wscieklyuklad
02.06.20, 14:54
STACHOWIAK - prawda o tym kto zabił a kto krył zbrodnię
Śmierć Igora Stachowiaka nie była przypadkowa, była od początku zaplanowanym zabójstwem. Policjanci działali tak jak milicyjni mordercy Grzegorza Przemyka, syna antykomunistycznej poetki, mieli identyczne „plecy” i byli pewni swojej bezkarności. Do zbrodni przygotowali się dobrze, wymówką do zatrzymania ofiary miały być poszukiwania kogoś podobnego. Dlatego już w czasie interwencji na wrocławskim rynku, gdzie ofiara została „upolowana”, brutalnie zakuwano w kajdanki osoby, które nagrywały działania policjantów, choć nagrywanie takie jest w pełni legalne. Policjanci korzystając z monitoringu miejskiego wyłapywali osoby mogące dysponować nagraniem z ich interwencji. Jeden z zatrzymanych twierdził, że został przez policjantów już na komisariacie pobity.
Gdy Igora Stachowiaka dowieziono na komisariat przy ul. Trzemeskiej 12, przybył tam człowiek, którego tego dnia, 15 maja 2016 r., nie powinno tam być, czyli funkcjonariusz policji, na którego kilka lat wcześniej Stachowiak złożył skargę w związku z również dokonanym pobiciem. Prowadzono w tej sprawie postępowanie. To kolejny punkt wskazujący na działanie zamierzone. Następny – w komisariacie tego dnia nie działały kamery monitoringu, a tortury prowadzono na łatwo zmywalnej posadzce toalety. Trudniej usunąć krew z wykładziny biurowej i mebli.
Grupa funkcjonariuszy, jak za czasów SB, zaczęła katować zatrzymanego, rozebrali go w ciemnym pomieszczeniu, bili, razili prądem – aż umarł. I na tym sprawa by się skończyła, typowy zgon na komisariacie, zeznania policjantów o „agresywnym zatrzymanym” przeciwko grobowemu milczeniu ofiary. Procesowo czysta sprawa. Nikt miał się nie dowiedzieć. Pechowo dla policjantów „ktoś” zdobył nagranie z tortur paralizatorem i udostępnił je mediom. Następnie ujawniono, że ślady duszenia na zwłokach Igora Stachowiaka wskazują na to, że dusił człowiek leworęczny, a jedynym leworęcznym był wtedy na komisariacie funkcjonariusz policji, który miał wcześniej pobić Stachowiaka, a więc jedyny który miał motyw do zemsty za ówczesne zgłoszenie jego przestępstwa. Igor Stachowiak miał przed śmiercią żalić się bliskim, że „policja go dojedzie”. Bał się i spodziewał zemsty ze strony policjanta, na którego wcześniej złożył skargę.
W 2013 r. Igor Stachowiak miał zostać zatrzymany przez policjantów, którzy mieli wywieźć go na ogródki działkowe, tam pobić i razić prądem z paralizatora, a następnie przewieźć na komisariat Wrocław-Grabiszynek i tam ponownie pobić. Obdukcja wykazała 20 urazów; m.in. intensywne ślady paralizatora na nogach i ręce, podduszanie i ślady po uderzaniu głową o ścianę. Z akt sprawy zaginęła kluczowa karta z obdukcji, prokuratura umorzyła sprawę. Sprawcą tamtych tortur miał być policjant, który też 15 maja 2016 r. torturował Igora Stachowiaka aż do jego śmierci, po czym w czerwcu odszedł ze służby w policji i rozpoczął służbę w Żandarmerii Wojskowej. Zgodę na odejście z policji komendant miejski podpisał dwa dni po śmierci Igora Stachowiaka, co miało usunąć zabójcę poza krąg podejrzanych.
„Panowie policjanci przyjechali i powiadomili nas, że syn został pomylony z innym człowiekiem, że spadł z krzesła i po prostu umarł, nie żyje, taki był pierwszy przekaz policjantów. […] Dostałem telefon, że syn jest przewożony do zakładu medycyny sądowej, będzie wykonywana sekcja i żebym lepiej nie jechał go oglądać. […] Robiono wszystko, żebyśmy go nie zobaczyli. […] Powiedziałem, że absolutnie nie ma takiej możliwości, jadę, muszę go zobaczyć, żeby się nic bez naszej obecności nie działo. Nie wyglądał normalnie. Na pewno nie był to upadek z krzesła. Był bardzo mocno pobity.” – słowa Macieja Stachowiaka, ojca Igora skierowane do dziennikarzy.
W sprawie śmierci Grzegorza Przemyka dezinformację prowadzili Jerzy Urban, gen. Czesław Kiszczak i grupa funkcjonariuszy SB. Identycznie stało się w przypadku śmierci Igora Stachowiaka. Dzień po emisji w telewizji materiału z nagraniami tortur media uchwyciły Beatę Kempę wychodzącą z komisariatu w Oleśnicy, w którym pracowali wcześniej policjanci zamieszani w tuszowanie sprawy śmierci Igora Stachowiaka. Kempa pełniła wtedy funkcję zastępczyni Zbigniewa Ziobry w jego partii Solidarna Polska i zarazem szefowej Kancelarii Premiera. W tym czasie o dalszym losie śledztwa miała zdecydować narada polityczna z udziałem Jarosława Kaczyńskiego, która odbyć się miała w siedzibie partii Prawo i Sprawiedliwość przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie.
Jak się okazało, Beatę Kempę dużo łączyło z zabójcami Igora Stachowiaka. Zarówno ona, jak i funkcjonariusze policji zamieszani w to przestępstwo, pochodzą z Sycowa, małej miejscowości pod Oleśnicą, w której praktycznie wszyscy się znają. Są też w podobnym wieku. I odkąd prawica wygrała wybory uzyskują nadzwyczajne awanse przechodząc z prowincji na eksponowane stanowiska w wojewódzkim Wrocławiu. Rozkwitu karier nie zastopowały nawet tortury na Stachowiaku – również pochodzący z Sycowa Jerzy Kokot został zastępcą komendanta miejskiego we Wrocławiu, choć kierował komisariatem Wrocław-Stare Miasto przy ul. Trzemeskiej w czasie, w którym tortury skutkowały śmiercią Stachowiaka. W grudniu 2016 r. Dariusz Kokornaczyk został komendantem miejskim we Wrocławiu.
Sprawę śmierci zatrzymanego usiłowano za wszelką cenę umorzyć. Względem policjanta, który wielokrotnie torturował go prądem zastosowano na 3 miesiące zawieszenie w obowiązkach służbowych, po czym przywrócono go do służby. Bardziej dotkliwą karą bywa mandat za złe parkowanie. Wysocy rangą oficerowie ponoszący odpowiedzialność za brak nadzoru uniknęli odpowiedzialności przechodząc najpierw na długoterminowe zwolnienia lekarskie a potem na emerytury, ani razu nie pojawili się też przed komisją dyscyplinarną. Zdymisjonowani za tuszowanie okoliczności sprawy, gdy już wiadomo było, że Stachowiaka przed śmiercią torturowano, i wspomniany już brak prawidłowego nadzoru komendanci otrzymali sześciomiesięczne odprawy, co oznaczało wypłatę od 45 do 60 tys. zł.
cdn.