Tęczowy Most...

06.12.15, 19:54
Gdy odchodzi kot za Tęczowy Most
nawet smutki nie chcą zapełnić pustki
lecz kicia tam z naszymi ulubieńcami
biega po łąkach porośniętych kwiatami
chociaż nie ma futrzaka ukochanego
on nigdy nie opuści serca Twego...

Przykro mi, Leziu, że Twój koteczek umarł, znam to uczucie, gdy czworonożny przyjaciel odchodzi, sama mam psa staruszka, który już bardzo podupadł i codziennie z obawą patrzę, czy jeszcze oddycha.. pożegnania są tak cholernie trudne...
    • girl_42 Re: Tęczowy Most... 06.12.15, 19:57
      Nie umiera ten,kto pozostaje w naszej pamięci....Przykro mi Leziusad
      • lounger Re: Tęczowy Most... 06.12.15, 21:02
        Przykre sad Trzymaj się Leziu.
        • old.bear Re: Tęczowy Most... 06.12.15, 21:43
          Nie wiem czy to na miejscu, ale ... (`)
          sad
          • anus-hka Re: Tęczowy Most... 06.12.15, 22:27
            Zawsze kiedy odchodzi przyjaciel
          • rudka-a Re: Tęczowy Most... 06.12.15, 22:30
            Owszem na miejscu...dlaczego nie?!.....dla niektórych zwierzątko jest jedynym przyjacielem i pociechą w samotnym życiu, które przez wiele lat jest dzień w dzień z człowiekiem. Ile radości potrafi dać taki towarzysz w życiu. Są wsród nas kociarze, psiarze i inni miłośnicy zwierzatek, ptaszków, ludzie, którzy ratowali swoich pupili do samego końca, ratowali przed uśpieniem, zapewnili dach nad głową, pełną miche i...miłośc.
            • lounger Re: Tęczowy Most... 06.12.15, 22:34
              Też uważam że jak najbardziej na miejscu.
              • leziox Re: Tęczowy Most... 06.12.15, 23:07
                No pewnie, bo to był przyjaciel.
                Dziękuję Wam bardzo za ciepłe słowa.
                • girl_42 Re: Tęczowy Most... 06.12.15, 23:11
                  Tacy przyjaciele są najlepsi....

                  https://images3.bibsy.pl/f2W63DrC/koty-tez-moga-byc-najlepszym-przyjacielem-czlowieka-kot-to-nie-dzikus-jak-uwaza-wiekszosc-z-was-jesli-bedziecie-sie-o-niego-troszczyc-kochac-i-poswiecac-mu-czas-wkrotce-stanie-sie-twoim-najlepszym-przyjacielem-do-konca-zycia.jpeg
                  • leziox Re: Tęczowy Most... 06.12.15, 23:17
                    No właśnie, tyle że koty powinny żyć tak dlugo jak papugi to by nie było problemów z tym, że się musi patrzeć na to jak umiera taka puchata mordeczka. Ale postanowiłem że umrze w domu i chyba był trochę za to nawet wdzięczny. Jeszcze pazurkami trochę ścisnął i sobie poszedł.
                    • girl_42 Re: Tęczowy Most... 06.12.15, 23:20
                      Pewnie ześle Ci godnego następcę....
                    • rudka-a Re: Tęczowy Most... 06.12.15, 23:21
                      ...została Pixi.....ta będzie tęsknić...zawsze razem przecież...
                      zwierzaki też mają swoje emocje....
                      • leziox Re: Tęczowy Most... 06.12.15, 23:29
                        Obawiam się że Pixi też już dlugo nie pożyje. 13go marca 2016 kończy 18cie lat a na boczku ma guz który sobie ciągle wygryza. Nocami często wyje. Połamany ogonek, zatory w nosie. I tak cud że to tak pokręcone tyle lat żyje jeszcze.
                        • rudka-a Re: Tęczowy Most... 06.12.15, 23:36
                          Skoro wyje, to znaczy, że boli. Możliwe, że będziesz zmuszony do uśpienia Pixi, kiedy już nic nie bedzie w stanie złagodzić bólu. To trudna decyzja, ale czasem konieczna, by nie skazać zwierzaka na męczarnie. Dzisiaj wzywałam weterynarza, rak na powiece postępuje, łapy odmawiaja posłuszeństwa, nie wiem, czy nie będę musiała stanąc przed faktem i uśpić w tygodniu...
    • al-szamanka Re: Tęczowy Most... 06.12.15, 23:48
      Coś mnie tknęło, przed snem zajrzałam.
      Bardzo, bardzo przykro... małe stworzenie, wielka wyrwa.
      • leziox Re: Tęczowy Most... 06.12.15, 23:56
        Każdy kto ma zwierzaczki, prędzej czy później staje przed takim problemem.
        A kiedyś staniemy i my.
        Osobiście do raportu.
        • old.bear Re: Tęczowy Most... 07.12.15, 06:54
          Tak, to jedyna pewna rzecz w życiu uncertain
        • m.maska Re: Tęczowy Most... 07.12.15, 12:30
          To bardzo bolesny moment, kiedy odchodzi przyjaciel sad mialam okazje poznac Mini...
          • leziox Re: Tęczowy Most... 08.12.15, 22:05
            No nadal nawet sie gadać nie chce na temat.
            A jak tam Rudzia, pieza się czuje?
            • rudka-a Re: Tęczowy Most... 08.12.15, 22:40
              A dziekuję, dostaje zastrzyki co drugi dzień i jakby trochę ożył...
              ale to mój przyjaciel, domownik, więc robię, co mogę...rozumieją to tylko ci, którzy kochają zwierzęta...
              starosć jakos tak nie udała się Panu Bogu...zarówno wśród ludzi, jak i zwierząt
              • rudka-a Re: Tęczowy Most... 02.03.16, 17:13
                https://s15.postimg.org/f4ljqjep7/DSC05666.jpg
                • anus-hka Re: Tęczowy Most... 02.03.16, 17:38
                  Współczuję Rudzia ....sobie odszedł do krainy psiej szczęśliwości
                • cambria1.2 Re: Tęczowy Most... 02.03.16, 17:50
                  Żegnaj, Czarny Nochalu sad
                  • leziox Re: Tęczowy Most... 02.03.16, 21:31
                    No to teraz na Twojego zwierzaka wypadło.
                    Wolę nie pytać jak się dzisiaj czujesz.
                    Pocieszać nie będę, każdy musi sam przez to przejść.
                    sad
                    • rudka-a Re: Tęczowy Most... 02.03.16, 22:23
                      Miałam nadzieję, że jeszcze cos da się zrobić, ale to były płonne oczekiwania...
                      patrzyłam, jak uchodzi z niego życie, a ze mnie siły witalne...
                      każde odejście zwierza trawię długo i boleśnie...
                      ale to juz ostatnie....przysięgłam sobie, że więcej w moim domu nie będzie sierściucha.
                      • leziox Re: Tęczowy Most... 02.03.16, 22:31
                        Ja też tak sobie powiedziałem. Może nie to że bym jeszcze nie chciał ale jak przypomnę sobie całą tą akcję z tym moim bidusiem, to odechciewa mi się wszystkiego, zwłaszcza że Pixi też już nieciekawie wygląda.
                        I im człowiek starszy tym chyba coraz bardziej boli strata takiego przyjaciela, biorąc pod uwagę że nie wszyscy ludzie są dla nas tak dobrzy jak zwierzaki.
                        • rudka-a Re: Tęczowy Most... 02.03.16, 22:49
                          Tylko jednego obawiam się...bym swojej przysięgi nie złamała za tydzień...dwa...
                          i nie zaświtał mi pomysł - 'a, jeszcze ten jeden, jedyny raz...', jak to robiłam za kazdym razem, gdy psiak odchodził...
                          a azyl mam dwie ulice dalej...i tam jest mnóstwo takich, co chcą być kochane...
                          i kazdy macha ogonem i zdaje sie mówić....mnie, mnie weź...
                          • leziox Re: Tęczowy Most... 02.03.16, 23:00
                            Nooo...Wiesz, jak się na to patrzy i wyrwę w sercu ma i jeszcze schronisko niedaleko...To ja albo bym omijał z daleka albo wpadł, zabrał piezę i uciekł z nią do domu.
                            Ale na razie popłacz sobie trochę.
                            Jutro będzie lepiej.
                          • m.maska Re: Tęczowy Most... 02.03.16, 23:09
                            rudka-a napisała:

                            > Tylko jednego obawiam się...bym swojej przysięgi nie złamała za tydzień...dwa..
                            > .
                            > i nie zaświtał mi pomysł - 'a, jeszcze ten jeden, jedyny raz...', jak to robiła
                            > m za kazdym razem, gdy psiak odchodził...
                            > a azyl mam dwie ulice dalej...i tam jest mnóstwo takich, co chcą być kochane...
                            > i kazdy macha ogonem i zdaje sie mówić....mnie, mnie weź...

                            To juz chyba cztery a nawet piec lat, jak moja mama stracila swego kocia - a jeszcze dzisiaj szkla sie jej oczy kiedy go wspomina.
                            • rudka-a Re: Tęczowy Most... 02.03.16, 23:45
                              m.maska napisała:

                              > To juz chyba cztery a nawet piec lat, jak moja mama stracila swego kocia - a je
                              > szcze dzisiaj szkla sie jej oczy kiedy go wspomina.

                              ..bo tak to właśnie jest....zwierzątko, to domownik...a ich sie nie zapomina...
                        • rorzrzutny Nie żebym namawiał, ale... 02.03.16, 23:11
                          ... ale oboje trochę nie macie racji.

                          I nie mówię, że nie boli i ma nie boleć.
                          Ma boleć, bo to jest istota prawdziwej więzi - kiedy zostaje przerwana, pojawia się pustka. Trudna do zniesienia.

                          Ale nie macie racji w tym, że w centrum problemu stawiacie tylko siebie - po drugiej stronie jest jakaś bida w jakimś schronisku, mała kupka nieszczęścia, która i tak już jest na świecie.
                          I która mogłaby mieć dobre życie, gdyby nie nasz lęk przed przyszłym bólem.

                          Dlatego, jeżeli ktoś ma serce do zwierząt i warunki do ich trzymania, trzeba po prostu brać na klatę to, co stanie się kiedyś, i jest nieuniknione. Strata jest nie tylko częścią życia, ale wręcz jedynym, co jest w życiu pewne, jeśli w ogóle interesuje nas budowanie jakichś prawdziwych relacji.
                          A naprawdę ważny jest - wbrew temu, co powiedział kiedyś pewien stary komuch - nie koniec, ale to, co dzieje się w trakcie.
                          • rudka-a Re: Nie żebym namawiał, ale... 02.03.16, 23:40
                            rorzrzutny napisał(a):

                            > ... ale oboje trochę nie macie racji. /........./

                            Pewnie masz rację...może dlatego schroniska pękają w szwach od czworonożnych mieszkańców, bo takich zarzekających, jak ja dzisiaj jest wiecej?..takich, którzy tkwią uparcie w swoich postanowieniach...odkąd pamietam zawsze był w domu pies, kot..
                            Właściwie, to nie wiem, jak się żyje, gdy cztery łapy nie chrapią wieczorem...
                            Dzisiaj rządzą emocje i bunt.......i żal..
                            Twoje słowa daja do myślenia...
                            • m.maska Re: Nie żebym namawiał, ale... 02.03.16, 23:57
                              W moim rodzinnym domu zawsze byly psy a potem byla rodzinna tragedia - dlatego zarzeklam sie, ze nie chce tego juz przezywac - poza tym zbyt czesto jestem poza domem, niekiedy nie ma mnie po kilka tygodni - stanowczo nie. Wiem jakie problemy tacy czworonozni przyjaciele sprawiaja moim znajomym, ktorzy podobnie jak ja zyja w rozkroku pomiedzy Polska i Niemcami i nieustannie kursuja i poszukuja znajomych czy sasiadow, ktorzy w tym czasie zaopiekuja sie zwierzeciem.
                              • rudka-a Re: Nie żebym namawiał, ale... 03.03.16, 00:17
                                To jeszcze inny problem jest...zwierzak, to nie zabawka, żeby go tak podrzucać raz do cioci Heni, a następny do sąsiadki Krysi u której może leżeć na kanapie, a u wujka Józka, tylko na podłodze w przedpokoju...to nie puchar przechodni.. Ktoś, kto często podróżuje nie powinien brać do siebie psa/kota...w małym łebku kotłuje się tęsknota, a kiedy znów wraca do swojego domu i wydaje się, że wszystko wróciło do normy po pewnym czasie znów idzie na.....przechowanie...aż w koncu jest ciężarem, bo..nie ma się co z nim zrobić...
                                i tak można rzec, ze jest w komfortowej sytuacji, bo nię laduje w lesie, przy drodze..
                                • m.maska Re: Nie żebym namawiał, ale... 03.03.16, 00:41
                                  Wlasnie dlatego, nigdy nie zdecydowalabym sie juz na zwierzaka - pamietam jak mialam u siebie kota mojej przyjaciolki przez ponad dwa tygodnie - nie chcieli wlec zwierzecia ze soba do Krakowa - jemu bylo zle i nam tez.
Pełna wersja