affera123
05.06.09, 17:12
Proponuję się przyjrzeć (przy okazji wizyty na jakimś oddziale
położniczym lub dziecięcym), jak wyglądają smoczki, którymi karmi
się noworodki i niemowlęta. Te smoczki pamiętają chyba PRL i mają
tak wielkie dziury, że palec wchodzi bez problemu, podczas gdy
wielkość otworu w smoczku powinna być zależna od wieku dziecka i
konsystencji spożywanego pokarmu. Jest nawet ścisły podział wiekowy,
w każdym sklepie z akcesoriami dla dzieci to wiedzą. A w szpitalu
wszystko robi się szybko i na odpie... Jeśli jeszcze jakaś
walnięta pielęgniarka wpadła na to, żeby dać gumowy smoczek od
butelki tylko do possania i zostawiła z nim niemowlaka sam na sam,
to skutki są łatwe do przewidzenia. W najlepszym przypadku skończy
się na lekkim niedotlenieniu mózgu, w najgorszym na ciężkim
upośledzeniu lub śmierci dziecka. W szpitalu, w którym leżało moje
dziecko, były też na oddziale lekko nadtłuczone butelki pamiętające
chyba Bieruta. O smoczkach z wielkimi dziurami nie wspomnę. Ale
pielęgniarki zawsze odpowiadają tak samo - jak się nie podoba trzeba
było przynieść własny sprzęt do karmienia.