godeep
25.02.09, 01:34
Z natłoku słów Pani Ibany wynika niestety niewiele.
Trudno jest odgadnąć, czy się czymś chwali przed
czytelnikami? Czy może wylewa jedynie swoje żale?
Cały tekst pozostawia po sobie miałkie wrażenie
zbyt długiego listu motywacyjnego. Jest czymś na
ksztalt owych referatów - ugrzecznionych i wyprasowanych
do granic mozliwości. Brak w nim jakiegokolwiek pazura.
Przypomina monotonną jazdę po niemieckiej autostradzie.
Jest czymś niewątpliwie chwalebnym fakt, że autorka
przeczytała prawie całą klasykę literatury. I co z tego -
jeśli gołym okiem Widać, że niewiele z niej wyniosła?
Gydby było inaczej - nigdy nie pojawiłoby się w tym tekście
zdanie typu: "Myślałam, że już nikt nie będzie nocą
podsłuchiwał pod oknami, nagrywał, donosił na przyjaciół.
Tyle w ludziach agresji, zazdrości, nienawiści." Prawda?
Osobną kwestią jest obmierzła próba ogrzewania się cudzym
ciepłem: "(...) usłyszałam głos papieża witającego Polaków.
Było to autentyczne wzruszenie. (...) spotkanie z Adamem
Michnikiem. (...) przemykałam wzrokiem po zapisanych
przez Dickensa, Dostojewskiego, Sienkiewicza, Manna
stronach (...) przecież doba Einsteina też miała 24 godziny."
Czy Pani Ibana twierdzi, że wzruszenia innych Polaków są
nieautentyczne, lub mniej autentyczne niż jej? Ze spotkania
z Michnikiem pamięta jedynie jego ból zęba, a nie kwestie
podnoszone przez rozmówcow? Czy klasycy nie analizowali
namiętności, które targają ludzmi?
Głupota, pretensjonalizm i oślizłość cechują - moim zdaniem -
cały ten tekst. Żenada i żal. Żal i żenada.