wscieklyuklad
24.06.16, 19:39
Gdy Wieczór wczorajszy nastał, w Obozowisku naszym Gwar się niósł niespokojny. W Niebo poźrzawszy Gwiazdę spadającą dostrzec można było, zatem Szmer Grozy między Dęby Prastare zawitał a Konarami tychże potrząsał, tak, że Korniki Drukarze ze Snu powstawszy, Łyko nadgryzać poczęły nerwowo.
Zły to omen - tak między sobą gadali, wieść tę z Usty do Usty podając a Strach przemożny udale tłumiąc, by Paniki wokół nie szerzyć.
Wydarzeń to strasznych zwiastun, gdy Gwiazda z Nieba ku Ziemi ulatując Ogon za sobą ciągnie.
W Ciszy spada, a jakbyś Serca swego kołatanie posłyszał. W Dali leci, a jakby przez Ciemię cię cieła, do Szpiku raniąc Kości, Mózgowie wstrząsając, tak że jeno Mroczki przed Oczami postrzegasz, a Goleni plastyczność na Wodzy utrzymać probując.
Tedy Grozą zdjęci ku Namiotom swym się udaliśmy, a Głowy Niespokojnie w Poduchach Puchowych zagłębiwszy w Sen zapaść każden się starał.
Rankiem Dzwonów Dzwonienie w Bębenki się Uszu wdarło - nie Świeże, Rozkołysane jako zwykle, ale Stłumione i Obce. Tedy Oczy rozwarłszy Dźwięk ów łowiłem łapczywie, Prawdy dociec pragnąc. Tedy w Piernat się Pośladkami wparłszy a Piętą o Piętę trąc, Powstania odwlekałem chwilę.
Spoza Namiotu Brezentu skrzyp Rosy Porannej z Dzwonieniem onym się kłócił - Kamraci to Łąkę krokami mierząc między Ślimaczkami i Dżdżowniczkami lawirując a do Czoła Dłoń przyłożywszy na Daszka kształty, w Dal Źrenicami mierzyli, na Horyzoncie Historii Wieści czekając.
- Brytowie Zadkami się ku nam zwrócili - ta Wieść Złowieszcza szybko Polanę obiegła.
Miast w z Pohańcem nam Bojach wesprzeć, a Speed Frajery do Lotu poderwać a Zaprzańcom do Wiwatu dawać, Ogony skuliwszy po sobie w Ostępach zapadli, gdzie jeno Bagna i Ogniki Wraże, gdzie Nimfy i Krasnoludy, gdzie Tury i Żubrzątka, gdzie Wilków Watahy wreszcie.
I cóże z nami będzie teraz, gdy my tu - z od Rodzin naszych Dala, Przyczółku Chrześcijaństwa bronim? I jakże nam teraz wobec Sił Wrażych stawać, gdy Flanka Wschodnia z Oręża Złupiona?
I jak tu Upór w sobie budzić? I jak Męstwo mnożyć, Bohatyrstwem się przede Światem Szczycić, gdy Tyłki Gołe, a Karabele i Krzyż Pański całym ci Arsenałem naszem?
- Może Kaczelnik Wyjście jakie znajdzie? Może Umyślnego na Arabie jakim nam podeśle z Rozkazem Jednoznacznym a Bitnym?
Może Narodu Przywódca Sztabowego nam naprędce mianuje, a taktykę,a Strategię objawi?
Takie to Obawy, Lęki takie do Obiedniej nam towarzyszyły Pory.
I nic Ciszy nie naruszyło.
I nic Strapienia nie gasiło Tłumu.
I nic Bitności nie zwiastowało tudzież.
Gdy Podwieczorku czas nastał, Tętent się przez Knieję poniósł, a z Krzewów Gęstwy Umyślny na Środek Polany wypadł. W Czapie Futrzanej. Z u Boku Szablą. W Oficerkach Błotem upapranych.
-Bob! Bob ci toż! - ktoś z Piersi Rozradowanej okrzyk dobył. Ratuenk nasz! Odsiecz nasza!
Wiktorii ni chybi Zwiastun!
A Bob stał z Czołem ku Ziemi spuszczonym. A Bob ni Słowa z Gardła ściśniętego nie wydał.
- Bobu Bobowi temu dać trza! Bobu mu damy! - z Gardeł setek wrzask się po Okolicy poniósł, a Wiara za Bobem się rzuciwszy, by bobu mu zadać, w Chaszczach przepadła.
A wonczas Nadzieja w Serca wstapiła nasze.
I już Dumki nad Ogniskami się niesą, już Karabele do Boków pasują, już Ciżmy wdziewają Bojowe.
A na Pohańca pohybel! A na Uchodźcy zatracenie! A na Neokolonialistów przepadek!
Bo przecie Bobu ci u nas dostatek.