Dodaj do ulubionych

Biję - co robić?

09.08.09, 12:33
poruszająca historia !!!!!!!!brawo,brawo i jeszcze raz brawo za
odwagę i determinację.
Obserwuj wątek
    • quant34 Re: Biję - co robić? 09.08.09, 13:14
      Ta historia to, że tak powiem, klasyka tematu w naszym kraju. W Polsce nie ma
      żadnego spójnego systemu przygotowania do życia w rodzinie. Nauka przedmiotu o
      takiej nazwie, to w Polskich szkołach zawsze była kpina, jak być matką i ojcem
      ludzie uczą się od własnych rodziców (często patologicznych), albo obserwując
      innych ludzi. Istotną rolę odgrywa także Kościół, który mówi ludziom "mnóżcie
      się", po czym w najdrobniejszych szczegółach uczy jak zrobić z dziecka katolika,
      kiedy je posłać do poszczególnych sakramentów itp. innymi słowy dba o własny
      interes, ale codziennym wychowaniem poza sferą religii się nie zajmuje. Do tego
      dorzućmy tradycyjną polską znieczulicę i filozofię nie mieszania się w cudze
      sprawy i już mamy maltretowane dziecko, którego los nikogo nie obchodzi. Im
      więcej takich artykułów, tym lepiej. Temat należy drążyć.
      • jazmig Tak bywa, gdzie się nie kocha dzieci 09.08.09, 13:34
        Biedne dzieci, a teraz to ona może sobie odrabiać zadania domowe, a
        nie to, co napsuła dzieciom w ich dzieciństwie.

        Ja rozumiem, że brałą 20-latka, sama mając lat 24 - lepszy taki niż
        żaden. Nie czuła i nie czuje nadal nic do mężą, więc odbijało się to
        na ich dzieciach.

        Dobrze przynajmniej, że zrozumiała swoje błędy, ale jak widać, nie
        do końca.
      • jazmig quant34 nabredził 09.08.09, 13:37
        Żadna szkoła nie nauczy kochać, bo miłości nie da się nauczyć. Ta
        kobieta swoje dzieci nie kochała i wątpię, czy kocha je obecnie.

        KK w to nie mieszaj, bo wprawdzie Kościół namawia do posiadania
        potomstwa, ale zaleca miłość do tegoż potomstwa, a nie mszczenie się
        na nim za swoje niepowodzenia życiowe.

        Ta kobieta zepsuła swoim dzieciom dzieciństwo nie dlatego, że
        słuchała Kościoła, ale dlatego, że Kościoła nie słuchała.
        • rzawy Re: quant34 nabredził 09.08.09, 15:04
          Autorka znalazła wielu winnych swojego zachowania i okoliczości łagodzących
          ,odbywa jakieś psychologiczne wycieczki oczyszczajace.
          A sprawa jest o wiele mniej skomplikowana.Ma zwyczajnie posrano w głowie.
        • antyprawak Re: quant34 nabredził 09.08.09, 15:11
          > KK w to nie mieszaj, bo wprawdzie Kościół namawia do posiadania
          > potomstwa, ale zaleca miłość do tegoż potomstwa, a nie mszczenie
          > się na nim za swoje niepowodzenia życiowe.

          Kościół zaleca miłość poprzez tzw. "zginanie karku", czyli w ramach
          kultury cierpienia, rodzic, który nie bije jednocześnie nie kocha. W
          zachodnich, laickich krajach odsetek rodziców bijących dzieci jest
          niewielki, mimo, że "nie słuchają kościóła". W Polsce, gdzie do
          katolicyzmu przyznaje się ponad 90% obywateli, do bicia dzieci
          przyznaje się 80% rodziców.

          www.edziecko.pl/edziecko/1,54933,3340838.html
        • maruda.r Re: quant34 nabredził 10.08.09, 00:51
          jazmig napisał:

          > Żadna szkoła nie nauczy kochać, bo miłości nie da się nauczyć. Ta
          > kobieta swoje dzieci nie kochała i wątpię, czy kocha je obecnie.

          *****************************

          Nauczyciel i przedszkolanka też nie muszą kochać dzieci, ale powinni wiedzieć,
          jak z nimi postępować.

          A kościół? Dla kościoła rodzina jest nadrzędna, bez względu na to, jakie piekło
          przechodzą jej członkowie. Dla kościoła liczy się tylko statystyka.

      • ksiaze_olsztyn Re: Biję - co robić? 10.08.09, 02:50
        Tak, bo Państwo nauczy ludzi w Państwowych Szkołach jak mają prowadzić rodziny,
        by żyło się lepiej wszystkim.

        A teraz weź i się palnij w ten swój socjalistyczny łeb. Dwa razy, dla pewności.
    • baabcia Biję - co robić? 09.08.09, 22:08
      bardzo dobry tekst;
      każdy ma nad czym pomyśleć po przeczytaniu;
      życie nie jest proste; jeden tłucze drugi rozpieszcza ponad miarę a potem
      tłucze, trzeci pogania nieustannie, a jeszcze inny kaze dziecku czekać na
      siebie cały czas czekać .... Na prawdę jest nad czym myśleć.
    • three-gun-max To wina męża 10.08.09, 10:30
      To wina męża tej babki, że związał się z dzieckiem alkoholika. Rada dla wszystkich: DZIECI ALKOHOLIKÓW UNIKAĆ JAK OGNIA. Trzymać się od nich z dala jak od zarazy, bo one ZAWSZE mają narąbane pod sufitem.
      • lewmalina Re: To wina męża 10.08.09, 11:22
        three-gun-max napisał:

        > To wina męża tej babki, że związał się z dzieckiem alkoholika. Rada dla wszystk
        > ich: DZIECI ALKOHOLIKÓW UNIKAĆ JAK OGNIA. Trzymać się od nich z dala jak od zar
        > azy, bo one ZAWSZE mają narąbane pod sufitem.


        Taak.. Tyle że w tym kraju to bardzo trudne. Dziećmi alkoholików jest jakieś 60% populacji, czasem mam wrażenie że więcej..
        Nie piszę zazwyczaj komentarzy (bo uważam że to nie ma sensu) ale ten komentarz mnie sprowokował swoją głupotą… Jestem pewna ze napisała to osoba młoda.
        Alkoholizm nie dotyczy tylko środowisk patologicznych, jak to się sporej części osób wydaje. Bicie dzieci nie żyją tylko w rodzinach biednych, o czym GW pisała i pisze.
        Dzieci alkoholików wyglądają normalnie, nie mają stygmatów na czole. W dodatku alkoholicy to często całkiem normalne osoby, pracujące na wszelkich możliwych stanowiskach. Dla otoczenia – zwykli ludzie, a że sobie codziennie piwo pije- no to nie jest alkoholizm! Można się bardzo pomylić.
        Acha- to że ktoś jest alkoholikiem nie jest równoznaczne z tym że stosuje przemoc cielesną wobec rodziny.
        Jak najwięcej takich artykułów a może w ludziach coś drgnie i zachwieją się te mury, te schematy i stereotypy...
        Ewa DDA
        (jak nie wiecie co sprawdźcie, to na temat będzie)


        taak.. Tyle że w tym kraju to bardzo trudne. Dziećmi alkoholików jest jakieś 60% populacji, czasem mam wrażenie że więcej..
        • three-gun-max Re: To wina męża 14.08.09, 12:36
          Te 60% to raczej tylko twoja próba podniesienia się na duchu, że niby nie tylko ty miałaś spaprane dzieciństwo. Niemniej wbrew temu co propaguje wyborcza i inne media, większość dzieci ma jednak normalnych rodziców. Reszta twojego wykładu (na który składają się truizmy powtórzone za artykułami z gazet) ma się nijak do dyskusji. Ja nie pisałem, że trzymać z dala należy się tylko od dzieci klasycznych meneli. Pisałem, że należy się trzymać z dala od WSZYSTKICH dzieci alkoholików. Może na pierwszy rzut oka nie różnią się od normalnych ludzi, ale wystarczy rozmowa, krótkie przebywanie w ich towarzystwie i już wiesz o co chodzi. Tego się nie da ukryć, to zawsze widać. Tylko trzeba uważnie patrzeć.

          Wiążąc się z dzieckiem alkoholika masz gwarancję, że wcześńiej czy później odwinie ci jakiś numer i ucierpisz na tym ty i wasze wspólne (nie daj Boże) dzieci.
          • lemonediscream Re: To wina męża 16.08.09, 10:34
            Nie trzeba być DDA, by mieć problemy ze sobą i mieć spaprane dzieciństwo.
            I nigdy nie masz gwarancji. Nigdy nie wiesz, co siedzi w głowie drugiego
            człowieka, i do czego jest zdolny.
    • mhm6 Biję - co robić? 10.08.09, 10:31
      znakomity tekst. Dziękuję.

      Okazuje się, że trzeba pisać o tym, że bicie jest złe, że można przerwać ten
      łańcuch beznadziei - może komuś to pomoże się ocknąć i zmienić swoje postępowanie.

    • timoszyk Re: Biję - co robić? 10.08.09, 20:05
      Jeden pocisk - artykul, ale tyle zwierza ubija! Dla wyksztalconych i madrych,
      oczywiscie, ktorzy wykryja te wszystkie zawarte w nim asocjacje.

      1. Pierwszy zwierz: klapsy.

      Inteligentny czytelnik zauwazy, ze znecanie sie nad dzieckiem nie calkiem
      normalnej pod wzgledem psychicznym kobiety oznacza po prostu bicie dzieci, a
      klapsy to przeciez tez bicie!
      PS Ciekawe jak wygladaja instrukcje w domach dziecka na okolicznosc krnabrnych
      wychowankow. Jakie metody zmuszania do posluszenstwa sa zalecane?

      2. Zwierz drugi: rodzina jako taka jest podejrzana.

      Tak, matka jest rodzina i to najblizsza, wiec rodzina nie zapewnia dziecku
      nalezytej opieki. Stad potrzeba jej inwigilacji przez panstwowe organa,
      jakiekolwiek by one nie byly.
      Nic nie mam przeciwko opisywaniu patologii jako takiej i dyskusji nad metodami
      jej zwalczania. Jednakze ten artykulu sugeruje uogolnienia dotyczace rodziny
      jako takiej, czyli instytucji dosc podejrzanej i w swej istocie przestarzalej.

      3. Zwierz trzeci: polskie spoleczenstwo.

      Jesli jest cos takiego mozliwe przez dlugi okres czasu i nikt nie reaguje, to
      znaczy ze spoleczesnstwo jako takie jest przezarte, nic nie warte, bo my Polacy
      tak zawsze... Artykul jest napisany dobrze i wielu komentatorow wartko
      podchwytuje ten temat, co tylko swiadczy o ich wysoko rozwinietej inteligencji.

      4. Zwierz czwarty: gdzie jest Kosciol?

      Tak, Kosciol glosi tyle pieknych hasel, zamiast po prostu pomoc gnebionym i
      gnebicielom, bo ofiarami oczywiscie sa wszyscy uwiklani, a sprawca
      spoleczenstwo, Polacy jako tacy i tak dalej.

      Jestem pewien, ze mozna ubic wiecej zwierza, jesli sie zaprzatnie intensywniej
      swe szare komorki do pracy i przeanalizuje artykul dokladnie.

      Za PRL obowiazywala w dziennikarstwie zelazna zasada: krytykowac mozna wiele,
      ale nigdy nie mozna UOGOLNIAC. Wiec mozna i nalezy napisac, ze w sklepie
      spozywczym na ulicy Buczka smierdzi bez przerwy, ale artykul nie moze sugerowac,
      ze smierdzi w placowkach handlu uspolecznionego.
      W wielu artykulach publikowanych w GW celem jest wlasnie uogolnianie, ktorego ma
      dokonac "inteligentny" czytelnik.

      Kazda patologia widziana z bliska zatrwaza. Kiedy sie jednak dyskutuje o
      patologiach jako takich, nalezy zapytac o ich przyczyny w szerszym kontekscie,
      posluzyc sie statystykami dotyczacymi ich dynamiki w czasie i przestrzeni,
      przyczynami, mozliwymi metodami ich zwalczania, ze wskazaniem na doswiadczenia
      innych krajow i tak dalej. Bez tej atmosfery beznadziejnosci prowadzacych
      czytelnika w prostej linii do wyciagania wnioskow nie tak wiele majacych
      wspolnego z sama patologia, ale zgodnych z polityka Redakcji.

      Waclaw Timoszyk
    • fotodiagnoza Biję - co robić? 11.08.09, 08:30
      sam tytuł nasuwa jednoznaczną odpowiedź. idź leczyć się!
      w tym momencie nie wart jesteś swego dziecka. tylko je krzywdzisz

      fotoforum.gazeta.pl/3,0,1924664,6,3,1,1.html
    • sojowemleko poziom komentarzy, jak zwykle... 14.08.09, 21:20
      Brawo, bardzo dobry tekst. Robi na mnie wrażenie głęboko przemyślanego,
      prawdziwego i przeżytego. Na pewno ani to ostatnie słowo, ani cały obrazek,
      raczej uchwycony dobrze kadr, dojrzała refleksja. Wśród komentarzy widzę sporo
      szlamu wylanego z gorących głów, no ale każdy ma jakąś biografię - każdy
      usiłuje sobie poradzić ze światem jak potrafi, rozliczyć, rozegrać, zasłonić
      jakieś swoje osobiste problemy. Tylko pogratulować osobie przedstawionej czy
      przedstawiającej się w tekście, która robi sporo dobrego, żeby uwolnić swoją
      rodzinę z utartych dróg biografii poprzedniego pokolenia. Ja mogę mieć też
      tylko nadzieję, że mój komentarz nie wyszedł tak beznadziejnie głupi jak
      większość tego, czym ludzkość zapełnia Internet. Pozdrawiam.
    • kotryna Re: Biję - co robić? 20.08.09, 11:29
      Odnoszę niejasne wrażenie, że ta mamuśka jest tak zachwycona
      swoja "przemianą", że nie zauważa jak wiele jeszcze pracy przed nią.
      Ona dopiero zaczyna powolutku odbudowywać relacje z dziećmi, a już
      zamierza uczyć obcych ludzi na ulicy, jak mają postępować ze swoimi
      pociechami. Nie rokuje to zbyt dobrze.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka