużo, bo dochodzą szkoleniowe często ostatnio).
        Wiesz ile mam prac klasowych do sprawdzenia tylko z tego tygodnia? 7 grup
        średnio po 17 osób w grupie, czyli ile? Odpowiem Ci: 119 prac.Trzeba robić
        klasówki w każdej grupie systematycznie, bo musisz mieć określoną ilość ocen z
        klasówek, sprawdzianów, odpowiedzi ustnych itd.
        Wiesz ile mi to czasu zajmuje? Baaardzo dużo, bo uczę języka obcego, więc
        uczniowie piszą baaardzo często wypracowania,bo tego wymaga nowa matura. Musze
        poprawiać każdą pierdołę, domyślać sie co ktoś chciał napisać itd.Zdarza się, ze
        sprawdzać w słownikach , bo dzieci maja jakieś stare słowniki albo z "taniej
        książki" i wypisują bzdury. Poloniści jeszcze więcej siedzą nad pracami klasowymi.

        Nie wspomnę o tym, ile czasu zajmuje mi przygotowanie lekcji, jeśli ma ona być
        nieco interesująca dla ucznia. Wycinanie obrazków z gazet ( muszą być kolorowe,
        bo tego wymaga nowa matura, nie można ich kserować), wycinanie innych haseł ,
        żeby potem dzieci mogły je przyporządkowywać , sporządzanie gier planszowych na
        powtórzenia ( żeby było ciekawiej na lekcji ) itd.

        Myślę, że nierzadko się zdarza, że 60 godzin tygodniowo to nad tym spędzam.
        Pragę tez dodać, ze jestem filologiem z wykształceniem uniwersyteckim po
        renomowanym uniwerku, po studiach 5-letnich. Za te pieniądze, które teraz
        zarabiam, to nie utrzymałabym się nawet na studiach.
        Mam dylemat, bo lubię bardzo tą pracę, mam dobry kontakt z dziećmi, lubię
        zajmować się ich problemami, lubię je wychowywać, obserwować to czego się
        uczyłam na studiach, odkrywać w tej materii nowe rzeczy, ale za jakie pieniądze?

        Proponujesz 36 godzin tygodniowo? Idz do szkoły, postój pod tablica sobie z 7
        godzin dziennie , pisząc ciągle kurzącą się kredą, do tego mów ciągle przez 7
        godzin i jeszcze spróbuj zrobić coś na tyle ciekawego, żeby dzieci ci na lekcji
        nie wariowały i w ogóle na ciebie spojrzały. Bardzo ciekawe czy udałoby ci sie
        poprowadzić choć jedną lekcję ze względna dyscypliną i czy by cię już po jeden
        lekcji gardło i oczy od kredy nie zaczęły bolec, a od huku głowa.

        Pragnę wspomnieć, ze uczyłam tez w technikum, gdzie była większość chłopców,
        część już wyrokami sądowymi za rozboje, napady itd.
        Chciałabyś pracować za 1000 zł z kryminalistami po części, którzy by ci
        powiedzieli, ze jak im jedynkę wstawisz, to oni się tobą zajmą?
        Na lekcji bluźnią, wyzywają, bija sie czasem.
        tak wygląda praca w szkole większości nauczycieli, bo to samo jest w gimnazjach.

        Nie masz kobieto pojęcia jak ciężka jest to praca, zwłaszcza w gimnazjach i
        takich technikach budowlanych czy samochodowych, gdzie część uczniów ma już
        wyroki i kuratorów, a nad niektórymi wisi zakład karny.W takich szkołach trzeba
        byc przede wszystkim psychologiem , a czasem cudotwórcą wręcz, a nauczycielem na
        końcu, bo tą młodzież nauka najmniej interesuje.


        • nessie-jp Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 18.11.07, 14:34
          No to z twojego dramatycznego wołania na puszczy wynika, że w Polsce uczą same
          Judymy i siłaczki! No cóż, nie każdy jest społecznikiem jak ty i będzie pracował
          tak ciężko za psie pieniądze. Najlepsi nauczyciele odejdą z tej pracy. Zostanie
          1% społeczników i 99% łamag życiowych, odgrywających się na dzieciach za swioje
          niepowodzenie.

          Wydaje ci się, że pracujesz tak ciężko. Ale widzisz, KAZDY pracownik ma zadania
          dodatkowe, poza normalnym czasem pracy. Tylko w innych zawodach ten normalny
          czas pracy to 48 godzin tygodniowo, a nie 18.

          PS. Poproś dyrekcję o zmianę tablic na takie z pisakami. Odejdzie ci jeden problem.
          • nessie-jp Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 18.11.07, 14:39
            Dodam jeszcze, że powinnaś domagać się zapłaty za dodatkowe zajęcia z uczniami.
            Nie baw się w tę martyrologię, piszę to z całą powagą
            • binucha Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 18.11.07, 19:15
              Idz do szkoły i poucz trochę, to może zobaczysz na czym ta praca polega. Tak jak
              już pisałam, żaden nauczyciel nie pracuje 18 godzin w tygodniu, bo ma tysiące
              innych rzeczy do zrobienia poza tymi 18 godzinami, a ja teoretycznie mam 2
              godziny ponadetatowe, ale spędzam bitych 30 godzin na terenie szkoły
              obowiązkowo. Nawet zwykle przygotowanie sie do tych 18 godzin i do darmowych
              kolek zabiera masę czasu, nie mówiąc ile czasu poswięca sie na przygotowywanie
              akademii, studniówek itd.
              Musisz wyszukać materiały, czasem ćwiczenia układać samemu, robić z dziećmi mapy
              pojęć i inne bzdury, przynajmniej na języku obcym.
              Nie mówiąc o pracach klasowych, cały weekend teraz siedziałam i sprawdziłam w
              połowę tego co miałam do sprawdzenia.Każde dziecko pisze normalnie wypracowania.

              A odnośnie kółek i płacy za te kolka, to nie ma możliwości płacenia za nie, bo
              to nie jest prywatna firma, w której pensja zależy od tego co sobie wywalczysz.
              Szkoła dostaje konkretna pule kasy na dodatkowe zajęcia i starcza tylko na
              pokrycie malej części tych dodatkowych zajęć, a jak nie zrobisz dodatkowych
              zajęć , to uczniowie zdradza słabo maturę albo jej nie zdadzą, a liczą sie
              właśnie efekty. Nauczyciel , przynajmniej w liceum jest rozliczany z tego, ile
              jego uczniów matury nie zdało, a przy dwóch godzinach języka tygodniowo i nowej
              maturze, bez dodatkowych zajęć dzieci matury dobrze nie zdadzą, a nie którzy jej
              w ogóle nie zdadzą.

              Także jeśli jako nauczyciel chciałabyś walczyć o zapłatę za swoje kółko, to
              możesz chyba pisać do ministra edukacji, bo dyrektor nawet gdyby bardzo chciał
              zapłacić, to nie ma z czego po prostu, a jak uczniowie matury nie zdadzą, to Cię
              zwolnią po prostu.
          • binucha Tablice z pisakami. 18.11.07, 19:24
            Pragnę zauważyć, ze nowe tablice z pisakami kosztują, a szkoła nie ma kasy znowu
            aby w każdej sali wymieniać tablice, także jak widzisz to tez nie jest prywatna
            firma, w której dostaniesz samochód służbowy i komórkę na życzenie.
            Zdarzało się, że i na słowniki musiałam czekać jakiś czas, bo szkoła akurat nie
            miała pieniędzy.

            > Wydaje ci się, że pracujesz tak ciężko. Ale widzisz, KAZDY pracownik ma zadania
            > dodatkowe, poza normalnym czasem pracy. Tylko w innych zawodach ten normalny
            > czas pracy to 48 godzin tygodniowo, a nie 18.

            W sumie to nie ma co z Tobą dyskutować skoro uważasz, ze nauczyciel pracuje
            wyłącznie 18 godzin w tygodniu.Akurat w tej części twojej wypowiedzi jest
            wyraźnie czysta złośliwość, bo już nie miałaś argumentu.

            Znam osoby pracujące w firmach. Ich czas pracy za biurkiem wynosi 40 godzin
            tygodniowo, a za nadgodziny dostają dodatkowe pieniądze, ale szkoła to nie jest
            prywatna firma, w której można coś wywalczyć u szefa za nadgodziny, a liczą się
            efekty( przynajmniej w mojej szkole ) i nikogo nie interesuje jak tego dokonasz
            i ile czasu prywatnego na to poświęcisz.


            • onioni Re: Tablice z pisakami. 20.11.07, 19:30
              18 h w pracy? A to dobre :)

              Bo w wielu firmach jest tak, ze robi się niby 40-48 h, ale cięzkiej
              pracy to jest z tego może ze 15 h.

              Natomiast nauczyciel jest minimum 18 h i to pod ciągłą presją
              (ciągle patrzy na niego 30 osób), więc baków zbijac nie może.
              Teraz dodajmy do tego wypełnianie papierów (tak ministerstwo sobie
              zyczy) i przygotowowyanie się do lekcji, bądź sprawdzanie tego po
              lekcjach.
              Wychodzi spokojnie 30 h - za które jest 900-1200 zł (w pierwszych
              latach).

              Więc te 45 h (realnie często tylko 15 h) w wielu firmach za 2500 zł,
              to jednka co innego :)

              Poza tym, jest takie powiedzenie, obys cudze dzieci uczył.
              To taka męczarnia, że szkoda słów :)
          • pjanu Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 21.11.07, 15:35
            Chyba jutro pojdę poprosić swoją dyrekcję o tablicę z pisakiem;) Ciekawe, czy
            spadnie z krzesła;)
            Swoją drogą problemem w szkołach jest często skserowanie materiałów,...
        • plosiak Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 20.11.07, 22:03
          Z tego co wiem, to godzina lekcyjna trwa 45 minut, więc doliczając przerwy
          pomiędzy lekcjami niech będzie z 15 normalnych godzin. Czyli ok. 40% normalnego
          czasu pracy przeciętnego pracownika. Na start jest 900 zł netto, czyli ok. 2200
          zł w przeliczeniu na "normalny etat". Moim zdaniem to całkiem fajna pensyjka.

          Nikt nikogo nie zmuszał, żeby zostać nauczycielem. Więc albo ktoś się świadomie
          godził na takie zarobki, albo co gorsza nieświadomy był, co już go
          dyskwalifikuje, bo ja nie chciałbym, żeby moje dzieci uczyła osoba, która nie
          wie co się dzieje wokół niej. Z mojej klasy w liceum kilka osób zostało
          nauczycielami. Część z nich to minimaliści, co sami podkreślają. Część to ludzie
          z zapałem, ale nie wiem jak oni się chcą utrzymać za takie pensje.

          Wydaje mi się, że rozwiązania są dwa. Albo ktoś pracuje 18 godzin, sprawdzi
          klasówki i ma wszystko w 4 literach, albo opcja nr 2:

          Po prostu gdzieś dorabia. Jak każdy człowiek niezadowolony ze swoich zarobków.
          Bo nikt mi nie wmówi, że kończąc lekcje max o 15-16 nie można sobie dorobić. A
          często nauczyciele kończą o 11-12, mają dzień wolny, bo tak są poustawiana
          grafiki itp. Do tego płatne ferie i wakacje, gdy nie pracują. Źle nie mają. Nie
          piszcie mi, że sam sobie przeczę mówiąc, iż zarabiają grosze i źle nie mają. Po
          prostu jak ktoś pracuje na 1/2 etatu - w przeliczeniu na "normalny" etat, to
          niech pretensje ma do siebie. Według mnie nauczyciele mają niesamowitą zdolność
          dysponowania swoim wolnym czasem, a więc dodatkowego zatrudnienia.

          Argument, że praca z dziećmi jest ciężka jest co najmniej komiczny - a kogo
          mieliby uczyć ? Zwierzęta ? ;) Jak ktoś chce uczyć, to chyba ma tego świadomość.
          Ja jestem prawnikiem i nie narzekam, jak przychodzi gość, co zdradza żonę i chce
          się rozwieść bez orzekania o winie, albo ktoś z góry przegraną sprawą i
          oczekujący cudów. Wiedziałem, na co się decyduję.
          • alia_od_noza Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 20.11.07, 22:47
            plosiak napisał:

            > Z tego co wiem, to godzina lekcyjna trwa 45 minut, więc doliczając przerwy
            > pomiędzy lekcjami niech będzie z 15 normalnych godzin. Czyli ok. 40% normalnego
            > czasu pracy przeciętnego pracownika.

            A słyszałeś o czymś takim jak dyżury na przerwach? Nawet do toalety za bardzo
            nie można wtedy wyjść, bo jak się ktoś w tym czasie nie daj Boże pobije albo
            będzie wyrzucał ogryzki przez okno, to będzie to wina nauczyciela.
            > Po prostu gdzieś dorabia. Jak każdy człowiek niezadowolony ze swoich zarobków.
            > Bo nikt mi nie wmówi, że kończąc lekcje max o 15-16 nie można sobie dorobić. A
            > często nauczyciele kończą o 11-12, mają dzień wolny, bo tak są poustawiana
            > grafiki itp. Do tego płatne ferie i wakacje, gdy nie pracują. Źle nie mają. Nie
            > piszcie mi, że sam sobie przeczę mówiąc, iż zarabiają grosze i źle nie mają. Po
            > prostu jak ktoś pracuje na 1/2 etatu - w przeliczeniu na "normalny" etat, to
            > niech pretensje ma do siebie. Według mnie nauczyciele mają niesamowitą zdolność
            > dysponowania swoim wolnym czasem, a więc dodatkowego zatrudnienia.

            Jasne. Kończymy o dwunastej. Niezły dowcip. Układanie planu w szkole polega na
            tym, żeby dyrekcji było wygodniej, nie nauczycielowi. Czyli albo jednego dnia
            przyjeżdża się na dwie godziny, marnując więcej czasu na dojazdy niż same
            lekcje, albo innego ma się cztery lekcje, ale za to sześć godzin w szkole, bo
            okienka. Do tego szkolenia, projekty, wizytacje, rady pedagogiczne (w ubiegłym
            roku w pewnym momencie mieliśmy 4 w ciągu sześciu tygodni, każda po min. 4
            godziny).
            I owszem, dorabiam sobie. Właśnie skończyłam kolejną fuchę. I czuję, że
            przestaję się wyrabiać. Jeśli będę musiała z czegoś zrezygnować, żeby się nie
            zajechać, to będzie to szkoła. A szkoda, bo bardzo lubię swoich uczniów, mimo iż
            to technikum.
          • waldam bzdety łatwo wypisywać. Ignorancja do potęgi. 20.11.07, 22:56
            Wszkole chyba sie nie uczyłeś lub byłeś superwgarowiczem a rodzice przypomieli sobie o tobie jak dorosłes
          • pjanu Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 21.11.07, 15:42
            Chyba dzieci nie masz i nie chodziłeś do szkoły. Skoro twierdzisz, że lekcje
            trwają do 11 to co robią w szkole inne dzieci skoro wracają z nich nawet o 20????
      • wj_2000 Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 18.11.07, 23:23
        nessie-jp napisała:

        > Ja chciałabym jednak zauważyć, że 18 godzin pracy to jest średnio
        2 dni pracy w
        > tygodniu dla każdego innego zawodu, poza nauczycielem

        Nóż się w kieszeni otwiera na takie dictum.
        Pewno i od aktora byś chciała, by brał udział w minimum 3
        spektaklach dziennie przez 5 albo 6 dni w tygodniu.
        • gagolek Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 20.11.07, 17:47
          no coz nessie-jp zwyczajnie myli pensum z czasem pracy i tyle
        • wilk11 Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 20.11.07, 18:54
          Otóż to, dobre porównanie wj_2000.
          45 minut nauczyciela na lekcji w szkole to nie jest to samo co 45 minut pani w
          biurze, choćby najbardziej zagonionym biurze obsługi klienta.
      • niunia9911 Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 21.11.07, 08:40
        Rozumiem przedmówczynię, ale popełnia jeden podstawowy błąd,
        wynikający z niewiedzy: przepisy nakładają na dyrektorów szkół
        obowiązek takiego układania planów w szkole, by nauczyciel
        zatrudniony na cały etat odbywał zajęćcia przez pięć dni w tygodniu!
        Nie ma absolutnie możliwości odrobienia swojego etatu w dwa dni.
    • comoda Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 20.11.07, 18:43
      To żałosne, każdemu kto tak się wypowiada na temat czasu pracy
      proponuję przepracować 5 lekcji po 45 minut przed 35 osobową klasą
      gimnazjalistów. Hahaha to straszne co się dzieje w tym kraju, to
      chamstwo śmie porównywać pracę nauczyciela do pracy budowlańca.
      Zawód nauczyciela, który od wieków był postrzegany jako jeden z
      najbardziej wartościowych zawodów naszej kultury. Źałosne. W tej
      chwili do szkoły idą albo nieudacznicy, którzy nie nadają się do
      innych zawodów, albo zdolni zapaleńcy, którzy w wieku 33 lat
      zmieniają zawód z w/w powodów. A te buce, które się ośmielają
      wyśmiewać z nauczycieli i porównywać ich do budowlańców mają potem
      za złe, że im dzieci na buraków wyrastają wkładających nauczycielom
      kubły na głowy. Niedaleko pada jabłko od jabłoni!
      • jolunia01 Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 20.11.07, 19:27
        comoda napisała:

        > To żałosne, każdemu kto tak się wypowiada na temat czasu pracy
        > proponuję przepracować 5 lekcji po 45 minut przed 35 osobową klasą
        > gimnazjalistów.

        Pracowałam przez wiele lat, i pewnie pracowałabym nadal, gdybym z
        powodów rodzinnych sie nie przeprowadziła. Co prawda miałam klasy
        liczące 25-28 uczniów.

        > Hahaha to straszne co się dzieje w tym kraju, to
        > chamstwo śmie porównywać pracę nauczyciela do pracy budowlańca.

        Większego chamstwa niż zaprezentowałaś tu nie widziałam. A do pracy
        budowlańca mogę porównać teraz - nauczyciel ma o niebo lepiej: nie
        musi pracować w każdych warunkach atmosferycznych, w huku, pyle, na
        dużej wysokości i w stałym zagrożeniu.

        > Zawód nauczyciela, który od wieków był postrzegany jako jeden z
        > najbardziej wartościowych zawodów naszej kultury.

        Był. Tu masz rację.

        >Źałosne. W tej chwili do szkoły idą albo nieudacznicy, którzy
        < nie nadają się do innych zawodów,...

        Głównie.

        > albo zdolni zapaleńcy, którzy w wieku 33 lat zmieniają zawód
        > z w/w powodów.

        Rozumiem, że masz na myśli beznadziejnie głupie koleżanki i kolegów -
        nieudaczników.

        > A te buce, które się ośmielają wyśmiewać z nauczycieli
        > i porównywać ich do budowlańców mają potem
        > za złe, że im dzieci na buraków wyrastają wkładających
        > nauczycielom kubły na głowy.

        Jedynym bucem jesteś ty, comodo!

        > Niedaleko pada jabłko od jabłoni!

        Jak widać.
    • onioni Częściowa odpałtność - która by szłą na ich wyższe 20.11.07, 19:15
      Niech państwo daje tyle ile daje, reszte (na swoje wyższe pensje)
      niech pobierają od rodziców.

      Prosta piłka.
      Nie ma sensu tego brać poprzez budżet, bo będzie 2 x gorzej i
      nierynkowo.
      W wawie będą brać po 20 zł/msc od ucznia, a na wsiach może z 5 zł.

      pzdr
      zobacz.glt.pl
      - super foty
      • kakunia.k Re: Częściowa odpałtność - która by szłą na ich w 20.11.07, 20:32
        > Niech państwo daje tyle ile daje, reszte (na swoje wyższe pensje)
        > niech pobierają od rodziców.

        ja przepraszam, że nauczyciel ma brac kasę od rodziców?????? chyba to jakas
        paranoja???????????
        • onioni Re: Częściowa odpałtność - która by szłą na ich w 26.11.07, 21:15
          > ja przepraszam, że nauczyciel ma brac kasę od rodziców?????? chyba
          to jakas
          > paranoja???????????


          Buhahhaa, a od kogo teraz bierze?
          Myślisz że pieniądze to się z d...y biorą?

          Jak będzie taniej, pobrać je w podatkach (kase na podwyżki),
          czy bezpośrednio. No ja myśle że bezpośrednio. Bo nikt po drodze nie
          pokradnie, zostaną pobrane tylko na ten cel, a nie zginą gdzieś w
          budżecie.

          W paliwie miała być kasa na drogi. Okazuje się, że zbiera się jej
          tak dużo, że można wszystkie autostrady za nie pobudować!
          Ale rząd podbiera, i nie robi dróg, tylko będziemy jeszcze za nie
          płacić. Absurd.

          A ty widać, żyjesz jeszcze gdzies w okolicy 1960 roku, i myslisz, że
          jak cos nazwie się "darmowe" to jest to darmowe %-)
          LOL
    • waldam ludzie trochę optymizmu.Donio radykalne podwyżki 20.11.07, 22:07
      na oczach całej Polski obiecał. Co prawda w ustawie budżetowej na 2008 nie ma ich ale pewnie zaPOmniał. Przypomni sobie i " wszystkim bedzie żyło sie lepiej"
    • ada996 Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 20.11.07, 23:24
      Jaki Ty jesteś MĄDRY plosiaku! Gratuluję i proponuję zamienic zawód prawnika na
      nauczyciela.
      • stern82 TAK JUŻ JEST 21.11.07, 09:05
        Jak czytam Wasze opinii - to stwierdzam że połowa z Was nie ma
        pojęcia co to znaczy uczyć w szkole. Moja Mama jest nauczycielem
        polonistą z dwudziestoparoletnim stażem w gimnazjum. Ja sam jestem
        chemikiem i nie pracuję w szkole ale na studiach miałem pratyke
        miesięczną w gimnazjum (innym) i powiem wam coś. Połowa dzieciaków w
        tym wieku (12-16 lat) to patologiczne humanoidy kryminalne. Oni
        rzutują na całe to młode pokolenie i psują opinię.

        Co do zawodu nauczyciela - to praca w szkole jest męcząca
        psychicznie, gdy banda nieuków wariuje na lekcji, na przerwie rzuca
        się czym popadnie, kłamie w żywe oczy i na końcu przeklina,
        bezczelni przygłupawi ich rodzice obwiniają szkołę, tak jakby wogle
        sami nie wychowali dziecka do lat 7.

        Nauczycielowi prawo zostawia mało miejsca i możliwości kontroli, bo
        każdy ruch, by poprawić bezpieczeństwo i sprawne nauczanie wywołuje
        panikę i oburzenie bandy debilnych dzieci i ich równie debilnych
        rodziców. Mówię tu o części rodziców, która albo wywodzi się z
        patologicznych środowisk, albo po prostu ma nie równo pod sufitem.

        Zawód nauczyciela to trudne zadanie, właściwie hobby bo ja po roku
        pracy zarabiam tyle co moja Mama nauczycielka po 25 latach. Ja
        przychodzę do domu i nie zajmuję sie pracą, wyłączam się out
        kompletny i spokój, natomiast Ona sprawdza 30 prac, pisze konspekty,
        ustala tematykę, tworzy i nakreśla lekcję itd. oczywiście do późnych
        godzin nocnych.

        Jak w każdym środowisku, także wśród nauczycieli są tacy bojownicy
        jak moja Mama, są też migające się lenie, którzy nie wymagają prawie
        nic, są nerwusy i alkoholicy, są młodzi prężni nauczyciele i starzy
        wyjadzacze czekający na emerytury i wszyscy opłacani są stosownie do
        wykształcenia, stażu, stopnia nauczyciela. Są jeszcze dodatki za
        wychowawstwo klasy (grosze), dodatek wiejski (marne grosze) no i za
        sprawdzanie prac w domu (śmieszne grosze). Aha jeszcze jest dodatek
        motywacyjny za który można kupić sobie paczkę papierosów albo 2
        litry coli albo kilogram bananów.

        Reasumując można powiedzieć, że nauczyciele stracili wiele
        możliwości reagowania na patologie w szkole, są słabo opłacani,
        system kontroli (kuratorzy) to kupa śmiechu. A cała oświata drepcze
        jeszcze metodyczne, strategiczne i ekonomicznie w czasach
        Chruszczowa i Gomułki. To smutne ale zawód ten nie ma popracia
        społecznego, nie jest dobrze opłacany a wpływ na pokolenia młodych
        ludzi jest conajmniej duży.

        Nauczyciele to nie górnicy (których cenię), którzy w barbarzyński
        sposób zastraszą ministrów, zablokują pół Warszawy i wywalczą swoje.
        To nie pielęgniarki i lekarze (któych szanuję), od których zależy
        nasze życie. To są ludzie na codzień mający kontakt z różną
        młodzieżą, różnymi rodzicami i tak samo muszą żyć, jeść, płacić
        rachunki.

        Mało który rząd, albo i żaden o tym pamięta, mało który z nas
        pamięta swoich nauczycieli z podstawówki - czy czujemy do nich
        szacunek.

        Ja tak - bo to nie tylko moja Mama, ale także Nauczyciel.
    • wnukstalina Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 21.11.07, 08:55
      Zawód nauczyciela jest ważny, biorąc pod uwagą mądrość: "Takie będą
      Rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie" - najważniejszy.
      Jednak jeśli zdecydowano się wszystko "urynkawiać" to i ten zawód
      podlega prawu popytu i podaży.
      Dopóki będzie więcej nauczycieli niż potrzeba to i dobrze, jeśli
      zarabiają tyle co zarabiają i mężczyźni nie mają w tym zawodzie
      czego szukać i koniec dyskusji, bo o czym.
      Do państwa socjalnego, jakim jest np. Szwecja droga daleka -
      jesteśmy wciąż za mało zamożnym krajem i społeczeństwem aby DOBRZE
      uczyć naszą młodzież.
    • adwach Nauczyciele - nie narzekajcie!!!!! 21.11.07, 09:06
      aż tak strasznie to nie macie. Jest wiele innych grup zawodowych (po studiach!),
      które maja gorzej a pracować muszą więcej. Nikt poza wami nie ma wolnych ferii,
      wakacji i 18 godzinnego tygodnia pracy!!!!!! Coś za coś!!!!!
      • perges.dawid Re: Nauczyciele - nie narzekajcie!!!!! 21.11.07, 10:22

        > aż tak strasznie to nie macie. Jest wiele innych grup zawodowych
        (po studiach!)
        > ,
        > które maja gorzej a pracować muszą więcej. Nikt poza wami nie ma
        wolnych ferii,
        > wakacji i 18 godzinnego tygodnia pracy!!!!!! Coś za coś!!!!!


        Zgadzam się w 100%
        ale z szacunku do mojej matematyczki nie omieszkam przeprowadzić
        pewnego wyliczenia.
        Nauczyciel z artykułu dostaje 4 tys. brutto za 60 godz. tygodniowej
        pracy.
        Czyli wychodzi 4 tys za 12 h dziennie. Z proporcji wychodzi, że za
        40 godzin w tygodniu (czyli 8 h dziennie) dostałby ok 2667 zł brutto.

        Drodzy nauczyciele jakim prawem narzekacie !!!!
        Idźcie do urzędu i zapytajcie urzednika który tam pracuje ile
        zarabia. Idźcie na pocztę i zapytajcie Pani w okienku ile dostaje co
        miesiąc. Zapytajcie strażnika miejskiego jaką ma pensję. Ratownika w
        karetce na nocnym dyżurze !!!
        WSTYD !!! narzekacie a macie wolne ferie i święta !!! nie macie
        nocnych zmian !!! macie dodatki i inne ekwiwalenty.
        Zarabiacie lepiej niż przeciętny Polak - a jak wam nie pasuje to co
        robicie.... cóż granice sa otwarte
      • oniapl Re: Nauczyciele - nie narzekajcie!!!!! 21.11.07, 10:24
        Po 3 latach w szkole zarabiałam 1000 zł na rękę. I tak jeszcze byłoby przez
        następne 3 lata. 18 godzin...Napisanie jednego testu zajmowało mi 2godziny.
        Sprawdzenie 2 następne. Podkreślam jednego testu. A kartkówki, wypracowania,
        zadania domowe, przygotowanie do zajęć... Każda lekcja jest inna. Praca
        nauczyciela to niby 40 h tygodniowo (ze sprawdzeniem testów itd.) czyli
        zarabiałam 4,5 zł na rękę za godzinę. Fajnie. Fajnie było. Niestety musiałam
        zrezygnować z pracy, którą lubiłam. 1000 zł miesięcznie płacę za kredyt.
        • anuria Re: Nauczyciele - nie narzekajcie!!!!! 21.11.07, 13:19
          Wk*** mnie to cale gadanie o 18 godzinach tygodniowo!!! Czy nikt nie potrafi
          zrozumiec ze to jest 18 godzin PRZY TABLICY, natomiast reszta godzin (nauczyciel
          pracuje wg karty nauczyciela 40 GODZIN TYGODNIOWO, Z CZEGO 18 PRZY TABLICY) to
          czas poswiecony wlasnie na sprawdzanie klasowek itp. Dlaczego nikt nie wyliczy
          np. adwokatow, ktorzy przygotowuja sie do sprawy, czy oni tez powinni odbebnic
          swoje 40 godzin w sali sadowej a do spraw przygotowywac sie w swoim wolnym
          czasie??? Nie rozumiem jak moze do ludzi nie trafiac, ze praca nauczyciela
          naprawde nie sklada sie tylko z tych 18 godzin! Sama uczylam w podstawowce i
          gimnazjum przez 2 lata i powiem wam, ze to naprawde praca nie do
          pozazdroszczenia. Majac 20 godzin w szkole mialam dla siebie kilkakrotnie mniej
          czasu niz obecnie, kiedy pracuje 40 godzin, po 8h dziennie! Nie daje to do myslenia?
    • albert_50 Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 21.11.07, 10:24
      Popierm przedmówcę
      Ja mam ukończone studia magisterskie informatykę (w systemie
      dziennym i przedmiotami przygotowującymi do pracu w szkole) na
      państwowej uczelni i z uwagi na brak miejsc pracy w Polsce do
      niedawna pracowałem w fabryce na w systemie 4-ro brygadowym za
      niecałe 1250zł brutto. Z chęcia bym się z panem zamienił - gdyż od 5
      lat składam podania o pracę we wszystkich szkołach w moim i
      osciennych miastach i jak narazie bez rezultatu, jak wielu moich
      znajomych po tym samym kierunku.
      • oniapl Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 21.11.07, 10:25
        Jeszcze nie spotkałam bezrobotnego informatyka... Może jakiś inny powód jest?
    • claratrueba Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 21.11.07, 11:19
      Nie współczuję nauczycielom. Przede wszystkim dlatego, że po nich "sprzątam"- od
      20 lat uczę prywatnie angielskiego. Nie "douczam", chociaż wszyscy moi uczniowie
      mają ten język w szkole, ale uczę -od podstaw, bo nawet tyle szkoła nie daje. W
      przeciwieństwie do 90% korepetytorów, jest to moje jedyne źródło utrzymania-
      legalne z podatkami i ZUS. Reszta to nauczyciele robiący nielegalnie, za grube
      pieniądze to, co powinni robić na lekcjach. Nikt mi nie płaci za ferie, wakacje,
      urlop macierzyński. Mam przyzwoite dochody tylko dzięki jakości mojej pracy.
      Ciężkiej czasami, ale niezwykle satysfakcjonującej. I wdzięczna jestem sz.p.
      nauczycielom, że dobrze zarabiam dzięki ich "pracy" bo mogłam opłacić prywatne
      lekcje mojego syna, który idiociał w państwowej szkole. Mam prostą radę za
      rozczarowanych zarobkami nauczycieli- róbcie to, co ja. Narobicie się, przed
      maturą nawet w sobotę i niedzielę, do 22. Nie prześpicie nocy przed egzaminami
      waszych uczniów. Będziecie sprawdzać tony zeszytów, testów, wypracowań. Jeśli
      będziecie dobrzy- dobrze zarobicie. Ale stracicie swoje święte przywileje,
      nierozliczanie z osiągnięć lub ich braku. A szkoły sobie poradzą - znajdzie sie
      niemało tych co wolą kiepsko zarobić, ale się nie narobić. I ponarzekać.
    • akwaris Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 21.11.07, 16:20
      Nauczyciele narzekają i mówią jak to ciężko pracują za marne grosze...
      naprawdę jest dużo grup zawodowych co zarabiają mało!
      Nauczyciele w kółko piszą o studiach podyplomowych jakby skończenie podyplomówki
      było jakimś wyczynem! Znacie kogoś co nie skończył podyplomówki bo nie dał rady
      z poziomem?
      Ilu nauczycieli zna porządnie język obcy i poprawnie obsługuje komputer??
      Jaką "wielką" wiedzą dysponuje nauczyciel (poza chlubnymi wyjątkami).
      Jeżeli tak dobrze się znają na swoim przedmiocie: biologia, chemia, fizyka,
      polski, matematyka itd., to niech poszukają pracy poza szkołą.
      Przecież nikt nie kazał im iść do szkoły. Niech spróbują pracy u prywaciarza
      albo na własnej działalności, gdzie często walczysz z dnia na dzień i nic nie
      jest gwarantowane, nie możesz zachorować ani nikomu sie poskarżyć.
      Fajnie być tak na państwowym garnuszku, narzekać i czekać na cud..

      pozdrawiam

      akwaris
      • imonika1 Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 21.11.07, 18:13
        Czytając opinie niektórych forumowiczów, którzy w rzeczywistości nie
        mają pojęcia o pracy nauczyciela, cieszę się, że podjęłam słuszną
        decyzję i odeszłam ze szkoły. Na pracę w szkole zdecydowałam się po
        ukończeniu studiów filologicznych, gdyż było to moje powołanie.
        Chciałam przekazać dzieciom / młodzieży / studentom część swojej
        wiedzy, zainteresować językiem i robić wiele ciekawych rzeczy -
        organizować zajęcia pozalekcyjne, wycieczki... Po 7 latach pracy w
        szkole powiedziałam DOŚĆ! Obecnie pracuję w super warunkach, za
        super pensję... Jestem niezależna i ludzie mnie szanują! Bardzo
        wiele osób w sposób lekceważący odnosi się do nauczyciela. Panuje
        opinia, że do szkoły idą nieudacznicy. Czy byłam nieudacznikiem?
        Nawet nie wiecie, jakie to jest krzywdzące... Teraz pracuję jako
        tłumacz. Czy jestem inną osobą? Nie, a jednak ludzie inaczej mnie
        traktują. Z szacunkiem...
        • bojkot79 nauczycielu - zwolnij się! 22.11.07, 07:22
          imonika1 napisała:
          > Teraz pracuję jako
          > tłumacz. Czy jestem inną osobą? Nie, a jednak ludzie inaczej mnie
          > traktują. Z szacunkiem...

          i co może być lepiej ???
          pewnie, że tak !!!

          jak komuś nie pasuje to niech się zwalnia i szuka innej pracy. Jak nie bedzie
          chętnych do pracy w zawodzie nauczyciela to moze wtedy podniosą wynagrodzenie.
          Nauczycieli dzieli się na dwie grupy -
          1. nauczyciele z powołania /Ci nie narzekają bo kochają swoją pracę/
          2. ludzi którzy zostali nauczycielami bo nie potrafią robić nic innego /Ci
          najgłośniej krzyczą/

          Nikt nie przystawia pistoletu do głowy przy podpisywaniu umowy o pracę. Można
          szukać innej pracy. Niektórzy twierdzą, że "18 godzin to tylko przy tablicy,
          reszta w domu przy klasówkach itd". Niestety, ale niektórzy z forumowiczów muszą
          zap...... po 8-12 przy taśmach, w lesie, przy obsłudze petentów, w okienkach
          kasowych itp - i nie da się zabrac do cieplutkiego domu kawałka taśmy
          produkcyjnej !!!

          Nie pasuje praca, za mało płacą - załóż własną firmę!
          Skoro ma się tak wielką wiedzę i tak wilekie aspiracje, co do zarobków - droga
          wolna !!! zakładajcie firmy, zwalniajcie się - ciekawe jak sobie poradzicie w
          prawdziwym życiu !!!
          Ja kokosów nie zarabiam, ale jakoś nie słyszę żeby u mnie w firmie podnosiły się
          krzyki o zarobki - czemu? bo nikt nie trzyma nikogo na siłę. Granice są otwarte.
          • alia_od_noza Re: nauczycielu - zwolnij się! 22.11.07, 09:19
            bojkot79 napisał:

            > jak komuś nie pasuje to niech się zwalnia i szuka innej pracy. Jak nie bedzie
            > chętnych do pracy w zawodzie nauczyciela to moze wtedy podniosą wynagrodzenie.
            > Nauczycieli dzieli się na dwie grupy -
            > 1. nauczyciele z powołania /Ci nie narzekają bo kochają swoją pracę/
            > 2. ludzi którzy zostali nauczycielami bo nie potrafią robić nic innego /Ci
            > najgłośniej krzyczą/

            I wyobraź sobie, że na przykład w Warszawie już się zwalniają. W efekcie
            przedmiotów zawodowych w technikach nie ma kto uczyć, bo taki inżynier
            budownictwa czy elektronik woli iść do firmy niż użerać się z uczniami. W
            efekcie ci, którzy jeszcze zostali, odwalają po 30 godzin tygodniowo. Piszę
            "odwalają", bo na własnym przykładzie wiem, że przy tylu godzinach trudno
            pracować uczciwie i na pełnych obrotach.
            I w tym momencie ci, którzy mają te 30 godzin i nadal zarabiają grosze,
            zaczynają dochodzić do wniosku, że może jednak warto pójść do firmy, roboty
            niewiele więcej, a pieniądze o wiele lepsze. Jak tak dalej pójdzie, w szkołach
            będą uczyć sami emeryci i dorabiający studenci.
            • bojkot79 Re: nauczycielu - zwolnij się! 22.11.07, 09:44
              alia_od_noza napisała:
              > I wyobraź sobie, że na przykład w Warszawie już się zwalniają. W
              efekcie
              > przedmiotów zawodowych w technikach nie ma kto uczyć, bo taki
              inżynier
              > budownictwa czy elektronik woli iść do firmy niż użerać się z
              uczniami.

              - zawsze moze sobie dorobić po godzinach jeśli ma takie życzenie. Na
              brak wolnego raczej nie będzie narzekał. Wielu znajomych
              nauczycieli, którzy mają praktyczną wiedzę, pozakładało swoje własne
              małe firmy i nie narzekają.


              > I w tym momencie ci, którzy mają te 30 godzin i nadal zarabiają
              grosze,
              > zaczynają dochodzić do wniosku, że może jednak warto pójść do
              firmy, roboty
              > niewiele więcej,

              tak niby niewiele więcej, ale raczej mniej niż 40 godzin tygodniowo
              to nigdzie nie ma, a wolnego tyle też nie będzie.... no i nie zawsze
              zarabia się tyle ile w szkole za 30 godzin. Zazwyczaj jest to dość
              zbliżone wynagrodzenie.

              > Jak tak dalej pójdzie, w szkołach
              > będą uczyć sami emeryci i dorabiający studenci.

              być może, ale takie są prawa rynku.

              Ja po studiach szukałem pracy w zawodzie nauczyciela. Było kilka
              wolnych etatów. Niestety nie doczekałem się żadnej odpowiedzi...
              cóż, na te miejsca zostały zatrudnione osoby z rodzin innych
              nauczycieli...
              Znalazłem pracę gdzie indziej. Trzeba dużo więcej pracować niż w
              szkole, ale da się wyżyć. Jedna z koleżanek, zwolniła się z pracy
              gdy udało jej się dostać do szkoły na etat nauczyciela przedmotu
              zawodowego. Jakoś nie narzeka, ma więcej czasu wolnego, pracę o
              wiele mnie jstresującą, a zarobki ma zbliżone.
              Zawsze panuje zasada "wszędzie dobrze gdzie nas nie ma"
              Niech nie narzekają Ci którzy nie wiedzą jak pracuje się gdzie
              indziej... zawsze jest ktoś kto ma gorzej
    • rex33 Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 23.11.07, 19:04
      Pozdrowienia dla Darka, z którym kilka lat uczyłem (historii) w tej samej szkole (SP3 - zlikwidowana przez nadgorliwych radnych). Darek jest nauczycielem, który powinien i za wiedzę i za umiejętności a przede wszystkim za stosunek do dzieci zarabiać więcej niż Lepper jako wicepremier. Ale nie zarobi. Może odejdzie tak jak ja (zostałem szkoleniowcem i zarabiam wystarczająco dobrze). Jeśli odejdzie to będziemy zawdzięczać to tym dorosłym, którzy nie cierpiąc szkoły w dzieciństwie dziś nie chcą przyznać, że nauczyciel musi zarobić więcej niż budowlaniec przy budowie drogi.
      • bojkot79 Re: Nauczyciel z kredytem, czyli zero z życia 24.11.07, 07:24
        rex33 napisał:

        > Jeśli odejdzie to będziemy zawdzięczać to tym dorosłym, którzy nie
        cierpiąc szkoły w dzie
        > ciństwie dziś nie chcą przyznać, że nauczyciel musi zarobić więcej
        niż budowlan
        > iec przy budowie drogi.

        A ja myślę, że bedziemy to zawdzięczać prawom rynku :)
        Mnie uczono, że płace będą niskie jeżeli podaż przewyższa popyt :)

        A dlaczego np. Nauczyciel który ma tak źle i tak strasznie małe
        pieniadze zarabia, nie pójdzie na budowę tam sobie zarobić?
        Przecież tam się zarabia więcej - czyż nie?
        /no fakt, ale tam nie ma wakacji - bo to jest sezon na roboty
        zewnętrzne, no i nie ma wolnych sobót, no i trzeba zap.... po 10-12
        h/
        Ja zarabiam mniej niż moi koledzy którzy pokończyli zawodówki, i co?

        Kto mi daje prawo twierdzić, że powinienem zarabiać więcej !!!
        Czy jestem lepszym człowiekiem niż oni ?!?!
        Często nie maja nawet pokończonych zawodówek a ja mam wykształcenie
        wyższe uniwerysteckie, i masę kursów i szkoleń i certyfikatów i
        uprawnień i co? Co daje mi prawo sadzić, że są ode mnie gorsi?
        NIC!!!
        Ja nie chciałbym pracować na budowie więc tam nie pracuję. Ale nie
        narzekam, że zarabiam mniej niż oni, bo jeśli miałbym narzekać to
        chyba powinienem się zwolnić i iść na budowę.

        Nauczycielu! nie unoś się pychą! nie masz prawa twierdzić, że musisz
        zarobić więcej niż budowlaniec bo nie masz prawa twierdzić, że
        jesteś lepszy od niego!
        To popyt i podaż regulują wasze wynagrodzenie a nie "dorośli, którzy
        nie cierpią szkoły"

        Myślę, że prywatyzacja szkół rozwiązałaby problem wynagrodzeń
        nauczyciela oraz problem osób które pracują w tym zawodzie nie
        nadając się do tego rodzaju pracy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka