Ziobro w końcu dowieziony przez policję na komisję, osiem godzin gadania i… klasyka gatunku: „to nie ja, to oni”. Woś podpisywał, Kamiński wiedział, Święczkowski znał szczegóły. A Ziobro? Tylko „kierunkowa wola” – taki wizjoner, co macha ręką i czeka, aż inni załatwią brudną robotę. Wyszło na to, że były minister sprawiedliwości to figurant w swoim własnym resorcie. Mistrz przerzucania winy – jeden dzień na komisji, a popchnął własnych ludzi pod autobus szybciej niż Pegasus włamywał się do telefonów.