wscieklyuklad
14.03.19, 20:53
autobrexitowe dymanko.
Rasa Parów i inszych Baronetów i brunetów (jako i ryżych Irlandców) pieści się od latek niewielu muskając swe ero (ego) genne strefy z miłym dla ucha pojękiwaniem. A to bucik (włoski), a to skandynawska cypelkowato zwisająca fujarka z Danią w roli jajec, a to hiszpański clitoris.
Sąsiadka z północy dymania jej chętna nie jest - podobnie jak Szkoci, ale ci ostatni zapewne ze skąpstwa dupy dawania - darmo zwłaszcza.
Erotyczne praktyki rodem wprost z Kamasutry a zaczerpnięte przez Brytów z okresu kolonialnego leżały u źródeł obioru obecnej Prajmmifister, która - w odróżnieniu od podłego i wzgardzonego po wojnie Czerczila, który miast ulic Czerwonych Latarni obiecał udręczonemu przez Adolfa H. Narodowi pot, krew i łzy (i słowa danego dotrzymał), miała pełnić rolę dmuchanej lali, którą po wykorzystaniu umyją i złożą do lamusa.
Nawiązano równocześnie do filmowej tradycji naszej telewizji, która lat kilkadziesiąt wstecz (a i teraz w ramach przypominania) emitowała najlepszy pewnie serial powojennej Polski "Stawka większa niż życie", która Brytom uzmysławia jak ważny przed nimi wybór, ale też zamyka klamrą toczące się po równi pochyłej koło fortuny. Któż z nas nie zna cytatu wypowiedzianego w jednym z odcinków Klossa, w którym ten wypowiada konspiracyjne hasło: Najlepsze kasztany są na placu Pigalle, a potem - już na granicy wpadki dowiadujemy się, iż na placu tymże jest nic innego nad burdel. W odzewie pada fraza o ciotce Zuzannie, która wtrynia kasztany owe.
Kasztany nieustannie kojarzymy z wiosną. Kasztany nieodłącznie towarzyszą maturom.
Kasztany to... May.
Zatem historia zadrwiła z marzących o powstaniu z kolan Brytów, sprowadzając ich do roli kontynuatorów dorobku polskiej sztuki filmowej.
Tyle, że brytyjski May wcale nie będzie miał posmaku pieczonych kasztanów. Te okopią się szczelnie w kolących zielonych skorupach (zielona wyspa!) strasząc otoczenie sterczącymi kolcami - wara od nich, nie dotykać, nie deptać bo źle się skończy.
Trza przetrwać do lata. Bo w lecie - jak wiadomo - wszystko wszystkim lata, jako, że każdy myśli już nie o standardowych parametrach bananów czy korniszonów, ale o nadmorskim wypoczynku w kurcie z all inclusive i nocną dyskoteką.
Trwa dymanie Europy przez durniów, którzy - nie tak jeszcze dawno - buńczucznie wygrażali UE wypinając się na nią dupskiem, a dziś zdawszy sobie sprawę z tego w jaki shit wdepnęli, przystępują z nogi na nogę, odsuwając dramat w czasie.
Miło było baraszkować z dwudziestką ósemką. Seks grupowy nosił czasem znamiona orgietki, ale to przecież Brytania była w niej w roli dominy a nie -jak dziś - masochisty jęczącego pod batogiem spadającym na grzbiet raba.
Chcieliby cofnąć czas i zapomnieć o wynikach referendum.
Chcieliby dalej pieszczot i pławieniu się w panrozkoszy.
Dzisiejsze przełożenie dnia opuszczenia Unii dowodzi, iż z pieszczot pozostało im jedynie
trwanie w bezruchu.
Zgodnie z techniką carezza.
Poleżą se teraz w biernym oczekiwaniu.
I niech się Europka rusza.
Miał rację Szanowny Pan Premier Leszek Miller twierdząc, iż mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale po tym jak kończy.
Bo przecież Anglia jest rodzaju żeńskiego.
A właściwie to całkiem już nijakiego.