Dodaj do ulubionych

Czy na studia też trzeba emigrować?

11.02.08, 09:05
student pracuje samodzielnie - nalezy go tylko ukierunkowac. To nie ma byc
nauka pisania A< B < C tylko nauka jak myslec, zdobywac wiedze i pozyskiwac
informacje.
Obserwuj wątek
    • ewaziomek1 Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 09:19
      na poziom przygotowania wykładowców w mojej uczelni nie mogę narzekać,ale za
      to od strony logistycznej jest straszny bałagan. Albo komuś miesza się w
      główce i wysyła cały rok do salki dla grupy góra 30 osób, albo zdajemy egzamin
      na sali na poddaszu gdzie żeby dostać się do jedynym wolnych już miejsc na
      końcu sali trzeba przemieszczać się jak neandertalczyk...
      • palestrina2005 Uczelnie powinny uczyć myśleć a nie wkuwać 11.02.08, 14:46
        Niestety na wielu polskich uczelniach dominuje model ze szkoły
        podstawowej i liceum czyli wkuwanie.

        Zresztą nawet w szkole podstawowej powinno więcej uczyć się myślenia
        i umiejętności krytycznego podchodzenia do wszelkich "prawd"
        i "autorytetów"...

        Inaczej Polacy będą bezwładną, łatwo sterowalną masą...
        • cloclo80 Re: Uczelnie powinny uczyć myśleć a nie wkuwać 11.02.08, 15:10
          Nie jesteśmy łatwo sterowalną masą. To co się dzieje to wynik ciągłego
          stosowania przez rządzących praktyk z epoki dawno minionej: podsłuchy,
          zagłuszanie, inwigilacja, teczki, donosy...
        • adam_nar Re: Uczelnie powinny uczyć myśleć a nie wkuwać 12.02.08, 13:18
          Dokładnie. Chociaż zależy to też od wykładowcy i przedmiotu.

          W tej sesji miałem 3 egzaminy, nie licząc zaliczeń itp. Do każdego
          przygotowywałem się tak samo - czyli nauka ze zrozumieniem. I co? Z jednego 5, z
          drugiego 4 (międzynarodowe stosunki gospodarcze - na mojej uczelni podobno nie
          do zdania), a z trzeciego 2. Problem w tym, że egzamin ustny u osoby, u której
          nie zdałem wiąże się z kolejną dwóją, chyba że wykuję wszystko na pamięć,
          najlepiej słowo w słowo. Co za tym idzie - w związku z moim brakiem umiejętności
          nauki na pamięć będę musiał wziąć warunek, który na mojej (PAŃSTWOWEJ!) uczelni
          kosztuje, uwaga...600 zł :/ Jak dla mnie i podejście wykładowcy (bo z tego co
          wiem dostają procent od ilości warunków) i cena są skandaliczne.
    • forrek Re: Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 10:10
      Tak to możesz pracować na marketingu albo ekonomii. Ciekawe jakby miał Cię
      operować chirurg uczony wg Twojego wspaniałego pomysłu.
    • eeeee1 Re: Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 11:21
      swietnie! wreszcie ktos poruszyl wazna kwestie, czyli niski poziom
      studiow w Polsce, a nie tylko o tym z kim spala Aneta K.;

      wykladowcy nieprzygotowani, ich wiedza prehistoryczna, a
      uniwersytety w Polsce coraz czesciej krzycza za odplatnoscia za
      studia; za co studenci maja placic? za ten żenujący poziom?
      • dalatata Re: Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 20:57
        uwielbiam te uogolnienia.....sa tacy profesorowie, sa tez inni. sa
        takie zajecia, sa tez inne.

        dyskusja powinna polegac na tym, jak zrobic, by nikt takiego postu
        nie mogl napisac.

        eeeee1 napisała:

        > swietnie! wreszcie ktos poruszyl wazna kwestie, czyli niski poziom
        > studiow w Polsce, a nie tylko o tym z kim spala Aneta K.;
        >
        > wykladowcy nieprzygotowani, ich wiedza prehistoryczna, a
        > uniwersytety w Polsce coraz czesciej krzycza za odplatnoscia za
        > studia; za co studenci maja placic? za ten żenujący poziom?
      • asasello_krakow Re: Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 20:58
        s studenci to co? może warto wspomnieć o żenującym poziomie kandydatów na
        studia? jasne, że to wina systemu i jakże wspaniałych 'reform', ale mimo wszystko...

        BTW. jak to jest, że w Polsce zaoczni, czyli płacący za studia, sa tak
        szcześliwi, kiedy zostają odwołane zajecia? dlaczego najgorsze oceny w
        studenckich rankingach mają najbardziej wymagający wykładowcy? jestesmy ta takim
        etapie, że liczy sie papierek, a nie to, co w głowie. dlatego też prestiż
        uniwersytetów jest tak niski...
        • gozal prawda leży po środku 11.02.08, 22:32
          Choć nie brakuje zdolnych, ambitnych, ogólnie masz rację: poziom studentów spada
          (o czym często wspominają sami wykładowcy), tak samo jak spada motywacja do
          nauki oraz wyniki osiągane przez przeciętnych uczniów w edukacji niższego
          szczebla. Nieraz młodzi matematykę znają tylko z nazwy, czytać ze zrozumieniem
          nie potrafią, a co gorsza - nie chce im się... Oni przyszli jedynie po papierek.
          Jednak nie wolno przy tym negować innej kwestii - sposób finansowania uczelni,
          zasady ich funkcjonowania ustalane zarówno na poziomie krajowym, jak i
          uczelnianym, wpływają na warunki, w jakich przychodzi studiować młodym ludziom.
          Weźmy chociażby te słynne układy starszeństwa na niektórych uczelniach,
          bredzących staruszków, którzy już, zniedołężniali, ledwo wiedzą, co bredzą,
          niedopłacanie młodych, prężnie sie rozwijających doktorantów, obciążenie pracą
          dydaktyczną (a kto ma prowadzić badania, za co i kiedy?), brak lub poważny
          niedobór praktycznych zajęć, tworzenie siatek godzin i przedmiotów pod kolor
          wykładowców, a nie wedle potrzeb studentów, którzy potem wypuszczani są na rynek
          pracy z wiadomościami z innej epoki niż trza, ogrodowe krzesła w liczbie 30 na
          tyluż słuchaczy w nierzadko niedoświetlonych salach. Co do finansów, z jednej
          strony strumieniem przelewają się pieniądze na jakieś przewałki, a z drugiej
          brakuje na podstawowe zadania uniwersytetów. Są i inne liczne nieprawidłowości.
          I tak można bez końca wymieniać.To fakty z różnych uczelni. Mówię z perspektywy
          żony doktoranta, który uciekł z uczelni do pożytecznej pracy na zwykłym rynku
          pracy, oraz koleżanki młodych ludzi pracujących na uczelni w różnym charakterze
          (również w administracji). Nigdzie nie jest idealnie, a zasada ta dotyczy też
          wielu uczelni.
    • pocalujta_wujta Anemia? 11.02.08, 14:33
      Naprawde tak nie w cudzyslowie ta nazwa? Polska Anemia Nauk? To Taka
      choroba?
      • ppo To jest parafraza. 11.02.08, 19:34
        Nie musi być w cudzysłowiu, mądralo.
    • palestrina2005 Uczelnie produkują niedouczonych wykształciuchów.. 11.02.08, 14:42
      którzy potem łatwo dają się manipulować mediom i wierzą w "cuda" i
      gruszki na wierzbie które im obiecuje Tusk...

      Tylko niedouczonemu wykształciuchowi Tusk moze wmówić że inflację
      liczy się poprzez średnioroczny wzrost cen jabłek w trzech sklepach
      i wyniosła ona w 2007r. 70%...
      • cloclo80 Re: Uczelnie produkują niedouczonych wykształciuc 11.02.08, 15:12
        To jest raczej problem poziomu skretyniałych mediów niż ich odbiorców. Po TVP
        nikt płakać nie będzie.
        • ginlo nie to co po tvn i tvn24 11.02.08, 15:35
          Nie ma co sie oszukiwac, problem zaczyna sie od braku egzekowania elementranych
          zasad w procesie nauczania. Jesli akceptuje sie sciaganie, lamanie zasad,
          nastepnie "latwe sciezki" w imie lepszych wynikow i szybszego dobrania sie do
          stypendium naukowego, to skutki sa oczywiste (zenujacy poziom nauczania i
          nauczanych jest tylko naturalna konsekwencja tych chorych relacji). Jesli
          wmawiam sie ludziom, ze reformy w kraju przeprowadza ludzie z uczelni, ktore nie
          licza sie w naukowych rankingach Europy i Świata, to czego sie spodziewac po
          wynikach.
    • lagaffe Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 17:09
      > Dyrektor instytutu tłumaczył nam wtedy, że nie może zlikwidować niepopularnej specjalizacji, bo musiałby zwolnić kadrę.
      To niech zwolni! Dla kogo są te studia w końcu, dla studentów, czy dla prowadzących???

      > A nie zrobi tak, bo w przyszłości na tę specjalizację może być więcej chętnych.
      O kurde! Ale zapobiegliwy! Pewnie przy sobie cały czas nosi komplet wytrychów (jakby się gdzieś zatrzasnął), koło ratunkowe (jakby nagle przyszedł potop), książkę telefoniczną (jakby się ktoś go na ulicy spytał o numer albo adres), zestaw czajnik elektryczny + kubek + kilka 'liptonów' (jakby zachciało mu się herbaty), papier toaletowy (wiadomo po co, a czasami nie ma!), trumnę (jakby nagle umarł) i matkę (jeśli jakiś policjant zarzucił rektorowi że matkę by też przejechał, to Rektor na to odpowiada, że matka siedzi z tyłu). Lepszy cwaniak!
      • syronaj Re: Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 19:32
        mam wrażenie, że u nas szkoły też są dla nauczycieli nie uczniów , a szpitale
        dla lekarzy,a nie pacjentów. A tak serio- faktycznie poziom wielu studiów i o
        nawet na tych dobrych uczelniach jest żałosny- wykładowcy chałturzą w kilku
        miejscach i olewają słuchaczy- mam tego przykład na studiach podyplomowych w
        jednym z najlepszych uniwerków. Sprawdzanie wiedzy testami, które da się szybko
        poprawić by nie tracić czasu na odpytywanie ustne czy czytanie esejów- to
        nagminne mawet na studiach humanistycznych. Tym sposobem do magisterium dochodzą
        ludzie niepotrafiący formułować myśli, nie mówiąc już o logicznym wywodzie i
        argumentacji. Żenada
      • ppo Uczelnie są dla swoich pracowników! 11.02.08, 19:43
        > To niech zwolni! Dla kogo są te studia w końcu, dla studentów, czy
        dla prowadzą
        > cych???

        Masz jakiekolwiek wątpliwości? Uczelnie to państwo w państwie- ich
        program dydaktyczny ma na celu kształcenie pracowników NA WŁASNE
        POTRZEBY, czyli nieprzystosowanych do wolnego rynku kujonów!
        Najłatwiej to zaobserwowac na kierunkach ekonomicznych, gdzie
        profesor od biznesu jeździ kilkunastoletnim gratem i ma jedną
        marynarkę. I taki człowiek ma się znać na biznesie? Śmiech! Nie od
        dziś propozycja zostania na uczelni (czyli de facto oferta słabo
        płatnej i mało wymagającej posady), jest traktowana przez wszystkich
        profesorów i sporą część studentów jako WYRÓŻNIENIE!
        • cyklista Re: Uczelnie są dla swoich pracowników! 12.02.08, 01:03
          > profesor od biznesu jeździ kilkunastoletnim gratem i ma jedną
          > marynarkę. I taki człowiek ma się znać na biznesie?
          To akurat uwaga bez sensu. Czy ornitolog musi umieć fruwać? Myślisz że najlepszy
          biznesmen w twoim mieście jest najlepszym nauczycielem? To poproś go o parę
          (płatnych) kursów - klęska murowana.
          Ale Twojego profesora nie bronię, bo nie wywiązał się ze swojego podstawowego
          obowiązku, nie nauczył Cię myślenia.
    • arek47 A za co placic zolnierzom w Iraku i Afganistanie ? 11.02.08, 17:28
      A poza tym ,jezeli kadra naukowa prezentuje poziom Prof. Kaczynskiego i
      Leppera to lepiej studiowac na tajnych kompletach !
    • pixima Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 18:15
      NARESZCIE ktos to glosno powiedzial, to co wszyscy zwiazani z
      polskimi szkolami wyzszymi od dawna wiedzieli, wlasnie koncze
      dzienne studia na panstwowej uczelni, to nie uniwerstytet tylko
      fabryka magistrow. Takie czasy - kazdy ma dyplom, mam i ja ale to
      starcony czas.
      • easternwall Re: Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 18:28
        Opis objawów choroby jest dośc trafny. Jakie sa jednak przyczyny?
        Niedoinwestowanie nauki, selekcja dośc negatywna nauczycieli akademickich i
        naukowców, rozmyte (delikatnie mówiąc) kryteria awansu naukowego, brak realnej
        konfrontacji z nauką światową itd. Działalność PKA w niewielkim stopniu
        (niekiedy wcale) wpływa na poprawę sytuacji. No a CK?
        • 37.gora.01.02 Re: Czy na studia też trzeba emigrować? 12.02.08, 09:45
          Istnieje w chwili obecnej dosc popularne powiedzenie"zeby kompletnie
          zdurniec koniecznie trzeba skonczyc studia wyzsze"Ma to zastosowanie
          kiedy przychodzi takiemu"magistrowi" podjac decyzje wymagajaca
          zdrowego,racjonalnego myslenia.Mozesz byc ciemny jak tabaka w rogu
          ale koniecznie musisz miec dyplom i jestes przyjety.Emigracja
          zarobkowa zweryfikowala dyplomy.Magister na zmywaku.
      • dalatata Re: Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 21:01
        a moze jednak stracony czas na studiach jest rowniez sprawa tego co
        tracil czas co? zly profesor zabronil pojs do biblioteki? a moze zly
        profesor zabronil miec zainteresowania?

        pixima napisał:

        > NARESZCIE ktos to glosno powiedzial, to co wszyscy zwiazani z
        > polskimi szkolami wyzszymi od dawna wiedzieli, wlasnie koncze
        > dzienne studia na panstwowej uczelni, to nie uniwerstytet tylko
        > fabryka magistrow. Takie czasy - kazdy ma dyplom, mam i ja ale to
        > starcony czas.
    • pixima Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 18:17
      Rodzice prowadza wyklady a ich dzieci cwiczenia ze studentami,
      wykladowcy notorycznie spoznieni i nie majacy czasu dla studentow,
      wielcy panowie doktorowie przychodzacy na bani na zajecia - POLSKIE
      SZKOLNICTWO WYZSZE
      • kell99 Re: Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 18:47
        Pytanie tylko czy studia na dobrej, zachodniej uczelni sa duzo lepsza
        alternatywa. Trzeba pomyslec o kosztach, ktore sa duzo wieksze. Pewnie, ze mozna
        zaciagnac pozyczke na studia, ale to bedzie ogromnym obciazeniem po ich ukonczeniu.

        Poza tym studia na zachodniej uczelni nie roznia sie az tak bardzo. Ja mialem
        wydklady w czesto 200 osobowych grupach i zajecia w 30 osobowych grupach, gdzie
        dopchac sie do wykladowcy bylo sporym problemem, odwolane wyklady tez sie zdarzaja.
        I tez trzeba sie ciezko uczyc (o ile nie ciezej, bo bariera jezykowa da sie we
        znaki przez calosc studiow).

        Do tego warto pomyslec, czy wracajac do kraju bedziesz miec pelna mozliwosc
        pracy w swoim zawodzie. Np mozna konczyc anglistyke/lingwistyke ze specjalizacja
        w nauczaniu jezyka tylko po to, by w naszym kochanym kraju nie miec szans na
        prace w szkole bez dalszej 'edukacji' na krajowej uczelni (i nawet nie chodzi
        tutaj o uprawnienia nauczycielskie).

        Co do poziomu, to chyba nie jest tak zle, skoro na zagranicznych uczelniach jest
        masa naszych rodzimych wykladowcow-emigrantow.

        Skoro PAN ma takie obawy, to moze wypada zabrac sie za szkolki prywatne i studia
        wieczorowe?
        • ppo Nie ma żadnego przymusu, aby studiować! 11.02.08, 19:58
          Naprawdę można sobie świetnie radzić bez tego. A jeśli ktoś nie wie
          jak, tzn że i tak na prawdziwe studia się nie nadaje (wąski
          horyzont, brak wyobraźni, stereotypowe podejście). "Wszyscy mają
          dyplom- mam i ja" - i jest on tyle samo wart, co ta guma do żucia,
          którą powyższa fraza w oryginalnym brzmieniu reklamowała. Do tego
          rodzice-wykształciuchy, którzy od dziecka powtarzają "albo na studia-
          albo do łopaty". Tak jakby tylko magistrowie i łopaciarze nas
          otaczali!
          A ze studiami na zachodzie nie tak znowu każdy sobie poradzi. Przede
          wszystkim trzeba naprawdę biegle znać język, a to- wbrew obiegowej
          opinii- nie jest częsta umiejętność.
    • irka25 Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 18:31
      Odpowiedzia sa studia platne, indywidualny tok studiow i
      indywidualna rejestracja studentow na kursy ktore wybieraja.
      Oczywiscie nawet przy indywidualnym trybie beda kursy, ktore trzeba
      brac i platnosc nie chroni przed niskim poziomem uczelni, ale sily
      rynkowe "przesortuja" uczelnie w ok. 5 lat.
      • franek31 Re: Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 18:49
        Płatne uczelnie istnieją w Polsce od 16 lat. Czy "siły rynkowe" już je tak
        "przesortowały", że ostały się same świetne?
        • irka25 Re: Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 19:01
          W takim razie konsumenci produktu/studenci nie korzystaja z wolnego
          wyboru nie przenoszac sie na lepsza uczelnie; jesli zas nie ma
          jednego miesca gdzie jest np. psychologia na zadowalajacym poziomie
          to istotnie studenci znajda sie za granica. Albo na innym kierunku.
          Powiedzmy sobie prawde
    • danuta49 Tak trzeba!Jeśli chcesz coś umieć,nie mieć papier! 11.02.08, 19:01
      Takie są skutki "wyższego wyksztalcenia" dla ponad 50% poplacji w
      jednym z biedniejszych krajów Europy!!!Tylko dyplomy rozdają!Taki
      model usilnie, w imię równości szans;-)))), lansowala jeszcze
      niedawnoe również GW!!!
      • starybaca Za dużo studentów 11.02.08, 19:55
        Tak naprawdę, to wiele problemów poruszonych w tym artykule dotyczy również
        bardzo wielu uczelni zagranicznych. Wiem to ze swojego doświadczenia.

        Natomiast tak naprawdę problem jest taki, że zbyt duży procent populacji
        studiuje. Nie potrzeba aż tylu ludzi z wyższym wykształceniem, ani w Polsce, ani
        w większości krajów zachodnich. Jeżeli co drugi młody człowiek idzie na studia,
        nie jest możliwe utrzymanie wysokiego poziomu kształcenia. Każdy, kto pracował
        lub pracuje na uczelni jest tego świadomy.

        Oczywiście, polska nauka ma też problemy strukturalne, wymienione
        zresztą w artykule, co jeszcze dodatkowo pogarsza sprawę.
        • ppo Dlatego należy zmienić zasady rekrutacji. 11.02.08, 20:13
          Zgadzam się- sam to zauważyłem już dawno temu. Studia przestały być
          elitarne, a stały się masowe. Czyli poziom tez musiał dostosować się
          do mas, nie do elity. Jedynym sposobem, żeby to zmienić, jest zmiana
          zasad rekrutacji. Po pierwsze: zdawać można tylko na jeden kierunek-
          studiowac masz dlatego, że coś cię naprawdę interesuje, a nie żeby
          się wymigać od wojska! Po drugie: wprowadzić odpłatność za KAŻDY
          rodzaj studiów- jeśli wieczorowi i zaoczni utrzymują dziennych, to
          nie dziwota, że uczelnia chce mieć ich jak najwięcej, kosztem
          poziomu. Po trzecie: rozwinąć (bo czesciowo już to jest, ale w
          powijakach) stypendia PRYWATNE dla najzdolniejszej młodzieży z
          ubogich rodzin. Bogaci niech sobie płaca- biedni musza być dobrzy.
          Wtedy to faktycznie jest wyrównywanie szans- zdolny biedny ma szanse
          przebić miernego bogatego! W dzisiejszej sytuacji, kiedy obaj mają
          dyplom i obaj są mierni, pracę dostanie bogaty, bo ma
          lepsze "plecy". I po czwarte- najtrudniejsze: zmienić mentalność
          ludzi. Niech wreszcie rodacy zrozumieją, ze studia nie sa dla
          każdego, a ten "papierek" nie ma magicznych właściwości podwajania
          zarobków. Moze jakas kampania społeczna, odbudowanie szacunku do
          zawodów niewymagających wyższego wykształcenia... Czas pozbyc się
          kompleksów- "robol" też moze być szczęśliwy, spełniony zawodowo i
          dużo zarabiać! Bardziej niż sfrustrowany magister, dla którego nie
          ma pracy.
          • irka25 Re: Dlatego należy zmienić zasady rekrutacji. 11.02.08, 20:36
            "Masowosc" studiow to niekoniecznie feler
    • pannaizabela Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 19:45
      Kilka lat temu wydawalo mi sie, ze to koniec swiata, ze nie znalazlam sie wsroc
      20 osob, ktore przyjeto na moj wymarzony kierunek(a osob na jedno miejsce bylo
      15).Teraz koncze studia za granica i chociaz z dwuletnia przerwa( bo na studia
      musialam najpierw zapracowac), to wcale nie zaluje! Ani razu nie zdarzylo mi sie
      narzekac na to, ze np pan-profesor-doktor-pieciokrotnie-habilitowany uprawia
      samowolke na uczelni, oblewa "bo jest tu panstwa za duzo" oraz cwiczy swoj
      watpliwy autorytet przez upokarzanie studentow. Wiem, ze duzo jest w Polsce
      cudownych wykladowcow, ale sa tez i tacy, ktorzy zostali na uczelni, bo kariera
      poza nia im jakos nie wyszla.
      U mnie wykladowcy dziela czas miedzy uczenie i realizowanie sie w zawodzie poza
      uczelnia. Nie ma sesnu klocenie sie o poziomy nauczania, ublizanie rodzimym badz
      zagranicznym instytucjom. Uwazam po prostu, ze studiowanie za granica poszerza
      horyzonty i daje doswiadczenie niemozliwe do zdobycia w swoim kraju. To jak sie
      owe doswiadczenie wykorzysta jest sprawa bardzo indywidualna, bo bardzo latwo
      narzucic stereotyp nizszego poziomu uczelni zachodnich, lub ladowania do glow
      studentom w Polsce rzeczy zupelnie nieprzydatnych. Tym, ktorzy po prostu chca
      sprobowac swoich sil i sa gotowi zainwestowac pieniadze w zagraniczne studia,
      goraco takie rozwiazanie polecam!
      • kell99 Re: Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 20:18
        pannaizabela napisała:

        > Uwazam po prostu, ze studiowanie za granica poszerza
        > horyzonty i daje doswiadczenie niemozliwe do zdobycia w swoim kraju.

        Poszerza pewnie wtedy gdy np student informatyki poza obowiazkowa matematyka,
        fizyka zaglada na wyklady z filozofii czy historii. I to jest obowiazkowe, a
        ocena liczy sie do sredniej. A ja pamietam jeszcze z LO, ze jak ktos nie zdawal
        matury z historii, to dla nauczyciela przestawal istniec.
        • danuta49 Student informatyki,matematyki itd.umie czytać!;-) 11.02.08, 20:39
          >Poszerza pewnie wtedy gdy np student informatyki poza obowiazkowa
          matematyka,fizyka zaglada na wyklady z filozofii czy historii.<
          I zwykle z tego korzysta!Pomysly przymusowych(!)
          zajęć "odchamiających" to komunistyczny jeszcze koncept zapewnienie
          roboty masie "fachowców" od ekonomii socjalizmu, filozofii
          materialistycznej, "nauk politycznych".Znam wielu informatyków,
          fizyków, matematyków-czytają i znają literaturę,historię, politykę
          itd..Często lepiej od "humanistów".Nie dlatego że ich zmuszono na
          studiach do uczęśzczania na kretyńskie zajęcia "ochamiające".Po
          prostu poziom inetelektualny taki.Za to nie widzialam ani
          jednego "humanisty" wiedzącego i czytającego bez przymusu coś o
          matematyce, fizyce, informatyce;-)
          • kell99 Re: Student informatyki,matematyki itd.umie czyta 11.02.08, 20:45
            Zajecia 'odchamiajace' sa obowiazkowe na wyzszych uczelniach za oceanem. Wiec
            nie wiem jak moze to byc wymysl 'komunistow'. Chociaz wiele osob sadzi, ze
            uniwerki sa siedliskiem lewicy:) Pewnie dlatego.
            • danuta49 Mój syn studiuje w UK(Oxbridge!)fizykę.Nikt go nie 11.02.08, 20:50
              odchamia na silę!!!Owszem dobrowolnych bezplatnych zajęć tego typu
              ma do wyboru multum.Ale studia to tylko przedmioty kierunkowe!!!
              • kell99 Re: Mój syn studiuje w UK(Oxbridge!)fizykę.Nikt g 11.02.08, 20:53
                danuta49 napisała:

                > odchamia na silę!!!Owszem dobrowolnych bezplatnych zajęć tego typu
                > ma do wyboru multum.Ale studia to tylko przedmioty kierunkowe!!!

                Widac w Kanadzie/USA jest wiecej komunistow :)
                • agaj.agaj Oxbridge? 11.02.08, 23:30
                  Oxbridge to czesto uzywany skrot na Oxford i Cambridge. Ale chyba
                  nie mozna studiowac rownoczesnie na obydwu. Wprawdzie nie jestem w
                  UK, ale taka koncepcja wydaje mi sie dosc absurdalna.
                  • danuta49 On studiuje na jednej z tych uczelni;-) 12.02.08, 07:07
                    Tyle, że podanie jej za bardzo by ułatwilo identyfikację;-))))
                    .
              • cyklista Re: Mój syn studiuje w UK(Oxbridge!)fizykę.Nikt g 12.02.08, 01:12
                > Mój syn studiuje w UK(Oxbridge!)fizykę.Nikt g
                Studiować to sobie może, ale jak będzie chciał dostać dyplom to się będzie
                musiał programowo "odchamić", i to w stopniu który zadziwiłby naszych studentów.
                • danuta49 Mylisz się!;-) 12.02.08, 07:04
                  >Studiować to sobie może, ale jak będzie chciał dostać dyplom to się
                  będzie musiał programowo "odchamić", i to w stopniu który zadziwiłby
                  naszych studentów<
                  Mylisz się!
                  1.Na pewno nie ma formalnego przymusu chodzenia na
                  zajęcia "odchamiające" czy ich zaliczania.Jest-atmosfera rozwoju,ale
                  to inna bajka.U nas też kiedyś bylo studenckie życie kulturalne;-)
                  Jest też wiedza o tym, że bywają doświadczenia, które warto mieć w
                  CV.I to zupelnie wystarcza;-)))
                  2.Ja znam sporo osób z Oxbridge-i aktualnych studentów i absolwentów-
                  wiem o czym piszę


          • oroizej Re: Student informatyki,matematyki itd.umie czyta 12.02.08, 04:59
            Ja czytałam!!! Skończyłam studia humanistyczne, ale na wakacjach
            pomiędzy drugim a trzecim rokiem uczyłam sie programowania w języku
            Pascal, który miał byc wstępem do C. Brat - informatyk powiedział
            mi, że trzeba zacząc od Pascala, nie mozna tak od razu do C.
            Napisałam nawet kilka prostych programów w tym Pascalu i
            działały!! :-)
    • hamerykanka Re: Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 20:28
      Bolaczki polskich uczelni:
      gerontokadra-wiek wiekszosci profesorow jest przed/emerytalny, ale
      dalej trzymaja sie stolkow chocby i na cwierc etatu. Przychodzenie
      na wyklady traktuja w kategoriach raczej spotkan towarzyskich
      geriatrykow niz nauczania. Wielu z nich cytuje na wykladach wiedze z
      lat 70tych. Maja prawo do swoich oddzielnych gabinetow, wskutek
      czego doktoranci/asystenci gniezdza sie po kliku w klitkach
      wielkosci toalety.
      Asystenci-aby zostac asystentem mozna miec srednia 2.8 ze studiow.
      Licza sie plecy i znajomosci. Pozycja duzo bardziej atrakcyjna niz
      doktorant-wiecej czasu na doktorat, normalna pensja ze wszystkimi
      swiadczeniami i skladkami.
      Doktorant-duren ktory odwala robote za profesora, ostatni do
      przywilejow. Utrzymuje sie z glodowego stypendium, przez te 4 lata
      nie ma placonego ZUSu.
      Biblioteka-czesto ma jeden jedyny egzemplarz wymaganej prze
      wykladowce ksiazki.Rownie czesto zdarza sie, ze ksiazka jest do
      uzytku tylkow czytelni. Zycze szczescia calemu rokowi (zwykle
      200+osob) aby przygotowal sie z niej do zajec....
      O wykladowcach na bani nie bede wspominac...
      • irka25 Re: Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 20:42
        To sa takze bolaczki uczelni w USA.
    • sokrates22 Czy na studia też trzeba emigrować? 11.02.08, 21:29
      damianbsc napisał:

      > student pracuje samodzielnie - nalezy go tylko ukierunkowac. To nie ma byc
      > nauka pisania A< B < C tylko nauka jak myslec, zdobywac wiedze i pozysk
      > iwac
      > informacje.

      Często młody człowiek idzie na studia,bo wypada,bo prestiż ,
      bo rodzice itd.
      Głównie jednak dla siebie.
      Skok pomiędzy szkołą średnią a wyższą jest dla wielu prawie zabójczy,
      ci co nie są wewnętrznie zmotywowani,mają problemy.
      Na podobnej zasadzie mają lżej studenci,którzy mogą liczyć na pomoc
      rodziców bo zdają na ten sam kierunek np.prawo,medycyna i mają
      pojęcie czego mogą spodziewać się na uczelni.
      Samodzielna praca to szok ,
      nowe podejście,bieganie za wykładowcami,zaliczenia,wykłady itd.
      Nic nie ma za darmo, trzeba trochę się spocić by dostać laurkę.
      Co do olewania to taki zwyczaj,
      kto może to oleje a zaliczyć i tak trzeba.
      W sumie lepiej mieć "najgorsze" studia niż żadnych.
      Po prostu otrzymuje się nowe horyzonty,spojrzenie na świat.
      Co do emigrowania tj. kto uważa
      i zależy czy cię stać i to nie tylko finansowo.:)))
    • cyklista Powoli dojeżdżamy do stacji normalność 12.02.08, 01:21
      I będzie bolało. Dlaczego zakładacie, że wszystkie kilkaset polskich wyższych
      uczelni ma prezentować poziom Caltechu czy Oxfordu. Jeżeli znajdzie się taka
      jedna to już będzie dobrze. Większość polskich uczelni będzie prezentowała
      przeciętny poziom amerykański czyli żaden. Na razie w Polsce nie ma uczelni na
      światowym, poziomie bo niby skąd miałaby się wziąć. Czy i kiedy powstanie to
      inne pytanie.
      • piotr10530 Re: Powoli dojeżdżamy do stacji normalność 12.02.08, 01:35
        niestety, zadna polska szkola nie istnieje na zadnym miedzynarodowym "rankingu"
        / dluga droga
    • wilhelm4 Re: Czy na studia też trzeba emigrować? 12.02.08, 01:32
      Nie wiem, ale ja tylko moge mowic o ekonomii:

      Mialem tu "na zachodzie", gdzie juz dlugo mieszkam/zyje,
      nieraz do czynienia z absolwentami ekonomii
      i musze przyznac, ze to male dzieci z prowicji.

      Nie tylko, ze marna wiedza, prawie zero umiejetnosci
      myslania w sposob "ekonomiczny", ale tez poprostu
      przerazajaca niewiedza, glupota(tak) w sensie
      wykszalcenia i wiedzy ogolnej. Naiwnosc.

      Wsrod nich bylo notabene sporo osob z SGH. :)

      A juz w ogole sie dusze ze smiechu,
      gdy mowa o polskich "MBA"-jach.
      Pisze w cudzyslowie, to nie blad/przypadek.

      Studia ekonomii w PL,
      to widocznie naprawde "lanie po scianie".
      Napewno nie wszedzie/zawsze,
      ale przewaznie. Takie wrazenia.
      Ale i doswiadczenia.

      Po prostu 20-25-27 dzidziusie.
      Kilka slow po angielsku i ladne ubranka.
      Nie duzo wiecej.

      Sorry.
    • nessie-jp Czy na studia też trzeba emigrować? 12.02.08, 02:12
      Tak naprawdę, to akurat na studia NA PEWNO warto emigrować. Przecież studia nie
      polegają na nauczeniu się książki na pamięć czy umiejętności korzystania z
      bibliotek. Najważniejszy jest faktyczny kontakt z najlepszymi naukowcami,
      badaczami, autorytetami w danej dziedzinie.

      Na pewno warto studiować pod okiem najlepszych naukowców o światowej renomie.
      Jeśli takich nie znajdzie się w swoim mieście, to się jedzie do innego miasta.
      Do innego kraju. Nawet na inny kontynent.
    • oroizej Czy na studia też trzeba emigrować? 12.02.08, 04:37
      Witam.

      Poruszany temat bardzo mnie interesuje i chciałabym zabrac głos w
      tej sprawie. Dwa tygodnie temu dowiedziałam się, że zostałam
      przyjęta na studia podyplomowe w Anglii. Zaczynam we wrześniu. W
      Polsce ukończyłam studia magisterskie na dobrej uczelni i na
      popularnym kierunku. Moje studia nie były łatwe i poświęciłam im
      sporo pracy. Pomimo tego jestem z nich zadowolona. Miałam
      wspaniałych wykładowców, zajęcia na wysokim poziomie... Czas studiów
      ogólnie wspominam bardzo dobrze i gdybym jeszcze raz miała 19 lat i
      musiała wybrac kierunek studiów i uczelnię, na której będę
      studiowac, podjęłabym taką samą decyzję jak 10 lat temu.
      Pomimo moich dobrych osobistych doświadczeń, pewnych braków w
      polskim szkolnictwie wyższym nie mogę nie zauważac. Myślę, że dobrze
      jest tutaj spróbowac porównac uniwersytety w Polsce i na zachodzie
      Europy:
      Jeśli będziemy rozważac tylko sam poziom nauki, ilośc materiału do
      przyswojenia i poziom wiedzy wymaganej do zaliczenia danego
      przedmiotu - Polska wypadnie tutaj oczywiście znacznie korzystniej
      niż uniwersytety zachodnie. Czasami braki w wiedzy studentów
      angielskich (z takimi akurat mam do czynienia) są żenujące, a pomimo
      to wyższe szkolnictwo angielskie jest powszechnie uważane za
      najlepsze na świecie. Należy więc sobie zadac pytanie, czy wiedza w
      sensie ilościowym jest faktycznie najważniejsza, jeśli chodzi o
      szkolnictwo wyższe. Moim zdaniem, nie.
      Studenci zachodni wiedzą mniej, ale ich wiedza jest bardziej
      praktyczna, bardziej osobista, "przerobiona" w indywidualnych
      analizach. Student na Zachodzie nie kuje, nie zapamiętuje wiedzy,
      której nie rozumie. Przyswaja sobie to, co jest mu potrzebne. Nie
      wie wszystkiego, ale w razie czego wie, gdzie szukac informacji.
      Dobrą stroną tego jest fakt, że programy studiów nie są
      przeładowane, studenci nie są sfrustrowani z powodu niemożności
      opanowania całości materiału. Czują się kompetentni w wybranej przez
      siebie dziedzinie. Uczelnia kładzie nacisk na to, co już wiem, a nie
      na to, czego jeszcze nie wiem.
      Najważniejszy cel uniwersytetów na Zachodzie: odkryc talenty
      studenta i je rozwinąc tak, aby stał się osobą kompetentną w danej
      dziedzinie. Każdy posiada pewne predyspozycje, zdolności;
      uniwersytet ma pomóc człowiekowi je odkryc i obrac najlepszą dla
      danej osoby ścieżkę kształcenia. Na Zachodzie to naprawdę działa!
      Doradcy, nauczyciele, wykładowcy, administracja naprawdę starają się
      realizowac ten cel. Doradztwo zawodowe stoi na wysokim poziomie.
      Jeżeli np. dana osoba kiepsko radzi sobie na jakimś kierunku
      studiów, nikt tego studenta nie dołuje, nie gnębi, za to sugeruje mu
      sie zmianę kierunku studiów. Efektem tego jest fakt, że student nie
      czuje sie głupi czy przegrany. Wręcz przeciwnie: czuje się
      kompetentny, zadowolony z siebie, dumny, ze odkrył swoje prawdziwe
      powołanie. Studenci kończący naukę w zachodnich uniwersytetach czują
      się bardzo kompetentni, zadowoleni z siebie, szczęśliwi. I o to
      właśnie chodzi! W Polsce gorszemu studentowi nierzadko sugeruje się,
      że jest głupi, udowadnia mu się na każdym kroku, że nie jest nic
      wart. Niepowodzenie na studiach staje się ogromną porażką życiową.
      Jakże często na polskich uniwersytetach można usłyszec teksty w
      stylu: "Ale będzie odsiew!", "Połowa osób odpadnie przed końcem
      pierwszego roku!" itp. Jest to kreowanie ludzi zakompleksionych,
      niepewnych siebie itp. Nawet studenci, którzy z sukcesem kończą
      studia, nierzadko są pokaleczeni przez polskie wyższe szkolnictwo.
      Kolejna różnica dotyczy podejścia profesorów, doktorów czy innych
      stopniem do kwestii samego nauczania. Na Zachodzie dydaktyka jest
      nieodłączną częścią pracy pracownika naukowego. Jest jego misją. W
      samych założeniach uniwersytetu mówi się o tym, że bez dydaktyki
      uniwersytet nie ma sensu. Wydaje mi się, że na Zachodzie wykładowcy
      to rozumieją i faktycznie przykładają się do obowiązku przekazywania
      swojej wiedzy studentom. W Polsce niestety wielu pracowników
      naukowych traktuje nauczanie jako ciemną stronę swojej pracy. Wielu
      z nich nawet się z tym nie kryje i otwarcie mówi o tym. Osobiście
      nie rozumiem takiego podejścia. Według mnie naukowiec, który nie
      chce uczyc, powinien pracowac w jakimś instytucie naukowym, gdzie
      nie ma kontaktu ze studentami, a nie na uniwersytecie.
      Podejście do studenta... O tym można dużo pisac. Zasadnicza różnica
      polega na tym, że na Zachodzie traktuje się studenta jako osobę,
      której należy się godne traktowanie. Wykładowcy zachowują się
      kulturalnie i nie ma mowy o jakimkolwiek poniżaniu studenta,
      znęcaniu się itp. Jeśli wykładowca dopuściłby sie podobnych rzeczy,
      straciłby pracę. W Polsce - niestety, zachowania niektórych
      wykładowców budzą wątpliwości co do stanu ich zdrowia psychicznego.
      Na Zachodzie student jest dla uniwersytetu wartościowy pod względem
      finansowym. Student to dobry biznes. Płaci za studia. Jeśli jest
      obcokrajowcem, uczelnia otrzymuje dodatkowe środki od państwa na
      jego kształcenie. Opłaca się więc zachęcac studenta do studiowania
      na danej uczelni. Jeżeli student okazuje się utalentowany pod jakimś
      względem, np. sportowym, i ma swoje osiągnięcia w danej dziedzinie,
      staje się doskonałą reklamą dla uniwersytetu, która to reklama
      zachęca innych do podjęcia studiów na tym uniwersytecie.
      Uniwersytetowi opłaca się więc inwestowac w rozwój swoich studentów,
      w ich hobby, dodatkowe kursy doskonalące itp. A w Polsce? - myślę,
      że nie ma tutaj porównania...
      • ksg06 Ale bzdurne uogolnienia.Ile uczelni zaliczyliscie? 12.02.08, 05:43
        Moze wezcie pod uwage np. wyniki olimpiad i konkursow i sledzcie
        badania naukowe na swiecie.
        Pewnie, ze jesli porownac prywatna wieczorowa szkole wyzsza do Yale,
        to nie wypadnie uczelnia polska najlepiej. Ale przytocze kilka
        przykladow:
        1.Mieszkam w USA, i widze, ze na studiach na poczatek (2-3 lata)
        nadrabia sie braki z materialu polskiej szkoly sredniej.
        2.Nikt nie wybiera sie na studia medyczne bez 2-letniego collegu. Za
        duze braki. :-)
        3.W liceum jest rzadkoscia nauka chemii i fizyki rownoczenie.
        4.Studiowalam informatyke na prestizowych uczelniach w Polsce i USA.
        Amerykanin nie dalby sobie rady u nas, szczegolnie z matematyka.
        Natomiast przedmioty informatyczne prowadzone sa bardzo intuicyjnie,
        bez aparatu formalnego (matematycznego) na uczelni amerykanskiej.
        Zabraklo mi przedmiotow w Stanach by poszerzac horyzonty, bez
        powtorek przedmiotow z Polski, nie moglabym zaliczyc studiow.
        5.Poziom konferencji miedzynarodowych. Naukowcy sami widza, ze
        czasem nasi studenci przygotowaliby to lepiej.
        6.Kadra na kierunkach scislych to Polacy, Rosjanie, a ostatnio
        przewazaja Chinczycy i Hindusi.
        7.Na innej prestizowej uczelni najlepszym profesorem z biofizyki
        jest Rosjanin z Petersburga.
        8.Nie ma tutaj literatury. Nikt, nawet anglista nie potrafi
        wyodrebnic okresow w literaturze, bo powiedziano mi "to nie jest
        wymagane".
        9.Doktoranci i licencjat maja wspolne zajecia. Nie wyobrazam sobie,
        by poza jednostkami, by osoby z pierwszych lat w Polsce byly w
        stanie zrozumiec material ze studiow doktoranckich.

        Porownajcie programy nauczania i podreczniki, to jest rzetelna
        opinia a nie rozmowy na poziomie przekupek z targowiska.

        Nasi naukowcy zawsze narzekali, bo zarobki, pieniadze na badania i
        szanse sa mniejsze, nie jest to jednoznaczne z ocena poziomem nauki.
        Cudze chwalicie, itd.
      • ksg06 zachlysnela sie kobieta zachodem zanim wyjechala 12.02.08, 05:54
        > Najważniejszy cel uniwersytetów na Zachodzie: odkryc talenty
        > studenta i je rozwinąc tak, aby stał się osobą kompetentną w danej
        > dziedzinie. Każdy posiada pewne predyspozycje, zdolności;
        > uniwersytet ma pomóc człowiekowi je odkryc i obrac najlepszą dla
        > danej osoby ścieżkę kształcenia. Na Zachodzie to naprawdę działa!
        > Doradcy, nauczyciele, wykładowcy, administracja naprawdę starają
        się
        > realizowac ten cel. Doradztwo zawodowe stoi na wysokim poziomie.
        > Jeżeli np. dana osoba kiepsko radzi sobie na jakimś kierunku
        > studiów, nikt tego studenta nie dołuje, nie gnębi, za to sugeruje
        mu
        > sie zmianę kierunku studiów. Efektem tego jest fakt, że student
        nie
        > czuje sie głupi czy przegrany. Wręcz przeciwnie: czuje się
        > kompetentny, zadowolony z siebie, dumny, ze odkrył swoje prawdziwe
        > powołanie.
        -Tak, bo uczelnia nie chce puscic delikwenta, ktory placi!! Czy
        inaczej jest na studiach platnych w Polsce? Najgorszego nieuka nie
        mozna "oblac".

        >W Polsce niestety wielu pracowników
        > naukowych traktuje nauczanie jako ciemną stronę swojej pracy.
        - Na pewno po obu stronach znajdzimy takich, co nie dziwi jesli
        trafi sie na studentow leniwych i niemyslacych. Skad te uogolnienia?
        Praca z mlodymi, zdolnymi ludzmi jest ogromna przyjemnoscia!
    • aeromonas Re: Czy na studia też trzeba emigrować? 12.02.08, 07:42
      Sytuacja wygląda następująco: poziom nauczania obniża się
      systematycznie z dwóch przyczyn. Pierwsza to brak selekcji
      kandydatów na studia (brak egzaminów wstępnych, a przede wszystkim -
      bardzo pobłażliwe traktowanie słabych studentów - dziekan przychodzi
      i nęka wymagających egzaminatorów, żeby studentom zaliczyć, bo jak
      będzie ich musiał skreślić, to brak pensum itd. A studenci świetnie
      o tym wiedzą i nie widzą potrzeby uczenia się, bo w końcu i tak
      zaliczą). Druga przyczyna to "oszczędnościowe" okrawanie programu
      studiów - kiedyś zajęcia laboratoryjne trwały wiele godzin, były
      prowadzone w małych grupach (max. 15 osób) i polegały na
      samodzielnym rozwiązywaniu problemów. Część z nich
      zastąpiono "zajęciami konwersatoryjnymi", które polegają na tym, że
      ponad 20 osób wtłacza się do tej samej pracowni (innych sal nie ma),
      a prowadzący po prostu gada, bo nie ma czasu nawet na pokaz
      doświadczenia. Pozostałe ćwiczenia skrócono, sprzęt się zestarzał i
      popsuł, a pieniądze przeznaczane na cele dydaktyczne są żadne.
      Przyzwoici i pomysłowi prowadzący rozpaczliwie wymyślają jakieś
      ćwiczenia "z niczego" i dokładają do nich z pieniędzy na badania. Do
      absurdu za to wydłużone zostały wykłady (tanio kosztują, bo odbywają
      się bez podziału na grupy). Skutki - jakie są, każdy widzi.
    • 37.gora.01.02 Czy na studia też trzeba emigrować? 12.02.08, 09:30
      Jesli mnie pamiec nie myli to rektorzy chwala sie tylko przrostem
      ilosci studentow i na tej podstawie zadaja dotacji finansowej od
      panstwa.Dlaczego nie mozna wprowadzic kadencyjnosci na stanowiskach
      kierownikow instytutow,klinik.Nie moze tak byc,ze facet zalapaL SIE
      NA ETAT dozywotnio i popada we wtorny analfabetyzm.Zdarza sie,ze
      dopisuje swoje nazwisko do pracy innych ludzi.A moze kazda placowka
      naukowa zacznie sprzedawac swoje osiagniecia naukowe dla panstwa
      i tym samym poprawiac swoje warunki.
    • toja3003 Więcej komercjalizacji i prywatyzacji nauki w Pols 12.02.08, 14:19
      Więcej komercjalizacji i prywatyzacji nauki w Polsce!
      Model państwowy jaki jest każdy widzi. Czy to państwowa służba
      zdrowia czy państwowy urzędnik czy państwowy naukowiec, czy
      państwowe PKP, poczta albo organizacja Euro2012, wszystko działa
      gorzej niż prywata. Tylko nie mówić, że państwowe drogi są lepsze od
      prywatnych albo państwowa TV lepsza. Też w to nie uwierzę. Jeszcze
      nam państwowych gazet brakuje i państwowego gazetowego abonamentu
      żeby je finansować - kasować od każdego kto umie czytać, a co tam!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka