nik-jednorazowy
22.01.09, 09:21
co powiedział ratownik?
mamy coraz więcej szybko jeżdżących NARCIARZYA. NARCIARZY nie snowboardzistów.
nie chodzi mi o to że snowboardzisći to święte krowy, tak jak i wśród
narciarzy jest tam dużo dupków. jednak snowboardziści jeżdżą dużo wolniej, co
wynika z samej charakterystyki tej dyscypliny. wg. mojej obserwacji
najniebezpieczniejsi są na stokach są faceci około 30, dobrze jeżdżący na
nartach. dobrze, ale ZA SZYBKO. popierdzielają tacy, jakby byli na zawodach,
nie zauważają innych użytkowników stoku, przejeżdżają 1-2 od innych bez
hamowania, w strefie slow przelatują kreską obok kolejek do krzeseł...
to są obserwacje z alp, bo w polskich górach już od wielu lat nie jeżdżę.
wszystkie kolizje (nie było znów ich dużo) jakie widziałem były udziałem
narciarzy. snowboardziści jak już się wypadkują, to z reguły sami, łamiąc się
w snowparkach, tudzież przeceniając swoje możliwości w offroadzie. zresztą to
ostatnie też od kilku lat coraz bardziej się zmienia. był taki czas że poza
trasami poruszali się głównie snowboardziści, ostatnie 2-3 sezony widzę więcej
narciarzy niż deskarzy stawiających ślady poza nartostarami.
generalnie, podsumowując, rozsądek lub jego brak nie ma nic do sprzętu jakiego
się używa. tyle że upadek na snowboardzie zdaje się nieść mniej konsekwencji
niż upadek na nartach, podobnie jak zderzenie. snowboardzista z reguły jedzie
wolniej, nie nabije cię na kijka, nie nadzieje na nartę, a po "stłuczce" deska
zostaje na miejscu zdarzenia i nie zamienia się (jak narta) w siejącą popłoch
na stromym stoku rakietę. tyle moich doświadczeń.