Dodaj do ulubionych

Lament nad dziećmi, które bezgłośnie płaczą

25.10.08, 19:56
Mam podobne obserwacje ze szpitala dziecięcego w Jastrzębiu Zdroju.
Towarzyszyłam non stop swemu dwuletniemu dziecku. Pękało mi serce,
gdy w innych salach maluszki, odwiedzane krótko przez zadbanych
rodziców, płakały większość czasu.Gdy zwróciłam GRZECZNIE uwagę
pielęgniarce, że zanoszące się od płaczu maleństwo zawisło na
szczeblach łóżeczka, nakrzyczała na mnie, że nic mu się nie stanie.
Czyli - norma. Oczywiście, w próbach pomocy - zabawienia,
pogłaskania (moje dziecko dużo spało), byłam przepędzana i karcona
arogancko. Gdy kolejny raz cudze dziecko aż trzęsło się z rozpaczy i
bólu, a pielęgniarki oglądały tv - zglosiłam to przełożonej. Pomogło
na czas mojego pobytu, ale wątpię, czy sytuacja poprawiła się na
stałe.
Ludzie, NIDGY nie zostawiajcie swych chorych dzieci samych w
szpitalu! Są tam zdane na znieczulicę i niełaskę wyższego i niższego
personelu medycznego. Koszty pobytu nie są wysokie, można zmieniać
się z mężem, mamą, siostrą.
Obserwuj wątek
    • doro1973 Lament nad dziećmi, które bezgłośnie płaczą 25.10.08, 20:55
      a w warszawskim szpitalu na Litewskiej jest ( a przynajmniej było
      kilka lat temu ) inaczej - dziecko ( niemowlę) które było na
      oddziale bez matki otoczone było opieką innych mam i
      wolontariuszek - to tylko albo aż kwestia dobrej woli władz szpital
      i organizacji
      Litewska ok :)
    • dar61 Poczekajmy co z tego nietulenia wyniknie... 26.10.08, 09:02
      Poczekajmy co z tego nietulenia wyniknie w wieku dorosłym tych
      maluszków.
      Tacy 'niedopieszczeni' przechodzą potem do zarządu NFZ i wydatki
      tną...
    • szarak1111 Lament nad dziećmi, które bezgłośnie płaczą 26.10.08, 09:23
      K*rwom w białych kitlach najlepiej wychodzi protestowanie o wyższe
      zarobki i ciągłe narzekanie, że mało zarabiają.
    • mama-cudownego-misia Zostawcie te dzieci w spokoju... 26.10.08, 10:06
      To wszystko nie jest takie proste, jak by się mogło wydawać... Sama jestem matką
      kilogramowego wcześniaczka z 31 t.c. i swoje dziecko po raz pierwszy przytuliłam
      po miesiącu od narodzin. Też mi serce pękało, gdy ono płakało.
      Jednak nigdy, przenigdy nie pozwoliłabym innej matce wsadzać łap do inkubatora i
      bardzo się cieszę, że pielęgniarki na oddziale ograniczały się do podstawowej
      pielęgnacji w gumowych rękawiczkach. Te dzieci nie mają własnej odporności,
      tylko trochę przeciwciał od matki z okresu płodowego (wyłącznie na bakterie i
      wirusy, z którymi się ta matka stykała w czasie ciąży). Na dodatek są bardzo
      osłabione walką o życie. Byle infekcja może je zdmuchnąć. A niestety
      pielęgniarki mają na kitlu koszmarne, zjadliwe i odporne na antybiotyki bakterie
      szpitalne, wywołujące sepsę. Matki innych chorych dzieci też sobie nie zdają
      sprawy, że na ich rękach, ubraniach, w ich oddechach aż roi się od
      drobnoustrojów potencjalnie zabójczych dla wcześniaka. To samo dotyczyłoby
      wolontariuszy. Chcą dobrze, ale przynosiliby infekcje, sepsę, czasem śmierć...

      Gdy w XIX w. wymyślono pierwsze bardzo jeszcze prymitywne inkubatory dla
      wcześniaków, okazały się one przełomem. Dlaczego? Bo tak długo, jak było trzeba
      odizolowywały dziecko od świata zewnętrznego. Ta izolacja jest potrzebna i im
      mniej ją naruszamy, tym lepiej dla dziecka. Tylko najbliższa rodzina stanowi
      trochę mniejsze zagrożenie, bo dziecko ma we krwi przeciwciała na ich "domowe"
      bakterie, w które matka wyposażyła je w czasie ciąży.

      Owszem, coś za coś - my, rodzice wcześniaków musimy potem uczyć nasze dzieci
      dobrego, czułego dotyku (moja mała przez dobre 2 miesiące wybuchała płaczem, gdy
      się dotknęło główki lub kończyn, w które wbijano jej kroplówki). Być może częsta
      u wcześniaków nadpobudliwość wiąże się nie tylko z narażeniem ich rozwijającego
      się mózgu na nieprzyjemne bodźce i skrajnie nieprzyjazne warunki. Być może po
      części jest to efekt odseparowania od matki w pierwszych dniach, tygodniach,
      miesiącach życia. Ale coś za coś. Wolę, żeby moje dziecko było nerwowe, a żyło i
      było zdrowe. Zresztą nie jest nerwowe... Jest cudowną, spokojną, pogodną i
      przytulaskową babą. Gdy już można wcześniaczka kangurować, pieścić, nosić i
      hołubić, wiele złego da sie naprawić.

      Bardzo więc proszę mamy innych dzieci na oddziałach, gdzie przebywają
      wcześniaczki - nikomu z nas nie jest łatwo, gdy widzi taką bezsilną tragedię
      maluszka, ale dla jego dobra trzymajcie się od niego z daleka.
      Jeśli już chcecie pomóc, poprzyjcie raczej walkę rodziców wcześniaczków o
      ratujący im życie synagis, którego NFZ nie refunduje i na który mogą sobie
      pozwolić tylko zamożniejsi rodzice. Reszta albo go nie daje, ryzykując życiem
      dziecka, albo się koszmarnie zapożycza, albo wyjeżdża zarobić nań za granicę.
      Pomóżcie też dzieciom takim jak cudowna Oliwka ( jiyuu.info/o/news.php ),
      która wraz ze swoimi rodzicami bohatersko walczy o każdą nową sprawność, którą
      Wasze dzieci osiągają same z siebie. Wejdźcie na strony Fundacji Wcześniak i
      zobaczcie, że każda pomoc się przyda. Ale akurat nie ta polegająca na wsadzaniu
      rąk do inkubatora obcego dziecka, żeby mu podać smoczek...
    • krzychkul Lament nad dziećmi, które bezgłośnie płaczą 26.10.08, 11:25
      A słyszeli rodzice i nie tylko o bezpieczeństwie i ochronie??Dzieci nie bierze
      się na ręce również ze względu na bezpieczeństwo!!!Wcześniak jest bardzo
      wrażliwe na wszelkiego rodzaju zarazki i najlepsza flora to matki.Widziałem
      warunki szpitalne i położna miała sale z 8 wcześniakami i gdzie tu czas na
      przytulanie??a dzieci w brzuchu muszą mieć też czas do spokoju w wyznaczonych
      godzinach śpią i wszystkie czynności na salach są skumulowane w jednym czasie.
      Dziecko w brzuchu nie jest cały czas trącane i tulone.
    • alba20 Lament nad dziećmi, które bezgłośnie płaczą 26.10.08, 15:10
      Pisałam o dzieciach starszych niz wcześniaki, ale też malutkich. Je
      można i trzeba utulić, podać smoczek, wziąć na ręce przy karmieniu
      (dotyczy pielęgniarek), a nie tylko kłaść butlę z ogromną dziurą na
      poduszce.
      Co do wcześniaków uw inkubatorach, przecież zaleca się częste wizyty
      matek, głaskanie, mówienie do dziecka. Jest na ten temat masę
      publikacji.
      A poza tym, co gorsze: (rzekomo zła) flora bakteryjna matki czy
      samotność, bezgłośny płacz długimi godzinami, strach...?
      • mama-cudownego-misia oj, i znowu chcemy dobrze, ale nic nie kumkamy 26.10.08, 15:46
        Przepraszam, ale sama sobie przeczysz:

        > Pisałam o dzieciach starszych niż wcześniaki, ale też malutkich.
        Jeśli artykuł jest Twojego autorstwa, to piszesz o dzieciach w inkubatorach.
        Przepraszam, ale z inkubatorów akurat najczęściej korzystają wcześniaki i nie ma
        znaczenia, czy są one młodsze, czy starsze. Wcześniaki mają obniżoną odporność.
        Tak samo mają ją dzieci po operacjach, etc. Jeśli zadecydowano o wsadzeniu ich
        do inkubatora, to nie dlatego, ze akwaria są trendy, tylko że trzeba je
        odizolować od otoczenia.

        > Je
        > można i trzeba utulić, podać smoczek, wziąć na ręce przy karmieniu
        > (dotyczy pielęgniarek), a nie tylko kłaść butlę z ogromną dziurą na
        > poduszce.
        Za duże dziury w smoczkach i związane z nimi wypadki zachłystowego zapalenia
        płuc to inna bajka. Zawsze zalecamy mamom, które się do naszej grupy wsparcia
        zgłaszają, żeby przynosiły własne wyparzone butelki, jeśli szpital nie zapewnia
        takich wcześniakowych.
        Natomiast zrozum, że pielęgniarka, która wyciągnie dziecko z inkubatora i weźmie
        je na ręce do karmienia, naraża je niepotrzebnie na kontakt ze światem
        zewnętrznym i infekcje.

        > Co do wcześniaków uw inkubatorach, przecież zaleca się częste wizyty
        > matek, głaskanie, mówienie do dziecka. Jest na ten temat masę
        > publikacji.
        Matek tak, WŁASNYCH. Ale jeśli mama lezącego obok dziecka ze zropiałym pępkiem
        czy nawet żółtaczką pcha mi ręce do inkubatora, to naraża moje dziecko.
        A wierz mi, to się zdarzało, na chwile nie mogłam odejść od inkubatora do WC, bo
        głupie baby w dobrej wierze chciały pogłaskać moją "calineczkę" czy podawały jej
        smoczek. Efekt: trzy kolejne zakażenia, przez "przypadek" tymi samymi
        bakteriami, które wychodziły z posiewów dzieci, które kolejno leżały z moim na
        sali. Trzy różne antybiotyki, uszkodzony szpik, wątroba i nerki (całe szczęście,
        że to się regeneruje). Dziękuję za taką pomoc :-/

        > A poza tym, co gorsze: (rzekomo zła) flora bakteryjna matki czy
        > samotność, bezgłośny płacz długimi godzinami, strach...?
        Czytaj proszę ze zrozumieniem. Flora bakteryjna matki nie jest zła, chyba, że po
        porodzie sama zostanie zakażona jakimś świństwem. Natomiast autorka tekstu
        uważa, że jak tej matki z jakichś powodów nie ma (a są one różne, często
        niezależne od matki, np.: natury medycznej), to do takiego dziecka powinni pchać
        łapy wszyscy wokół - pielęgniarki, lekarze, wolontariusze, matki innych
        dzieci... Litości. Chcecie dobrze, a robicie tym dzieciom krzywdę.

        I tak, lepszy jest płacz dziecka w inkubatorze i jego samotność, niż tulenie go
        przez personel szpitalny czy mamę innego dziecka. Jak możesz nie rozumieć, że tu
        chodzi o jego życie??
        Nie zdajesz sobie sprawy, co "lata" na oddziałach noworodkowych. W jednym z
        takich wrocławskich oddziałów mieli tyle przypadków gronkowca, że po kilku nic
        nie dających odkażeniach skuli nawet tynki. I co? Nic, gronkowiec dalej był i
        jest, bo wszystko nim przesiąkło - sprzęt, fartuchy, personel... A ty chcesz,
        żeby taka roznosząca gronkowca piguła przytulała moje dziecko.
    • rulsanka Inkubatory powinny się bujać 26.10.08, 17:55
      dziecko choć trochę poczułoby się jak w brzuchu. I do tego bicie serca mamy z
      głośniczka.
      • mama-cudownego-misia Re: Inkubatory powinny się bujać 26.10.08, 20:51
        No powinny, powinny. Bodajże nawet niektóre szpitale za granicą testują malutkie
        hamaki w inkubatorze. Zresztą gniazdka ze styropianu oraz odizolowanie dziecka
        od dźwięków i światła znacznie poprawiają jego stan. Nowe inkubatory są więc
        dźwiękoszczelne i zwykle przykrywa się je pieluchą.
      • ewellina Re: Inkubatory powinny się bujać 26.10.08, 22:28
        ja, rozumiem, ze Ty to z troski napislas,ale wyobraz sobie np.
        dziecko po operacji usuniecia płata płuca (przypadek mojego
        dziecka), z wkłuciem centralnym, intubowane, z drenem - a do tego
        bujany inkubator - to niezbyt udane połączenie.

        dziecku jest potrzebna obecność rodzica. i wszystkim normalnym
        rodzicom ta obecnośc także jest potrzebna
        • miluszka Re: Inkubatory powinny się bujać 28.10.08, 09:54
          Dziecku jest potrzebna obecność rodzicow - problem tylko jak tych rodziców z
          różnych przyczyn nie ma.
    • oaga1 Lament nad dziećmi, które bezgłośnie płaczą 02.11.08, 14:35
      Jako praktykantka szkoly medycznej,rowniez spotkalam sie z takimi
      osieroconymi dziecmi, porzuconymi w szpitalu,ktore "zawiodl"system
      prawny Polski.Te dzieci spedzaja swoje dziecinstwo,zamkniete w 4rech
      scianach szpitalnych ,skazane na litosc i dobre serce
      pielegniarek...widzialam 3 letnie dziecko ktore bylo zaledwie pare
      razy na spacerze ,na zewnatrz szpitala.Smutne ,ale prawdziwe...to
      prawda ,ze istnieja takie "zapomniane"dzieci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka