Dodaj do ulubionych

Jak MEN chce uczyć polskiego?

25.02.09, 16:38
Ja nie rozumiem przedmiotu jezyk polski. Dlaczego czytanie 'lektur'
jest obowiazkowe, a nie chodzienie do muzeum i ogladanie obrazow,
czy rzezby. A fotografia artystyczna, to nie sztuka? Nie wspominam o
muzyce (chyba jest taki przedmiot, ale na szczescie nie jest to
przedmiot o nazwie 'muzyka polska').
Wyroznianie jedego rodzaju sztuki tylko dlatego ze ma narodowy
charakter jest dziwne. I skoro jest taki przedmiot to ultra
nacjonalisci maja racje, ze powinien byc ultranarodowy.

Odpowiedz jest prosta zniesc ten przedmiot.

Dzieci powinny sie uczyc czytac i pisac poprawnie. Uczyc sie
wypowiadac sie w walsnym jezyku. Zas doznan artystycznych powinny
poznawac na zajeciach z kultury i sztuki gdzie sa uczone swiatowego
dorobku roznych form artystycznych.
Obserwuj wątek
    • urtasa a po cóż 25.02.09, 18:59
      A po co ten cały jakiś niby to MEN? Mogą nauczyciele uczyć według swoich
      programów nauczania? Mogą! Niech więc ten taki to jakiś MEN zacznie się
      rozwiązywać, by zostawić po sobie pusty gmach i niesławę.
    • qwardian Ja bym chiał mieć okazję czytać kosmopolitów... 25.02.09, 19:10
      ... takich jak Adolf Hitler (Mein Kampf), czy Henry Ford
      (International Jew)
      A tak na poważnie, autor powyższego jest totalnie do tyłu, to jest
      rok Darwinowski i ogłoszono, że jego teoria padła, tzw. model życia
      przedstawiony jako Drzewo Życia, stał się nieaktualny.
      To tyle co do Wyborczej i jej geniuszy intelektualnych...
      • owadoidalny Re: Ja bym chiał mieć okazję czytać kosmopolitów. 25.02.09, 20:24
        > rok Darwinowski i ogłoszono, że jego teoria padła,

        Chyba w Twoim kościele
      • urtasa Arystoteles komunistą był! 26.02.09, 12:28
        "Komunistyczne idee były (dla mnie) prostą kontynuacją Oświecenia"
        Zygmunt Bauman

        A oświecenie skąd? Z renesansu. A renesans skąd? Z antyku? A w antyku kto był
        mistrzem? Arystoteles. Kim był Arystoteles? Komunistą. A poza tym legion innych,
        zwłaszcza Heraklit.

        A największym komunistą był Demokryt. Kropka.
        • a_weasley Re: Arystoteles komunistą był! 26.02.09, 12:33
          Urtasa pisze:

          > A największym komunistą był Demokryt.

          Aczkolwiek pracował na dwa fronty i dlatego znany jest jako Demokryt z Abwehry.
    • raveness1 Re: Jak MEN chce uczyć polskiego? 25.02.09, 19:47
      > doznan artystycznych powinny
      > poznawac na zajeciach z kultury i sztuki gdzie sa uczone
      swiatowego dorobku roznych form artystycznych.

      Swiatowego dorobku? W kraju nadetych patriotow? Impossible.
    • jakpalikot Szczerze mówiąc nie znosiłem Giertycha 25.02.09, 20:11
      Ale tak samo nie podobała mi się "Ferdydurke" bo dla mnie to po
      prostu książka zakompleksionego pedałka.
      • eryk2 Re: Szczerze mówiąc nie znosiłem Giertycha 26.02.09, 00:22
        jakpalikot napisał:

        > Ale tak samo nie podobała mi się "Ferdydurke" bo dla mnie to po
        > prostu książka zakompleksionego pedałka.

        A ty jesteś żydowskim antysemitą z portugalsko-metyskiej matki
        urodzonym i na swoją łysinkę czarne włoski ryże zaczesujesz...
        Widzisz wszęddzie gejów? Nawet w "Ferdydurke", gdzie nie ma o nich
        ani słowa? Chcesz o tym porozmawiać?
        • jakpalikot Pomyliło mi się z Transatlantykiem 26.02.09, 13:17
          eryk2 napisał:

          > jakpalikot napisał:
          >
          > > Ale tak samo nie podobała mi się "Ferdydurke" bo dla mnie to po
          > > prostu książka zakompleksionego pedałka.
          >
          > A ty jesteś żydowskim antysemitą z portugalsko-metyskiej matki
          > urodzonym i na swoją łysinkę czarne włoski ryże zaczesujesz...
          > Widzisz wszęddzie gejów? Nawet w "Ferdydurke", gdzie nie ma o nich
          > ani słowa? Chcesz o tym porozmawiać?
          >
          Tam jednym z bohaterów książki był młodociany pederasta w Buenos
          Aires. A zresztą cały gombrowicz to jedna grafomania. Dużo lepiej
          jest promować polską literaturę barokową albo renesansową, jest na
          dużo wyższym poziomie.
          • eryk2 Re: Pomyliło mi się z Transatlantykiem 26.02.09, 14:45
            > Tam jednym z bohaterów książki był młodociany pederasta w Buenos
            > Aires.

            Błagam - już nie pisz nic więcej, bo się pogrążasz coraz
            bardziej. "Portugalczyk z perskiej tureckiej matki w Libii urodzony"
            z "Transatlantyku" (do którego zrobiłem poprzedni aluzję, pisząc o
            tobie), to właśnie bogaty Metys Gonzalo, zamożny homoseksualista z
            Buenos Aires (a nie młodociany). Więc już nie precyzuj, co jeszcze
            wiesz o Gombrowiczu, bo wiesz, że nic nie wiesz...

            A zresztą cały gombrowicz to jedna grafomania. Dużo lepiej
            > jest promować polską literaturę barokową albo renesansową, jest na
            > dużo wyższym poziomie.

            Gdybyś chociaż śladowo poznał "całego Gombrowicza" (wątpię, czy
            czytałeś cokolwiek), to byś wiedział, jak on znakomicie wykorzystuje
            sarmackie, barokowe konwencje - są na ten temat całe prace naukowe.
            Natomiast jak chcesz promować polską literaturę barokową, gdy
            młodzież nie ma pojęcia o łacinie, a bez tego nie ma mowy o czytaniu
            Potockiego, Paska, Twardowskiego, Herakliusza Lubomirskiego, H.
            Morsztyna (ale i J.A. Morsztyna też), nie mówiąc o Sarbiewskim? Co
            ze słownictwem staropolskim, które jest kompletnie niezrozumiałe dla
            dzisiejszego czytelnika poza ("Odprawą posłów greckich") - Rej,
            Biernat z Lublina, Zimorowic, Klonowic?
            • ar.co Re: Pomyliło mi się z Transatlantykiem 27.02.09, 19:16
              Dla niego ta wspaniała polska literatura barkowa to pewnie
              Dembołęcki.
    • nessie-jp Jak MEN chce uczyć polskiego? 25.02.09, 20:46
      "Nie grozi nam jeszcze rychło to, co osiągnęli już gdzieniegdzie skrajni
      konserwatyści chrześcijańscy w USA, doprowadzając do szkół nauczanie
      kreacjonizmu "

      Ależ co za kłamliwa teza! W szkołach polskich kreacjonizmu naucza się już od
      lat, w wymiarze dwóch godzin tygodniowo! Po co biologia, chemia, ekonomia,
      matematyka? Mamy religię! Lista lektur krótka: katechizm.
      • a_weasley Nessie - kłamiesz czy pleciesz? 26.02.09, 11:40
        Nessie-Jp, albo nie mając pojęcia o tym, co pisze, albo świadomie kłamiąc
        palnęła dwie bzdury:

        > W szkołach polskich kreacjonizmu
        > naucza się już od lat [...]
        > matematyka? Mamy religię!

        Znajdź mi we wzmiankowanym przez Ciebie katechizmie lub w jakimkolwiek
        oficjalnym dokumencie kościelnym kreacjonizm. Już mojego ojca uczono na religii
        o teorii ewolucji bynajmniej nie jako o herezji, a było to lat temu ponad 60.

        > Lista lektur krótka: katechizm.

        Ani to lektura jedyna, ani krótka, ani w całości obowiązkowa.
    • jolunia01 Re: Jak MEN chce uczyć polskiego? 25.02.09, 21:06
      Adasiu 02138, ja rozumiem, że ty nie jesteś w stanie zrozumieć
      przedmiotu język polski. Twój post świadczy o tym aż nadto dobitnie.
      Współczuję. Co do meritum - w programach nauczania jest
      przedmiot 'sztuka' realizowany jako muzyka i plastyka. Na lekcjach
      tej drugiej poznaje się malarstwo, rzeźbę oraz niektóre dzieła
      fotograficzne. Niestety nie na się wprowadzić obowiazku chodzenia do
      muzeów - zarówno z przyczyn organizacyjnych, jak i finansowych.
      Książkę można wypożyczyć z biblioteki, natomiast wydanie
      kilkudziesięciu czy kilkuset złotych na wyjazd do muzeum to dla
      niektórych wydatek ponad ich możliwości.
      Zgadzam się, że dzieci powinny nauczyć się czytać i pisać poprawnie -
      ty się nie nauczyłeś. Widocznie zamiast studiować tajemnice
      polskiej gramatyki "poznawałeś doznań artystycznych" oraz "byłeś
      uczony światowego dorobku różnych form artystycznych".
      Na marginesie tych rozważań wspomnę tylko, że będąc uczennicą liceum
      ponad 30 lat temu miałam znacznie więcej lektur obowiązkowych i to w
      całości, a nie tylko w wybranych fragmentach czy streszczeniach. Nie
      przeszkadzało mi to w prowadzeniu życia towarzyskiego, uprawianiu
      sportu, chodzeniu do kina, jeżdzeniu na wycieczki (w tym również do
      muzeów), chodzeniu na rozmaite kółka zainteresowań i zbiórki
      harcerskie. Pisałam ręcznie kilkunastostronicowe wypracowania na
      rózne tematy. Byłam w klasie matematyczno-fizycznej, ale z dużym
      pwodzeniem brałam udział również w olimpiadzie polonistycznej. Żal
      mi tych niedouczonych współczesnych licealistów, którym trudność
      sprawia przeczytanie 200 stron tekstu.
      • adas313 Re: Jak MEN chce uczyć polskiego? 25.02.09, 22:51
        Dobrze gada!
        • eryk2 Re: Jak MEN chce uczyć polskiego? 26.02.09, 00:22
          BRAWO DLA TEJ PANI I DLA TEGO PANA!!!
      • adam02138 licealistko joluniu 26.02.09, 03:04
        Joluncu,

        Szkoda ze w tym liceum nie nauczyli Ciebie jak nie pisac o sobie
        tylko dyskutowac o meritum.

        Ale rozbawilas mnie - wspolczucie osoby o horyznotach ograniczonych
        do wspomien ze swego liceum z przed trzydziestu lat (tak joluncu
        uzywa sie slow a nie cyfr wedlug sztucznych kanonow polszczyzny), to
        jest to.

        Dziekuje za zyczenia, w zamian zycze dlaszych przygod
        intelektualnych w roznych muzeach swiata oczywiscie opartych na
        wyksztalceniu zdobytym na zajeciach plastyki podczas nauki w zlobku,
        przedszkolu i liceum.
        • ar.co Re: licealistko joluniu 27.02.09, 19:18
          Jeśli już zarzucasz komuś używanie "cyfr wedlug sztucznych kanonow
          polszczyzny", to może sam zaczniesz używać polskich znaków? Chyba że
          to taki nowy, "naturalny" kanon polszczyzny.
          • adam02138 polskie litery 28.02.09, 04:32
            ar.co

            O tych cyfrach to bylo sarkastycznie, dla tych z mniejszym ilorazem
            wskaznikiem powinien byc komentarz odnosnie sztucznosci i
            arbitralnosci tej reguly. Szkoda ze nie zalapalas, dla ciebie ar.co
            bede jeszcze dodawal znaki pictograficzne, usmiech etc.

            Uzywam ASCI bo nie uzywam polskich liter, nie musze. Nie podoba sie,
            nie czytaj. Ja nie strace tylko ty.

            ar.co napisała:

            > Jeśli już zarzucasz komuś używanie "cyfr wedlug sztucznych kanonow
            > polszczyzny", to może sam zaczniesz używać polskich znaków? Chyba
            że
            > to taki nowy, "naturalny" kanon polszczyzny.
      • babariba-babariba masz rację Jolu... 01.03.09, 17:57
        ...w tym samym mniej-więcej czasie do szkół zdaje się chadzaliśmy. A z tego, co
        ja pamiętam, program szkolny był 'spięty' na takiej spirali. W tym samym czasie
        kazano nam czytać różne dzieła literackie, a godzinę później omawiano wydarzenia
        historyczne z tej samej epoki. I to się miało 'ze sobą'. Teraz przez różnych
        reformatorów to się porozjeżdżało. Bo ONE lepiej WIĄ.
    • zaspokojny Jak MEN chce uczyć polskiego? 25.02.09, 22:02
      Na szczęście przestrzeń edukacyjna dzisiaj się zmienia,(r)ewolucja środowiska
      uczenia się jest codziennością (oczywiście jeszcze nie u nas, ale ogon Europy
      wydaje się być, na własne życzenie, naszym przeznaczeniem , nie tylko w
      dziedzinie edukacji), dostęp do informacji i wiedzy staje się praktycznie
      nieograniczony i żadne "szkoły koraniczne" i kanony nie stanowią istotnej
      przeszkody dla człowieka spragnionego "pełnego" samorozwoju. Oczywiście są też
      zagrożenia płynące z tego "nadmiaru" wolności wyboru, wielości ścieżek i ...
      informacyjnego śmiecia. No , ale by móc świadomie wybierać trzeba wcześniej
      poznać i zrozumieć najistotniejsze treści wiedzy objaśniającej rzeczywistość,
      ale przede wszystkim trzeba uczyć od dziecka m y ś l e n i a, krytycznego
      myślenia, dostrzegania problemów ich analizy i rozwiązywania, tolerancji dla
      innych racji i wyborów życiowych. I tu jest rola szkoły i
      nauczyciela-przewodnika - instytucji nadążających za zmianami, instytucji
      cieszących się autorytetem i ułatwiających rozwój naszych dzieci i młodzieży.
      Wkrótce tylko dobre szkoły - kiedyś zapewne wyparte z rynku przez platformy
      e-learning'owe i tutorów do wynajęcia - będą miały uczniów i studentów. Tylko
      analfabeta może uwierzyć w każdą niedorzeczność! A rodzimy taliban będzie
      zawsze, a walka z obskurantyzmem różnej maści, jak zawsze w dziejach, to
      nieusuwalny składnik dziejów.
    • jotembi światełko w tunelu ;) 25.02.09, 22:27
      jedyne światełko w mrocznym tunelu polskiej edukacji to inwencja
      twórcza i pomysłowość nieszczęsnych katowanych ramotami uczniów
      z satysfakcją stwierdzam że sytuacja w tym względzie nie pogorszyła
      się w porównaniu z tzw moimi czasami ;)

      z dłuuugiej listy ramotowatych i albo beznadziejnie nudnych, albo
      dla odmiany beznadziejnie ideologicznych "lektur obowiązkowych"
      przeczytałam (w czasach szkolnych) jedno dzieło, a i to tylko
      dlatego, że wpadło mi w ręce na rok przed terminem
      byli to "Chłopi" Reymonta, treść jak treść ale co najmniej przez pół
      roku myślałam, a często i mówiłam tą, reymontowską, w dużym stopniu
      wymyśloną przez autora, "gwarą chłopską" hehe
      innych ramot, w tym dzieł zebranych naszego narodowego idola,
      zwanego tu i ówdzie pierwszorzędnym pisarzem drugorzędnym, nie
      przeczytałam
      w tamtych czasach (lata 60, 70) czytywałam za to Słonimskiego i
      Konwickiego na zmianę z przemycanymi do PRL Bondami w oryginale ;)
      na kolejnych etapach szkolnej edukacji (brrr) niezmiennie byłam
      klasową gwiazdą z przedmiotu o nazwie język polski, i to gwiazdą
      cenioną również przez tzw kadrę pedagogiczną (fuj), skądinąd w mojej
      szkole podobno doskonałą, słynną i utytułowaną naukowo
      nie czuję się gorzej wykształcona tylko dlatego, że odmówiłam
      współpracy z ramotami narodowymi

      a zmierzam do tego, że dzisiejsze dzieci i tzw młodzież na szczęście
      też doskonale potrafi skutecznie unikać takich ramot
      respekt dla młodzieży, ratujcie się jakoś przed nudą i tymi
      bogoojczyźnianymi koszmarami literackimi!
    • adas313 Re: Jak MEN chce uczyć polskiego? 25.02.09, 22:49
      > nie chodzienie do muzeum i ogladanie obrazow, czy rzezby.

      Oczywiście, dzieci ze szkół w ogóle się nie ruszają. Przedmiotu o nazwie
      "sztuka" czy "plastyka" też pewnie nie mają.

      > Dzieci powinny sie uczyc czytac i pisac poprawnie. Uczyc sie
      > wypowiadac sie w walsnym jezyku.

      Co załatwiał przedmiot o nazwie "język polski" do mniej więcej 8. klasy dawnej
      podstawówki...

      > Zas doznan artystycznych powinny poznawac na zajeciach z kultury i
      > sztuki gdzie sa uczone swiatowego dorobku roznych form
      > artystycznych.

      ... co załatwiał przedmiot o nazwie "język polski" w dawnym liceum, tudzież
      (powinny były...) muzyki, sztuki, plastyki, łotewer.
      • donkej Re: Jak MEN chce uczyć polskiego? 25.02.09, 22:57
        Malewska i Lewis to lektury marne?!

        Mam wrażenie, że autor tekstu sam jest bardzo mocno skażony ideologią.
        Tym razem prymitywnie antyklerykalną.
        I wybitnych pisarzy stawia w jednym szeregu z Dobraczyńskim!
    • nowak11 Polskiego jest w szkole zbyt dużo... 25.02.09, 23:09
      ...i pozostałych przedmiotów humanistycznych.Żyjemy w cywilizacji
      naukowo-technicznej, a nie humanistycznej.Dlatego Nagrodę Nobla Polacy dostają
      głównie za pisanie wierszy... Tylko jeden dostał z w-f (za skok przez płot;))
      • jakpalikot Mam nadzieję, że nie szydzisz 26.02.09, 13:18
        nowak11 napisał:

        > ...i pozostałych przedmiotów humanistycznych.Żyjemy w cywilizacji
        > naukowo-technicznej, a nie humanistycznej.Dlatego Nagrodę Nobla
        Polacy dostają
        > głównie za pisanie wierszy... Tylko jeden dostał z w-f (za skok
        przez płot;))

        A jeśli piszesz poważnie, to jesteś bezdusznym chamem.
      • a_weasley Re: Polskiego jest w szkole zbyt dużo... 26.02.09, 15:08
        Nowak11 napisał:

        > Żyjemy w cywilizacji naukowo-technicznej,
        > a nie humanistycznej.

        Piękna myśl. Prawie taka, jak ta: Krokodyl jest długi, a nie zielony.

        > Dlatego Nagrodę Nobla Polacy dostają
        > głównie za pisanie wierszy...

        Mamy póki co 7 polskich Nobli:

        literatura - poeci - 2
        literatura - powieściopisarze - 2
        fizyka - 1
        chemia - 1
        nagroda pokojowa - 1.

        I, tak a propos, jedyną dwukrotną noblistkę.
        Nie liczę tu Izraelitów urodzonych w Polsce, a nabijających statystykę Stanom
        Zjednoczonym.
        • adam02138 pepowina 26.02.09, 15:27
          Swietne myslenie, jak przecieli ci pepowine na ziemi polskiej to
          wszystkie twe dokonania staja sie polskie.

          Prawda jest ze Polacy nie powinni sie poczuwac do na przyklad Nobla
          z chemii. Jest to zasluga jej pracy we Francji i tyle.

          Rozumiem ze wredni Izraelici choc mysmy po wojnie do nich z
          otwartymi rekoma to oni sa tacy niewdzieczni i robia te Noble ku
          chwale ojczyzny ktora im dala warunki by to osiagnac.

          Gratuluje, dla Ciebie ten krokodyl ani dlugi ani zielony, raczej
          biale myszki widzisz.

          >Mamy póki co 7 polskich Nobli:
          >
          > literatura - poeci - 2
          > literatura - powieściopisarze - 2
          > fizyka - 1
          > chemia - 1
          > nagroda pokojowa - 1.
          • a_weasley Re: pepowina 26.02.09, 18:11
            Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować innego mądrego przedstawiciela Narodu
            Wybranego:

            "Jeżeli teoria względności okaże się prawdziwa, to Niemcy nazwą mnie wielkim
            Niemcem, Szwajcarzy Szwajcarem, a Francuzi wielkim uczonym. Jeżeli natomiast
            teoria względności okaże się błędna, wtedy Francuzi nazwą mnie Szwajcarem,
            Szwajcarzy Niemcem, a Niemcy Żydem."
            • adam02138 Cytaty od taty 27.02.09, 04:34
              Rozumiem ze na nasze szczescie dwom Polakom na obczyznie udalo sie w
              naukach scislych. Jakby biednej Curie nie wyszlo to bys jej
              nawymyslal ze z Kaszubow.

              I slusznie. Cytuj dalej. Szkoda ze nie na temat. Ale wiele ksiag
              przed Toba.

              a_weasley napisał:

              > Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować innego mądrego
              przedstawiciela Narodu
              > Wybranego:
              >
              > "Jeżeli teoria względności okaże się prawdziwa, to Niemcy nazwą
              mnie wielkim
              > Niemcem, Szwajcarzy Szwajcarem, a Francuzi wielkim uczonym. Jeżeli
              natomiast
              > teoria względności okaże się błędna, wtedy Francuzi nazwą mnie
              Szwajcarem,
              > Szwajcarzy Niemcem, a Niemcy Żydem."
    • archeus_pl łojojoj nie mam.....ten tego rzekł Wokulski:-) 25.02.09, 23:29
      Dzisiaj będę wulgarny
      -Ależ wodzu
      -Co wódz?
      -To ja przepraszam....
      Czytam te posty i włosy na dupie stają mi dęba.Było kilka przedmiotów,których
      uczyłem się chętnie i kilka takich co nie uczyłem się wcale.Ot taka karma.Ale
      jak czytam jakie to "ramoty" i syfy było trzeba znosić na języku polskim to
      wcale się nie dziwię że u nas pis wybierają a i prl ostatnio zaliczył
      spektakularny comeback.I nic w tym dziwnego.Z wszystkich lektur jakie
      przerabiałem w szkole najbardziej nie lubiłem "Ten obcy" niejakiej pani
      Jurgielewicz (może popaprałem nazwisko ale "sorki").To była wstrząsająca
      lektura(i nie zamieszana)Później raczej wszystko czytałem i nie żałuję(tak
      gamonie,czytałem ramoty)Chodziłem do szkoły średniej,miałem długie włosy
      słuchałem Slayera,The Clash,Defekacji mózgu itd.I kochałem .....IV część dziadów
      Mickiewicza.Za co?Za ten fragment jak Konrad dyskutuje z bogiem.Nareszcie nie
      tylko ja byłem"klasowym satanistą"miodzio.
      Od Mickiewicza przyszło zainteresowanie Goethe i jego fenomenalnym Faustem .W
      międzyczasie czytałem też Franka Herberta "Diunę" i inne szajso-fikszony.Tak
      pomiatanego "Ferdydurke" połknąłem w jeden dzień(tego "zakompleksionego pedzia"
      skąd taki chory pomysł że Ferdydurke był "zakompleksionym pedziem"?radosna
      tfu!rczość kwitnie).Staję więc w obronie tych bogoojczyźnianych ramot jako
      ważnych i wartościowych co do "listów...." Lewisa też nie mam zastrzeżeń.Bardzo
      dobra powieść.Zresztą każda z tych ramot ma ścisłe powiązanie z innym równolegle
      przerabianym przedmiotem czyli historią.Po to są te ramoty żeby je omawiać w
      kontekście historycznym i to ma sens.Że niestety nie ma na zamknięcie cyklu
      nauczania , lektury optymistycznej?No cóż .A może być?A coś poszło dobrze od
      1795 roku?Z tym krajem i ludźmi?No raczej tak słabo.Dlatego ważne jest
      przerabianie tych ramot.A nawyk czytania wynosi się z domu.I wtedy się czyta lub
      nie .Nic na siłę.A że lektury na siłę.To bardzo dobrze .Dla wielu to pierwsze i
      ostatnie książki jakie w życiu przeczytali.I niech to będą pozycje ,które jak
      picie wódki lub dużej ilości piwa wymagają wysiłku fizycznego,nawet jak skończy
      się to kacem(moralnym?)Jeden tylko pomysł mi się nie podoba.Wojtyła na lekturę
      się nie nadaje( chyba że w klasie o profilu teologiczno-filozoficznym dla
      przyszłych adeptów sztuk magicznych)Reszta może być.I wcale nie musi być super
      nowocześnie.Ma być treściwie.Ponoć niektóre mądrości są ponad czasowe .Czyż nie?
      • eryk2 Re: łojojoj nie mam.....ten tego rzekł Wokulski:- 26.02.09, 00:26
        Drgoi archeusie - jest nas już tu czwórka w tym wątku (jolunia01,
        ada313, Ty i ja). Też uważam, że masz absolutną rację w tym co
        piszesz, w twoich wspomnieniach - ja pamiętam swoją edukację tak
        samo, jak Ty i jolunia01. Szkolne lektury to był okres spotkania z
        książkami, których bym nigdy nie przeczytał (dotarłbym do innych)
        albo które stały sie dla mnie znakami drogowi na mapie kultury. A
        jak wytłumaczysz to analfabecie z dyplomem polonisty? Ten facet dla
        artykułu w gazecie z własnym nazwiskiem zapewne zabiłby, więc
        podpisze każdą bzdurę, byle zaistnieć - jak i dziesiątki
        półinteligentów, produkowanych wg jego systemu edukacyjnego...
    • eryk2 Jak MEN chce uczyć polskiego? 26.02.09, 00:50
      Kolejny mędrzec, któremu woda sodowa uderzyła do głowy... Jest AŻ
      adiunktem, dyrektoruje w szkole i JESZCZE, no popatrz, popatrz,
      koteczku, wydrukują go w GAZECIE WYBORCZEJ. Mama zemdleje ze
      szczęścia, a kuzynka z Ciechocinka wytnie sobie artykuł na pamiątkę
      i włoży do szuflady w biurku (nie mylić z Telimeną, bo ją też się
      skreśli w najbliższej przyszłości z listy lektur).

      A odpowiadając nadętemu pyszałkowi - tak, mówienie Wolniewicza o
      Schulzu było podłe, nikczemne i na poziomie rynsztoka, jakim jest w
      tym biednym, wymóżdżonym przez obu okupantów kraju Radio Maryja.
      Tylko że jako nauczyciel akademicki mam już dosyć "reform",
      udoskonalających polskie szkolnictwo - studenci studiów
      humanistycznych NIE MAJĄ POJĘCIA o tym, jaką częścią mowy
      jest "twój" (odpowiedź najczęstsza: czasownik albo rzeczownik), nie
      wiedzą, na czym polega różnica pomiędzy rewolucją lutową a
      październikową (nie pytam nawet o rok, bo boję się zejścia na serca,
      gdy usłyszę w odpowiedzi nieśmiałe szepnięcie: "Siedemnasty
      wiek?..."), uznają Słowację za imperium środkowoeuropejskie w XVIII
      wieku, Wielka Brytania jest republika prezydencką, a Sobieski pobił
      pod Wiedniem ...Napoleona. Dlatego błagam: nie uczcie ich jeszcze w
      tych waszych super-ultra-hiper-eksperymentalnie nowoczesnych
      szkołach afrykańskich zaklęć i dziejów kultury Aborygenów, bo już
      teraz wypuszczacie bezmózgą sieczkę, bawiąc sie kosztem ludzi,
      którzy NIE MAJĄ ZIELONEGO POJĘCIA O NICZYM. W dodatku mówię o
      zdolniejszych studentach, uczących się naraz na dwóch kierunkach
      (politologia, socjologia, historia, neofilologia, ekonomia). Właśnie
      wczoraj jeden z nich przysłał list pani profesor, opiekunce koła
      naukowego. Cytuję z oryginalna ortografią: "Szanowna Pani. To jak
      będzie z tym spotkaniem, bo mówiłem z rektorem i pieniądze będą.
      Trzeba się szybko decydować, czy koło ma to firmować. Muszę wiedzieć
      teraz, bo czasu jest mało". Bez podpisu. I wy jeszcze chcecie uczyć
      nie o chrześcijańskim światopoglądzie i dziełach z tego kręgu
      kulturowego, ale - jeszcze szerzej? To znaczy co? Gimnazjaliści w
      ramach uczenia się o wielokulturowej Rzeczy Pospolitej będą
      porównywać wydania Koranu Tatarów z Białostocczyzny? Zaczytywać sie
      w komentarzach cadyków do Talmudu z XVI wieku? Ludzie - gdzie wy
      żyjecie?! Bo ja żyję wśród waszych wydmuszek z odessanymi zwojami
      mózgowymi... Czy te 20, 30 lat temu też tacy byliście, że
      szukaliście na studiach Karpat pod Donieckiem, mając maturę z
      geografii? I uważacie to za pożądany wzorzec? Też omawialiście tylko
      II akt "Kordiana"? W jakiej szkole? Nazwa, adres, nazwiska
      nauczycieli? Jak chcecie bez bohatera bajronicznego nauczyć młodzież
      zrozumienia współczesnej popkultury (choćby "Mrocznego rycerza")?
      Jak chcecie nauczyć obywatelskości i odpowiedzialności za wybory
      polityczne bez "Przedwiośnia", a za wybory życiowe - bez "Granicy"?
      Hodujecie straszliwe społeczeństwo, niech Bóg (Którego macie w
      głębokim poważaniu) wam wybaczy...
    • abrahadabra a może uczyć Literatury? 26.02.09, 00:57
      język polski jest językiem urzędowym w RP więc jasnym jest, że nauka odbywa się
      w tym języku (z ogólnie przyjętymi wyjątkami :))

      Ale przyznajmy uczciwie w skali świata polska literatura to nie był i nie jest
      szczyt możliwości literackich... ;)

      Ale przecież nie ma to jak indoktrynacja mająca na celu stworzenie Prawdziwego
      Polaka który potrafi wyrecytować Inwokację i zanucić Bogurodzicę. Żenada.

      • eryk2 Re: a może uczyć Literatury? 26.02.09, 01:12
        abrahadabra napisał:

        > Ale przyznajmy uczciwie w skali świata polska literatura to nie
        był i nie jest
        > szczyt możliwości literackich... ;)

        To co proponujesz? Naukę "Wed"? Na pamięć czy tylko z analizą
        filologiczno-tekstologiczną? Krytyczno-historyczne badania nad
        Biblią? Problemy amerykańskiego Południa po wojnie secesyjnie na
        przykładzie twórczości Faulknera? Problemem jest to, że polska
        młodzież, spędzająca czas w galeriach handlowych i multikinach,
        zamerykanizowana do poziomu cool i jazzy, nie ma zielonego pojęcia,
        co to była wojna secesyjna - nigdy o niej nie słyszeli (tak twierdzą
        maturzyści - np. ubiegłoroczni). Natomiast co jakości literatury
        polskiej: w skali świata ktoś coś słyszał o Witkacym, Gombrowiczu,
        Mrożku, Miłoszu... A w skali regionu (bo nie zyjemy w Argentynie,
        która wydała np. Bacha, Picassa, Szekspira i nawet Danielle Steel),
        to wystarczy porównać liczbę literackich nagród Nobla z dwukrotnie
        większymi Niemcami oraz z innymi sąsiadami: Litwą, Białorusią,
        Ukrainą, Rosją, Słowacją i Czechami... No tak, ale jak ktoś
        potrzebuje do pełni wiedzy o świecie historii literatury Zambii (o
        ileż ważniejszej i potrzebniejszej w sytuacji polskiej młodzieży),
        to go nie przekonam...
      • tocqueville Re: a może uczyć Literatury? 26.02.09, 01:58
        niestety mam wrażenie, że atakujesz polską literaturę bo jej po prostu nie
        znasz, może nie rozumiesz - Kochanowski, Mickiewicz, Słowacki, Sienkiewicz,
        Prus, Reymont, Gombrowicz, Witkacy itd. to klasa absolutnie światowa.

        O co ci chodzi z tym Prawdziwym Polakiem? Formowanie człowieka, przywiązanego do
        kraju ojczystego, to takie straszne? Wszyscy mamy się roztopić w globalizmie?
        Masz w Bogurodzicy czy w inwokacji jakiś szowinizm? rasizm? Inwokacja działa na
        ciebie indoktrynująco?
        • adam02138 indoktrynacja 26.02.09, 03:16
          >Masz w Bogurodzicy czy w inwokacji jakiś szowinizm? rasizm?
          Inwokacja >działa na ciebie indoktrynująco?

          To ze tekst nie indktrynuje nie znaczy ze jest wart czytania. Ja bym
          wolal zeby jezyk polski byl przedmiotem uczacym jak poprawnie czytac
          i pisac, na kazdy temat, tak by moc wyrazic swoje mysli.

          Jezeli chodzi o letkury to powinny to byc zajecia z lietratury
          swiatowej jako czesc programu o roznych formach sztuki. Celem
          powinno byc uczenie myslenia i rozumienia sztuki jako zjawiska
          uniwersalnego.

          Ale nawet jak chcesz ograniczyc swoje horyzonty do literatury, i to
          literatury polskiej, to i nawet wtedy ani Bogurodzica ani Inwokacja
          nie sa przykladem ciekawym. Z punktu widzenia artystycznego i
          myslowego sa to dziela wrecz pospolite.

          • tocqueville Re: indoktrynacja 26.02.09, 08:09
            > To ze tekst nie indktrynuje nie znaczy ze jest wart czytania. Ja bym
            > wolal zeby jezyk polski byl przedmiotem uczacym jak poprawnie czytac i pisac,
            na kazdy temat, tak by moc wyrazic swoje mysli.

            tak - na poziomie podstawowym. Wybacz ale nic tak dobrze nie uczy wyrażania
            myśli jak pianie rozprawek na podstawie przeczytanych lektur. Reprezentujesz
            postawę czysto instrumentalistyczną - to właśnie po takich "praktycznych"
            kursach, jakie proponujesz, wychodzą funkcjonalni analfabeci.

            > Jezeli chodzi o letkury to powinny to byc zajecia z lietratury
            > swiatowej jako czesc programu o roznych formach sztuki. Celem
            > powinno byc uczenie myslenia i rozumienia sztuki jako zjawiska
            > uniwersalnego.

            Studiowanie literatury było od wieków (przynajmniej od Isokratesa) fundamentem
            europejskiego szkolnictwa. To się nazywa klasyczna edukacja. Eksperymenty są
            interesujące, ale wtedy kiedy są sensowne.

            > Ale nawet jak chcesz ograniczyc swoje horyzonty do literatury, i to
            > literatury polskiej,

            Trudno z Tobą dystutować. Wkładasz mi pod klawiaturę rzeczy, których nigdy nie
            napisałem.

            > to i nawet wtedy ani Bogurodzica ani Inwokacja
            > nie sa przykladem ciekawym. Z punktu widzenia artystycznego i
            > myslowego sa to dziela wrecz pospolite.

            Poznajesz dorobek kulturowy wspólnoty. Jeśli da Ciebie inwokacja jest pospolita,
            to mówimy różnymi językami.
          • eryk2 Re: indoktrynacja 26.02.09, 11:53
            adam02138 napisała:

            > To ze tekst nie indktrynuje nie znaczy ze jest wart czytania. Ja
            bym
            > wolal zeby jezyk polski byl przedmiotem uczacym jak poprawnie
            czytac
            > i pisac, na kazdy temat, tak by moc wyrazic swoje mysli.

            Dokładnie taki sam program oświatowy miało dla Polaków Ministerstwo
            Edukacji ...Generalnej Guberni. Cztery działania matematyczne,
            czytanie, pisanie.

            > Ale nawet jak chcesz ograniczyc swoje horyzonty do literatury, i
            to
            > literatury polskiej, to i nawet wtedy ani Bogurodzica ani
            Inwokacja
            > nie sa przykladem ciekawym. Z punktu widzenia artystycznego i
            > myslowego sa to dziela wrecz pospolite.

            Jesteś właśnie ofiarą bezmyślności, polegającej na niemożliwości
            porównania Inwokacji z innymi inwokacjami z poematów literatury
            światowej. Jak widać, postulowane przez ciebie reformy nic by w
            twoim przypadku nie dały - nie dyskutuj więc o humanistyce, bo coraz
            bardziej się ośmieszasz. A co do przyszłości: ciekawe, jak młodzież
            wychowana na dziełach Dario Fo (np. Chrystus schodzący z nieba, aby
            kopnąć w tyłek papieża Bonifacego VIII), zareagują na pomnik
            Mickiewicza w Warszawie, kiedy przyjadą do stolicy z wycieczką? Albo
            co młodzież polska, wychowana na opowieściach o ciężkiej doli
            pakistańskich emigrantów w Wielkiej Brytanii, odpowie młodemu
            Włochowi, gdy ten zapyta, kim był patron jakiejś ulicy (Słowacki,
            Prus, Dąbrowska)?
        • jk1962 Re: a może uczyć Literatury? 26.02.09, 11:22
          tocqueville napisał:

          Formowanie człowieka, przywiązanego do
          > kraju ojczystego, to takie straszne? Wszyscy mamy się roztopić w globalizmie?
          > Masz w Bogurodzicy czy w inwokacji jakiś szowinizm? rasizm? Inwokacja działa
          na ciebie indoktrynująco?
          .............................................................
          Formowanie człowieka w duchu narodowo-katolickim JEST straszne.
          Pytanie brzmi: czy chcemy wychowywać poddanych bezmyślnie poddających się
          autorytetowi władzy , czy też chcemy wychowywać obywateli krytycznie
          obserwujących poczynania władzy? Wychowanie narodowo-katolickie jest "produkcją"
          poddanych, nie wolnych i świadomych obywateli.
          • tocqueville Re: a może uczyć Literatury? 26.02.09, 16:46
            > Formowanie człowieka w duchu narodowo-katolickim JEST straszne.

            A dlaczego? co w tym takiego strasznego? :)
            a poza tym przecież nie chodzi o formowanie w jakimś duchu - poznasz Bogurodzicę
            i poznasz Gobmrowiczowską wersję patriotyzmu. Sam sobie wybierzesz co ci
            odpowiada. Zakaz uczenia Bogurodzicy i zastąpienie jej np. Dario Fo to przecież
            też indoktrynacja.




            > Pytanie brzmi: czy chcemy wychowywać poddanych bezmyślnie poddających się
            autorytetowi władzy

            co ty piszesz? przepisałeś to z jakieś manify?
            Co ma wspólnego uczenie Bogurodzicy w wychowanie bezmyślnie poddających się
            autorytetowi władzy? W ZSRR nie uczono chrześcijańskich pieśni i to ma znaczyć,
            że tamta edukacja była bardziej wolnościowa?


            > czy też chcemy wychowywać obywateli krytycznie
            > obserwujących poczynania władzy? Wychowanie narodowo-katolickie jest
            "produkcją poddanych, nie wolnych i świadomych obywateli.

            Nie za bardzo wiem o co ci chodzi? Urwałeś się z jakieś manifestacji KPP?
      • ichi51e Re: a może uczyć Literatury? 26.02.09, 13:48
        Moze cie to zaskoczy (np mnie jak juz doroslam i zaczelam czytac
        jako osoba dorosla zaskoczylo) ale pisania W JEZYKU POLSKIM mozna
        sie nauczyc tylko czytajac i piszac po polsku. I tu jest sedno
        sprawy - nie wykluczam ze istnieja dobre tlumaczenia utworow
        zagranicznych na polski, ale nigdy tlumaczenie nie bedzie lepsze ani
        nie bedzie identyczne z oryginalem, po polsku (tzn glownie chodzi o
        polski szyk zdania, prawidlowo uzyte, wlasciwe zwiazki
        frazeologiczne i polskie konstrukcje myslowe)moga byc tylko ksiazki
        od poczatku pisane po polsku. Jezyk polski jest glownie po to zebys
        sie nauczyl polskiego. Jak poznasz polski a potem (badz rownolegle)
        inne jezyki wtedy mozesz sie rozkoszowac literatura zagraniczna.
        Istnieje oczywiscie cos takiego jak literatura zagraniczna po polsku
        ale to raczej zludzenie ze Szekspir po polsku jest tak samo
        wartosciowy jak ten po angielsku. (Nie obrazajac p. Baranczaka, ale
        on sam tez chyba czytal te wczesniejsze wersje i dlaczegos sie
        zdecydowal na ponowne tlumaczenia)
        • adam02138 Czystosc jezyka 26.02.09, 14:57
          po polsku (tzn glownie chodzi o
          > polski szyk zdania, prawidlowo uzyte, wlasciwe zwiazki
          > frazeologiczne i polskie konstrukcje myslowe)moga byc tylko
          ksiazki
          > od poczatku pisane po polsku

          Czy masz na to jakies dowody? Rozumiem ze dla Ciebie jezyk polski
          jest okreslony poprzez ksiazki napisane od samego poczatku po
          polsku. Wszystko inne to juz nie jest prawdziwy polski.

          Maly eksperyment,

          1. Hello my name is Mary

          2. Czesc nazywam sie Marysia

          Zdanie (2) jest moim luznym tlumaczeniem zdania (1), ale dla Ciebie
          (2) to nie przyklad czystego jezyka polskiego, bo jest tlumaczeniem.

          Moze Cie teraz to zdziwi, ale mylisz sie i to koncertowo. Nawet
          zajadli obroncy czystosci jezyka jak Pan Miodek nie odebrali by
          Baranczakowi miana czlowieka piszacego po polsku.
    • gobi05 blisko, ale nie dość 26.02.09, 08:41
      Na wstępie chciałbym zapytać pana doktora,
      czy ma tytuł doktora medycyny, filozofii,
      czy może antropologii? Bo jeśli jest doktorem
      polonistyki, to jego opinie na temat "Czy płód
      jest człowiekiem?" albo "Ile trzeba mieć komórek,
      żeby zostać uznanym za człowieka?" są mało warte.
      Jego opinie na tematy medyczne i filozoficzne
      świadczą o wysokim poziomie samozadowolenia, IMHO.

      Zgadzam się z pana opinią: "Istotą sporu o podstawy programowe
      nauczania ogólnego przedmiotów humanistycznych
      są zatem fundamenty rozumienia człowieka i kultury."
      Chciałbym jednak dodać coś jeszcze - fundamenty rozumienia
      człowieka _i_cele_stawiane_przed_edukacją_.

      Przeciwstawione są dwie koncepcje:
      1) narodowo-katolicka podstawa nauczania języka polskiego
      z utworami marnymi (tu przykłady katolicko-narodowe),
      oraz
      2) otwarta, pluralistyczna, elastyczna, wielokulturowa
      lista lektur z małą liczbą pozycji "bezwzględnie obowiązkowych"
      (tu brak przykładów).

      "To spór oświecenia ze współczesnym średniowieczem,
      postępowców z tradycjonalistami,
      nowoczesności z przeszłością." - no, mocne słowa!
      No, oczywiście to kłamstwo. Rzeczywiście po jednej
      stronie sporu mamy oświeceniowców, ale po drugiej
      na pewno nie średniowiecze. Jan Paweł II nie był
      filozofem średniowiecznym, lecz całkiem współczesnym.
      To jednak tylko dygresja.

      Sedno konfliktu leży w celach. Jakie informacje,
      jakie problemy życiowe, jakie poglądy i wizje
      filozoficzne mają być przedstawione młodzieży?
      Do czego mają być wychowywane nasze dzieci
      za nasze pieniądze? Czy do zaściankowego,
      egoistycznego patriotyzmu, czy też do
      stawiania w pierwszym rzędzie wartości
      uniwersalnych, humanistycznych i przedkładania
      dobra ludzkości nad wspólnotę terytorialną,
      językowo-kulturalną lub religijną? Dla kogo
      mają być wychowywane nasze dzieci - dla
      siebie, Polaków i Polski, czy dla ludzkości,
      przywódców i świata?
      Albo chociaż Zjednoczonej Europy?

      Jeśli tak bardzo chce pan "prawa do wyboru w życiu
      i w edukacji", to czemu nie domaga się pan
      udostępnienia _rozmaitych_ ścieżek edukacyjnych
      uczniom do wyboru?

      Do czego mają być kształcone nasze dzieci
      za nasze pieniądze?
      • jk1962 Re: blisko, ale nie dość 26.02.09, 11:32
        gobi05 napisał:
        Dla kogo mają być wychowywane nasze dzieci - dla
        siebie, Polaków i Polski, czy dla ludzkości,
        przywódców i świata?
        Albo chociaż Zjednoczonej Europy?
        .........................................
        Wychowanie ma służyć wyłącznie naszym dzieciom, niczemu innemu.
        Niech po ukończeniu szkoły będą wolnymi, świadomymi obywatelami rozumiejącymi
        świat. I dopiero wtedy niech podejmują ŚWIADOME (nie obciążone jakąkolwiek
        ideologią czy dogmatem) decyzje co zamierzają robić.
        • tocqueville Re: blisko, ale nie dość 26.02.09, 16:48
          aby wybierali ŚWIADOMIE trzeba przedstawić jej szeroką ofertę programową. Ty być
          chętnie wyrzucił to, co nie jest zgodne z twoich światopoglądem. Nie udawaj
          wolnościowca, bo jesteś raczej totalistą.
          I napisz coś od siebie, a nie cytuj fragmenty "katechizmu młodego demokraty"
          • jk1962 Re: blisko, ale nie dość 26.02.09, 21:27
            tocqueville napisał:

            > aby wybierali ŚWIADOMIE trzeba przedstawić jej szeroką ofertę programową. Ty by
            > ć
            > chętnie wyrzucił to, co nie jest zgodne z twoich światopoglądem
            .................................................
            Czy polska szkoła przedstawia szeroką ofertę programową? Jest na tyle szeroka na
            ile nie narusza nauczania Kościoła. Na wychowanie seksualne miejsca już nie ma.
            Ale co tam wychowanie seksualne. Gdzie jest etyka? Nauczyciele na lekcji
            biologii mówią o kreacjonizmie!!! To jest ta szeroka oferta? Język polski i
            lista lektur nie jest wyjątkiem. Pamiętasz Giertycha? Myślisz że po zmianie
            władzy wszystko się zmieniło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki?
            Nauczyciele nie wychylają się i nie uczą czegoś co wzbudza kontrowersje kolegów
            katechetów. W polskiej szkole nie ma miejsca na szeroką ofertę programową. Nie
            ma miejsca na samodzielne myślenie. Dlaczego? Bo samodzielne myślenie zagraża
            Kościołowi. A może jest jakiś inny powód?
            • a_weasley Re: blisko, ale nie dość 26.02.09, 21:47
              JK1962, pisać to umiesz. Jak będziesz czerpać swoją wiedzę o polskiej szkole z
              innych źródeł niż NIE albo Fakty i Mity, to nawet się to będzie nadawało do
              czytania i dyskusji.
              • jk1962 Re: blisko, ale nie dość 27.02.09, 08:20
                do a_weasley:
                Jeśli się mylę to wyprowadź mnie z błędu.
                • a_weasley Re: blisko, ale nie dość 19.03.09, 00:51
                  jk1962 napisał:

                  > do a_weasley:
                  > Jeśli się mylę to wyprowadź mnie z błędu.

                  Proszę bardzo.
                  Kościół Katolicki nie sprzeciwia się nauczaniu w szkołach o teorii ewolucji,
                  ponieważ jej nie potępia. Nigdy nie potępił jej oficjalnie, a Katechizm podaje,
                  że tak mogło być i prawdopodobnie było.
                  Wychowanie seksualne w szkołach jest. Nieobowiązkowe. Tak jak nieobowiązkowa
                  jest religia.
        • gobi05 Re: blisko, ale nie dość 01.03.09, 13:51
          > Wychowanie ma służyć wyłącznie naszym dzieciom, niczemu innemu.
          > Niech po ukończeniu szkoły będą wolnymi, świadomymi obywatelami rozumiejącymi

          Wychowanie ma służyć dziecku, aby czuło się
          obywatelem - to wychowanie do egoizmu
          i zaściankowości.

          > świat. I dopiero wtedy niech podejmują ŚWIADOME (nie obciążone jakąkolwiek
          > ideologią czy dogmatem) decyzje co zamierzają robić.

          Wychowanie właśnie na tym polega,
          że obciąża dziecko pewną ideologią,
          nasącza młody umysł pewnymi pojęciami,
          opiniami, metodami oceniania.
    • abu75 Człowiek z Lublina 26.02.09, 09:06
      Daj, Panie Boże, Lublinowi i Polsce więcej takich światłych ludzi, jak autor
      tego artykułu, bo potrzeba ich jak powietrza! A idąc tropem wyrzucenia z
      literatury polskiej Żydów, to należy usunąć: Mickiewicza (podejrzana mamusia z
      d. Majewska), Tuwima, Leśmiana, Lechonia, Wierzyńskiego, Ważyka, Jasieńskiego,
      Słonimskiego, Peipera, Stryjkowskiego, a i korzenie K. K. Baczyńskiego niepewne.
      Co się ostanie? Jeno sznur!
      Ech, kiedyż zaczną rządzić Polską ludzie z otwartymi głowami i bez kompleksów
      narodowych?
      • a_weasley Kuglarz z Lublina 26.02.09, 11:56
        Abu75 pisze:

        > A idąc tropem wyrzucenia z literatury
        > polskiej Żydów, to należy usunąć:
        > Mickiewicza (podejrzana mamusia z
        > d. Majewska), Tuwima, Leśmiana, Lechonia,
        > Wierzyńskiego, Ważyka, Jasieńskiego,
        > Słonimskiego, Peipera, Stryjkowskiego,

        Możesz dodać jeszcze Brzechwę, tyle że:
        1) Widzę, że stoisz na gruncie ustaw norymberskich. W przeciwnym razie za Żyda w
        takim sensie, w jakim był nim Schulz, trzeba by uznać z całego grona jedynie
        Pesacha Starka, znanego szerzej jako Stryjkowski.
        2) Nie zauważyłem, żeby jakieś dzieło któregokolwiek z wymienionych przez Ciebie
        autorów dwudziestowiecznych było lekturą bezwzględnie obowiązkową.
        3) I przypominam, że wg pomysłu MEN Schulz to jest połowa lektur bezwzględnie
        obowiązkowych.

        Element żydowski w kulturze polskiej jest ważny, ale doprawdy nie najważniejszy.
    • ichi51e Jak MEN chce uczyć polskiego? 26.02.09, 10:50
      Lyso mi strasznie bo podobaly mi sie i "Przygody Robinsona Crusoe" i
      "Listy starego diabla do mlodego". Ale w sumie nie widze sansu by
      ksiazki te omawiac na polskim obie sie raczej na religie nadaja ;) A
      co do "poczucia wyzszosci bialego czlowieka" to akurat w Robinsonie
      dobrze widac jak ludzie wiele lat temu na swiat patrzyli i tego sie
      wlasnie uczymy z tej ksiazki, tego ze mozna miec inna prespektywe a
      nie pogardy dla "naszych ukochanych dzikich".
    • a_weasley Czy mi przeszkadza Schulz? Tak i nie... 26.02.09, 11:48
      Autor artykułu pisze:

      > można usłyszeć „cóż to polska podstawa
      > programowa, w której jest obowiązkowy
      > Żyd Schulz

      Nie wiem, co dokładnie powiedziano w Radiu Maryja, bo (w odróżnieniu od
      autora, który na pewno słyszał to na własne uszy i powiedziano dokładnie to,
      co cytuje) Radyja nie słucham. Natomiast mnie przeszkadza nie to, że
      obowiązkowy jest Schulz i Gombrowicz, lecz że przy ograniczeniu polskich
      lektur bezwzględnie obowiązkowych z XX w. do DWÓCH padło na Żyda i człowieka
      świadomie wyzwalającego się z polskości.
      • jk1962 Re: Czy mi przeszkadza Schulz? Tak i nie... 26.02.09, 12:15
        a_weasley napisał:

        >Natomiast mnie przeszkadza nie to, że
        > obowiązkowy jest Schulz i Gombrowicz, lecz że przy ograniczeniu polskich
        > lektur bezwzględnie obowiązkowych z XX w. do DWÓCH padło na Żyda i człowieka
        > świadomie wyzwalającego się z polskości.
        ......................................................
        i co z tego że Żyd? Co z tego że "wyzwala się z polskości"? Ma to związek z
        jakością ich twórczości? Ważniejsze jest to kim byli a nie to co napisali?
        • a_weasley Re: Czy mi przeszkadza Schulz? Tak i nie... 26.02.09, 12:24
          Jk1962 pisze, chyba nie do końca rozumiejąc, o co mi chodzi:

          > i co z tego że Żyd? Co z tego że
          > "wyzwala się z polskości"? Ma to
          > związek z jakością ich twórczości?
          > Ważniejsze jest to kim byli a nie to
          > co napisali?

          Akurat w drugim przypadku chodzi właśnie o to, co pisał i jakie idee prezentował.
          Pisałem już w innej notce, ale powtórzę, bo tam, gdzie się mówi o Żydach nie na
          kolanach, nigdy nie dość powtarzać: ja ten naród bardzo lubię, ale to nie jest
          mój naród. I jeśli trzeba wybrać dwa najważniejsze dzieła polskiej literatury XX
          w., to wolałbym Polaków.
          Gombrowicz jest ważny. Ale kontrkultura w oderwaniu od kultury, którą zwalcza,
          wisi w powietrzu tak samo jak parodia w oderwaniu od dzieła parodiowanego.
          • jk1962 Re: Czy mi przeszkadza Schulz? Tak i nie... 26.02.09, 13:07
            a_weasley napisał:
            "I jeśli trzeba wybrać dwa najważniejsze dzieła polskiej literatury XX
            w., to wolałbym Polaków."
            Dylematu co powinni czytać uczniowie nie rozwiąże się bez odpowiedzi na
            zasadnicze pytanie: Czy szkoła ma kształtować obywatela czy poddanego? Obywatela
            który krytycznie, prawdziwie i bez uprzedzeń widzi świat, czy poddanego, który
            bezkrytycznie ulega autorytetowi władzy? Oczywiście kultura i tradycja jest
            ważna ale mam wrażenie że pod pretekstem kultywowania tradycji szkoła
            indoktrynuje uczniów w jedynej słusznej katolicko-narodowej ideologii. Nie służy
            to kształceniu obywatelskich, raczej wiernopoddańczych postaw. Nie rozstrzygam
            bo nie znam się na tym co powinni czytać uczniowie, natomiast martwi mnie brak
            publicznej debaty kogo mamy kształcić: obywateli czy poddanych.
            • mim05 Kształcenie młodzieży 26.02.09, 16:41
              Jestem "do bólu" technokratą. Ale nie jest mi obojętny poziom
              umysłowy młodzieży. Przychylam się więc do opinii jednego
              z "przedpisców", że szkoła powinna uczyć myśleć. Ale nie tylko. Z
              zażenowaniem słucham, jak popularni prezenterzy polskich programów
              TV i znani politycy nie potrafią wypowiedzieć zdania bez "eee"
              czy "yyy". Porównuję to z niemieckimi, czy angielskimi programami
              TV, gdzie wypowiadające się przed kamerami osoby zdecydowanie mniej
              pomagają sobie tymi zbędnymi samogłoskami. Specyfika języka? Chyba
              raczej brak umiejętności przeciętnego Polaka do wyrażania swoich
              myśli.
              I jeszcze o wyrażaniu swoich myśli nie tylko w mowie (spec od
              kamieni w gębie się kłania), ale i w piśmie. Często muszę
              kilkakrotnie przeczytać akapit artykułu lub książki traktującej o
              sprawach z mojej wąskiej dziedziny, aby zrozumieć "o co autorowi
              chodziło".
              Nie zgadzam się też z owym "przedpiscą", że młody człowiek powinien
              wiedzieć, że wspomniane rewolucje miały miejsce w 1917r. Moim
              zdaniem do przyjęcia jest, aby wiedział, że było to w czasie, lub
              tuż po I WW.
              • eryk2 Przypominam: I wojna światowa - 1914-1918 26.02.09, 16:58
                > Nie zgadzam się też z owym "przedpiscą", że młody człowiek
                powinien
                > wiedzieć, że wspomniane rewolucje miały miejsce w 1917r.

                Młody człowiek ma maturę, a to oznacza, że poznał i przyswoił treść
                programową, pod tytułem "rok wybuchu rewolucji lutowej" - zwłaszcza,
                jeśli wybrał potem studia rusycystyczne. Poza tym przeraża mnie - i
                o tym pisałem - nie ich brak wiedzy co do dat, ale to, że oni nawet
                nie kojarzą samych faktów (rewolucja październikowa, francuska czy
                przemysłowa - to dla nich dokładnie to samo).

                Moim
                > zdaniem do przyjęcia jest, aby wiedział, że było to w czasie, lub
                > tuż po I WW.

                Problem w tym, że oni nigdy w życiu nie słyszeli o I wojnie
                światowej. A przynajmniej sprawiają takie wrażenie. A co do faktów:
                no właśnie, to nie było TUŻ PO wojnie, tylko W CZASIE wojny - i ta
                drobna różnica zupełnie inaczej ustawia całe myślenie.
                • tocqueville Re: Przypominam: I wojna światowa - 1914-1918 26.02.09, 17:24
                  mógłbym naprawdę długo opowiadać o wyraźnych lukach w wiedzy ogólnej obecnych
                  absolwentów szkół średnich - właściwie nic mnie już nie zdziwi
                  nie narzekam - może to takie znamię czasu
                • nessie-jp Re: Przypominam: I wojna światowa - 1914-1918 26.02.09, 17:24
                  > Młody człowiek ma maturę, a to oznacza, że poznał i przyswoił treść
                  > programową,

                  A wiesz, co mnie przeraża? Ze nauczyciele akademiccy w żaden sposób nie
                  modyfikują programu nauczania w taki sposób, aby dostosować go do zmian w
                  podstawach programowych szkół średnich. Mało, nawet nie podejmują takich prób!
                  Ograniczają się do świętego oburzenia i politowania pod adresem studentów że
                  "jak można tego nie wiedzieć".

                  Szanowni państwo
                  • eryk2 Re: Przypominam: I wojna światowa - 1914-1918 26.02.09, 17:32
                    A wiesz, kto mnie przeraża? Ludzie o nicku nessie-jp,
                    usprawiedliwiający głupotę studentów, KTÓRZY NICZEGO WIEDZĄ I
                    NICZEGO SIĘ NIE CHCĄ DOWIEDZIEĆ, oraz usprawiedliwający leniwych
                    naczycieli ze szkół podstawowych i średnich, KTÓRZY BRALI PIENIĄDZE
                    ZA NIEWYKONYWANĄ PRACĘ (TJ. ZA NAUCZANIE, KTÓREGO NIE BYŁO) I
                    PODPISYWALI DOKUMENTY ZAŚWIADCZAJĄ O NIEISTNIEJĄCEJ WIEDZY
                    ABSOLWENTÓW.
                    • tocqueville Re: Przypominam: I wojna światowa - 1914-1918 26.02.09, 17:49
                      tak, tak
                      mam przerabiać kurs gimnazjalny na kursie uczelnianym? - zamiast wysoko ustawić
                      poprzeczkę, dostosować ją do coraz niższego poziomu
                      to zaiste panaceum na kryzys polskiej oświaty - dostosowywanie poziomu do
                      najsłabszych, bo nie posiedli wiedzy na poziomie elementarnym
                      i co mam robić: recytować ?- jeden-dziewięć-jeden-cztery/koniec-miłej-atmo-sfery
                      • nessie-jp Re: Przypominam: I wojna światowa - 1914-1918 28.02.09, 00:03
                        tocqueville napisał:

                        > tak, tak
                        > mam przerabiać kurs gimnazjalny na kursie uczelnianym? - zamiast wysoko ustawić
                        > poprzeczkę, dostosować ją do coraz niższego poziomu

                        Stary
                  • a_weasley Re: Przypominam: I wojna światowa - 1914-1918 26.02.09, 17:47
                    Nessie-Jp napisała:

                    > widać można. Takich studentów przyjęliście
                    > na wydział, to ich teraz uczcie,

                    Sęk w tym, że nauczyciele akademiccy nie są od tego, żeby douczać nieuków tego,
                    czego ich nie nauczono w szkole średniej. Jeżeli ktoś ma braki ze szkoły
                    średniej, to niech je uzupełnia.
                    Inaczej z kolei uczelnia będzie wypuszczać niedouków z dyplomami magistra, bo
                    zamiast nauczyć studentów tego, co jest w programie studiów, nauczyciele
                    akademiccy będą zajęci poprawianiem partactwa nauczycieli z liceum.
                  • ar.co Re: Przypominam: I wojna światowa - 1914-1918 27.02.09, 19:37
                    Nie poniżam nikogo za to, że "program nauczania ... był
                    niedostosowany" do moich oczekiwań. Z zasady nikogo nie poniżam. Ale
                    podczas egzaminu wymagam - i mam wrażenie, że tak samo postępują
                    wszyscy normalni pracownicy naukowi - przyswojenia minimum wiedzy,
                    jaką przekazałam na wykładzie. Jeżeli student wysłuchał 30 godzin
                    wykładu, dostał wykaz zagadnień do egzaminu (a tak!), podchodzi do
                    tegoż egzaminu w wybranym przez siebie terminie - a mimo to jedyną
                    informacją, jaką można z niego wyciągnąć, jest "ale ja się uczyłem" -
                    to co mam robić? Uczyć go z podręcznika dla szkół podstawowych? Czy
                    to jest moja wina, że nie dostał się na inny kierunek i teraz to ja
                    muszę się z nim męczyć? A kto powiedział, że w ogóle musi iść na
                    studia? Niestety, znacznej części studentów trudno nawet obwiniać za
                    ich absolutne nieuctwo - oni po prostu nie są w stanie przyswoić
                    sobie wiedzy na poziomie wyższym.
                • a_weasley Re: Przypominam: I wojna światowa - 1914-1918 26.02.09, 17:43
                  Eryk2 napisał:

                  >> do przyjęcia jest, aby wiedział, że
                  >> było to w czasie, lub tuż po I WW.

                  > no właśnie, to nie było TUŻ PO wojnie,
                  > tylko W CZASIE wojny - i ta drobna
                  > różnica zupełnie inaczej ustawia całe
                  > myślenie.

                  Bo wbrew pozorom daty są ważne. Właśnie dlatego, że trudno jest zauważyć
                  zależności przyczynowo-skutkowe nie będąc w stanie określić, co się stało
                  wcześniej, a co później. Im bliżej naszych czasów, im historia biegnie szybciej,
                  im bardziej to, co się dzieje w Polsce, zależy od tego, co się dzieje na drugim
                  końcu Europy albo i świata - tym bardziej. Z biegiem czasu zaczynają się liczyć
                  już nie lata, ale miesiące (np. 6.VI., 22.VII., 1.VIII., 18.IX., 2.X. 1944),
                  dni, czasem i godziny (kolejność wydarzeń 17.IX.1939 na przykład).
                  • tocqueville Re: Przypominam: I wojna światowa - 1914-1918 26.02.09, 17:53
                    daty to narzędzia, są potrzebne do poskładania narracji w logiczną całość,
                    utworzenie sekwencji zdarzeń PRZYCZYNOWO-SKUTKOWYCH,
                • mim05 Re: Przypominam: I wojna światowa - 1914-1918 27.02.09, 15:48
                  Szanowny Eryku.
                  Być może wrócisz do tych wpisów i przeczytasz wyjaśnienie mojego
                  stanowiska. Ja pisałem o przeciętnym młodym człowieku, a nie
                  kandydacie na studenta historii, politologii czy rusycystyki. Ten
                  oczywiście powinien mieć te wiadomości w małym palcu (łącznie z
                  lekturą "Krótkiego kursu..." - może nie rusycysta). A na egzaminach
                  nie powinno być "zmiłuj się", a nie prośba o obniżanie wymagań
                  (panie profesorze, ale tego nie było na wykładach).
                  "A co do faktów": Ja akurat nieco wiem o tamtym okresie, bo ten
                  okres był - jak byśmy dzisiaj powiedzieli - hobby mojej
                  wychowawczyni w Podstawówce. Zaczynaliśmy od lektury "Moje pierwsze
                  boje" (kto zna nazwisko autora?). Tak, w 1946 roku. Ale nie sądzę,
                  aby "technokracie" czy matematykowi była potrzebna znajomość dat.
                  Fakty - tak, kolejność - tak. Przyczyny, następstwa - tak, ale nie
                  daty. Co np. mnie - elektronikowi, daje informacja, że w bitwie pod
                  Ypres na przełomie kwietnia i maja 1915r, Niemcy po raz pierwszy
                  użyli gazów bojowych? Czy nie wystarczy jak będę wiedział, że miało
                  to miejsce w czasie I WW, na froncie zachodnim, że Niemcy i iperyt?
                  Czy pomoże mi to w życiu zawodowym jeżeli potrafię wyjaśnić dlaczego
                  w ZSRR rocznicę "października" obchodzono w listopadzie? Albo
                  co "Dziadek" robił w Magdeburgu?
                  ------
                  A co zrobić, aby Polacy się nie jąkali (eee-yyy)?
                  • tocqueville Re: Przypominam: I wojna światowa - 1914-1918 27.02.09, 22:27
                    Ale nie sądzę,
                    > aby "technokracie" czy matematykowi była potrzebna znajomość dat.
                    > Fakty - tak, kolejność - tak. Przyczyny, następstwa - tak, ale nie
                    > daty.

                    Tylko jak przeprowadzić ciąg przyczynowo-skutkowy, jak ustalić kolejność kiedy
                    się nie zna dat?


                    Co np. mnie - elektronikowi, daje informacja, że w bitwie pod
                    > Ypres na przełomie kwietnia i maja 1915r, Niemcy po raz pierwszy
                    > użyli gazów bojowych? Czy nie wystarczy jak będę wiedział, że miało
                    > to miejsce w czasie I WW, na froncie zachodnim, że Niemcy i iperyt?

                    oczywiście wystarczy, ale powinieneś kojarzyć, że I wojna to okres 1914-1918 a
                    nie np. 1930-54

                    > Czy pomoże mi to w życiu zawodowym jeżeli potrafię wyjaśnić dlaczego w ZSRR
                    rocznicę "października" obchodzono w listopadzie?

                    nie pomoże - ale czy życie ogranicza się tylko do pracy? Gdyby ograniczać się w
                    przekazie wiedzy, tylko do tego co bezpośrednio przyda się w pracy mielibyśmy
                    społeczeństwo "roboli", homo economicus- i jak tacy mieli np. głosować w wyborach?

                    >Albo > co "Dziadek" robił w Magdeburgu?

                    nie musisz wiedzieć co Dziadek robił z Sosnkowskim w Magdeburgu.
                    Ale już fakt, jak ten Magdeburg opuścił (nagle przetrasportowany przez Niemców
                    pustym pociągiem do Warszawy, prawie jak Lenin do Piotrogrodu) może prowadzić do
                    interesujących refleksji - jaki interes mieli Niemcy w tych działaniach? itd.
                  • a_weasley Re: Przypominam: I wojna światowa - 1914-1918 19.03.09, 00:54
                    Mim05 napisał:

                    > Czy pomoże mi to w życiu zawodowym
                    > jeżeli potrafię wyjaśnić dlaczego
                    > w ZSRR rocznicę "października" obchodzono
                    > w listopadzie? Albo co "Dziadek" robił
                    > w Magdeburgu?

                    Najpewniej nie. Za moich czasów ludzi nie mających pojęcia o niczym, co nie
                    należało do ich dziedziny zawodowej, nazywano najoględniej "ograniczonymi". Ale
                    być może jestem staroświecki.
                    Nie, nie przyda Ci się to. Tak jak dziennikarzowi znajomość praw fizyki. A potem
                    mamy dziennikarzy wypisujących dyrdymały o genialnym zderzaku Łągiewki. Jak
                    dobrze pójdzie, to któryś opisze genialnego wynalazcę perpetuum mobile.
      • nessie-jp Re: Czy mi przeszkadza Schulz? Tak i nie... 26.02.09, 17:28
        > lektur bezwzględnie obowiązkowych z XX w. do DWÓCH padło na Żyda i człowieka
        > świadomie wyzwalającego się z polskości.

        To przykład szczególnego oczoklapkizmu i semitofobii, żeby Schulza oceniać w
        kontekście religijnym. Obowiązkowe są dzieła dwóch najważniejszych, najlepszych
        literacko i najbardziej wpływowych pisarzy. Ich religia, poglądy polityczne i
        skłonności seksualne naprawdę nie mają tu nic do rzeczy
        • a_weasley Re: Czy mi przeszkadza Schulz? Tak i nie... 26.02.09, 17:33
          Nessie-Jp napisała:

          > To przykład szczególnego oczoklapkizmu
          > i semitofobii, żeby Schulza oceniać w
          > kontekście religijnym.

          Nie napisałem żyda, tylko Żyda. Nie religijnym, tylko narodowym.

          > Obowiązkowe są dzieła dwóch
          > najważniejszych, najlepszych
          > literacko i najbardziej wpływowych
          > pisarzy.

          Aha. I to są Schulz i Gombrowicz. To ja przepraszam, a dowcip o Gąsce Balbince
          opowiem w jakichś bardziej sprzyjających okolicznościach przyrody.
          • adam02138 oj gasko pocytuj nam jeszcze... 27.02.09, 04:41
            Prosimy!
    • cierpliwy Jak MEN chce uczyć polskiego? 28.02.09, 13:11
      Nauczaniem i szerzeniem oświaty powinni zajmować się fachowcy a nie partyjni
      dyletanci reprezentowani przez panią minister i niejakiego pana Legutkę. Jeśli
      tacy "fachowcy" mają decydować o nauce i oświacie to ...
    • stokrotka5000 Jak MEN chce uczyć polskiego? 01.03.09, 14:34
      Osobiście wydaje mi się, że szkoła,a w szczególności szkoły średnie
      powinny przygotowywać do zawodu. Oczywiście przedmioty takie jak
      polski powinny być obowiązkowe i powinny uczyć o polskiej kulturze,
      ale bez przesady. obecnie jestem uczennicą liceum i moje zajęcia w
      szkole trwają od godziny 8:30 do 14:55. Nie miałabym nic przeciwko,
      gdyby nie to, że same lekcje to nie wszystko. Trzeba się jeszcze
      nauczyć poznanego materiału, odrobić prace domowe, a to zajmuje mi
      cały dzień i nie tylko. Nieraz uczę się do późna w nocy ( zaczynam
      zaraz po powrocie do domu)i jeszcze nie umiem wszystkiego. Uważam,
      że nie jestem osobą, która ma problemy z uczeniem się, tylko, że
      materiału jest za dużo, a czasu na jego opanowanie zbyt mało. Nie do
      zrozumienia jest dla mnie po co osoba będąca na profilu matematyczno-
      fizycznym ma dokładnie poznawać wiedzę historyczną, czy spędzać
      godziny nad językiem polskim. Czy nie wystarczą jej absolutne
      podstawy?
    • anathesis MEN chce wynarodowic i odmozdzyc polskie dzieci 01.03.09, 17:16
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka