Dodaj do ulubionych

Sondaż: Obama minimalnie wyprzedza McCaina

07.10.08, 09:02
no, to by znaczylo, ze mecz trwa. Dzis debata i bedzie pewnie na co
popatrzec... A wiec:

McCain! McCAIN! McCAIN!
Obserwuj wątek
    • power_mac Sondaż: Obama minimalnie wyprzedza McCaina 07.10.08, 09:09
      Pani Palin jest pośmiewiskiem programów satyrycznych typu SNL
      (Saturday Night Live), ktore można z powodzeniem oglądać na necie i
      dla znawców polityki nic w tym dziwnego, że ludzie zrywaja boki na
      jej widok, zwłaszcza gdy otwiera nieopierzoną buzię. Nie wiem tylko
      skąd ta "minimalna" przewaga McCaina? Mówi się raczej o 9-cio
      punktowej przewadze Obamy w skali kraju, więc obóz, któremu w
      dalszym ciągu przewodzi Bush i jego polityka raczej chyba obumiera
      niż zmierza do zminimalizowania przewagi przeciwnika. Ktoś
      chyba "chcący" wprowadza nas w błąd!
      • darthmaciek z Reagana tez sie smiali - dzis go czczą... 07.10.08, 12:02
        podobnie jak robiono sobie niemilosierne zgrywy z Busha Seniora,
        zanim nie wygral wyborow prezydenckich w 1992, oraz z Busha Juniora,
        tuz przed druga wygrana, w wyborach 2004 roku...
        • nick3 Obama wygrywa... 07.10.08, 13:49
          ...co przywraca mi wiarę w Amerykę i w Amerykanów.

          Cieniem na to kładzie się świadomość, że po 8 latach rządów Busha i
          klapie doktrynerswa rynkowego ciągle jeszcze jest w tym kraju tyle
          ślepej na wszystko konserwy.

          Mimo wszystko, sądząc po liczbie głosów elektorskich elektorów już
          mniej więcej zdobytych, można chyba powiedzieć, że, o ile nie zdarzy
          się jaki kataklizm, Obama wygrywa te wybory.

          McCaina mogłaby jeszcze uratować Floryda, ale ostatnio i tam
          doścignął go Obama.

          Przed światem otwiera się lepsza droga.
          • darthmaciek "klapa doktrynerstwa rynkowego"?? 07.10.08, 15:26
            Bylo dwoch ludzi, ktorzy podrozowali i bardzo im sie spieszylo.
            Kazdy z nich mial osla. Obaj podrozowali dlugo i wygodnie, ale w
            koncu oba zwierzaki zmeczyly sie i pochorowaly, przez co w podrozy
            musiala nastapic nieprzewidziana przerwa.

            Pierwszy z tych ludzi zsiadl z osiolka, poprowadzil go do
            najblizszego strumyka, rozkulbaczyl, dal sie mu napic, umyl mu
            mordke woda, powiedzial pare dobrych slow, podrapal za uchem,
            nasypal mu owsa do woreczka i pozwolil caly dzien i cala noc
            odpoczac. Po tym wszystkim klapouch poczul sie lepiej, wiec jego
            wlasciciel wsiadl na niego i obaj podrepcili dalej.

            Drugi z tych ludzi zaczal kopac swojego osla pietami, wrzeszczec na
            niego, wyzywac od doktrynerow, pomstowac, przysiegac, ze juz nigdy
            nie wsiadzie na osla, etc. W koncu, gdy zwierze nie moglo juz isc,
            zsiadl z niego i zaczal je bic piesciami, wrzeszczac i wypominajac
            mu jaki jest bezuzyteczny, a gdy to nie poskutkowal, zaczal bic
            klapouszka kijem, az ten wreszcie sie przewrocil i nie mogl juz
            wstac. Wtedy drugi podrozny rozbil mu glowe kamieniem, po czym
            zabral swoje bagaze i powedrowal dalej na piechote.

            I od tej pory ten pierwszy podrozny nie tylko coraz bardziej
            zwieksza dystans jaki go dzieli od tego drugiego, ale w dodatku ma
            do kogo gebe otworzyc wedrujac przez pustynie... a ten drugi do dzis
            wlecze sie daleko w tyle za pierwszym, ciagnac za soba swoj bagaz i
            gorzko oplakujac swojego osiolka...

            Ten pierwszy podrozny to wyznawca gospodarki rynkowej, ktorej
            nierozlacznym elementem sa kryzysy i krachy gieldowe - ten drugi
            to "wrog rynkowego doktrynerstwa"...

            Mechanizmy wolnorynkowe, a w szczegolnosci rozluznienie zasad
            udzielania kredytow i obrotu kapitalem, ktore sa odpowiedzialne za
            dzisiejszy kryzys, przyniosly od konca lat 90 do 2007 roku dziesiec
            lat regularnego wzrostu gospodarczego na calym swiecie - i jakos
            nikt ich za to nie krytykowal... I takze dzisiaj tylko tacy "drudzy
            podrozni" na nie krzycza, pomstuja i chca je kijem walic - ludzie
            rozsadniejsi wiedza, ze nalezy tylko dac im odpoczac...

            Na koniec, last but not least, jesli ty naprawde uwazasz, ze
            (ewentualny) prezydent Obama zerwalby z "doktrynerstwem rynkowym",
            to snisz na jawie!! Jednym z powodow dla ktorych kampania Obamy jest
            tak skuteczna, jest fakt, iz wielka finansjera amerykanska stawia
            WLASNIE NA NIEGO i dzieki temu ma on do dyspozycji dwa razy wiecej
            pieniedzy niz McCain! Ostatnio paradoksalnie to wlasnie centrowi
            demokraci sa naturalnym sprzymierzencem amerykanskich bogaczy, gdyz
            republikanie, w coraz wiekszym stopniu przejmujacy dawny
            demokratyczny elektorat bialych "blue collars", musza dbac o swoich
            nowych wyborcow, ktorych interesy czesto sa inne niz ciazacej ku
            demokratom "upper middle class".

            Pozdrowienia z Mrocznej Strony Mocy
            • nick3 To proszę ciągnąć bez planu Paulsona:) 07.10.08, 18:55

              A jednak gdy trwoga to do... państwa:)

              Jeżeli rynek jako samowystarczalny motor ekonomii jest tak świetny
              (pomimo że jego "nierozlacznym elementem sa kryzysy i krachy
              gieldowe"), to proszę być konsekwentnym!

              Państwową ingerencja w celu zapobiegania nierówności szans oraz
              pomocy najbiedniejszym to "socjalistyczne złodziejstwo"?

              Ale już wydojenie podatników na grube miliardy, by zapewnić miękkie
              lądowanie bankierom, którzy przejechali się na swoich spekulacjach -
              po to by je mogli prowadzić dalej nie ponosząc konsekwencji -
              to "przykład heroiczno-patriotycznej solidarności Całego Narodu w
              Obliczu Globalnego Zagrożenia i w Dobrze Pojętym Interesie
              Wspólnym"!:)))

              Swoją drogą państwo amerykańskie pod rządami republikanów już dawno
              zabiera biednym, by dawać bogatym (oczywiście dla owego "Dobrze
              Pojętego Interesu Wspólnego":)

              Nazywa się to systemem "zachęt motywacyjnych" i chodzi o naprawdę
              sporą forsę (w kraju, gdzie znaczna część obywateli nie ma żadnego
              ubezpieczenia zdrowotnego!)

              Jakoś fani rynku zapomnieli o tym, że państwo ma nie "okradać"
              podatnika.

              A przecież nie dość, że mamy do czynienia z krzyczącą
              niesprawiedliwością, to jeszcze z jawnym pogwałceniem pryncypiów
              neoliberalizmu, w imię których dyskredytował on lewicę.


              A co do "osiołków", to wybacz darth, ale jakoś kapitalizm nijak nie
              chce mi się skojarzyć z tymi łagodnymi zwierzątkami;)

              Zastanawiam się też na czym miałoby polegać owo zachwalane przez
              ciebie towarzystwo, do którego "miałoby się do kogo gębę otworzyć".

              Czy chodzi może o życzenia urodzinowe, które regularnie wysyła do
              mnie pobliski supermarket (skądś mają moje dane)?


              "Supermarket to twój partner"?:)))

    • dixxi Niwe klam GW, Obama wyprzedza McCaina o 8 %! 07.10.08, 10:19
      CNN dzis: "Fifty-three percent of likely voters questioned in the
      poll say they are backing Obama for president, with 45 percent
      supporting McCain."

      • indris Tylko co z tego 07.10.08, 10:31
        Amerykański system wyborów prezydencki jest taki, że można mieć więcej głosów w
        rzeczywistych wyborach i je przegrać. Decydują głosy elektorów stanowych a nie
        bezpośrednio głosy wyborców
        • darthmaciek to sie moze zdarzyc nie tylko w USA 07.10.08, 12:07
          przyklad:

          - Wielka Brytania: okregi jednomandatowe. Niech w 45% okregow wygra
          partia A, wszedzie przewaga 85% glosow. Niech w 55% okregow wygra
          partia B, wszedzie przewaga 50,1% glosow. Na skale kraju partia A
          dostaje zancznie wiecej glosow, ale w Parlamencie wiekszosc
          absolutna zdobywa partia B i ona tworzy rzad. I jest to zgodne z
          prawem i jak najbardziej demokratyczne. I tak sie raz zdarzylo, w
          latach 70-tych, kiedy wiecej glosow dostali Torysi, ale wiekszosc
          poslow miala Partia Pracy i ona pozostala u wladzy.

          Wielcy Wyborcy nie maja prawa wolnego wyboru - wszyscy MUSZA
          zaglosowac (mandat imperatywny) tak jak wiekszosc wyborcow w ich
          stanie. Nie maja wiec zadnego wplywu na koncowy wynik - jest to po
          prostu czesc amerykanskiego ceremonialu konstytucyjnego.

          - Francja -
          • indris Mandat imperatywny ? 07.10.08, 12:43
            "Wielcy Wyborcy nie maja prawa wolnego wyboru - wszyscy MUSZĄ
            zagłosowac (mandat imperatywny) tak jak wiekszosc wyborcow w ich
            stanie."

            Czytałem, kilka lat temu, że kiedyś zdarzył się wybór prezydenta wbrew tej
            zasadzie. Nie wiem, czy to prawda. Za mojego życia tak się nigdy nie zdarzyło,
            ale ja urodziłem się w XX wieku.
            • darthmaciek Wielcy Wyborcy - odpowiedz 07.10.08, 12:50
              od 1787 roku zdarzylo sie kilka wypadkow zlamania mandatu (co w 24
              stanach jest ciezkim przestepstwem) przez POJEDYNCZYCH wielkich
              wyborcow - ale nigdy nie zdecydowaly one o wyniku wyborow:

              Faithless electors have not changed the outcome of a presidential
              election in any election to date. For example, in 2000 one of
              Washington D.C.'s electors chose not to vote, rather than voting for
              Al Gore as she had pledged to do. This was done as an act of protest
              against Washington, D.C.'s lack of Congressional representation.[23]
              That elector's abstention did not change who won that year's
              presidential election, as George W. Bush received a majority (271)
              of the electoral votes.

              Natomiast byly dwa przypadki szczegolne, gdy jeden z kandydatow
              zmarl miedzy wyborami a oficjalnym glosowaniem Wielkich Wyborcow:

              While not involving a "faithless elector" as such, there have been
              two instances in which a candidate died between the selection of the
              electors in November and the Electoral College vote in December. In
              the election of 1872, Democratic candidate Horace Greeley passed
              away before the meeting of the Electoral College; the electors who
              were to have voted for Greeley, finding themselves in a state of
              disarray, split their votes across several candidates, including
              three votes cast for the deceased Greeley. However, President
              Ulysses S. Grant, the Republican incumbent, had already won an
              absolute majority of electors. Because it was the death of a losing
              candidate, there was no pressure to agree on a replacement
              candidate. Similarly, in the election of 1912, after the Republicans
              had nominated incumbent President William Howard Taft and Vice
              President James S. Sherman, Sherman died shortly before the
              election, too late to change the names on the ballot, thus causing
              Sherman to be listed posthumously. That ticket finished third behind
              the Democrats (Woodrow Wilson) and the Progressives (Theodore
              Roosevelt), and the eight electoral votes that Sherman would have
              received were cast instead for Nicholas M. Butler. Electors pledged
              to a dead candidate are free to vote for whomever they wish just as
              electors pledged to a live candidate are.

              Pozdrowienia
    • zigzaur Tylko że Prezydenta wybierają nie telewidzowie 07.10.08, 10:28
      ani respondenci ankiet lecz elektorzy.

      Czyli ludzie raczej rozważni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka