chotomow72
12.01.06, 11:41
witam,
Na wsi telefonów nie ma. Wie o tym każde dziecko w Polsce: wsiury telefonów
nie potrzebują, bo jak co, to na traktor albo na krasulę i do GS'u blisko. Ja,
jako odmieniec, zapragnąłem telefonu. Taki brzydki nawyk z miasta, żeby można
bylo zrobić "dryń, dryń" i odzywa się ciotka z USA.
Sferia dziwowala się przez 2 tygodnie - "wie pan, chyba jednak nie sięga",
Netia też nie sięga, na placu została tylko TP SA. Ale i oni poddali się,
mówiąć, że nie da rady. Pochodziłem po okolicy, panowie z pogotowia TP SA
okazali sie kooperatywni i okazało się, że światłowód kończy się 400 metrów
ode mnie. Chyba niedaleko, nie? Napisalem, że sfinansuję dociągnięcie, tylko
niech TP SA to zrobi. "Nie da rady" najpierw uslyszalem, potem dostalem na
pismie.
W czerwcu 2003 roku, po serii prostych i celnych pytań do Zarządu TP SA,
zostałem zaproszony do Legionowa i podpisałem umowę z TP SA, że dociągną do
mnie telefon. Fajnie, da się to zrobić, pomyślałem. W umowie podano też datę,
miał to być 27 listopada 2004.
Tego, że do dziś nie mam telefonu "bo się nie dało", to już pewnie się
domyślacie. Ale to nic, dzisiejsza historia warta jest opisu :) Otóż, ostatnio
mamy dość duże mrozy, sporo śniegu, nieutwardzane drogi zamarzają w bryłę
lodu. Jak myślicie, co się oecnie dzieje? Otóż TP SA, od tygodnia, uparcie
kopie rowy pod sieć oraz doły pod studzienki. Ręcznie, bo maszyny żadnej nie
widać. Dobrze, myślę, bezsensowana to pora roku, ale to w końcu ich problem,
ich ludzie, ich koszty. Szkoda tych ludzi, co w jeden dzień robią 4 metry
rowu. Przy normalnych warunkach pamietam, że rowy pod fundamenty domu robi się
w ciągu 1-2 dni a objętościowo jest to duzo więcej pracy.
Dziś jakieś zbiegowisko, przyjechalo stado samochodów z logo TP SA,
przyjechało szefostwo TP SA z Legionowa, błyszczące limuzyny, dwa samochody
techników, konklawe w pełni, siwy dym bucha z rur wydechowych, znaczy się
deczyja już jest. Staneli nad dołem i debatują, jak to w Polsce. Wyjdę,
pomyślałem, może coś się stało, może wreszcie telefon będzie, na tej wsi to
nic nie wiadomo, trzeba być czujnym :)
Otóż stalo się - Panowie przyjechali zobaczyć, że ziemia tu zamarzła :)
Podszedłem, przywitalem się, zagaiłem i usłyszałem, że do mnie i do moich
sąsiadów, to telefonu nie dociagną (300 metrów), bo "nie ma w planach".
- Kiedy byly robione plany? zaptałem,
- Ano proszę Pana - 2 lata temu i wtedy jeszcze tych domów nie było,
- No nie, my tu wszyscy mieszkamy od 4 lat i podpisaliśmy z TP SA umowy na
dostarczenie telefonów już dwa lata temu,
- to ja się dowiem, zaraz zadzwonię,
Mija 10 minut, panowie ostro rozmawiają, co z tym szkodnikiem - mrozem
poczynić, jakie by tu usprawnienia wprowadzić. Robotnicy marzną. Dzwonię do
znajomego, którego pozycja zawodowa potrafi takie sprawy prostować od zaraz.
Podaję słuchawkę lokalnemu szefowi TP SA. i słyszę:
- tak, doprojektujemy tę nitkę, ale wie Pan, no ziemia nam zamarzła. Więc może
na wiosnę? Wie Pan, bo my mamy dwa obszary i na obu nam robota stoi...
o Jezu! myślałem, że kozła fiknę na tej dodze ze śmiechu :)
Zdradliwa i podstępna zima zakoczyła nie tylko drogowców ;)
Po co to piszę? Nie, nie chcę pocieszenia, ani nie wylewam żółci, traktuję to
jako normalne zjawisko w obszarze kodów pocztowych 05-xxx - taka okolica
widać, może jakieś szkodliwe wyziewy albo co. No, powód jakis musi być, ale ja
nie o tym.
Czy ktoś może mi wytłumaczyć, dlaczego nawet komercyjna firma, notowana na
gieldzie, zachowuje się jak stado baranów? Nie podłączyli telefonu w terminie
- trudno, zdarza sie, nie robie afery, jakoś sobie poradzłem. Ale kopać rowy
przy -7 stopni (w nocy spada do -15)??? i dziwić się, że "robota nie idzie"? A
owi panowie gdzie byli jesienią?
pozdrawiam :)
Marcin