Dodaj do ulubionych

sąsiedzi...

20.03.07, 13:41
tak mi przyszło coś na myśl odnośnie szeryfa i jego trosk związanych z
sąsiadami... i napatoczyła mi się taka oto wypowiedź:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=528&w=43423898
jak poczytacie sobie to może i wy opowiecie, CZY MIESZKACIE WŚRÓD POTWORÓW ?
Obserwuj wątek
    • narewa Re: sąsiedzi... 20.03.07, 14:27
      czasem mam takie wrażenie...
      mieszkanie w 11-piętrowym bloczysku to niestety,szkoła przetrwania/prawie/..
      Już ponad rok temu pisałam ,i nie tylko, o wandalach niszczacych mój
      blok,pijacych piwko czy palących trawkę.Walczyłam z nimi ostro,poskutkowało na
      trochę,teraz znów w weekendy muszę wieczorem brać tabletki nasenne,żeby noc
      przetrwać.
      Do tego na dole jazgotliwy,nad wyraz czujny piesek,na gorze takiż sam
      jamnik,obok sąsiedzi ,którzy walą drzwiami...
      Gdy bywam w innych wieżowcach na osiedlu,gdy widzę te czyste ściany,to sama do
      siebie mam żal.że taki blok sobie wybrałam..No.ale te 30 lat temu było jednak
      spokojniej..
      Rozmowa dla kobiety jest jak łyk tlenu..
      • w.iwo Re: sąsiedzi... 20.03.07, 16:11
        odwiedzam często znajomą mieszkającą na czwartym piętrze... pojawiam się tam w
        miarę regularnie dwa razy w tygodniu i często napotykam dwie dorastające...hm...
        dziewczyny (i tu trudno dostrzec wiek z powodu ubioru i makijażu), które palą
        papierosy na parterze przy wyjściu... cała klatka schodowa w petach i dymie...
        szkoda...
        • narewa Re: sąsiedzi... 20.03.07, 18:46
          no to tak moja klatka wyglada..niestety..a i jeszcze panowie z piwkiem często
          bywają..
          • w.iwo Re: sąsiedzi... 21.03.07, 12:53
            nie każdy nadaje się na sąsiadkę, jedna jest zbyt serdeczna, zwłaszcza dla
            twojego męża... druga zbyt krytyczna, zwłaszcza w stosunku do twojej garderoby i
            zawartości garnków... trzecia zbyt dociekliwa, zwłaszcza w twoich sprawach
            rodzinnych... czwarta ma zapędy pedagogiczne gdy zagląda do twoich kątów, a
            piąta i tak cię obgada, bo taka jej wola i już... ;o)))
            jedna z moich dawnych sąsiadek (już nieaktualnych) była miłą starszą panią,
            która miała bardzo wysokie wymagania co do towarzystwa mieszkającego obok czyli
            ... mnie... zabudowa szeregowa, wynajęte mieszkanie... mojego męża wyjątkowo
            denerwowała kobieta w oknie, która pojawiała się za każdym razem gdy usłyszała
            jakiś szelest... miało to swoje zalety bo wyjątkowo często wynosił śmieci w dość
            niefrasobliwym i niewieczorowym ubranku domowym... starszej pani bardzo
            przeszkadzały głosy dzieci bawiących się w ogródku i prawdę mówiąc, czasem
            wydawało mi się że szuka pretekstu żeby się porządnie pogniewać... nie wyglądała
            na osobę sympatyczną, gdy widziała mnie zaciskała lub wydymała usta, co
            sprawiało że jej twarz nabierała zaciętego wyglądu... tygrysa doprowadzała do
            pasjiiiii... śmiałam się mówiąc, że taka kobieta to skarb, bo złodziei na pewno
            odstraszy lub zauważy... przestałam się śmiać, gdy w dzień pod drzwiami jakiś
            amator sprzętu przewiercił drzwi samochodu i wyjął ulubioną grającą zabawkę
            tygrysa... noo, wiecie, teraz nawet zażartować nie mogłam, bo tygrys warczał za
            każdym razem na wspomnienie straty...

            minęło ponad pół roku, stosunki chłodne jak zwykle nie zmieniały się wiele...
            zauważyłam jednak że starsza pani nie wygląda już tak często przez okno i nie
            śledzi tak skrupulatnie naszych zmagań z rzeczywistością... nikła też w
            oczach... kiedyś przy porządkach na grządce, z nadejściem wiosny spotkałyśmy się
            przy płotku... okazało się że córka jedynaczka zakochała się bez pamięci w
            żonatym i dzieciatym ciapciaku, a mąż który do tej pory praktycznie nie bywał w
            domu - pracocholik, zaczął mieć kłopoty ze zdrowiem... w ciągu trzech miesięcy
            podczas których umierał na guza mózgu, spotykałam się ze strszą panią prawie
            codzień przy płotku... na grządce nie było już nic do roboty... po prostu...
            gdy wyjeżdzałam miałam wrażenie, że straciłam coś wyjątkowego...
            czas w którym obie mogłybyśmy pogodzić nasze światy :o)
            i tyle... już nigdy nie wróciłam do Poznania... ale mam nadzieję, że nie została
            sama i po mnie wprowadził się ktoś, kto pozwolił się zbliżyć do siebie samotnej
            kobiecie...

            tyle o złośliwej sąsiadce :o)
    • madziulec Re: sąsiedzi... 22.03.07, 11:46
      Ogolnei nie ;)
      Z jednej strony mam bardzo milych ;) Jak poprosze beda cat-sitterami ;)
      Z drugiej strony.. no coz, tu troszke czekam, az urodza sie im te blizniaki, bo
      sluchaja troszke glosno muzyki,a le daje sie zyc. Gorzej, ze teraz pan domu
      wychodzi na klatke schodowa palic, a to przeszkadza nie tylko mnei ale wszystkim.
      Ogolnei naprawde narzekac nie moge - nawet mieszkaja 3 starsze panie, ale i te
      mile, nie wscibskie, nei namolne.. serdeczne ;')
      • w.iwo Re: sąsiedzi... 22.03.07, 20:33
        no to się zacznie płacz po nocy hhehe... i to bliźniaki...
        no Madziulec, kochana, stopery i melisa jak nic :o)

        ja pamiętam dwa miesiące z sąsiadami którym powinno się odebrać prawa pieskie
        ;o) - po prostu niektórym ludziom wydawać powinni zakaz hodowli zwierząt...
        chyba że "tamagoci"... wypuszczanie psa o 6 rano na 5 min do ogródka; zamykanie
        go wyjącego na 6 godzin; wypuszczenie do ogródka na godzinkę gdzie psisko
        wyszczekało się za wszystkie czasy (ogródek miniaturowy, wszystko obsikane);
        zamknięcie psa na kolejne godziny do około 22-23 wieczorem... pies wyjec
        niemiłosierny, zresztą co miał robić... po tygodniu rozmowa z sąsiadami, mili
        ludzie, ale ... po dwóch tygodniach zaczęłam wyć z psem...

        inny sąsiad z bloku obok, do tej pory zamyka psa na balkonie, (balkon
        miniaturka), pies szczekacz, zimno nie zimno pies ujada... wyprowadziłam się, a
        po 4 latach mówią że dalej szczeka ...

        biedne te zwierzaki, słowo daję...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka