alba20
25.10.08, 19:56
Mam podobne obserwacje ze szpitala dziecięcego w Jastrzębiu Zdroju.
Towarzyszyłam non stop swemu dwuletniemu dziecku. Pękało mi serce,
gdy w innych salach maluszki, odwiedzane krótko przez zadbanych
rodziców, płakały większość czasu.Gdy zwróciłam GRZECZNIE uwagę
pielęgniarce, że zanoszące się od płaczu maleństwo zawisło na
szczeblach łóżeczka, nakrzyczała na mnie, że nic mu się nie stanie.
Czyli - norma. Oczywiście, w próbach pomocy - zabawienia,
pogłaskania (moje dziecko dużo spało), byłam przepędzana i karcona
arogancko. Gdy kolejny raz cudze dziecko aż trzęsło się z rozpaczy i
bólu, a pielęgniarki oglądały tv - zglosiłam to przełożonej. Pomogło
na czas mojego pobytu, ale wątpię, czy sytuacja poprawiła się na
stałe.
Ludzie, NIDGY nie zostawiajcie swych chorych dzieci samych w
szpitalu! Są tam zdane na znieczulicę i niełaskę wyższego i niższego
personelu medycznego. Koszty pobytu nie są wysokie, można zmieniać
się z mężem, mamą, siostrą.